Wieczorne pedałowanie, troszkę nie w smak mojej żonie. Chcę abym zjadł kolację i szedł do łózka z nią coś oglądał. A mi wieczorna jazda pozwala troszkę odreagować dzień. Zrelaksować się i przyjemnie spocić. Dziś śledziłem zmagania Rafała Majki na etapie, kiedy wygrał odcinek TdF. Długo jechał pod tą górkę, więc jechałem 38 minut. Godzinnego pedałowania nie mogłem sobie zafundować, bo pocztę po pracy odwiedziłem i odbierałem piasty, a gdy wsiadłem na rower stacjonarnie, to było już za późno. Nie chcę w sumie po 22 ludziom huczeć na suficie trenażerem - jestem człowiekiem.
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.