| Dystans całkowity: | 6937.77 km (w terenie 434.39 km; 6.26%) |
| Czas w ruchu: | 196:17 |
| Średnia prędkość: | 11.95 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 35.30 km/h |
| Liczba aktywności: | 367 |
| Średnio na aktywność: | 18.90 km i 1h 55m |
| Więcej statystyk |
O tym jak to Legionowo 3 razy przecinałem w siodełku;D
Standardowy przejazd urozmaicony nieco terenowo:D
Wsiadłem na zimówkę i co? Rany Julek, jak mu ładnie wszystko pracuje, jak mu przerzutki chodzą, jak napęd gra, jak on hasa... Szok do pięcianu!!!
:D Platonicznie obdarzam ten rower swoim uczuciem:D Accent zdaje się reumatyzmu się nabawił po tylu tysiącach KaEmÓfffff;P
Do zimy nie będe zmieniał nic w Accenciku, na zimę mam rozpierdalacz Szos!!!
Drżyjcie nadgarstki Adama - Era Sztywnego Tokaido Nadciąga;)
Na uczelnie, po standardowej trasie... Tym razem miałem awarię i przy szutrowej drodze, zmieniałem koło:D To znaczy dętkę;D Jak tak się babrałem, podszedł facet z wędka i zdziwiony pyta:
- a to one nie są bezdętkowe?
No i pogadaliśmy, że nie są bezdętkowe;) I jak dowiedział się ile kosztuje koło na rower bezdętkowe i opona to odpowiedział:
- to ja jeszcze poczekam aż będą tańsze... W aucie za 300zł komplet opon kupie.
Ech bajarze... Ciekawe gdzie on za 300zł komplet kupi, chyba, że używane.
No ogólnie człowiek jeden z tych co to wiedzą lepiej. Pogadaliśmy jeszcze chwilę i dowiedziałem się "jak to łon w dzieciństwie rowerem jeździł" - ech jak ja nie lubię takich dywagowań. "Teraz nie jeździ bo wszystko do roweru drogie..."
Mówie mu,ze benzyna i tak droższa, ale nie nie dociera znów czym filozofował.
Dziś z kolejną paczka piasku - do Laboratorium... Było sitowanie, był piknometr... ale wy i tak nie ogarniecie o co biega;) Więc opisze o rowerze. Na trasie do Wawy, jechało mi sie jakoś mroźno:) Jak wyszedłem z domu to się wracałem po bluzę (tak Tą lanserską Mazowii czerwoną).
Jechało się żwawiej bo było chłodno i ciśnięcie poprawiało termoregulację;)
Nowy chwyt na kieorwnicy, powoli wchodzi mi w krew. Początkowo tak wąskie trzymanie nieco mnie rozbalansowywało i przy mijających samochodach wolałem trzymać "klasykiem", dziś jednak z wiatrem troszkę w mordeczkę, jechałem na środkowym trzymaniu i szło sprawie;D
Ile w tym zapierdzielaniu miało udziału dobre śniadanie, ile nowa aerodynamika nie wiem, pewne jest, że 25km/h trzymało sie pięknie aż do Żerania.
Polubiłem szuterek od Żerania przy samej WIśle. Jak ja go polubiłem. Mimo, że raz nieomal się tam zabiłem, to lubię ten odcinek. W miarę pusto tam rano. Piaseczek i żwireczek z reguły jest fajny , a ten do tego naprawdę równy i można szumieć kółkami powyżej 25 ka em ów;)
Dziś przeleciałem do Szkoły ten terenowy odcinek sporo ponad przeciętna AVS:) Nosiło mnie niemiłosiernie... Drżyjcie Yorki i Zakochane Pary!!! Na szutrach zawitał wściekły Księgowy;D

W całej tej zapamiętałej gonitwie w okolicach plaży koło parku linowego, nieomal rozjechałem strażników miejskich:P Jechałem ze 30km/h a oni jak nigdy nic sobie SZLI!!!
Troche ich zakurzyłem hamując a ci jak Morze Czerwone rozstąpili się na lewo i prawo. I weź tu zareaguj i poprawnie wykonaj manewr wyminięcia? No palniesz albo w lewe jajo albo w prawe. ech Władza...
:D
Traska naprawdę mnie dziś niosła;)
Powrót z Uczelni równie szybki i od razu do Agi do pracy...
Po Agę do pracy - i po mięsko do Kauflandu...
Pierdzielona inflacja żeby 23zł za kg szynki płacić???? ZŁO!!! Przerzuce się na banany i monte jak
Che;D
Standardowo do Agi z Pełną sakwą piwa na ognisko, miało byc pięknie zapowiadali upały + burze. Upałów nie było, była za to parówka. Jak ja to kocham... jedziesz nie ma słońca, wilgotność 85% i ci po dupie płynie Niagara a na liczniku 19km/h;/
Pogoda szklarniowa, duszno parno...
