Przełamałem dziś pewną niechęć do jazdy na zewnątrz. Zaświeciło nam rano piękne słońce i zdecydowałem się na przejażdżkę. Najpierw jednak pieszo poszedłem na miasto pozałatwiać kilka spraw. Kolejka w Banku dłuższa niż nasze pendolino, więc wróciłem do domu i pojechałem do placówki partnerskiej na swoim dawnym osiedlu, gdzie nie było kolejki.
Test roweru w zimowych warunkach wypadł nieźle. Niestety nadal jest problem z za krótkim łańcuchem, więc czeka mnie wiosną zakup nowego. Do zimowej jazdy wystarcza ten co jest, bo po lesie jeździłem na środkowym blacie. Jak było? Była frajda. Założyłem Shannon zimowe oponki i targałem po lesie w nagłębszym śniegu, jaki był. Nie jest go dużo, ale na tyle sporo, aby troszkę pokotłowac się w miękkim puchu. Jak do tego dodamy, jakies tam wydmy i korzenie to wyszła całkiem intensywna jazda, mimo dość małego dystansu. Jazda po lesie to dla mojego stylu ewenement, bo ja raczej fanem szos jestem, jednak tak pięknie ubarwione i suche ścieżki są wodą na młyn dla mnie. Nawet odcinki piaszczyste nie były sypkie. Lekko zmarznięte fałdy piasku faktycznie sprawiały, że nawierzchnia przypominała pociętą bruzdami szarlotkę, jednak nie przeszkadzało mi to. Odwiedziłem jedyne w lesie, jeziorko. Jeszcze kilka dni temu pływały tu kaczuszki, a teraz lód. Jezioro to jest pozostałością wiekszego zbiornika. Dwie trzecie powierzchni jednak porasta gęsta roślinność torfowa a otwarty zbiornik to tylko ten zamarznięty placek.
Oczywiście mróz dokuczał, jednak starałem się ciągle umartwiać rowerowo coby mi było cieplej. Nie dało się jednak. Czasem spotykałem piekne słoneczne polanki i mimo, że wiedziałem, że nie spędzę tam wiele czasu, przystawałem na chwilkę na zdjęcie.
Komentarze (4)
Oczywiście, że mniej. Poza szronem, to biało nie jest wcale. Ale na zachodzie - wiadomo - cieplej! :) U Ciebie to prawie jak na Syberii ;))
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.