Trening czwarty

Niedziela, 15 lutego 2015 · Komentarze(0)
Kategoria trenażer
Dłuższy niż ostatnio trening na rolce. Jazda była długa i ciężka. Niedziela była pochmurna, więc nie decydowałem się na wyjście na dwór. Siły traciłem więc stacjonarnie. 

Wiosno wiosno gdzie żeś ty?

W słoneczkowy dzień - szaleniec na torach.

Sobota, 14 lutego 2015 · Komentarze(4)
Dziś pierwszy dzień naprawdę na rowerze, po tym jak zmogła mnie choroba. Nie uznajecie wszakże trenażera jako stuprocentowej wycieczki rowerowej. Ja jednak, mimo wszystko lubię i trenażer. Zwłaszcza zimą jak jest byle jaka pogoda. Dziś nie była byle jaka pogoda to i na rower sie wybraliśmy z Agą.

Pętelka przez Chotomów do Legionowa a potem ścieżką wzdłuż kolejowej. Zastanawia mnie, po co kolejny zakaz dla rowerów postawili na trasie z Jabłonny do Chotomowa. Tylko dlatego,  że koło CEKS zbudowali pseudo chodnik-o-ścieżkę? Taki kawał fajnego asfaltu, a tu zakazy same rowerowe. Zaraz za wiaduktem w Chotomowie jest kolejny. Mam nadzieje, że w sezonie nie będzie ich egzekwowała policja, bo to będzie skaranie boskie.  

Wróćmy do samej wycieczki. Jejku ile dziś zapachów czułem, ile wiosny wpadało przez mój nos. Czułem się jak pierwszych wycieczkach w marcu, kiedy to śnieg leży jeszcze gdzieś po lasach, a na ulicach już sucho i w miarę słonecznie. Nie mam dobrego roweru do jazdy, więc zabrałem z trenażera Shannon. Z tylnym kołem szosowym a przednim przełajowym, musiałem wyglądać troszkę dziwnie. Nic to. Ważne, że przejazd się udał. 
Końcówkę mieliśmy pod wiatr, i nawet szło się zmęczyć. 


Na kozłówce przejazd zamknięty. No to grzecznie stoimy. Tor w tym miejscu jest na ostrym łuku, a przejście dla pieszych zostawiono po wielu protestach. Co z tego, skoro ludzie nie zauważają zamkniętych szlabanów. Po jednej stronie stojąc, widać dobrze w obie strony cały łuk, można więc powiedzieć, jest bezpieczniej. Z drugiej idąc, nie widać nic. PKP zamontowało tam szlabany i czujkę jak jedzie pociąg. Niestety dziś pan nie chciał czekać. W sumie, nie tyle nie chciał, co wcale nie miał zamiaru nawet czekać. Przyszedł pod szlaban i po prostu przeszedł pod nim i do tego z rowerem. Po naszej stronie widać już pociąg. A pan idzie sobie( na zdjęciu pan idzie od Prawej do Lewej krawędzi) Pociąg jedzie z Prawej strony. W kierunku z którego zrobiono to zdjęcie wyżej - jest wygięty spory łuk. Pan nie widzi pociągu, mało tego nawet jak go w końcu zobaczy, nie jest w stanie szybko oszacować którym torem jedzie, bo łuk jest dość ostry. 

I tak dziś pan sobie idzie nieporadnie przez przejście. Trochę utyka, troszkę niestabilny jakiś i widzi pociąg. No to przyszpiesza kroku, aby iśc wprost pod pędzący skład. Całe szczęście udaje mu się zejść z ostatniego (najdalej w kadrze) toru przy akompaniamencie syreny PKP. 

I wiecie co? Jak pan już był w połowie Aga do niego:
"Niech pan sie pospieszy bo pociąg już jedzie"
"oj dobrze dobrze".....rzecze do niej w te slowa dysząc bo zauważa pociąg. Gdyby się potknął - a wyglądał na takiego co może sie potknąć - to byłoby nieciekawie. 

Czemu ludzie się tak spiesza? Co mu dało to przechodzenie? Czy stał tam 15 minut? Czasem stoję i ja. Czasem się denerwuje, ale co tam. Czekam. Na tym łuku pendolino nie zwalnia. Jedzie swobodnie 120km/h Fajny efekt jak się stoi i na to patrzy, bo łuk jest wyprofilowany i szybkolino się przechyla. Nie wyobrażam sobie jednak jak ktoś ucieknie przed takim składem jak wejdzie już na tory. 

Spieszmy się powoli...



Trening trzeci

Piątek, 13 lutego 2015 · Komentarze(0)
Kategoria trenażer
Trzeci z kolei trening. Wróciłem do poziomu numer 4 i dałem sobie dziś nieźle w kość. Jechałem przy muzyce, - dobre 10 minut symulowanego podjazdu, a przez resztę czasu dochodzenie do siebie. 

