Sypiąc piaskiem

Środa, 21 października 2015 · Komentarze(6)
Kategoria Do pracy!
Kolejny etap w moim rowerowym życiu nastał, a mianowicie jesień. Jesień jak to z nią zazwyczaj bywa, dżdżysta , mglista i deszczysta. Efekt? Mniej frajdy z jazdy po asfalcie, więcej wody, chlapiących aut i... zimno. W tym roku odkryłem zakurzony zakamarek swojej świadomości określany jako - jazda terenowa. Planuje przetestować ten podzespół i wkręcić go na wyższe obroty. Efekty?

No efektów jeszcze nie ma za wiele, ale w planie jest ich całkiem sporo. Zimą/jesienią pojawi się tu sporo wyjazdów "przeprawkowych" leśnych, po bezdrożach, po nocy. W mokrym mglistym poranku. W planach także nocne eskapady terenowe - co biorąc pod uwagę szybko zapadający zmrok, nie jest w sumie takim wielki "Wow".

Chcę troszkę po eksplorować regiony leśne. Połączyć przełaj, sakwiarstwo i kreatywną księgowość. 

W tym zadaniu pomogą mi:
* Shannon - Versja FAT BITH
* Opony Mezcal 29x2.1

Dzikim trafem udało się zmieścić w ramę, tak grube gumy i efekt jest piorunujący. Opona super porusza się po piasku i niesamowicie radzi sobie z grzązkim gruntem. Próba jazdy po mokrym kompnym piachu taki jak tu:

...zakończyła się sukcesem. 

Las z mojej ostatniej wycieczki prezentował się następująco:

Temat wyjazdu był zdecydowanie kolejowy. Chciałbym pociągnąć ten wątek tej zimy. Drogi wzdłuż torów kolejowych, używane były przy ich modernizacjach, budowach lub konserwacji. Są mało popularne, często zarośnięte i niejednokrotnie prowadzą donikąd. jednak zapach wilgotnych nasączonych ropą nasypów to bajka;)


Na mojej drodze tego dnia pojawił się odcinek dość trudny, wydmowy, i pagórkowaty. W aspekcie takiej jazdy muszę przystosować rower do lepszych przełożeń. Shannon niebawem dostanie dodatkową największą koronkę 32 i ubędzie jej jednej asfaltowej. 

Rower w lesie spisuje się zaskakująco dobrze. Wielu ze specjalistów pewnie wypowiadałoby się tutaj głosząc teorie, że geometria trekingowa nie ta, że nie ma odpowiedniego sloppingu rama, że rower to na lekką jazdę terenową, a nie na maratony.


Jazda w lesie to odkrywanie innych zapachów innych barw. To rewolucja na siodełku, i rewolucja pod kołami. Po całym sezonie jazdy asfaltami, tak spora odmiana, nakręca mnie jak nie wiem. Nawet taki muchomor na środku kopnej ścieżki, gdzie rower ledwo jedzie, powoduje uśmiech. 


Dalszy rzut oka na trasę pokazuje jak bardzo odmienna jest ona od tych jakimi poruszałem się ostatnimi miesiącami. Jechać w takim piasku udało się, choć nie była to jazda super dynamiczna. Określiłbym raczej ten odcinek i jego pokonanie, jako przejazd Paradny i nie poradny:) 








Powrót z pracy był w ciemnościach, więc co będę wam opowiadał:) Ciemno mgliście wyrąbiście;)



Czołgiem....

Poniedziałek, 19 października 2015 · Komentarze(2)
Kategoria Do pracy!
Jak chcesz mieć 3 rowery to kup jeden - taki jak mój. Zawsze możesz też zbudować go od zera, tak jak ja. W ogóle to ja powinienem mówić ludziom jak powinni żyć. A tak poważnie to jaram się jak zapałka na pierwszego listopada! Jeden rower, a tyle możliwości. Jak trzeba to szosa, jak trzeba to trekking... a jak trzeba to

FAT BAD BITH!

Opona mezcal 2.1 mieści się idealnie - co ni mniej ni więcej oznacza, że wchodzi na styk, czyli "dobrze jest będzie pan zadowolony!"

No i zabrałem sukę dziś do lasu i tam ją pocisnąłem! Nie żebym był nie kulturalny, czy coś, ale wariatka sama dawała po krzakach. Nie jechała prosto. To na pagórek, to na patyczki, gałązki, łamała zasady...


