Księgowy | strona 207 | Księgowy

Trening 16 - Szybko...wolno...szybko || 13.62km

Sobota, 6 grudnia 2014 · Komcie(1)
Kategoria trenażer
Drugi już przejazd interwałowy. Dziś z muzyką. Nawet fajnie szło tak w rytmie jechanie. Zauważyłem, że jak się pilnuje jakichs określonych czasowych odstępów do wykonania przyspieszeń, to jakoś czas szybciej mija. Sama jednostajna jazda przez pół godziny dłuży się w nieskończoność, a takie zrywy co 2 minuty... zjawiskowo. 

Aha pedałowałem przy tym:

;] umc umc.... i wstajemy z siodełka.... prawie jak na spinningu:)



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy 201 - Remanent z Cocacolą || 3.00km

Sobota, 6 grudnia 2014 · Komcie(0)
Kategoria Do pracy!
Od jakiegoś czasu w firmie mamy dziwna personę. Nazwijmy go COLA, facet jest z bulgarii potocznie określany jako bułgar, ma jakieś bliżej nieokreslone zadanie w firmie, w odczuciu ogółu - kontrole wewnętrzną. Ledwo po Polsku mówi ale sporo rozumie. Ma ciekawa osobowość i wszystko chce wiedzieć.

Wczoraj brał udział w remanencie z nami. Dziwnie było. Sprawdzamy jedną ścianę lampek.
- zapisz cztery sztuki.
- ne ne, poszukaj poszukaj ma być pięć.
 [ szukam ]
- masz?
- nie, zapisz cztery...
- ne ne musi być pięć
[ szukam wkurzony]
- nie ma więcej...
- dobra to odłóż te cztery na bok poszukasz zaraz. Teraz tamte....

I tak to działało. Lampek nie było mało, a sporo brakowało lub było pod innymi kodami. I tak zamiast remanent iść na przód stał w miejscu bo ciągle odkładaliśmy lampki na poszukanie dalej.

4h z lampkami walczyliśmy... potem jeszcze się "A" dołączył i we dwóch próbowaliśmy namówić COLE aby zapisywał stany faktyczne a nie usilnie szukał lampek.

Ciężki żmudny dzień.



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Trening 15 - Pierwsze interwały || 10.97km

Czwartek, 4 grudnia 2014 · Komcie(0)
Pierwszy od dawna trening to pierwszy news. Drugi to taki, że zaczałem robić sobie interwały. Najpierw dziesięć minut jadę sobie spokojnie na niskim biegu potem po 10 minutach wrzucam na wyższy i zaczynam. 1 minuta na wyższym z wysoką kadencją - 2 minuty na niższym spokojnie i tak kilka razy. Nieźle się można zmachać powiem wam... miła odskocznia od jednostajnego pedałowania przez 30 minut;)




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy 199 200 - kopciuszek || 6.00km

Czwartek, 4 grudnia 2014 · Komcie(3)
Kolejne dwa dni dojazdów do pracy. Po ostatnim wyskoku odpoczywam. 

W pracy remanenty pełną parą, liczenie i dłubanie i wyszukiwanie niemożliwego do znalezienia. Mój rekord? Remament na 15 stron a4  (każda strona około 30 pozycji). Klocki hamulcowe i produkty firmy Jagwire... każdy klocek miał inny kod. Najs...

Do tego policzyłem jakieś 1500 linek wszelkiego rodzaju. Hamulcowe, szosowe, do mtb, przerzutkowe, galwanizowane, cynkowane, z campagnolo. W ruch poszły także końcówki do linek i do pancerzy Jagwire.

Srebrne, niebieskie, czerwone, białe, czarne, pomarańczowe, złote. Każdy z tych kolorów miał po kilkaset sztuk. I siedział sobie księgowy i liczył... segregowal, bo się pewnego dnia wszystkie pomieszały. 

