Próba Generalna

Niedziela, 14 maja 2017 · Komentarze(22)
Czekałem na ten moment od wielu tygodni. Nie było pogody, nie było czasu, nie było warunków. W ten weekend karta się odwróciła. Wyszło w sumie spontanicznie. Jak zawsze. Pomyślałem, że pojadę z wiatrem zachód, potem bez przekonania, napisałem do Piotra. Ostatnio odmóiwł wyjazdu nocnego, więc nie sądziłem, że się zdecyduje. 
I wiecie co?
Zdecydował się.

Pracę w sobotę mam wpisaną w pesel. Podczas gdy Starsza Pani robiła już pierwsze kilometry, ja mordowałem się w pracy, handlując pompki, dętki i rowery. Snuł się dzień, jak smród po gaciach. Wreszcie przyszła piętnasta i pojawił się Piotr. O szesnastej zamknęliśmy sklep i przygoda się zaczęła. 

Do Nowego Dworu lecimy szybko i po zmianach. Średnia na tym odcinku oscyluje w okolicach 30km/h. Od Błękitnego mostu lecimy północną częścią Parku Kampinowskiego. 

To nieomal służbowa fota z północnej obwodnicy Kampinosu:

Tak było w marcu:


Ten postój dodaje nam mocy więc ruszamy dalej. 

Postój za Kamionem. Most drewniany na Bzurze został rozebrany, za to nowy most z jest idealnym asfaltem. 


Miasto Iłów to popas i doładowanie węgli.


W Iłowie na rynku jemy w romantycznych alejkach to co kupiliśmy na popas. 
Zaraz za Iłowem robi się już chłodniej, bo słońce zachodzi. Ruszamy więc już ubrani na noc, która zapada coraz szybciej.

Do Płocka docieramy już po zachodzie. Zajeżdżamy na rynek, ale za nim to nastąpi musimy pokonać efektowny podjazd. U progu podjazdu mijamy zrekultywowane osuwisko.

Zanim ruszymy na obiad, odwiedzamy jeszcze skarpę Płocką i Wzgórze Tumskie oraz Katedrę Płocką



Widok ze skarpy na oświetlone miasto jest bajeczny!
Na deptak wyruszamy z nadzieją na dobre jedzenie, kończy się smaczną pizzą w barze i herbatą z cytryną. Mina kelnerki u której zamawiam herbatę - bezcenny. Średnia promili w barze jest niemałą.

Z Płocka ruszamy już w ciemność. Lecimy znów zmianami i kilometry uciekają. Noc jest stosunkowo ciepła, ale i wilgotna. Przez większość trasy towarzyszy nam Księżyc. Gdy wschodzi - jest czerwony! Widzimy typową krwawą pełnię


Rozciąganie na postojach to podstawa.

Przed Płońskiem uderzamy na Naruszewo, a stamtąd na Nasielsk, skąd prosto już do domu.


Trasa dynamiczna, noc ciepła - choć kilka stopni więcej by mnie nie zmartwiło. 
Średnia - jak na mnie - powalająca. Równa dobra współpraca i zmiany co 5 kilometrów, to dobry sposób na jazdę, lekko powyżej oczekiwań. Dobrze zgrani jesteśmy z Piotrem i pedałowało nam się bajkowo. Piotrek to nowicjusz na takich trasach. Tego dnia zrobił zyciówkę i jedzie ze mną na MP, jako kolega. Nie udało mu się załapać w zapisach, ale wybiera się na imprezę towarzystko i kolarsko chce się zmierzyć z dystansem jaki przygotowała kapituła.

Zimny Kolarz

Czwartek, 11 maja 2017 · Komentarze(1)
Dojazd do pracy dziś w mega niedoczasie - kolejka w aptece była na 20 minut czekania. Może ludziom się zachorowało i apteki przeżywają renesans związany z ta zimna pogoda. Generalnie stałem i stałem.... i stałem. Aż w końcu kupiłem. Interwał do pracy w 8 stopniach pod wiatr, to nie była przyjemność. 

W pracy 5 minut po czasie, ale za to zagrzany. Nie zmienia to faktu, że pierwsze co robie po wejściu do sklepu to kurs za sklep po drewno do kominka.

Do maratonu Podróżnika ostatnie tygodnie!

Do pracy z dokrętką

Środa, 10 maja 2017 · Komentarze(0)
Udało się, mimo wielu perypetii, pojechać na rower. Dzień przerwy zrobił mi dobrze, bo zakwasy po upadku zelżały, a i nogi poczuły się lepiej. Było całkiem znośnie, więc udałem się na rundę. Nie wyjechałem nawet specjalnie wcześnie. Na trasie byłem 8:45, a godzina 9:00 to taka granica opuszczenia terytorium. 