Teraz relaks i słuchanie audiobooka.

Trening drugi

Czwartek, 12 lutego 2015 · Komentarze(0)
Drugi trening w tym roku i drugi po chorobie. Dziś czuje się bardzo ok, więc i jazda była lepsza. Wymieniłem w shannon pedały, bo jeden mi się ułamał. Szkoda go troszkę bo to były drogie accenty na maszynówkach, ale pedałów mam zapas" - jakkolwiek to brzmi - więc nie boli tak mocno. 

Po zmianie pedałów jechałem więc dziś na noskach. Oj dawno nie czułem tak przyjemnego trzymania nogi. Szerokie dobre podparcie buta i nosek. Dziś zdecydowanie przyjemniejsze było przemierzanie wirtualnej przestrzeni. Podczas jazdy towarzyszyła mi muzyka, która nie wszyscy są w stanie znieść. Dość ciężkie "pompeczki" to fajna rytmiczna skakanka do treningu. 

W dniu dzisiejszym planuje jeszcze jedno pedałowanie ale dopiero za 2-3 godziny. 

Trening Pierwszy

Środa, 11 lutego 2015 · Komentarze(2)
Pierwszy w tym roku trening na rolce. W sumie to raczej nudzenie się w domu. Choroba odpuszcza, więc zamontowałem co trzeba i pojechałem na 20 minut bardzo swobodnego kręcenia. Jechało się ciężko, nie wygodnie i ogólnie jakoś tak - byle jak. 

Najbliższe dni pewnie częściej będę wsiadał na trenażer. Po pierwsze trzeba odbudować to co zniszczyła choroba, a po drugie, szkoda mi roweru na takie deszcze.

w trakcie kuracji

Poniedziałek, 9 lutego 2015 · Komentarze(10)
Dawno się nie odzywałem, a od piątku wiele się działo. Po wizycie na pomocy nocnej dostałem arsenał leków i starałem się dojść do siebie. Generalnie nie jest lekko. Ja już tak mam, że albo mnie jakaś choroba powali na kolana, albo nic mnie nie rusza. 

W sobotę umieram. Leczę się i gorączkuje po 38. Nie widać poprawy na horyzoncie. 
Kaszel powoli ustępuje, ale za to w niedziele pojawia się zapalenie zatok. Najpierw lekki katar, jakby tak z ukrycia a potem bez kataru, za to z bólem i ogromnym ciśnieniem w zatokach.
Do tego wszystkiego, opiekująca się mną do tej pory Agnieszka dołącza do mnie w niedziele. Najpierw kaszel w sobotę wieczorem ją męczy, a rano w niedziele już budzi się z gorączką 38,5. I tak w niedziele, ja czuje się w ciągu dnia nieco lepiej - podczas gdy Aga zaczyna swoją przygodę w zarazkami. 
Pod koniec dnia i mnie dusi choroba. Moje zatoki na wieczór pulsują, jakby mi ktoś tam igieł nawsadzał. Czuje rozpieranie w głowie, ogólne złe samopoczucie nie pomaga w zasypianiu. Mecze się do późna zanim usnę.

Dziś poniedziałek - kierunek drugi lekarz. Jadę na antybiotyku, "chrycham" i duszę się - więc z pracy do 19 ej nici. Poczytałem sobie o powikłaniach związanych z przechodzeniem takiej grypo-podobnej zarazy, i posłuchałem waszych opinii. Nie mam zamiaru mieć później kłopotów z oddychaniem czy innych powikłań. Zresztą lekarka potwierdza ten front. Na antybiotyku się siedzi w domu a nie w pracy.
Zdrowie ma się tylko jedno, a ja i tak wystarczająco się wymordowałem dwa dni w robocie - udając, że mi przejdzie.

Wizyta u lekarza dziś trwała dokładnie 3 godziny,  zanim udało nam się z Agnieszką dostać bez kolejki.  Ja w sumie poszedłem tam tylko po zwolnienie, za to Agę trzęsły ostre dreszcze. No dobra, mnie też lekko nie było, bo mimo, że w sumie już bez gorączki, to zatoki dają popalić i w głowie pulsował mi wielki niewidzialny rozgrzany gwóźdź. Samo czekanie na łaskę jest strasznie upadlające. Ludzie wpadają nikt nie wpuści bez kolejki, każdy ma na już i koniec. Co tylko się chwila wolnego zrobi to wchodzi znów ktoś nowy. 

Żeby chorować, trzeba mieć zdrowie. 
Z domu wyszedłem dziś o 11... wróciliśmy po 16...

