Środa - Czwartek
Ostatnio mimo iż nie mam za dużo pracy jakoś nie mogę się zebrać i napisać coś elokwentnego na blogu. Wypalenie? No nie, raczej - przejeżdżenie. Wielu z was doradza mi, abym odpoczął od roweru, zrobił sobie klasyczny "brejk", ale nie mam jak bo jedynym środkiem transportu do roboty od lutego jest rower. W sumie jak sobie tak popatrzę, to bez kilku pojedynczych dni, każdego miesiąca "CODZIENNIE" jeżdżę do i z pracy rowerem. Pewnie jakiś przesyt się wkradł.
W Środę nie wiele ciekawego było, za to w czwartek - moi drodzy! Hu hu! Szef "K" w końcu poszedł na rower. To były zawodnik na tzw "emeryturze". Wiecie, całe życie się ścigał i nie umie inaczej, więc jazda "4-fuun" odpada.
- nie wiem jak ty możesz tak codziennie tak sobie po prostu jeździć... ja muszę mieć jakiś cel treningowy.
No i w końcu udało mu się zmotywować i wsiadł na rower. Wybrałem się z nim i jednym jego kolegą Arturem na rower. Ludzie, wiało jak s-syn, a oni po 33 pod wiatr jechali. Ja z bagażnikiem, z sakwą... z leczo w słoiczku. No klękajcie narody:) Kilka razy odpadłem z ogona. Z wiatrem po 35... pfff to nie dla mnie taka jazda, ale raz na jakiś czas fajnie się zmęczyć.
- kurcze ja chyba nie mam kondycji z wami jeździć.
- Nie no przestań tyle jeździsz to kondycje masz, tylko masz nogi zapierdolone...
No ciekawe stwierdzenie, może przez to moje lenistwo, jazdę jak emeryt, mi się tak zrobiło. Ja nie umiem naku-wiać. Nie umiem cisnąć sam po 30km/h. Mi w zupełności wystarcza 25-26km/h. Nie ma to tamto. Założyłem sobie wczoraj szoswe oponki i wieczorkiem skoczyłem na rundkę po okolicy.
Oj zimne wieczorki się robią, nie da się ukryć...
Jesień? Jesień rowerowa?

Wersja PRO... ale już po jednym wyjeździe brakowało mi sakwy. Ubrałbym się w coś pod koniec wycieczki, bo robiło się chłodno...
Ksiegowy
Jabłonna
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.
| Dystans całkowity | 124543.65 km |
| Dystans w terenie
| 8905.77 km (7.15%) |
| Czas w ruchu
|
140d 23h 00m |
| Suma w górę |
94868 m |
| Prędkość średnia: | 16.71 km/h |
| Baton statystyk
|
 |
| Profil | Profil bikera |
| Więcej statystyk | Statystyki rowerowe |
Wykres roczny