Do Warszawy - to będzie dla was trudna lektura!
Wątpliwości mieć jednak nie należy, iż to tą niewiastę oko me widziało, jakowo spacer uprawiawszy marszem ulicą krocząc szła!
Azali widzenie było drugie, gdyż ponieważ do pierwszego spotkania okiem w oko, pedałem w korbę i oponą w asfalt, przystąpiliśmy tegoż samego poranka kilka zegarowych równo odmierzonych godzin wcześniej. Wtedy to nasze jestestwo, nasz byt i nasze rowery nieomal tak zachwycające jak my sami, minęły się żwawo mknąc w Mokotowskim Parku, zwanym czasami w przypływach przez niektórych stołecznych mieszkańców, Polem Mokotowskim.
Cóżesz to było za naoczne widzenie, roześmiane obywa „my” z rozwianymi bujnymi czuprynami, pieczołowicie chronionymi powłoką kasku, mknęliśmy pośród ludu bieżącego mnogo nieopodal. Nie dane było nam, lubo nie daliśmy sobie nawzajem okazyji, aby nawiązać rozmawianie gdyż każde z nas we swoją stronę się spieszyło.
Jako wspomniałem na początku los nagrodził mnie podwójnie, i opatrzenie werbalno naoczne nastąpiło jeszcze raz tego samego poranka w godzinach wielej niż porannych, i rzec można by iż popołudniowych nawet. Zdziwienie odczuwać należało, gdyż Che stąpała jako homo sapiens sapiens erektus summus, pieszo! Toteż totalnie skonfundowany, zdezorientowany i zdeharmonizowany, zamyśliwszy się nadmiernie, nieomal nie rozjęchałem pieszej innej istoty bieżącej po chodniku. Nie da się bowiem zbyt dlugo poruszać roweru w kierunku jazdy, bezkolizyjnie gdy się centrum dowodzenia - głowę, ma obrócona o 180 stopni za niską brunetką znikającą za plecami.
Żyje i mam się nieźle choć powrót pod wiatr to nie jest to co lubię;/
Pozdrowienia dla podwójnej Che!










