| Dystans całkowity: | 14811.53 km (w terenie 196.14 km; 1.32%) |
| Czas w ruchu: | 120:08 |
| Średnia prędkość: | 21.40 km/h |
| Liczba aktywności: | 469 |
| Średnio na aktywność: | 31.58 km i 1h 56m |
| Więcej statystyk |
Znów do ppracy przez wiadukt wielką rewolucja się rozpoczęła, jakie będą jej efekty tego dowiemy się z czasem. Obecnie malowanie i wdrażanie nowych zasad, wielką reorganizacja firmy trwa!
Awantura w pracy o byle co. Napięcie sięga zenitu. Wszyscy podenerwowani. Remanent leży, braków dużo a przyszłość firmy pod znakiem zapytania. Nie wiadomo kto będzie pracował po nowym roku, szykują sie jakieś zmiany, a mnie już sił do tego burdelu nie starcza. Niedługo dojda do wniosku, że cały ten bałagan w spółce to moja wina...
Staram się to olewać, ale zbierało mi sie przez tydzień i wybuchlem. Oczywiście poszło o byle co... Chodzi o to, że w remanencie zapisałem pod spodem kod rękawiczek, które na owym remanencie były. Pani Ola z biura niestety, nie mogła przejść obok tego obojętnie i przyszla mi o to wyrzuty robić.
- Czemu to wpisałeś tu? Przecież dwie strony dalej zaznaczyłeś, że tych rękawiczek nie ma.
- Ola, tu jest 14 stron remanentu, na każdej 30 pozycji rękawiczek, i każda pozycja ma kod: 3xxxxxx-xxx-xxx.YY, naprawdę nie zauważyłem tego kodu i dopisałem go z tyłu.
- No to ile w końcu jest rękawiczek o tym kodzie skoro tu napisaleś zero z jednej sztuk a tam dopisałeś
- No zastanówmy się tu miała być jedna para napisałem, że jest zero a tam napisałem jedną parę - to ile jest?
- Będziecie to liczyć jeszcze raz... przez twoje niechlujstwo
- Sory, ale to nie jest tak trudny błąd abyś nie mogła go wychwycić i sama wywnioskować...
No i sie tak przepychaliśmy aż poleciały epitety.
Przyjemniutko nie? Niby błaha sytuacja, wydaje się, że powinno się rozejść po kościach, ale gdybyście czuli atmosferę w firmie... . Każdy nie wiem na czym stoi... bajzel... Odechciewa się...
Wróciłem tak zły z pracy, że myślałem, że mi głowa odpadnie.
Ostatnio modny stał sie słuchajcie triatlon. Zaraz po bieganiu coraz więcej mamy klientów, gdzie ludzie mówią nam, że będą startować w triatlonie. Fajna sprawa, choć czasem chyba wielu z nich nie zdaje sobie sprawy na co się porywa. Wpada bowiem na ten przykąłd do nas taki facet ostatnio i pyta czy rower merida, można na triatlonowy przerobić. Myślę sobie spoko Crossway ma 28 cali koła, ale da radę.

Okazuje się jednak, że pan ma jakiegoś górala mtb z przed 5 lat. Zainwestuje więc - tak powiedział - w nowe cienkie opony 1,25 cala nowe dętk, zmieni w góralu korbę na szosową lub trekingową. I planuje jeszcze zakup lemondki. I tak oto powstanie rower do triatlonu, na miarę "prawdziwego triatlonisty".Jeszcze tylko powinienem mu zaproponować zmianę amortyzatora na widelec sztywny i będzie "rakieta".
Po dłuższej rozmowie okazalo się, że pan " coś tam jeździł", nie biegał i "umie pływać". Od stycznia zaczyna trenowanie, wynajął trenera nawet. Teraz jedzie z rodziną na miesiąc na wakacje w ciepłe kraje, ale jak wróci to bierze się za treningi.