Brakuje mi tylko trzewiczka i będę jak wyrodna córka kopciuszek co to mak od piasku oddziela!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy 197 198 || 6.00km

Środa, 3 grudnia 2014 · Komcie(3)
Kategoria Do pracy!
Praca ach ta praca, co dzień do mnie powraca. 

W firmie standardowo - inwentaryzacje, reklamacje i ludzi całe tumany... to znaczy tumany może oni są ale liczebnościowo bida... Po sobocie pracującej troszke pomotałem i trzeba było odkręcić. Nie wiem gdzie miałem łeb, ale popełniłem prosty błąd. Cóż moja wina nie ma co się wybielać. Cała sytuacja przeszła jednak bez większego echa. Widać w firmie mieli inne sprawy na głowie. 

Koniec roku coraz bliżej a w firmie atmosfera jakby ktoś umarł. Szef chodzi jakiś taki załamany, remanent czyta, jak nastraszniejszy kryminał. Całe sterty piętrzą się dokumentów u niego za biórkiem a do tego wszystkiego jeszcze my - pracownicy coś od niego chcemy:P

Life;)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do Kutna z Wiatrem || 168.00km

Niedziela, 30 listopada 2014 · Komcie(4)
Noc pośród poranka…
Noc była jeszcze w pełni, gdy zadzwonił budzik. Po sobotnim marznięciu na cmentarzu i w kościele, ciężko było mi się zmotywować aby ruszyć się z wyra. W końcu udało się i wstałem. Ugotowałem makaron, i wstawiłem wodę na kawę.
Snuje się po mieszkaniu raz po raz patrząc za okno. Ciemno, zimno – na tremometrze -7. Zapowiada się ciężka trasa – myślę w duchu.
O piątej jestem już najedzony i spakowany. Na czas wyjazdu biorę bagażnik klasyczny do Shannon. Na boku ląduje sakwa z kanapkami i termosem ciepłej herbaty.

Cóż za potwarz!

Poranek, uderza mnie w twarz tak siarczyście, że aż robię krok wstecz gdy opuszczam blok. Podmuch wiatru smaga mnie dając mi do zrozumienia, że to zdecydowanie nie jest rozsądne jechać na trasę w taki mróz. Ponawiam krok i wyprowadzam konwój na parking. Szybkie poprawki ubioru i ostatnie uszczelnienia. Nasuwam sobie buffa na twarz i ściągam kaptur. Z szpary na oczy widzę tylko wąski pasek świata. Jeszcze tylko włączyć lampki i w drogę.

Miasto śpi. Pojedyncze auta jadą obwodnicą, więc decyduje się na jazdę właśnie tą trasą. Nie bawię się w ścieżki rowerowe. O tej porze i tak nie ma nikogo na drodze. Pierwsze kilometry są trudne, nogi jakoś nie chcą kręcić. Do Pałacu w Jabłonnie jest idealnie z wiatrem. Prędkość, obiecująca bo ponad 26km/h. Płynę więc po asfalcie, a szum wiatru szeleści w zakamarkach kurtki.

Słuchaj bo to noc muzykę gra…

W Jabłonnie odbijam na prawo i udaje się na Nowy Dwór Mazowiecki. Zaraz za Gminą Jabłonna kończy się blask latarni i nurkuje w ciemność. Nie widzę nic poza tym białym rozmazującym się okręgiem tuz przed przednim kołem. Ciemność jest wszędzie. Wsłuchuje się w muzykę w mp3 i pedałuje. Z niepokojem i uwagą wypatruje zwierzyny leśnej. Na tym odcinku lubią sobie biegać sarny i dziki. Całe szczęście nic nie biega, pewnie skulone stwory leśne śpią smacznie zwinięte gdzieś w ciepłych norach.

Im bliżej Nowego Dworu, tym lepiej mi się jedzie. Nie widzę licznika, ale czuje, że prędkość jest znaczna. Pierwsze lampy uświadamiają mi, że się nie mylę. Na małym wyświetlaczu dostrzegam 30km/h. Wiatr pomaga, niestety tylko do Wisły. Za Nowym Dworem zawracam przez most i zaczynam odcinek do Leszna z innym układem frontów.