Las mi smakował dziś, jak tort czekoladowy. No co będę wam mówił zajarałem się ogólnie. Znów mi się chce jeździć. Byle nie padało, a będzie spoko;)


Po lesie czas przyszedł na test miejski. Oczywiście najlepiej grube opony sprawdzić na ścieżkach rowerowych, chodnikach, krawężnikach, uskokach, studzienkach, kratkach, łatkach, zaworach gazu, hydrantach... pasach i... nie wiem no w mieście! O tam o! To tam gdzie każą jeździć a nam się nie chce. 

I tak ganialiśmy sobie po mieście wybierając wszystkie chodniki, pasy skróty i dziurawe drogi między blokami. 


Jeden rower, a tyle możliwości... kto by pomyślał.


dżdży... na szybie dżdżownice...

Niedziela, 18 października 2015 · Komentarze(3)
Kategoria Pojeżdżawki
Zastanawiałem się ostatnio nad swoim Blogiem na BS. Przechodizło mi przez głowę, wiele myśli dotyczacych tego kawała sieci. Czasem zastanawiałem się czy i dlaczego ludzie czytają to co pisze, oraz czy i dlaczego powinienem pisać tylko o rowerowaniu. Czy w taki dzień jak dziś, gdy jedyne na co mam ochotę to trwać w bezruchu pod wodą zanurzony w wannie, czy właśnie tego dnia powinienem coś napisać? Czy to, że pojawi się tu wpis dotyczacy jakichś praw codziennych, jakichś spraw może nie do końca rowerowych, czy to będzie fajne? Czy powinno się tu pojawić?

Ludzie mają blogi kulinarne, blogi pań domu, blogi z poradami, blogi z testami sprzętu. Internet jest pełen blogów. Ktoś kiedyś napisał coś mądrego.
Kiedyś pisało niewielu, a czytali wszyscy
 Dziś jest na odwrót. Wszyscy piszą, a czyta niewielu. 


To w sumie cholernie bolesna prawda naszego codziennego świata. jednak sprawia mi niezmiennie przyjemność, że dziele się z wami wrażeniami ze swojego życia rowerowego, codziennego. 

Dziś pada deszcz i naszło mnie na smęty... nosi mnie na rower, a za oknem tak leje, że klękajcie narody... Może jutro uda się coś zrobić aby zacząć w tę dżdżysta jesień egzystować. Niech lepiej już przyjdzie zima ze śniegiem i -15, po stokroć wolę taką pogodę niż to co mi opluwa szyby za oknem...

PS>

Zgłupiejew i popierdolew... - lekcja kolorowania

Piątek, 16 października 2015 · Komentarze(5)
Pierwszy dzień, to nawet zdychałem, drugi zdychałem już tylko połowicznie, bo painkiller działał. Dziś trzeci dzień mojego "offa". No i klękajcie narody. Jakbym na jakimś bezrobociu był. Wstajesz rano i co? To samo... o ile mi już lepiej, to siedzenie w domu jest trudne. Od rana przynajmniej dziś miałem kilka spraw do załatwienia, min wymianę oponek na zimowe w Fordziku. Mam zimóweczki już i można spokojniej jeździć. Nowe zakupione, hulają, latają...

Udało mi się dziś również pojeździć rowerem. Ustawiłem sobie obciążenie na najniższe na trenażerku i przez godzinkę jechałem z czwartym etapem TDP.... Tym samym dojechałem do 10 tysięcy w tym sezonie ;D Jak sądzę nie będzie wzdychań do mnie szalonych niewiast piętnastoletnich, i tych starszo-letnich, bo jazda na trenażerze (trudne słowo), to dla wielu kazirodztwo, cudzołóstwo, rybołówstwo... i ekskomunika murowana drewniana i malowana mi się należy. 

Zawiodę, was, bo oficjalnie w tym sezonie zamierzam wpisywać dystanse z trenażera normalnie jako przejechane km. Na tą decyzję wpłynęło kilika obserwacji:
Obserwacja pierwsza - Przejechanie 14km na trenażerze (dla dysotrografa pisze się to równie trudno jak wymawia obcokrajowcowi rymowankę o chrząszczu, wiec doceńcie moje poświęcenie) zajmuje mi dobre pół godziny, i gdy zaczynam już rozglądać się po pokoju za jakimś cudownym przyspieszaczem czasu, a pot leje się strumieniami, wielu z was i tak powie, że te 14 km to sobie przejechałem w ciepełku, przyjemniutko, pyszniutko. Kawki, ciasteczka, lodziki... 
Obserwacja druga - Spróbujcie przez bitą godzinę (taki czas dziś pedałowałem) jechać na hamulcu. Hamulec was nie będzie zwalniał, bo naciskacie go tylko leciutko. Lub jak nie lubicie marnować klocków, to zapodajcie sobie godzinę jazdy pod wiatr, lekki upierdliwy nieprzeszkadzający, ale WIATR... do czego zmierzam? Do kontinuum pedałowania. Nie możesz przestać ruszać nogami, bo rower nie jedzie. To jak w ostrym kole. 30 minut, Godzina.... godzin kilka pedałowania wróbla ćwirka