Przyjemna runda z silnym akcentem na flet i wiolączelę!

Nawet słonecznie było, jeno zimno pieruńsko! W pracy w kominku palimy w MAJU~~!!!!!

Wypadek i obolałe nadgarstki

Poniedziałek, 8 maja 2017 · Komentarze(6)
Kategoria Do pracy!
O tym, że przywitał mnie kierowca z Hondy Civic wie już cześć z was. 

Jadąć drogą do pracy z naprzeciwka był sznur aut. Wszyscy jechali do Warszawy. Wiadomo rano sznurek - 50-60km/h Z mojej strony dośc pusto więc jechałem spokojnie. Raz na jakiś czas wyprzedzał mnie jakiś samochód. Nie wiedzieć jak i skąd pojawił się RYK! Zawyła frustracja stungowanego mózgu kierowcy hyba hondy Civic. Palant wystrzelił ze sznureczka tuż przede mnie. W zasadzie miałem ułamek czasu na decyzję. Bo "bujnęło" nim do samej lewe(jego lewej - mojej prawej) strony. Szybki skręt i rów. Ja - pn poleciał z hukiem dalej. Koło w rów, kierownica bokiem a ja przez kierownicę. Rower na plecach mi zlądował. Głową zaryłem o mokrą trawę w rowie. Nadgarstki też oberwały, bo chroniłem twarz.

Generalnie ludki w korku - olały sobie ja się podniosłem, ale civica juz nie było. Polecał hen hen... co jakiś czas skokami wyprzedzał 2 czasem 3 auta. 

W sumie nic mi się nie stało... w sumie:

Kask mi się ubrudził:)

Ranne Ptaki - Z deszczem za pasem

Sobota, 6 maja 2017 · Komentarze(3)
Jan wstał rano, więc mając na uwadze dobrą pogodę, zdecydowałem się na wyjazd. Dobra pogoda, to znaczy taka gdzie temperatura jest wyższa niż 10 stopni (rano więcej niż 10 - szał!!! W maju, szał podwójny) BYło co po 5:30 jak z domu się ewakuowałem. Oczywiście było pochmurno i coś tam w powietrzu czuć było wilgocią. Efekt był taki że po 5 kilometrach zaczęło kropić. Nie ma to jak wcelować w pogodę! Kropiło i kropiło, a ja jechałem i jechałem. Wreszcie przestało kropić, a ja nadal jechałem. 

Trasa do Nowego Dworu Mazowieckiego, potem na Kosewko i Goławice(most) następnie na Nasielsk i do Chrcynna. Na końcu Finał przez Serock i do Nieporętu do pracy.

Remont drogi na Janówek. Robią chodniki i zanosi się na nowy asfalt. 


W Goławicach padało po raz drugi. 

Na Nasielsk po sielskim asfalcie... pagórki i droga jak masełko!


Coben grał w uchu, a ja pedałowałem noga za nogą. Wyszło całkiem szybko bo przed pracą wykręciłem 88 kilometrów.
Sobota tego dnia była łagodna jeśli chodzi o ilość klientów i dzień zleciał znośnie. Powrót do domu to już śćiganie się z chmurą burzową. 

Majówka mieszana pracą

Środa, 3 maja 2017 · Komentarze(1)
Kategoria Do pracy!
Pierwszego maja wypadł mi pracujący. Niestety, takie były zamysły szefa, to co zrobić. Niby finansowo jakoś sobie to odbiłem, ale super utargu nie było. Ot przesiedziane kilka godzin w pracy. Plusem było natomiast to, że do pracy dojechałem sobie rowerem. Pogoda była piękna, więc żal był tym większy, że po dojeździe siedziałęm w "robocie".

Po powrocie do domu pobawiłem się z synem i resztę dnia przespałem. Jakoś mi się tak rozregulował dzień że zmarnowałem go do końca. 

Drugi maja to była inna baja. Wszem lud pracujący był w pracach to i ja pojechałem. Ten dzień był nieco lepszy w ilości handlowej, zaś nie ma co porównywać do normalnego tygodnia pracy, bo siedziałem do 18 ej, a po 14 skończyła się praca i zaczął grill. W sumie wolałbym w domu z rodziną się lenić, niż w robocie do 18ej dymić grillem. 

Dzień 3 maja, cóż ten dzień był wyjazdowy. Odwiedziliśmy babcie Numer DWA:) Młody nie spał w aucie, a w drodze powrotnej ciągle jęczał i marudził. Istny dom wariatów. Umęczyło mnie to 70 km autem jak nie wiem. W domu kontynuacja. Wrzaski, jęki i marudzenia. Skoczyłem więc szybko na rower posłuchać COBENA i jego książki, ale zaczęło lać/padać i wróciłem. Co prawa nerw mi zeszedł, a w zasadzie można powiedzieć, że się zmył!