I tak człowiek nie mający pojęcia o jeździe, ze sportem nie mający nic wspólnego atakuje triatlon:) NAJS:D
Słońca na niebie od kilku ładnych dni ciężko się dopatrzeć. Mimo, że pogoda lekko na plusie chęć do pedałowania na dworze skutecznie mi nie chcę przyjść. Poranny kurs przez wiadukt w 5 minut, zdecydowanie mnie zaspokaja jeśli idzie o ostatnie dni i jazdę "life". Po weekendowym imprezowaniu ze znajomymi mogę z dumą powiedzieć, że mieszkanie nowe na parapetówce opite, i teraz można już oficjalnie powiedzieć, że "otwarcie" się odbyło.
Do pracy pojechałem dziś na Ślicznej Shannon. W planie miałem frezowanie kasety i założenie zębatek szosowych. Odkąd rower został zbudowany napęd przeszedł z FRANCY. Była więc kaseta MTB i korba 44 zęby. Niby jak na przełajówkę - spoko, ale podczas jazdy z wiatrem ostatnio bardzo brakowało mi kilku zębatek. Nie chodzi tu o prędkość, że było za wolno, mam na myśli to, że pomiędzy przysłowiową 5-tką i 6-tką jest różnica nie jednego a 3 zębów <chyba>.
W pracy dopadłem "nową kasetę", tą którą miałem na mazurach i ją diaxem zrobiłem. Tj - spiłowałem łączące ją nity i rozebrałem na poszczególne zębatki. Teraz ułożyłem sobie przełożenia jakie chce. Mam sporo dużych koronek z kaset mtb wcale nie ruszonych, więc jak będę miał okazję wiosną poeksperymentuje i ułożę sobie kasetę pod swoją jazdę.
Korbę obecnie mam dość specyficzną, bo założyłem dwie zębatki z trekingowej korby i jedna została po MTB.
48 - 36 - 22 - docelowo najmniejsza koronka powinna być 26... a nawet 28.
I tak oto podłubałem sobie w rowerze. Łańcuch XT miałem założyć i skuwak zgubiłem w domu, bo tak skutecznie porządek przed imprezą robiłem. W piwnicy też porządkowałem i też nie ma - czeka mnie jutro jeszcze więc zmiana łańucha.
Od jakiegoś czasu w firmie mamy dziwna personę. Nazwijmy go COLA, facet jest z bulgarii potocznie określany jako bułgar, ma jakieś bliżej nieokreslone zadanie w firmie, w odczuciu ogółu - kontrole wewnętrzną. Ledwo po Polsku mówi ale sporo rozumie. Ma ciekawa osobowość i wszystko chce wiedzieć.
Wczoraj brał udział w remanencie z nami. Dziwnie było. Sprawdzamy jedną ścianę lampek.
- zapisz cztery sztuki.
- ne ne, poszukaj poszukaj ma być pięć.
[ szukam ]
- masz?
- nie, zapisz cztery...
- ne ne musi być pięć
[ szukam wkurzony]
- nie ma więcej...
- dobra to odłóż te cztery na bok poszukasz zaraz. Teraz tamte....
I tak to działało. Lampek nie było mało, a sporo brakowało lub było pod innymi kodami. I tak zamiast remanent iść na przód stał w miejscu bo ciągle odkładaliśmy lampki na poszukanie dalej.
4h z lampkami walczyliśmy... potem jeszcze się "A" dołączył i we dwóch próbowaliśmy namówić COLE aby zapisywał stany faktyczne a nie usilnie szukał lampek.
Ciężki żmudny dzień.
Praca ach ta praca, co dzień do mnie powraca.
W firmie standardowo - inwentaryzacje, reklamacje i ludzi całe tumany... to znaczy tumany może oni są ale liczebnościowo bida... Po sobocie pracującej troszke pomotałem i trzeba było odkręcić. Nie wiem gdzie miałem łeb, ale popełniłem prosty błąd. Cóż moja wina nie ma co się wybielać. Cała sytuacja przeszła jednak bez większego echa. Widać w firmie mieli inne sprawy na głowie.