Do pracy 229 - kuracja

Piątek, 6 lutego 2015 · Komentarze(3)
Poranek w domu był ciężki - obudziłem się z symptomem mega kaca, a przecież nic nie piłem. Krtań boli już od kaszlu, a temperatura o poranku znów 38.Wypiłem ten proszek o smaku cytrynowym z jakimiś tam dodatkami i pół godziny później, czułem się już sporo lepiej. Mam dylemat bo u nas w pracy zwolnienia są źle widziane. Chciałbym przetrwać piątek i kurować się w weekend. 

Do pracy mimo choroby pojechałem mało chętnie. Dawno mi się tak ciężko nie oddychało na powietrzu mroźnym. Czułem jak mnie płuca bolą, a pokonanie wiaduktu szło jak krew z nosa. Z radością przywitałem ciepłe biuro. 

Wyposażony w słoiczek ogórkowej i gripex mam zamiar trwać na posterunku do siedemnastej.

Edit.

Ogórkowa zjedzona, a gripex z saszetkach jakby działał słabiej. A może to gorączka mnie tak miota. Udawałem, że coś robię, szukałem sobie schronienia w pracy. Niestety wszyscy chorzy. Nasza księgowa przywlokła syf jako pierwsza, kaszle i smarcze już prawie tydzień, potem jeszcze kilka osób pozarażała, teraz z objawami podobnymi do moich jest w sumie w firmie 3 osoby. 

Najgorsze jest to, że nie da się za bardzo gdzie schować. Tu trzeba nosić jakieś regały, tu się szef czepia, że jeszcze nie przetarłem wygipsowanego miejsca. Znów w kolejce czeka malowanie kuchni. No masakra jakaś. 

Edit:

Wróciłem do domu zjadłem coś i kierunek nocna pomoc lekarska. Temperatura 38,5 to już nie przelewki. Dostałem jakiś antybiotyk, ale zwolnienia nie, bo pan doktor stwierdził, że do poniedziałku powinna być poprawa. Obecnie nie czuje aby jakakolwiek poprawa miała nastąpić. Wstrząsają mną dreszcze, a ja czuje się jakbym latał nago po mrozie mimo, że pod kołdrą w polarze siedzę.

Zobaczymy. Nie bardzo uśmiecha mi się na antybiotyku latać 8 godzin w pracy. 

Do pracy 228 - Raz lepiej raz gorzej

Czwartek, 5 lutego 2015 · Komentarze(8)
Kategoria Do pracy!
Od rana dusi mnie kaszel, i to taki porządny kaszel, aż płuca bolą. Po jednym dniu lepszego samopoczucia dziś znów przyszedł spadek. Kurcze, mam nadzieje, że ten kaszel to tylko takie tam byle co. Nie potrzeba mi znów dnia wyjętego z życia. Nie mogę nabrać powietrza, bo płuca bolą, a jak kaszle to czuje jakbym miał kolczatkę w środku...

W pracy znów sporo roboty, mam nadzieje, że przetrwam cały dzień bez zbędnych nerwów. Generalnie dzionek zapowiada się średnio...

Edit:
Niestaty kolejne godziny pokazują, że nie jest dobrze. Poranny kaszel to był początek, teraz doszło ogólne rozbicie i mega złe samopoczucie. Noszę jakieś regały, odkurzam, rewolucja trwa na całego a ja? Ja staram się wytrwać do `17ej. 

Po powrocie do domu temperatura 38. Aga kupiła mi jakiś gripex i trochę mi przeszło. Syrop na kaszel też nieco złagodził objawy. Oby szybciej do zdrowia. Obecnie jestem na etapie: "ale mnie wszystko boli". Nie chcę iść na zwolnienie, więc muszę przetrwać jeszcze jutro w pracy. 

Do pracy 227 - Życie nie jest US-łane różami

Środa, 4 lutego 2015 · Komentarze(5)
Poranna wizyta w Urzędzie Skarbowym - to coś co każdy z nas kocha. Piękny mroźny poranek szron drzewa na biało i... urząd. Pojechałem złożyć zaległy pit. Spóźniłem się o dwa dni - wiec przypiąłem rower wchodzę i zaczynam maraton. W okienkach jeszcze trwa kawa. Pań co prawda jest już komplet ale okienka wolne tylko niektóre. Podchodzę, pytam, proszę o pomoc w wypełnieniu. Odsyłają mnie do innego pokoju. Tam w przestrzeni biura 5 biurkowego zgromadzenie chyba z dwanaście kobiet. Część siedzi, część stoi. Powietrze przesycone zapachem mocnej kawy i papierosowego dymu z ubrań - US`o - Palaczek.

