Do pracy 195 + 196

Piątek, 28 listopada 2014 · Komentarze(2)
Do pracy przez wiadukt. Potem całe bite 9 godzin męczenia się i szukania sobie zajęcia;P W końcu znalazłem zajęcie, pomagałem chłopakom uprzątać drugie piętro z śmieci i kartonwó. Nieoficjalnie mieliśmy tam magazyn - wszystkiego;)

Trening 13 - Mocno z rana dla rozruszania

Czwartek, 27 listopada 2014 · Komentarze(4)
Poranna jazda - mocno, bez opierniczania się. Dałem sobie troszkę w kość, bo miałem potrzebę wyżycia się!
Po tych treningach ostatnich - podjazd pod wiadukt wydaje się taki jakiś - eee płaski:)

Trening 12 - Znów po dniu przerwy

Wtorek, 25 listopada 2014 · Komentarze(1)
Kategoria trenażer
Szybkie i dynamiczne 30 minut z sporym obciażeniem. Nawet miło, tak ani za krótko ani za długo. Postaram się wrócić do tych regularnych 30-tek porannych i wieczornych. Ostatnio coś wypadłem z rytmu:)

Do pracy 193 + 194

Wtorek, 25 listopada 2014 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Dwa w jednym z dojazdów do pracy. Dziś przyprowadziłem zimówkę. Accent śnieznik idzie w ruch. Czarnowłosa shannon ma do wiosny wakacje. 

W pracy nic ciekawego. Mógłbym wam opowiadać o sprzeczce z "A" i o tym jak to wyjaśniliśmy sobie między sobą parę faktów, ale szkoda słów. To już drugie takie duże spięcie między nami. Nie ukrywam, że zaiskrzyło dość mocno. Poszło o drobnostkę, i o to, że "A" postanowił mnie pouczać i robił to w tak ironiczny sposób, jakby mówił do pięciolatka. Oj lubi on uczyć innych, lubi pokazywać swoją wyższość. Trudno... mnie jego nauki nie pociągają i troszkę sobie powymienialiśmy poglądów - nie ukrywam dość głośno.

Rowerem na żywo

Niedziela, 23 listopada 2014 · Komentarze(1)
Mimo, że rano odstraszały mnie mgły zdecydowałem się na rowerowanie dziś. Jak zacząłem się ubierać wyszło piękne słońce. Wybrałem się na trasę po okolicy aby sprawdzić jak to w realu się jeździ. 

Na początku idealnie temperaturowo. Założyłem cieplejsze buty ale lekkie rękawiczki. Później, za szybko zacząłem i nieco się przegrzałem. Z czasem gdy wiatr pomagał do Janówka leciałem sobie 30km/h. Byłem zadowolony z jazdy i postępów kondycyjnych. Dawno w realu nie jeździłem, ale efekty trenowania są i chyba wróciłem do jako takiej bazy. 

Od powrotu na główną drogę do Jabłonny już wiatr przeszkadzał. Zrobiło się też chłodniej i musiałem założyć cieplejsze rękawiczki. Całość wypadła solidnie - górki przed Jabłonną poszły nawet bez redukowania biegu, co mnie zaskoczyło pozytywnie.

Cieszę się w sumie, że udało mi sie przełamać ten zimowy marazm.  

Na koniec wizyta w OBi po kilka drobnych rzeczy i do domu.

Trening 11 - Trudna godzinna jazda pod górę.

Sobota, 22 listopada 2014 · Komentarze(2)
Godzinna jazda pod górkę. Oglądałem budowę największego kontenerowca na świecie i jakoś zleciało. Niestety zjadłem coś ciężkiego przed pedałowaniem i lekko nie było pod koniec. Jakoś muliłem się na końcówce. 

Z jednej strony pragnę czegoś w realu - jakichś kilometrów, a z drugiej jak patrze za okno to mnie to jakoś odstrasza. Kiedyś sporo jesienią i zimą pedałowałem a teraz jakoś mam opór. Musze się przełamać... Może jutro ktoś do mnie dołączy?

Do pracy 193 - Jak ja nie lubię być na czyjejś łasce.

