Syn zaskoczył dziś nawet drogowców, bo rano oznajmił, że on chce do Dziadzia i że wczoraj to on się z dziadziem, nie wybawił. No to memory find - dziadzia i pojechaliśmy. Pełen szczęscia dziedzic zostawion został zatem u moich rodzicieli, a my z żoną natenczas postanowilim, iść na rower. Mało ray dane nam jest jeździć razem toteż tym przyjmniej było wspólnie pokręcić się po okolicy. Odwiedziliśmy Zalew Zegrzyński i jechaliśmy nową ścieżką wzdłoż kanałku... Było bosko! Kilka pit-stopów na ciepłą herbatę, również zrobiło robotę.
Dzień udany - jutro w planie solowa eskapada rowerowa na wioski. Ma być mroźno i słonecznie - hmm zobaczymy jak będzie!
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.