Koniec roku coraz bliżej a w firmie atmosfera jakby ktoś umarł. Szef chodzi jakiś taki załamany, remanent czyta, jak nastraszniejszy kryminał. Całe sterty piętrzą się dokumentów u niego za biórkiem a do tego wszystkiego jeszcze my - pracownicy coś od niego chcemy:P
Life;)
Dwa w jednym z dojazdów do pracy. Dziś przyprowadziłem zimówkę. Accent śnieznik idzie w ruch. Czarnowłosa shannon ma do wiosny wakacje.
W pracy nic ciekawego. Mógłbym wam opowiadać o sprzeczce z "A" i o tym jak to wyjaśniliśmy sobie między sobą parę faktów, ale szkoda słów. To już drugie takie duże spięcie między nami. Nie ukrywam, że zaiskrzyło dość mocno. Poszło o drobnostkę, i o to, że "A" postanowił mnie pouczać i robił to w tak ironiczny sposób, jakby mówił do pięciolatka. Oj lubi on uczyć innych, lubi pokazywać swoją wyższość. Trudno... mnie jego nauki nie pociągają i troszkę sobie powymienialiśmy poglądów - nie ukrywam dość głośno.
Co wam będę opowiadał, martwy sezon. Papierkowa robota, albo brak roboty. Inwentaryzacje, czasem kilkugodzinne sprawdzanie listy towarów. Klient? Hmm od święta;D
Po pracy na pocztę po odbiór piast.

To na nich stanie niebawem mój jednoślad;)
Hej witam ponownie. Ostatnio miałem lekkie kłopoty aby się znów zanurzyć w sieci. Troszkę pogoda się popsuła i przez deszcz i mglisto ponure poranki odebrała mi energię witalną.

Poniedziałek był znośny do granic możliwości... Dało radę się prześliznąć w pracy, coś tam było do robienia, bo zaczęły się remanenty. Wiadomo godziny z kartką w ręku liczenie sprawdzanie, co się zgadza, a co znów nie. O ile to jeszcze mogłem znieść to gęstniejącej końcowo-rocznej atmosfery jakoś nie łykam. Kurcze, czemu to tak jest, że tyle jest spisków, tyle pomówień w firmie, ludzie sobie nie ufają, jedni drugich okłamują, oskarżają. Gdzie jest zespół "team". To naprawdę ważne aby kilka osób czuło się jak drużyna! Rozumiem coraz bardziej zasady team-buldingu, umacniania więzi pracowników na polach - pozazawodowych. Wspólny wyjazd integracja ognisko, jakaś wycieczka rowerowa, jakiś paintball. Kurcze, rozrywka to nie tylko marnowanie czasu, to budowanie silnej więzi miedzy pracownikami, budowanie och wspólnego zaufania i spajanie więzi.
Czasem jest ok, czasem to gra... gra jakoś tak jakbym chciał. Jesteśmy uśmiechnięci, współpraca się toczy... czasem jednak są takie niesnaski, że łeb pęka. Niby klientó mało, a człowiek wychodzi po tych 9 godzinach jakby przeorał pole. Masakra...
Nareszcie środa. Dni ciągną się jeden po drugim tak ślamazarnie, że czasem ciężko to wytrzymać. Wiem wiem, narzekam bo w pracy nie ma co robić - idiotyzm. Niestety spędzanie całego dnia na szukaniu zajęć, które choć troszkę w oczach innych wyglądać będą na super potrzebne i wartościowe, nie jest łatwe.
Tego dnia znalazłem czas na majsterkowanie w serwisie. Mailem za zadanie wymienić korby z jednego roweru na drugi, jedne bowiem były 170 tki a drugie 175-tki, tym sposobem troszkę czasu przeleciało na wieszaniu się na kluczach. Jednym słowem, coś się działo.
Po pracy montowałem szafkę, tzn w sumie budowałem ją od zera z płyt pilśniowych. Wyszła zacnie. Jeszcze tylko wprawić drzwiczki i będzie czysta profeska;)
Rowerowo ubogo, choć pogoda powala na kolana!