Piątek, 21 listopada 2014 · Komentarze(5)
Dzień kolejny przywitał mnie śniegiem. Padało z rana a za oknem coś około zera stopni. No to zaczyna się robić zimowo. Opady były delikatne, ale sam fakt, że teraz padał śnieg... brrr mógłbym zimę przespać chyba. 

W pracy niewiele się działo... ale działo się wystarczająco dużo. Dzień wcześniej pytałem się "P", czy mi zaplecie koła jak mu przyniosę piasty. Powiedział, że tak. Dziś gdy przyszedł do pracy, mówię mu, że mam te piasty i że rozplotę mu koła aby zaoszczędzić czasu. Usłyszałem tylko "MHMM". Jako, że w robocie mało było zajęć rozplotłem koła. 

- to zapleć je jeszcze - mówi do mnie "P".
- ok a nauczysz mnie jak?
- ok

Pokazał mi i poszedł. Zaplatałem jeden krąg, potem drugi. Idę pytam czy jest ok. Coś poknociłem, znów trzeba rozpleść połowę i znów zapleść i kilka razy chodziłem pytać czy ok. "P" wyraźnie znudzony moimi odwiedzinami zbywał mnie. 

W końcu udało mi się jakoś zapleść koła i uzyskać informacje jak zrobić to poprawnie. 
Wróciłem więc do swoich zajęć w pracy licząc, że "P" wycentruje mi kółka zanim skończy się dzień. 
Mijały godziny a koła nie ruszone nawet. "P" siedział w biurze i przy komputerze. Nie był zajęty niczym ważnym. Widziałem, że oglądał aukcje na allegro. 
W końcu wszedłem do biura i niby mimochodem zażartowałem, że "chyba dziś pieszo wrócę".
- no pewnie tak, a co myślisz, że ja dziś ci te koła dokończę?
- eeee - zamurowało mnie - noo tak chyba się umawialiśmy. 
- nie no mówiłem ci, że ci je zrobię. Nie mówiłem że w jeden dzień. 
- aha... spoko - pomyślałem wkurzony. Gdybym wiedział bym dwóch nie rozplatał. Zimno ciemno, a ja z buta mam walić... Fuck... Nie tak sobie to wyobrażałem. 

No więc wróciłem do pracy lekko zdenerwowany. Nie lubię być na czyjejś łasce. A "P" to człowiek z podejściem takim flegmatycznym, że zapędzić go ndo serwisu to ciężka sprawa. Ma doświadczenie serwisowe, ma umiejętności, ale nie chce mu się bo zajmuje się innymi rzeczami. Rozmawia z ludźmi z Włoch i ustala warunki zakupów jakichś zamówień w firmie. Generalnie serwisami też się zajmuje " jak mu się zechce" - to znaczy jak mu się rower spodoba. Jakaś wypasiona szosa, to ja zrobi. Jak jakiś drogi sprzęt - także się podejmie. Byle czego się nie dotyka. 

W końcu udało się i jedno kolo było zrobione. Czas płynął, a do końca pracy coraz mniej czasu
- hej dzięki pięknie ci to koło wyszło jedno. - pochwaliłem go w biurze, aby zmotywować go do zrobienia drugiego.
- mhmm
- jeszcze jedno i będzie komplet piękny!
- wiesz, ja ci to robię po znajomości, a nie lubię jak mnie ktoś pod ścianą stawia. To jest nie fair. 
- jak to pod ścianą. 
- zrobię ci te koła, ale nie wiem czy dziś dokończę to drugie. Nie chce mi się. 

Ja pierdziu, nie dość, że rozplotłem mu koła, nie dość, że zaplotłem, tylko wycentrować to jeszcze problem. Gadaliśmy dzień wcześniej, że mi zrobi to powiedział, że zrobi. Nie lubię takich niedomówień i nie lubię prosić się o łaskę. Wiem ile zajmuje zrobienie dwóch kół i w tym okresie pracy, nie jest to coś co trzeba robić przez kilka godzin. Najlepiej strugać hrabiego i pławić się w pyszności, że ktoś płaszczy się przed tobą bo chce coś od ciebie. To próżność, lenistwo... kurcze. Nie jest problemem zrobić coś. 
Jak trzeba serwis zrobić dla klienta w naszej pracy nikomu się nie chce. Jak dla swoich też się nikomu nie chce. Po co my ten pierdzielony serwis mamy skoro nikomu nie chce się do niego wejść. 