Poza tym? Poza tym nudzę się i głupoty mi do głowy przychodzą. Np zachciało mi się lasu i ostrego terenu, i jak tylko nadarzy się okazja zmienię rower na 29 era, i wrąbie się w las. Będę chędożył każdy singiel, każdy jeden wąski kawałek ścieżki. Rozjadę każdy listeczek i każdy patyczek, jaki spotkam...

Aha - jeśli śledzicie mojego fejsa, to wiecie, jakie głupoty mi do głowy wpadają. Ot na przykład refresh starego 8 letniego mostka ZOOM. SIę nudzi się - się maluje się...


Na tej lekcji dowiedziałem się, że podkład pod lakier właściwy nie jest w celu jego lepszego "trzymania się", tylko w celu zamaskowania szlifowania. O tym jakie ważne jest aby nadać podkład, pokazuje poniższe foto...


Lekcja numer dwa. W sumie nie wiem co było przyczyną efektu - który swoją drogą bardzo mi się spodobał. Położyłem lakier czarny na żółtym i są dwie opcje:
* Albo lakier żółty nadal sechł i kurczył się przez co czarny popękał
* Albo ciepły mostek malowany na dworze w temp 5 stopni schładzał się podczas malowania i ... no sam nie wiem...


Mostek bym tak zostawił, bo efekt spękań fajowy wyszedł. Wszystko fajnie gdyby nie fakt, że czarny kolor odchodził jak stara klepka z bazaru, kładziona przez cyganów w kawalerce w jedenastopiętrowym bloku z wielkiej płyty. FAAAAAK...

Cóż było począć... trzeba było poprawkę nanieść. Usunąć lakier, zmywaczem, papierem, znów zmywaczem, znów papierem. Wrócić do efektu bazowego "0" i wykąpać mosteczek  w odtłuszczaczu...


Summa summarum? Jutro do pracy i wracam do zdrowych!

Miało być tak pięknie

Wtorek, 13 października 2015 · Komentarze(5)
Kategoria Do pracy!
Wróciłem wczoraj z pracy i jakos tak mi było sucho w gardle. No to nic myślę sobie, jakoś to będzie...Po seansie filmowym w łóżku i gorącej kapieli odczuwałem już zdecydowany ból gardła. Dalej było już tylko gorzej. Całą noc nie spałem a rano wstałem z gorączką 37,6 - najs... myślałem, w duchu o przerwie od roweru na jakiś tydzień, ale chyba nie do końca miałem to na myśli.

W pracy siędzę w kominku palę i na febrisanie jadę... obecnie czuje się jakbym był po jakimś ultramaratonie. Pod powłoczką febrisanu, kryje się umęczony człek po nieprzespanej nocy. Zdusić dziada w zarodku! A kysz!

Nie dziela - Nie jestem dzielny!

Niedziela, 11 października 2015 · Komentarze(1)
Kategoria trenażer
Nie dzielny ja. Rano na rower wybyłem, bo dzień zaplanowaliśmy samochodowy. Więc ubrałem się w dziesięć warstw bo za oknem 5 stopni na minusie. No i w drogę... jechało się tragicznie. Słońce ładne, ale wiatr wciskał się wszędzie. Umordowałem się zwyczajnie a prędkości ledwo 20km/h udawało mi się utrzymywać. W sumie średnia chyba 17 wyszła. Coś niedobrego... zimno tak mocno w październiku? Znów mnie antymateria dopadła do jazdy w zimnie. Jak sobie pomyślałem, że będzie do tego jeszcze pochmurno i deszczowo to aż mi się odechciało.

Tego dnia odpaliłem sobie więc trenażer. Ludzie często zastanawiają się po co mi to. Przecież nie startuje w wyścigach, nie szykuje się do jakiegoś eventu. Otóż odpowiadam - lubie jeździć na trenażerze. Zwyczajnie. Lubie się zmęczyć w zaciszu domowym, mając pod sobą swój własny sezonowy rower. To jak rowerek treningowy zimą, ale taki sam jak ten na którym siedzicie w sezonie. Ja właśnie tak to traktuje. Taka domowa siłka, ale dla spędzenia aktywnie czasu. 

