Do pociągu w nowej kurtce i nowej termicznej koszulce. Jednak na 14stopni to było na granicy mojej tolerancji. Na termikę trzeba zakładać coś jeszcze. Sama kurteczka spoko. Termiczną koszulka na wstawke blokującą wiatr na piersi więc jest to dość osobliwe rozwiązanie. Teraz temperatury lecą na łeb i szybko trzeba się przestawić na grubsze ubieranie.
Załadowane wszystkie sakwy bo trzeba zawieźć ubrania po praniu spowrotem do pracy. Do tego jedzenie i jakieś tam rzeczy do przebrania wieczorem jak Będzie zimno. Zebrało się tego trochę!
Dawno nie pisałem tutaj tak od serca, od klawisza do ekranu. Dzisiaj jest niedziela, a wrzesień pełen uniesień i perturbacji powoli zalicza przełom. W głowie się uspokaja a jakiś taki wielki stres jaki mnie ostatnio nawiedzał, mija. Czas to wszystko jakoś wyrównać i wrócić do rytmu. Moje frustracje wynikały pewnie z trego, że pół miesiąca musiałem mieć na rano i nie było czasu na rower taki spokojny, w lesie i przed pracą. DO tego wszystkiego doszła Katorga, potem problemy w pracy i dużo obowiązków. Wszystko razem się skumulowało i jakiś bylem taki psychicznie skiszony! Dużo pracowałem, ale teraz mam prawie 4 dni wolnego razem z niedzielą. Będzie czas na rower, będzie czas dla rodziny i będzie czas na katorgowe sprawy. Prace nad stowarzyszeniem trwają, ale potrzebujemy dopracować nieco szczegółów, finansowania rozliczenia itp.
Powoli zastanawiam się nad kolejnym rokiem. Szkicuje pewne plany na sezon 2021 i wyłaniają się z nich pewne konkrety. Chciałbym wystartować w: Pyra trial - relatywnie płaski. PGR - góry i wertepy
Zakładam oczywiście jazdę turystyczną, z sakwą i nocowaniem ultra. Nie jechanie na czas, jazda do północy, potem 3h snu do świtu. Chcę podejść w tym roku do ultra nieco bardziej sakwiarsko(bikepackingowo). Więcej zdjęć, więcej chillu, mniej patrzenia na pozycję na trasie. Mam nadzieje, że uda się włączyć zimą basen (jak nas w cholerę nie zamkną), chciałbym też może spróbować nordic walking jakieś dystanse 10-20 km.
Gdyby nie to, że mam zaległości to byłby to normalny wpis. Ostatnio w plecy ze wszystkim, a przed plecami jeszcze sporo. Więc wrześniowe szaleństwo nie ustaje. Czekam na przesyłkę od Jysk z kocami dla domu dziecka i jeszcze w tym tygodniu pewnie odwiedzę ów dom i wręczę kocyki siostrze Dyrektor.
DO tego plany w pracy na zostanie szkoleniowcem i sporo pracy z tym związanych. Oj dzieje się dzieje, a ja już piątaka mam w nogach od stycznia. I zapowiada się, że jeszcze coś dokręcę!
Plany na dzisiaj były różne ale w końcu powstał pomysł żeby Agnieszka pojechała autem a ja rowerem. Nie miałem okazji ostatnio jeździć więc okazji nie mogłem przepuścić. Piękne babie lato choć wiatr mnie dzisiaj ostro przedmuchał.
Dużo pracy ostatnio I cholernie dużo na głowie. Taki reset był potrzebny! Tylko wiecie co? Padam na twarz?????
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.