Wracałem do domu w bólu. Nogi ciężkie, jak kłody tętno niskie, a nogi nie kręcą. Utrzymanie 20km/h to męczarnia. Wiele lat jeżdżę ale nigdy wiosna nie czułem takiej niemocy. To nie jest kwestia kondycji, bo puls niski, tylko tego że operowanie aparatem ruchu jest u mnie jak jechanie autem osobowym na za niskim ciśnieniu i ciągle pod górę. Podejrzewam że gdy w listopadzie w zeszłym roku odstawiłem do końca sterydy to na nowych lekach niestety już nie pojadę 250km jak rok temu.
Stoję przy drodze i czuję jak mi łydki mrowia, są ciężkie jakby obrzmiałe. Uda podobnie a w plecy jakby mi ktoś kołek włożył. Jeśli tak ma wyglądać jazda, to wolę niechlubnie podziwiać świat na elektryku niż starać się sobie udowadniać jaki to jestem niezniszczalny ????
Komentarze (1)
Wiadomo, nic ponad siły. Ale może lżejszy rower by pomógł? Masz gdzieś jeszcze szosowego Krossa Vento, którego razem kojarzymy? :)
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.