Włączam sobie relaje z wyścigu TDP, TDF czy inne go "TE DE" i jadę. Włączam czasem muzyczkę, czasem jakiegoś audiobooka i sobie pedałuje. Nie na wysokim obciążeniu. Na sześcio - stopniowej skali oporu mam ustawioną dwójkę. To daje odzwierciedlenie oporu pedałowania, jaki mniej więcej odczuwa się, przy w miare normalnej ciągłej jeździe w mało wietrzny dzień. Takie 23-25km/h sobie kręce i oglądam. Tu się herbatki napije na siodełku, tu luknę w wiadomości internetowe. 

W sumie NICE:) Wszystko zależy jednak od psychiki, jak z audiobookami. Znam przypadki nieumiejętnośći słuchania książek podczas jazdy na rowerze. Te osoby zwyczajnie tego nie umieją pogodzić i już. Z trenażerem jest podobnie. Jak zmuszasz się aby na niego wsiąść, uważasz go za trening, który musisz odbyć bo jak nie to kilim! To odpuść, kupno trenażera i nie idź za drogą Księgowego ZEN. 

Ostatnio testowałem sobie trenażer rolkowy taki jak ten. 

Frajda z jazdy niepojęta, rower zachowuje się tak realnie, jak na szosie. Wsiadłem na to i nie umiałem ruszyć, ciągle spadałem z rolki. Ale koszt takiego urządzenia to od 700-2000zł... chyba, że zrobicie je samodzielnie. Ja jeszcze nie zrobiłem samodzielnie, ale jak złapię fazę może? 

W sumie tak przeanalizowując temat, ten tój-rolkowy jest trudnieszy do okiełznania "psychicznie". Na klasycznym wpinanym w koło możesz sobie odpocząć, zamknąć oczy, nie musisz się pilnować, na takim rolkowym - cóż oczy otwarte i non stop się coś dzieje...:D WIęc nie można odicąć wideo od balansu... jak się wyłączysz mentalnie to zlecisz;)


Sobotnie rowerowanie i sprzęgliwo...

Sobota, 10 października 2015 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Dzień był do pracowity, dzień aktywny. Udało się pohandlować, udało się wygrzać przy kominku i udało się zrelaksować z żoną na rowerze oraz odwiedzić pana Donalda w Nieporęcie. A było to tak.

- Wiiiiiitaaaaam panie "K", ale dawno u pana nie byłem. Nic się pan nie zmienił, pan mnie pamięta? Ja byłem ze dwa lata temu. Pamięta mnie pan prawda?
- eeeeee... jaaa to znaczy...
- No ja pana pamiętam, ale się u pana pozmieniało, jaki remont był hu hu... - facet leci słowotokiem, tak, że nawet ja nie mogę mu przerwać w pół zdania. A jednocześnie roznosi się od niego tak nieprzyjemny zapach, że klękajcie narody
- ... i wie pan, od tamtego czasu to ten rower stał, bo jak mi pan go zrobił to on nie jeździł. Pamięta pan wymieniał mi pan to sprzęgliwo co ten łańcuch na tym jeździ. Jejku jak on ten rower śmigał, potem złamałem nogę, bo jak szedłem to się potknąłem o taki nierówny chodnik i....
- mhmm.... no tak... - co ja mogłem facet 60 lat z groszami, przyszedł się wygadać. Na dworze zostawił jakiegoś kolegę na wózku inwalidzkim.
- A tam ktoś na wózku...
- A to ten mój kolega, rencista, pamięta pan, wózek pan mu robił, no i ten wózek świetnie działa, tylko te szkła są i się przebijają dętki, a ma pan takie koła takie bez dętek? - Kolega stał na słońcu to go chyba uratowało od hipotermii, bo dziaduszek wałkował wszelkie tematy świata dobre 1h... w ciągu całego dialogu wypowiedziałem w całości, może ze dwa zdania i kilkadziesiąt partykuł... Na nic innego rozmówca nie pozwolił...
- ... wie pan bo ja to muszę lecieć, bo autobus mamy, ale pan dla mnie te dętki odłoży, to ja po nie wpadnę w marcu albo w kwietniu.
- ok, odłoże...
- bo wie pan bo ja mam już dwie takie dętki w domu, ale ja kupię, ja na pewno kupie pan sobie zapisze, jak będę w marcu to ja wezmę... ja wezmę! - 
- mhmm dobrze
- Lece bo autobus...