Majówka udana w 40% a dziś (wpis robię w czwartek) LEJE. Jeszcze 3 dni pracy i niedziela wolna....:P Fuck yeah:)

Dookoła Zalewu Zegrzyńkiego

Niedziela, 30 kwietnia 2017 · Komentarze(10)
Zapowiadali, że dzień ma być względnie słoneczny, więc zdecydowałem się na wycieczkę. Długo myślałem gdzie jechać. Na wypad powyżej 200km nie było kompana, a w domu obiecałem żonie być przed 16tą. Wstałem więc rano i wybrałem się na wycieczkę dookoła zalewu. 
Trasę rozbudowałem tak, aby wyszło nieco więcej niż 100km. 

Poranek był chłodny - ledwo 6 stopni. Długo nie mogłem się rozgrzać, a wiaterek, choć słaby, dawał wrażenie że jest jeszcze chłodniej niż było na prawdę. Przez miasto jadę szukając w zakamarkach bluz i kurtek ciepłych miejsc. Jedzie mi się słabo i staje dwa razy na doklimatyzowanie wnętrza. Pierwszy raz na do ubieranie się, a drugi raz wpadam do sklepu po Tigera. Wreszcie po pokonaniu zapory Dębę, czuje że mi ciepło i jakoś mogę jechać. Wiatr miał nie wiać, a jednak czuć podmuchy to z boku, to z przodu. Niby nie dmucha mocno, ale jak ma się na dworze 6 stopni to czuć każdy podmuch. 

Odwiedzam sklep rowerowy w Serocku. Fasada nie zachęca do wejścia, a na balkonie rośnie jakieś zielsko. Nad sklepem wielki napis - nieruchomość na sprzedaż. Generalnie wygląd raczej odstrasza. Choć w środku jak widziałem dość ładnie. Niestety zamknięte więc po telefonie do żony i pogaworzeniu z synem na łączach, jadę dalej. 

Trasa na Wyszków to pasmo pagórków i podjazdów. Dawno nie leciałem tamtendy i zaskakuje mnie ilość wzniesień, jakie muzę pokonać. Plusem tych podjazdów jest to, że robi mi się cieplej. Nawet w połowie odcinka Serock Wyszków, staję aby zdjąć jedną warstwę ubrań. Do Miasta Kesa, wjeżdżam zaskoczony jak się ono zmieniło. Nabudowano tam ścieżek rowerowych i ponastawiali zakazu jazdy ulicami. Trzeba jechać kostkami. No ale zapominam, że to niedziela, a jak wiaodmo w niedziele jest Kościół:


Parking przed kościołem to inny stopień wtajemniczenia. Nie muszę wam pisać, że to czerwone to ścieżka rowerowa. 

Dla Audi wersja Hard! 


Micra chowa się za płotem, żeby jej nie było widać:)


Do Łochowa piękna leśna trasa pełna zapachów kwitnących dziko wiśni, jabłoni i jagód. 

Na niebie ciągle pochmurno, ale przynajmniej już nieco cieplej niż rano.

W Łochowie jetem tylko przelotem, bo gnam na Lody do Jadowa. Tam robię pierwszy dłuższy postój - trwa on jakieś 15 minut :D
Poprzednią cześć trasy jechałem w sumie nieomal non stop. Tylko z przerwami na zdjęcie, lub założenie kurtki. Jem lody przelewa napój do bidonu i ruszam dalej. Kierunek Sulejów!

Piękne asfalty, równe jak stół a wiatr lekko w plecy. Na liczniku niezmiennie prędkość pod 30km/h

Klembów to nadal pachnące Lasy - Stą już rzut beretem do Radzymina i nad znany mi już Zalew Zegrzyński, który był głównym Tematem tej wycieczki. 

Pętle zamykam po 6h i 15 minutach czystej jazdy!


Do pracy zwiewnie

Sobota, 29 kwietnia 2017 · Komentarze(1)
Zwiewnie i niepewnie do pracy pojechałem. Sobota pracująca, kolejna nadzieja na zarobek dla firmy, ale sezon deszczowo-gówniany nie odpuszcza, więc i ruch w sklepie był mały. Składaliśmy rowery i czekaliśmy na cud. Komunie za pasem, a rowery stoją...

Do domu jechałem już z wiatrem co wielce me serce uradowało!

Słaby czarodziej.

Piątek, 28 kwietnia 2017 · Komentarze(1)
Słaby ze mnie czarodziej, bo odczarowywanie pogody mi się jakoś nie udało - majówkę zapowiadają deszczową z porywach wiatru