Zabrałem Canyona i pojechaliśmy poszurać troszkę grubą gumą. Jakeśmy poszurali okazało się, że nie szuter, a asfalt i że książka jest wielce w porządku! No to szuralim do wieczoru, mimo, że noc chłodna.
Jutro katorga - ciekawy jestem ile osób się pojawi na starcie mojego wyścigu!
Frekwencja online słaba - może ktoś przyjedzie bez onlajnu:P
Po całym dniu opieki nad małoletnim udało się wyrwać do lasu na małe co-nieco. Zweryfikowałem kilka odcinków katorgi i znalazłem powalone drzewa. Jednym słowem - będzie ciekawie. Oby frekwencja była bo narazie z frekwencją ubogo:)
Wieczorne kręcenie szosą, bo w ciągu dnia miałem troszkę obowiązków domowych. Ten wieczór nieco chłodniejszy i mimo, że zabrałem ze sobą wiatrówkę i bluzę z długim rękawem, pod koniec lekko mnie podwiewało. W uszach Audiobook Rachel Abott Zabij Mnie Znów. Mroza musiałem na boczny tor odstawić bo jakoś mi stanął... w uchu. Nie szedł dalej. Nie wiem czemu, nie wiem jak, ale stanął i iść nie chciał. Szosuje, bo ponieważ moje koło od mtb się naprawiało. Już jutro jednak będzie do odbioru i pewnie zanurkuje gdzieś w leśne boczne drogi!
Katorga już za tydzień, a ja mam opóźnienia ze wszystkim, nawet pakiety startowe dojść nie mogą o czasie, a laminarki do numerów jak nie było tak nie ma;P
Rano sprawy ogarniać w mieszkaniu rodziców, a potem na szosę. W sandałach pojechałem, to może sobie nogę opalę;) A tak na poważnie, to nie sądziłem, że będę tyle jechał, miałą być taka tam rundka, a wyszło jak zawsze. Ostatnio znów zaszosowiłem się z lekka to i przebiegi zacne. Wynika to z tego, że moje koło jest w serwisie ( to od mtb co strzelało) czekam na łożyska i serwis bębenka. Jak mi się uda to niebawem zrobię jakąś większą trasę, ale to czas i miejsce musi być, bo chęci ino są.
Moja szosa, remontem podzielona. Rano nie zdążyłem zrobić rundy bo remontowcy dzwonili, że kabina nie pasuje. Musiałęm wracać szybko i pokazać im, że jednak pasuje. Zrobili i zamontowali. Wmawiali mi, że się nie da że nie pasuje. Okazało się, że zrobii, że otwory w ścianie i pasuje. Efekt? Mam gratis dziury w ścianie.
Z rzeczy, które mnie martwią to to, że kibelek wydaje się jakoś strasznie nisko. Do tej pory miałem ten klasyczny muszlowy stojący, ten jest w zabudowie, ale bez deski jeszcze i wydaje się taki jakiś niski:D Nie myślałem, aby to wcześniej przymierzyć, zresztą fachowcy też nie podpowiedzieli, żeby przymierzyć i sprawdzić.
Na Północne Mazowsze pojechałem troszkę książki posłuchać i zrelaksować się. Remont remont i kurz pot i łzy.
Kwiatki... do poprawki!
Jakoś tam to idzie, ale dostojnie i wolno. Projekt zmian ruszył nie tylko w mojej łazience, zobaczymy jak i ile tych zmian uda się zrealizować do jesieni.
Chciałbym w przyszłym roku zrealizować projekt Wisły 1200 no i kilka pomniejszych tematów. Iskra w głowie się znów zaświeciła, i teraz trzeba podtrzymać blask, aby nie zgasła i zapalił się z niej duży płomień.
Nocne latanie szosą. Sporo mam pracy, ostatnio. Dużo się dzieje... Za dużo... Musiałem to poukładać w głowie. Poniosła mnie noc. Poniosła mnie szosa. Tylko ja i ciemność... cisza i czerń. Sprawy niespodziewane niepoukładane...
-----------------------------------> Łazienka się układa - :D
Jak to wolno idzie... Pół podłogi w jeden dzień. Woda nadal nie podłączona:) Bateria lewituje;)
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.