No to będzie historia. Od prawie dwóch tygodni znowu mam problemy zdrowotne. Zaczęło się od bólu ścięgien w lewej ręce. Wydawało się że przeciążyłem ja nieco w pracy i w sumie to zbagatelizowałem, wiadomo przejdzie. Z czasem ból nie znikał a stan się pogarszał, bo doszła druga ręka i podobne objawy. Teraz jest już pewnie z 3 tydzień jak pojawiły się objawy o mam potworne drętwienie lewej dłoni, ograniczenia mobilności i czucia w palcach. Prawa ręka jakoś lepiej to znosi, ale lewa potrafi budzić mnie bólem z rana, jakbym się w sam nerw łokciowy uderzył. Biorę przeciwbolowe leki i trochę pomaga ale czucia w 4palcach nie mam a dłoń jak z kartonu. Do tego odrętwienie potworne ręki i skurcze takie że nie mogę rozprostować dłoni na płasko.
Zlecone badania przewodnictwa nerwowego i czekam na wizytę... Klasyka w huk długo.
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.