Trasa Katorgi - Weryfikacja

Środa, 12 czerwca 2019 · Komentarze(0)
W mega upale wybrałem się do lasu na sprawdzenie kolejnego odcinka Legionowskiej katorgi. Trasę przejechałem, a największym utrudnieniem nie był wcale upał, zaś mega dużo komarów, które gryzły jak oszalałe!

Trasa sprawdzona i dodane kilka poprawek:)

Ostre 55 kilometrów

Wtorek, 11 czerwca 2019 · Komentarze(0)
Dystans ma tu znaczenie, średnia nieco mniej. Moje ponowne zaszosowienie trwa, ale warunki zaszosowienia nie są  lekkie i przyjemne, bo dzisiaj na trasie miałem od 39 -45 stopni. Tyle pokazywał licznik zamontowany na kierownicy, więc trzeba przyznać, że ciepławo było. Momentami naprawdę nawet gorąco. Przypomniał mi się zeszłoroczny maraton podróżnika, kiedy to upał wciskał mnie w asfalt i gdy musiałem ciąć dystans z 550 do 520 czy jakoś tak. Teraz niewiele brakowało a też bym się poddał, ale  książka w uchu okazała się zaskakująco ciekawa i pedałowałem dalej.

Moje plany na wakacje się rozjechały - fachowiec umawiamy rok temu na remont łazienki wykrzaczył się. Umawiałem się z nim jeszcze dwa miesiące temu, że Lipiec wchodzi z remontem i co? No dzisiaj zadzwoniłem i niestety musi odwołać bo zdrowotnie podupadł na zdrowiu.

Punkt A
Szukam ekipy remontowej solidnej z Wawy
Punkt B 
Pomożecie?:D

Wieczornie na Dębę.

Poniedziałek, 10 czerwca 2019 · Komentarze(0)
W ucho Książka i szosą na zaporę. Musiałem być w domu wcześniej (przed północą) więc dystans cokolwiek - miałki...

Dwa mosty + księga w uchu

Poniedziałek, 10 czerwca 2019 · Komentarze(0)
W ucho zaimplodowałem sobie książkę samo-czytajkę i pojechałem na rower. Było cokolwiek gorąco, jednak nie poddałem się żaru/żarowi. Jechało się zacnie. Choć zesztywniałem od tego MTB i jak jadę w dolnym chwycie to czuje, że nogi na nowo muszą się rozciągąc bo udo w zgięciu idzie bardziej pod brzuch. 

W normalnej pozycji na górnej części klamek, jedzie się całkiem przyzwoicie. Prędkości nie osiągam zawrotnych bo 25/28 km/h ale od zapierd... jest Tour De France, ja uprawiam Slow Cycling. 

Zdjęć nie ma bo z telefonu szła Książeczka a nie stawałem, żeby jedna noga pracowała równo przez te 2h z hakiem  (nie wiem ile .

Znowu Szos

Niedziela, 9 czerwca 2019 · Komentarze(1)
Do pracy szosą. Z plecakiem niestety, bo bagażnik zamocowany tymczasowo w Em Te Be. 

Rano znośnie się jechało do czasu, aż słońce buchnęło na pierwszych światłach. Włąśnie tam musiałem się zatrzymać i żar nieruchomego wiatru eksplował mi w twarz. 

W pracy posucha... ludzie chyba już odkładają kasę na wakacje i remonty (patrz ja;P).
Powrót z wiatrem z prędkościami pod 30 km/h:D Jak na powrót do szosy po kilku  miesiącach przerwy poszło mi zacnie. 

Szosowe Czterdzieści

Sobota, 8 czerwca 2019 · Komentarze(1)
Wsiadłem na szosę, aby zobaczyć, czy jeszcze potrafie jeździć na cienkichy. W sumie była to reakcja na śmierć zawodnika. Jakoś tak mni8e to dotknęło, że musiałem pojechać gdzieś i pokręcić. W uszach szumiałą muzyka a ja pedałowałem zamyślony. Wyszło nie wiele kilometrów, ale głowa się oczyściła. 

Dla osób niewtajemniczonych - ostatnio na Maratonie Podróżnika Zginął jeden z zawodników potrącony przez auto. 

Ech... kruche to życie nasze... 