Pracy tyle co kot napłakał, każdy snuje się siedzi w necie my na sklepie robimy remanenty. Oczywiście "P" się remanentami nie zajmie, mimo iż odgórnie miał też się tym zajmować. On tylko siedzi w biurze z dziewczynkami i sobie żartuje. Czyta maile czasem pogada na skypie z kimś z zagranicy i obrasta w piórka wielce zarobionego pana "P". Z wyniosłością podchodzi do jakiejś innej brudnej roboty. Czasu na słuchanie muzy przez słuchawki i oglądanie allegro mam pod dostatkiem. 

Pod koniec. w końcu zabrał się za koło. Robił je do za pięć siódma, a inni chcieli już wyjść. No to oddal mi je ubrał sie i stanął w drzwiach. Pogaszone światła, wszyscy ubrani a ja męcze się aby założyć kasetę, oponę taśmę i wpiąć koło do roweru. 
- No dawaj ADAŚ szybko jutro sobie to koło zapniesz.
No szlak mnie trafi zaraz. Wiedział, że chce mieć kolo przed wyjściem. Wiedział, że chce wrócić rowerem do domu. Oddał mi je za pieć i jeszcze pogania mnie abym już szedł, bo chcą zamykać sklep... Wybiegam z kurtka w reku bez czapki i niosąc rower bo tylne koło coś sie nie kręci. Hamulec obciera. 
Zamknęli pracę pożegnaliśmy się i wszyscy się rozeszli. 

Wpiąłem dobrze koło poprawiłem sobie hamulce, ale za mało napompowałem i potem jechałem prawie na obręczy. Kląłem na głos jadąc na wiadukcie. Kurwa - nie ma to jak prosić się o czyjąś łaskę... Chyba wolałbym zapłacić i mieć zrobione z pocalowaniem ręki niż tak na odpierdol się z wielkim fochem...

Trening 10 - Finisz Rafała Majki

Środa, 19 listopada 2014 · Komentarze(0)
Kategoria trenażer
Wieczorne pedałowanie, troszkę nie w smak mojej żonie. Chcę abym zjadł kolację i szedł do łózka z nią coś oglądał. A mi wieczorna jazda pozwala troszkę odreagować dzień. Zrelaksować się i przyjemnie spocić. Dziś śledziłem zmagania Rafała Majki na etapie, kiedy wygrał odcinek TdF. Długo jechał pod tą górkę, więc jechałem 38 minut. Godzinnego pedałowania nie mogłem sobie zafundować, bo pocztę po pracy odwiedziłem i odbierałem piasty, a gdy wsiadłem na rower stacjonarnie, to było już za późno. Nie chcę w sumie po 22 ludziom huczeć na suficie trenażerem - jestem człowiekiem. 

Trening 9 - Miało być pół godziny...

Środa, 19 listopada 2014 · Komentarze(1)
Kategoria trenażer
Jakoś tak wstawałem opornie dziś rano i nie mogłem zebrać się z łóżka, nawet przewidywałem, że rano nie będę jeździł. W końcu jednak się zdecydowałem i zanim się zebrałem to było już późno. Stąd 21 minut a nie pół godziny. Trzeba bylo się oblać wodą z rana przed pracą żeby nie śmierdzieć. 

Zdecydowanie pasuje mi nawet krótka jazda z rana. Dodaje energii mimo, że ją odbiera. Lubiłem te poranne wyjazdy o 8:00 jak było ciepło, robiłem wtedy około 25 km czasem więcej. Teraz pogoda do wyżygania "radosna" to przynajmniej te poranne dawki endorfin mnie podnoszą. 

Do pracy 192 - Przetrwać

Środa, 19 listopada 2014 · Komentarze(5)
Kategoria Do pracy!
Co wam będę opowiadał, martwy sezon. Papierkowa robota, albo brak roboty. Inwentaryzacje, czasem kilkugodzinne sprawdzanie listy towarów. Klient? Hmm od święta;D

Po pracy na pocztę po odbiór piast.

To na nich stanie niebawem mój jednoślad;)