Miny jak wszedłem złowieszcze - czego tu chce petent jeden. Dopiero 8.15 a ja już śmiem przerywać rozmowę o storczykach. O tak te białe się lepiej chowają - mówi jedna z pań. Inna znów ma te fioletowe i też jej rosną. I tak nieomal przepycham się przez tłum, aby dotrzeć do biurka tej jednej - jedynej, wybranej. Ona spogląda na mnie wyniośle i pyta grzecznie: "co potrzeba?".

No i powiedziałem co potrzeba. Coś po marudziła, że nie mam wypełnionego wniosku... napisała ołówkiem i odesłała do poprzedniczki w innym pokoju. tamta znów coś popatrzyła pomogła coś dopisała i znów odesłała do tej pani w pokoju "storczyków".

W końcu po 40 minutach udało mi się pit złożyć. Czy czuje, że urząd Polski jest przyjazny petentowi? Oczywiście, że nie. Panie idealnie pasują do naszego wyobrażenia o księgowych, urzędniczek w urzędzie skarbowym. 



W pracy...

W pracy "A" znów miał sraczkę, i nie wytrzymał. tym razem zamiast na jedenastą przyszedł - bagatela o dziesiątejj! Myślałem, że na spokojnie umyję podłogę i te dwie godziny ogarnę coś samemu, bez jego obecności. Niestety - przyszedł godzinę wcześniej. Od wejścia z telefonem w ręce, jak prezes nie-z-tej-ziemi. Już załatwia, już ustala...

Zamykam sobie skorupę, włączam program - robię-to-dla-kasy i lecę z koksem. 

Szczyt logiki - przez trzy dni wieszać cztery drewniane belki na suficie na wysokości prawie 5 metrów nad głowami i kazać mi je malować z wysokiej drabiny farbą emulsyjną gdy są już umocowane. 
- czemu mi nie kazałeś ich pomalować jak były na ziemi? Przecież zanim je zaczepiłeś mogliśmy je oblecieć raz dwa.
- ale przecież z drabiny sięgniesz! Weź je jeszcze papierem ściernym przeleć przed malowaniem. 

Tego dnia sporo pracy bylo przy malowaniu. Kończyłem zaczęty wcześniej korytarz. Farby tyle co kot napłakał, ale jak wyśle kolegę "zagranicznego" do obi po kubełek farby to mi znó pięć litrów przytarga. Oj tak, mamy tu takiego ciekawego kolegę, jak robię mu listę co ma kupić mam mu napisać wszystko łącznie z kolorem papieru ściernego.
- napisz koniecznie, że żółty. 
- wystarczy, że osiemdziesiątkę weźmiesz, po co ci będę pisał żółty chyba zapamiętasz nie?
- nie mów mi co mam pamiętać, ja mam dużo obowiązków - napisz!

Fakt, że koleżka jest zagraniczny i mimo, że rozumie i czyta po Polsku mówi mu się cokolwiek trudno, to jednak rozeznania w temacie budowlanki ma tyle co kot napłakał. Do emulsyjnej farby kupił na ten przykład, wałek gąbkowy. Ot zagadka. Maluj ale jak?
- zły wałek kupiłeś.
- <ciemu>?
- no bo to jest do innej farby...
- < ten ne dobry?>
- nie dobry.
- <nu aly przeci wałyk i korytko do farby>
- ...

Czasem człowiek ma naprawdę trudno. Czy po zmianach jest lepiej? No jest ale jeszcze sporo remontów przede mną. Sklep przechodzi metamorfozę, wejdzie nam nowa marka rowerów i ogólnie wszystko odzyskuje dawny blask. Czasem jest ciężko człowiek się denerwuje, ale mam nadzieje, że jak nastanie sezon nie będzie czasu na niesnaski, trzeba będzie zapierniczać i wtedy każdy z każdym będzie równy. Teraz - cóż. Służę panu do 17ej i do domuuu:D






Do pracy 226 - poprawa?

Wtorek, 3 lutego 2015 · Komentarze(2)
Po wczorajszym dniu cokolwiek złego samopoczucia, dziś już lepiej. Nie jest idealnie. bo coś tam jeszcze na dołku dusi, ale mam więcej energi i jużmnie tak nie mdli. W pracy od rana spokój. Kolejne dni z wałkiem. Jak tylko skończe podmalowywać salon, mam do zrobienia zaprawkę gipsową z biurze, pomalowanie kuchni i korytarza. Słowem? Ekipa remontowa w pełni gotowa.

Słabo mi idzie dogadywanie się z "A" koleś przechodzi samego siebie. Jakby wszystkie rozumy pozjadał. Ech oby tylko mi się poprawiło to będzie okazja odreagować na siodełku.

Ciekawe co dziś mi dzień przyniesie...