Kampania

Czwartek, 30 maja 2019 · Komentarze(1)
Kategoria ciekawsze wpisy
Jestem prawie politykiem. Własnie rozpoczynam drugą już kampanie reklamową mojego maratonu MTB. Ostatnia pod koniec maja przyspożyła mi 20 polubień strony na FB ta obecna ma ten wynik dopełnić. Mój maraton startuje w sierpniu, a więc czasu na reklamę jest jeszcze troszkę. Chciałbym aby impreza była liczna i aby zebrana kwota za wpisowe liczona była w tysiącach a nie setkach. Bo wtedy większy zakup dla Domu Dziecka Można uczynić;)


Obecnie jaram się przygotowaniami! Ktoś z was startował może już u mnie? Przypominam, że szosowa Włóczęga odbyła się w Kwietniu! Za rok Edycja Szosowej Włóczęgi również wystartuje tym razem... nie powiem gdzie;) Tajemnica!

Poniedziałek - podwóć

Środa, 29 maja 2019 · Komentarze(1)
Kategoria kuweta
Powódź to chyba wtedy gdy nam się powodzi, a jak się nie powodzi? To podwóć? Czyli jest wodawysoka , ale nie zalewa. Serio nie zalewam! Jakoś tak to idzie. Tego dnia było sporo wód w wodzie i postanowiłęm zgodnie z ostrzeżeniami "zbliżać się do rzek"

Wody było co nie miara. Nie wylała tylko podlała i podtopiła. Fala przeszła i poszła, a w lasach została. W lasach jeszcze więcej wody niż w "nielasach". Burze jakie przeszły przez Mazowsze zostawiły wielkie bajora z błotem i deszczówką po środku głównych dróg w lasach. Zieleń soczysta pęcznieje i chłonie wilgoć na zapas, gdyby to po opadach pogodzie odwidziała się powódź i znów załączyła się susza!


Po mojej rundce w duchocie i wilgotności i wymęczeniu 35 kilometrów w lasach i po wałach - wróciłęm do domu. Ledwo się umyłem a z nieba lunęło! do końca dnia "lało" na przemiennie z "nielaniem". Olałem to... poszedłem spać...

Resztę dnia spędziłem już z rodziną. 


Z wiatrem mi do twarzy!

Niedziela, 26 maja 2019 · Komentarze(1)
Kategoria kuweta
Dzień matki dla dziecięcej dziadki.
Pracy w pracy sporo. Dojechałem sobie rowerem, bo w niedziele sklep czynny do siedemnastej i szansa na przyjemny powrót była nad wyraz wysoka. Chyba wyszedłem z założenia, że z wiatrem mi do twarzy, bo nie zajrzałem skąd i czy w ogóle będzie wiało. A musze wam rzec, że wiało. Było ostro pod wiatr jakem gnał o poranku do pracowniczego padołu. Wiało w ryjek zasadniczo za bardzo.  Gdy do tego dodamy jazdę terenem i plan "aby się nie upierd*** podczas dojazdu jak świnia" to w zasadzie plan upadł.  
Dojechałem niby o czasie, i niby nie było źle, ale w pęciny weszło kosmicznie. Potem w trakcie spaceru siedmiogodzinnego moje łydki przypominały mi, że właśnie zrobiły trening siłowy i należy im się rekonwalescencja!


Nie było szans na rekonwalescencje - nawet na lekkie sanatorium czy spa. Spać też mi się chciało - tak a propos. No ale do rzeczy. Pohandlowałem kosiarkami (deszcz + ciepło + trawa = kupowanie kosiarek), i rowerami (maj + komunie = kupowanie rowerów).
Podczas całego dnia handlu starałem się zrobić zaległe inwentury w namiocie ale nie było mi to dane jakbym tego chciał i w sumie zrobiłem ledwo liczenie a analizę braków i różnic przyszło mi robić następnego dnia. 


Dzień dobiegł końca a moje barki uginały się od gie-esów, komplementarki i pot spływał mi po... czole. Uradowany, że koniec dnia odziałem się w trykot i pognałęm do MAMY złożyć życzenia i pogadać. 

Jazda lasem z wiatrem 28km/h z sakwą. Kurka-rurka ależ to było super! Drzewa mi się kłaniały!

Do pracy - rowerem

Sobota, 25 maja 2019 · Komentarze(2)
Mimo, że mój zapach i smak jeszcze nie wróciły, to pogoda była na sobotę zapowiadana piękna. Nie mogłem sobie odmówić i pojechałem rowerem. Wiadomo wszak, że najlepszym lekiem jest rower. Wysmarkałem troszkę się podczas jazdy i zatoki oczyściłem:) 
Piękny dzionek, z rana na tyle ciepło aby nie było zimno, a wieczorem na tyle zimno aby było ciepło. 

Jazda do pracy naprawdę zacna choć stosunkowo krótka. 
Handlu również nie za wiele, bo Galerię Młociny Otworzyli i wszyscy polecieli ową pewnie oglądać!

I wiecie co? Jutro też idę do pracy! O!