Wyszedł... i nie kupił nic... za to zapadłą taka cisza, że słyszałem jak kominek sobie trzeszczy od nagrzania a drewno cicho pyka w środku. Co za cisza co za spokój.  W końcu nastał czas aby do domu jechać. Wpadła Agnieszka i pojechaliśmy na wycieczkę.












A to tajniki ulicy Torowej:D

Wyjazd przyjemny, choć porannie chłodnawiuśko.

Coraz chłodniej

Sobota, 10 października 2015 · Komentarze(2)
Kategoria Do pracy!
Dziś w ciągu dnia po raz kolejny napotkał mnie pan chłodek. Jechałem z nim do pracy. Pogawędziliśmy troszkę, on dmuchnął zimnem, ja mu dowaliłem z soft shella i tak sobie polemizowaliśmy przez jakiś czas.  Odwiedziłem dziś rano teren budowy ulicy Torowej w Legio. Położyli już nowy asfalcik na niektórych odcinkach i zapowiada się, że zanim pojadą tamtędy auta, będzie to martwa droga. Prace przy przejściu podziemnym pod torami trwają bowiem w dalszym ciągu i nie zapowiada się, aby były zakończone przed końcem budowy ulicy torowej. Fajnie, bo będzie można sobie skakać tamtędy zamiast jechać przez Osiedle 




Ukłądanie asfaltu i jego zapach.... prawie jak aromat arabiki kawy o poranku. Niedługo będę tu częstym gościem.

W Wieliszewie, trafiam na wiatr w twarz... no dawał popalić...

W robocie nie wiele jest do pracy choć specjalnie się nie nudzę. Wystawiam aukcje na allegro, troszkę dokładam do kominka, troszkę piję herbatkę, troszkę gadam na fejsie. No i troszkę również serwisuje. Walczyłem wczoraj z pewnym rowerem co to panu się popsuł. Uparł się aby nam półżywego holendra przywieźć. Ledwo bidulek dojechał do sklepu (jeszcze było ciepło ) Tak się zadyszał, że jak go oddawał to sapał jakby właśnie maraton przebiegł. Dystans Bagatela 8 km. Rower holenderski, zabudowany łańcuch, jak czołg rudy 102, ani się dostać, bez rozbierania połowy roweru. Do tego klamka i przerzutka, a w zasadzie jej manetka, ułamane. Mocowanie klamki i manetki na śrube wkręcaną w kierownicę. Gwint wyrwany z kierownicy. Lampa przednia zintegrowana z błotnikiem, ułamana kabelki pourywane. No i się zaczęło...
Mówiłem mu, że nie da się naprawić, że holenderskich rowerów nie serwisujemy, ale uparł się, że on zostawi i niech panowie coś zrobią.
- To weźmie pan tu coś tam przyspawa, coś pan tu dolutuje, a ta klamkę pan może na jakis klej przyklei? No pan coś wymyśli
- proszę pana w fuszerkę się nie bawimy. Wymieniamy, lub nie robimy... a tu części do tego zabytku już są niespotykane
- oj toć przecież tu tylko trzeba tam jakiś dynks wymyślić, tu nagwintować tam coś podłożyć
- skoro pan wie jak naprawić, niech pan działa...
- dobrze to ja panu zostawie zaliczkę ile 200zł? Już proszę...
- żadnej zaliczki ...

pan w końcu przełamał moją obronę i wcisnął mi holendra. Miałem do niego oddzwonić ile naprawa wyniesie jak zrobie "wycenę". To policzyłem panu naprawę za 780zł.

- pan żartuje?
- nie, proszę pana
- ale do 200zł to ja moge zainwestować
- do 200zł może pan rower zabrać
- a klamkę pan zrobi?
- nie, nie mamy takich części...
- dobrze niech stoi ja go odbiorę... taki dobry rower był córka go trzy lata temu kupiła na giełdzie za 150zł, wie pan to niemiecki rower, super maszyna... a jak on jeździł proszę pana.

Wysłuchałem jego żali i smutków, że stracił przyjaciela, że świat mu się zawalił i poklepałem go przez telefon a potem wróciłęm do swoich prac, albowiem gdyż w kominku przygasał płomień i temperatura poczęła lecieć w dół.



Jazda wieczorem w te mroźne jesienne dni to jazda magiczna. Zorze polarne nam nie potrzebne, takie zachody słońca nam je zastępują. 

Poranek Kojota

Piątek, 9 października 2015 · Komentarze(0)
Poranny zimny i wietrzny dojazd do pracy. Dokrętka znów przez Chotomów i znów ostatni odcineczek z Wiatrem w twarz. Zima sroga nadciąga. Czuje, że w tym roku dowali śniegu:)

Zdjęć nie ma;P