W pracy od czternastej - powrót wieczorem. Noc chłodna... dzień intensywny. Szykuje się zmiana sezonu na zimowy. Już u progu, już tuż tuż. Lampka ma za mało baterii - należna wymiana. Ludzie na ścieżkach - nawet widoczni, biegacze nie. Opracowany nowy wariant powrotu. Wstawiłbym mapkę, ale i tak jej nie widać.
Należy cieplej się ubierać - zdecydowanie.
Proces powrotu - niesutablizowany. Chaos przy pakowaniu i ubieraniu. Dość powiedzieć, że wypadłem z rytmu. Za dużo razy sprawdzam gdzie co mam.
Rower - nowa/stara koronka. Napęd 1x10 mtb na crossowych kołach za wolny dokładam korobkę 42zęby - jakby dynamiczniej, pod górę trudniej.
Hulajnogi wszędzie - ulubione miejsce eketrycznej to środek nieoświetlonej ścieżki rowerowej...
Pierwsze kroki... dojazd SKM powrót rowerem. Rano ziąb. Powrót z wiatrem...
Warszawa dość osobliwa jest... - zapomniałem jak to jest być Warszawskim rowerzystą. Te powroty z pracy - ech:) Jutro do nocy, sprawdzę jak się ma sprawa powrotów "nocnych"
Po zamieszaniu z pracą powoli wszystko się wyprostowuje. Troszkę to było pokręcone w tym roku, i nie chciałem za wiele pisać, bo to był trudny okres dla mnie, pełen poszukiwań i stresów. Otóż poprzednia firma mex, postanowiła mi nie przedłużyć umowy po roku czasu, o czym dowiedziałem się dzień przed... Dowiedziałem się, że za urlop mi ekwiwalent wypłacą, więc pracy nie miałem z dnia na dzień. Słabo to wyszło, bo nikt pary z ust nie puścił, a ja spakowałem się i wyszedłem z dnia na dzień.
Trzeba było poszukać czegoś sensownego, ale sierpień to miesiąc urlopowy i moje cv rozbijały się o skrzynki mailowe i był zerowy odzew. Udało się wreszcie coś załapać i o ile nie stanie się katastrofa, żadne brzozy mnie nie zaatakują, a w tle nie będzie słychać strzałów, to zalokuje się w Decathlonie na Reducie.
Moje rowerowanie w związku z rotacją pracowniczą, lekko podniosło się z kryzysu, bo czasu było więcej, ale jednocześnie głowa nie odpoczywała, bo ciężko latać mając w perspektywie bezrobocie.
DO Nowego Dworu i spowrotem lasami. Wiatr niemiłosierny a ja jak zwykle za mało zjadłem i wypiłem, bo od rana latałem po Warszawie po Lekarzach Luxach i Medach. Autem na mordor to czas około 1:20!!!
Po górach przyszedł czas na odpoczynek od mtb, i zamieniłem rower na crossowy, czyli już prawie na asfalt, ale jeszcze z domieszką terenową. W Warszawie leją kał, więc rowerem będę dojeżdżał. No i opony z deczka cieńsze lepiej jednak na ścieżkach hulają niż 29 tki grubaskowe.
Pocisłem sobie zatem do lasu crossem i złoiłem jeden z moich ulubionych singli. Weszło ładnie, później już mniej terenowo pojechałem do Nieporętu łącząc ścieżkę rowerową z szutrowym odcinkiem przez Kąty Węgierskie.
Tam Kawa u Pana Sławka i powrót do domu znów ścieżką rowerową tym razem przez Wieliszew.
Dziś kolejne sprawy na Reducie załatwiałem. Dojazd SKM powrót w siodle. MAPA [tu jest mapa] w edycji ja ją widzę, wy nie;/ nie wiem czemu próbowałem nawet na gpsies com dodać bo myślałem że ten portal rwgps nie działą z blogiem.
Dzisiaj wersja przez Generała Maczka oraz Reymonta a potem Kasprowicza do Metra Młociny. Dynamika o wiele lepsza, nawet ujdzie stan dróg rowerowych, ale Chyba w standardzie jest w Stolicy skakanie ścieżką rowerową raz z lewa na prawą, raz z prawa na lewą. Tak ścieżka na Reymonta jest po LEWEJ od Kochanowskiego jest PO PRAWEJ.
Potem chciałem jechać (bo było zielone) po Lewej stronie Kasprowicza, ale ścieżka się skończyła na wysokości Wergiliusza i była po Prawej stronie ulicy Kasprowicza. No to przejechałem dalej prosto chodnikiem. Myślę sobie w końcu"dobra nie będę walił chodnikiem" i na wysokości Sokratesa zmieniłem stronę na Prawą i co? Ścieżka od Ulicy Sokratesa (przy Agorze) jest już tylko po LEWEJ stronie, więc do Metra Młociny znów jechałem chodnikiem!!!
Rano mieliśmy spotkanie z opiekunką w Jabłonnie. Szukamy pani do opieki nad małoletnim, aby go odbierała z przedszkola jak nas nie ma w domu. Kilka godzin dziennie, ale niestety takie życie, że człowiek pracuje i trzeba jakoś czas zorganizować.
Po wizycie w Jabłonnie udaliśmy się do Baru pod szóstką gdzie nieopodal jest przyjemne miejsce z leżakami i placem zabaw. Upał jednak bardzo doskwierał i mimo, że siedzieliśmy w cieniu. Około dwunastej zebraliśmy się do domu i pognaliśmy do domu.
Druga część dnia to w sumie rower całkiem wieczorny. O dwudziestej jest już ciemno, więc pojechałem prawie w zapadającym zmroku aby wrócić już "po nocy". Jakaś nutka w Ucho i kierunek Most Północny. Powrót rowerostradą na wale Wiślanym. Pełno biegaczy biegało w całkowitej ciemności bez jakiegokolwiek oświetlenia. Nawet Odblasków. Ludzie weźcie się za głowy!!! Rowerzyści was nie widzą!!!
Cała ta ścieżka pieszo rowerowa na wale to jeden wielki deptak, ale jednocześnie najlepszy sposób aby ubita drogą dostać się do legionowa omijając Modlińską i potrzebe zatrzymywania się co chwila na światłach. Trzeba jednak bardzo uważać bo w szczycie wieczornego spacerowania ta droga to slalom pomiedzy ludźmi z pasami, biegaczami i roklarzami.
Mam taką trasę do przerobienia. Macie jakieś pomysły gdzie jechać inaczej? Ścieżki rowerowe od Maczka do Marymonckiej to jakaś masakra.... raz tu raz tam, chodniki z kostki tramwaje...
Jakaś alternatywa? Może skrócenie Koło metra Warzyszew?
Jasio poszedł spać, więc został z żonką, a ja pojechałem na rower. nie miałem melodii a głowa jakoś nie chciała jechać. W połowie trasy dostałem telefon z "centrali" i dobra wiadomość wpadła. Noga od razu ruszyła. Dobrze że wybrałem sobie jazdę pod wiaty na początek bo podczas powrotu miałem już za pół darmo:D
Trasa:
Legionowo - Kładka LGBT - Szutrówki pod Mostami w Warszawie - Most Świętokrzyski - Bulwary - Most Grota Ścieżka rowerowa - Wał WIślany Tarchomin
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.