Ten odcinek wolałbym zapomnieć. Cierpiałem katusze. Wiatr smagał w twarz, wiało z boku, a w okolicach Strugi myślałem, że jakieś zwierze stoi na drodze i zjechałem na pobocze nieomal ladując w rowie. Jakieś mary nocne mnie dopadły. Jakoś udaje się wytrwać i docieram do skrętu na Sochaczew

W Lesznie szukam miejsca na postój. Udaje się dopaść przystanek autobusowy, który osłoni mnie od wiatru. Pije herbatę i jem kanapkę. Wkładam do butów folię, aby zablokować wiatr. Stopy zaczęły się buntować zbyt szybko. Nie dobrze, dopiero początek trasy, a ja już cierpię! Przerwa na przystanku trwa dłuższą chwilę (ja wiem z 15 minut może więcej). Gdy ruszam ponownie już mi cieplej w nogi, a dookoła już całkiem szaro.
Sochaczew przelatuje na autopilocie i czym prędzej ruszam na Łowicz. Wykorzystuje poprawę nastroju i ciągnę po 35-38km/h. Niestety zaraz za Sochaczewem znów pojawia się odcinek z wiatrem bocznym. Nie jest całkiem źle, bo wiatr lekko zawiewa od tyłu i od boku, ale jednak to nie to samo co z wiatrem w plecy. W Nowym Kozłowie Pierwszym, trasa znów skręca łukiem w prawo i ponownie dostaje kopa od mroźnego wiatru. Pola dookoła, a rozwijający się dzień sprawa, że podmuchy są coraz mocniejsze. Bez trudu jadę 35km/h. Czuje się jak na motorze, nogi pedałują miarowo a pasy pod kołami uciekają. Jest zbyt pięknie...
Kryzys
Łowicz to większy ruch i kilka mijających mnie tirów. Decyduje się tu na postój i wypicie ciepłego napoju w barze stacji. Robię to wbrew sobie, bo jedzie się idealnie! Musze mieć na uwadze, że lepiej kawa tu niż umierać gdzieś na środku pustkowia z zima. Kawa dobrze mi robi. W pomieszczeniu jest ciepło i przyjemnie. Moje nogi znów zaczynały się domagać ogrzania, więc decyzja o postoju jest słuszna. Patrzę sobie na licznik, a tam średnia 26km/h. Nieźle mości państwo. Jak tak dalej pójdzie uda mi się zrobić ciekawy dystans jeszcze za „dnia”.

Po opuszczeniu baru ruszam dalej. Niestety, dopada mnie kryzys. Zaraz za Łowiczem prędkość spada. Normalnie nie martwiłbym się tym, że jadę 23km/h, ale przy ostatnich liczbach z trójką z przodu, te 23km/h jest niepokojące. Do tego ujechawszy ledwie 10 km czuje, że zaczyna boleć żołądek, coś nie tak chyba z tą kawą było. A może to po prostu po kanapce? Wiatr na tym odcinku już nie wieje centralnie w plecy. Tym razem dmucha mi w prawy bok. Ręce ciepłe, ale palce w rękawiczkach mi drętwieją nieziemsko. Cholera, miałem odpocząć w barze aby uniknąć kryzysu, a tu atakuje z mega siłą. Zwalniam do 20km/h i nagle odchodzą mi wszelkie chęci do jazdy. Do skrętu na Żychlin – umieram. Szukam wcześniejszej stacji kolejowej, aby tam skręcić, niestety, w grubych rękawiczkach obsługa gps`a to nie jest prosta sprawa, a o stawaniu w miejscu na tym wygwizdówku nawet nie myślę. Wreszcie zdenerwowany odpuszczam i dochodzę do wniosku, że lepiej do Kutna pognać tam będzie ciepły dworzec.

