Do pracy na 13 więc rano udało się trochę ogarnąć rzeczy. Załatwiłem zakupy oraz zmianę opon zanim się kolejki zaczną tworzyć, no i rzecz jasna przejechałem się po okolicy. W sumie ta okolica była droga wzdłuż torów do PKP Choszczówka ale dobre i to. Trafiłem na ładną pogodę więc poranek udany.
Szybka akcja o świcie na serwis;)

Praca to wyzwania... czas jesieni i łańcuchów ludziom smarowania;)
Piękna niedziela jak na tę porę października. Zaraz listopad a tu temperatury po 25stopni jak we wczesnym wrześniu. Dla mnie to lepiej bo przynajmniej można sobie jeszcze w zdrowiu i znośnych warunkach pojeździć rowerem. Trzeba jednak przyznać ze poranki są już listopadowe. Zaczynają się mgły i niskie temperatury. Sama radość dobrze że w ciągu dnia nadrabia pogoda.
rano -dosłownie obudził się dziedzic i mimo że wolna niedziela szalał po łóżku już od siódmej. Nie miał w sumie tego dnia humoru i trochę fochy stroił. Dopiero jak zjadł i poszedł na spacer to mu przeszło. Jak już syn był wybawiony i chylił się ku upadkowi w objęcia Morfeusza zacząłem się zbierać na rower.
Słońce w żenicie i temperatura ponad 20 czego chcieć więcej na niedzielę?
ruszyłem więc i przejazd zakończyłem po 55kilometrach
Odrabiając ostatnio, skrócone przez pogrzeb godziny, miałem tego dnia do zrobienia całe jedenaście godzin. Jedenaście godzin na serwisie to jednak w sumie nawet przyjemność. Kilka fajnych perełek się trafiło do napraw. Jednym z nich był trek karbonowa szosa z przerzutkami DI2. Kolejna perełka to jakiś tam rower przeciętny, za to obrany w wyszydełkowane kondoniki na ramy. Pani od roweru miała siwe długie dredy. Taka retro - modern babeczka z latami na kraku.
W całym piątkowym zamieszaniu udało się mi zostać wezwanym również na sklep do pomocy, bo ludzi dużo a akurat obstawa była mała na dziale i jedna osoba to było o tej porze za mało.
Przyjemny choć pracowity dzień muszę przyznać.
Spokojnie pogrzeb to nie jakiejś tam bliskiej osoby, od razu uprzedzam pytania. Nazwijmy to, że taki "zaprzyjaźniony" dziadek w rodzinie zmarł i pojechaliśmy mu hołd oddać. dożył prawie 90 lat, więc i tak ładny wiek. Zmarł we śnie - piękna śmierć.
W pracy krótko bo od 9.15 do 12 więc nie wiele się napracowałem, choć coś tam mimo wszystko udało się zrobić.
Rano do rodziców ogarnąć komputer ojcu. Później wybrałem się do Choszczówki lekko dookoła. Z pracy udało się złożyć logo na plecach bluzy. Kolejny krok by bardziej personalizować swój maraton

być może wprowadze takie personalne bluzy dla zwycięzców maratonu. Temat do przerobienia :)
Dzień wolny od pracy to czas dla siebie i czas na zakupy.
Jak wiadomo w naszym życiu są różne priorytety i czasem nie za bardzo mamy wybór bo jeść trzeba a lodówka nie napełnia się sama. O tym, że zjeść lubię nie muszę wam chyba mówić, bo to widać po moim ciężarku na pasie brzuszno-biodrowym.
Po zakupach udałem się na rower. Pogoda znów rozpieszczała wiec pojechałem na krótko. Ok no dobra - no prawie na krótko, bo cienką bluzę z długim rękawem miałem. Nogami jednak oświecałem okolicę i płoszyłem sarny z lasu.
Postanowiłem poczynić pierwsze szkice dla Zimowej Legionowskiej Katorgi, która odbędzie się już w styczniu. Dokładnej daty nie mam jeszcze, bo czekam na publikacje kalendarza Wajsa i Zamany, ale to jeszcze jest czas.
Z projektów jakie planuje na ten okres jesienny to:
Śmieciobranie Jesienne - sprzątanie lasów w jeden z weekendów Listopada
Sylwester w Siodle - Zakończenie Roku na Rowerowo!
Porannie do serwisu!
Do pracy w sobotę - marzenie nas wszystkich:)