Kilka kursów z polisami do podpisu z słoikami miodku i do Rosmanna na zakupy. A wieczorem miało być ognisko i kiełbaski i... dupa jak nie przypierdolił deszcz... i zrezygnowaliśmy z ogniska bo 13km w deszczu i potem siedzenie w domu jakoś nas z Agą odmotywowało z imprezy.
Wieczorne oglądanie Smefrów 3D + Piwko + Nocne Błyski i Deszczopryski!!!
Idzie jesień jebana!!!
To, ze pracowałem dziś u rodziców przy meblowaniu mieszkania po remoncie to nic. To, że zajęło mi to cały dzień i że przy okazji pomagałem w pisaniu CV i robieniu 10kg ogórków na zimę, TO NIC... To, że burza była zlało i znów nie było słońca to nic...
Jednak z tego wszystkiego nic siadłem dziś sobie na siodełko z moją ukochaną i po smacznej obiado-kolacji u rodziców wracaliśmy nocą już do domu. Wiecie co mnie tknęło? Że idzie jesień, ha ona nie idzie ona mówiąc potocznie nakur*ia. Żeby jeszcze uona tam jakoś szła z gracją, a patrzaj ci ta cala jesień ładuje środkiem i pod prąd i ostentacyjnie zaczyna przywalać mi z dyńki!
No na ulicy mroki, wszędzie mnogo mroku. Posiadam pewne wiadomości jako te mroki rozjaśniać jednakowoż ta jesień zaciemnia mroki. Dawno nie raziła mnie tylna lampka rowerowa... Byłem w szoku. A jaki mnie szok napotkał gdym na zegar spozierał? Rozumiem, czemu rower czasem nagina czasoprzestrzeń, ale żeby "o tej porze było ciemno???".
Z jednje stronicy, bierze mnie lekuchny żal, przygnębienie, bo siem nie nacieszyłem latem. Tak wiem, była wyprawa były upały itd, ale wróciłem w lipcu a potem 3 tyg lało na zmianę z deszczem a kilka dni padało normalnie. Świeciło to tylko mokre dupsko na siodełku w blasku błyskawic. Tak oto słońca tom się nie naoglądał w lipcu.
Sierpień troszkę się ogarnął, ale trzeba było nadrabiać zaległości nie tylko rowerowe z lipca i też przeleciał nie wiedzieć kiedy. W miesiąc nie zorbie dystansu z dwóch miesięcy. Wtem niebawem nastawać już chce wrzesień...
No ludzie czy wam się do tej szkoły tak spieszy? Nie można z tym wrześniem poczekać? Pani Jesień weź się no, nie bądź PIPA!!!
Z drugiej zaś strony, gdzieś pośród odmętów mej rowerowej próżności, z dala od obecności szarych komórek, splotów i sprzeżeń. Kusi znów biały śnieg pod kołami lekkie przymrozki. Kuszą spojrzenia zdziwionych ludzi na przystankach na modlińskiej, którzy będą wpatrywać się w pędzące JA i w głowach szukać pogardliwych słów MNIE opisujących. Kusi to, że znów poczuje się członkiem wyobcowanej i elitarnej grupy "jesienio-cyklistów" aby w listopadzie awansować do Półbogów "Zimo-cyklistów" których będzie niewielu na drogach. Kuszą puste ścieżki rowerowe bez Dziuń i Futerek bez lachonów z muzą z komórki.. Gdzieś nawet z sympatią wspomina sie te jesienne szelesty liści pod kołami i panie w kozakach na ulicach...
Wkurw mnie natenczas jednak zgarnia bom się jeszcze w całej swej mentalności nie ustawił na te zmiany i dogłębnie mnie to TYKA. Ta zaglądająca jesień... I zanim będę się jarał jak dziecko z nowej aury, zanim wypierd*le się na liściach bo zapomne że są śliskie, zanim zatrzyma mnie patrol i zwróci mi uwagę że nie mam lampki z tyłu(mimo że ja mam a nie właczylem bo dopiero bylo lato). Zanim znów będe kombinował jak rozmrozić rower po wycieczce... ZANIM TO NADEJDZIE!!!Chciałbym poczuć jeszcze trochę tych pieprzonych wybrakowanych jak chiński rower MTB w Lidlu , Wakacjii!!!! Takich ciepłych fajnych i rowerowych z sakwami szuterkiem i opalaniem się...
AMEN! - Tak mi dopomóż buk i jesion i wszyscy Wcięci!