Łatwo powiedzieć, kiedy ci nogi szpilkami nakłuwają. Wlokę się i wlokę zamknięty szczelnie w skorupie swojej puchowej kurtki. Gadam sam ze sobą, toczę dyskusje po Polsku i po Angielsku. Muszę jakoś oderwać głowę od myślenia o niedogodnościach. Skąd ten kryzy! Niby jest ok., tylko stopy mi marzną, ale morale spadło. Miało być słońce, miało być sielsko i anielsko i co? Kiszka. Pochmurno, byle jak… a ja chciałem coś sobie udowodnić. I po co?... Patowa sytuacja, środek pola, niczego wokół, jak stanę to będzie mi zimno jak jadę to mi źle. I weź tu człowieku wygraj z taką filozofią! Nawet wiaty nie ma aby się skryć od wiatru.

Nie wiem jak dojechałem do Kutna, przez te kilometry istniała dla mnie tylko mała przestrzeń wewnątrz kaptura i płynące nuty z mp3. Aha no i było nas tam w tej małej przestrzeni dwóch ja i Księgowy.

Wpadam na stację i kupuje bilet na pociąg. Za oknami robi się ciemno. Dochodzi 16 ta. Ciepło mi poczekalni, ale trzeba wsiadać na siodełko i iść na peron. Wdrapuje się na mostek i staje koło kibelka. Pociąg kołysze, a ja przysypiam. Odtajam i pławię się w rozkoszy ciepła z grzejnika...

Znowu rowerem

Wysiadam na Wschodniej totalnie odmieniony. Od dlugiego stania zachciało mi sie roweru. Na domiar "złego" okazuje się, że jakoś niefortunnie dużo czasu muszę czekać na kolejny pociąg do Legionowa. Atakuje więc rowerem – odwiedzam ścieżkę rowerową koło Wileńskiego i do Starzyńskiego też jadę ścieżką. Nagrzałem się w PKP to i jedzie mi się dobrze. Od rodna dalej już Jagiellońską i Modlińską poruszam się do domu. Wiatr nie pomaga, zawiewa zewsząd, ale jakoś jadę. Po frezowaniu i asfaltowaniu trasa do Legionowa się poprawiła. Mimo zmęczenia i ciemności, jadę 25km/h.
W domu jestem jeszcze przed 20tą. Jedyne o czym marze to gorąca kąpiel w wannie i herbata z cytryną.

W sumie licznik pokazał tego dnia 168km

To była Aktywna Niedziela....


http://www.gpsies.com/map.do?fileId=pgcxiqgjcikeunqd


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Trening 14 - Pierwszy etap TDF || 18.73km

Piątek, 28 listopada 2014 · Komcie(3)
Kategoria trenażer
Miałem w planie mieć dziś dzień wolny. Nie dostałem go jednak. Powód? Jest nas za mało w firmie, bo jeden kolega, którego praca nie zależy od mojej, będzie dziś nieobecny. Cóż tak czy inaczej... musiałem zostać na posterunku. Mam w planach wolny poniedziałek, więc zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jeśli pogoda i słońce się utrzymają, zapowiada się fajna trasa. Czuje już moc i zapał do jazdy. Termosik, kanapki i w trasę! Do Poniedziałku jednak jeszcze kilka dni, a tymczasem zafundowałem sobie kolejny trening poranny. 45 minut pedałowania z chłopakami z TDF. 

Pewnie wielu z was uważa mnie za oszusta, zdrajce i zgnuśniałego lenia. Pedałuje w domu, chomikuje... kręcę w miejscu w cieple itd. Nie chcę oszukiwać, po prostu próbuje jakoś przetrwać zimę. Na jazdę przed pracą jakoś w tym chłodzie nie mam ochoty, a do samej pracy mam blisko. Wszystko sprowadza się więc do podejścia. Dla zmartwionych swoimi statystykami, powiem, że wpisuje swój trening jako bieganie, aby nie burzyć wam list i dystansów.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew