No i czwartek mamy za sobą. Coraz bliżej naszej przeprowadzki na "swoje". Byliśmy wczoraj obejrzeć mieszkanie, bo w całym tym zamieszaniu z jego kupowaniem wiele szczegółów nam uciekło. Na przykład wnęka na szafę okazałą się sporo większa niż myśleliśmy a rozmiar pokoju - naszej przyszłej sypialnie - powalił nas swoją przestronnością. Ogólnie, podjarani jesteśmy naszym mieszkaniem "na nowo".
W pracy, zimno. Siedzenie na salonie to temerpatura około 17,1 stopnia. Specjalnie wziąłem ze sobą termometr, aby zobaczyć bo już w środe i wtorek zmarzłem niemiłosiernie. Jutro biorę do roboty soft shella, bo jak tak dalej pójdzie to się tam przeziębię na cacy! Najgorzej,że w nocy zapowiadają przymrozki...
Nie wiele się dzieje w sklepie, mimo, że mamy takie zajebiste promocje na rowery! No ale cóż, mrzawki, zimne wiatry i jesień, nie nastraja ludzi do zakupów rowerowych, co poradzić!
Muszę znaleźć sobie zajęcie. Czytam opisy z wypraw zaległe moich znajomych, czytam też te od nieznajomych. I tak oto świat się kręci!
Dziś dzień przebiegał w sumie bardzo podobnie do poprzednich. Wyjątkiem była awanturnica która weszła jakoś po godzinie 18ej. Pani do naszego sklepu wraca któryś raz i wszczyna awantury o wszystko. Teraz awanturuje sie o kółka podporowe do rowerku, który kupiła jakieś 3 tyg temu. Nie kojarzę jej bo kupiła rower jak byłem na zwolnieniu. Sprawę mniej więcej mi przekazano, i mogłem jako tako zareagować - niestety nie pomogło!
- Dzień dobry w czym mogę pomóc?
- Pan dobrze wie w czym!
- Nie do końca droga pani, prosiłbym o jakąś podpowiedź - ja zawsze jestem żartobliwy z klientami, ale tu totalnie nie trafiłem.
- No to jak pan nie wie to niech się pan dowie do cholery
- Aha już kojarzę, kolega mi przekazał. Już wymieniamy kółeczka, tak jak zostało ustalone. - starałem się szybko zejść z pola rażenia i udać, że wszystko jest w najlepszym porządku. Pani już nawijała za mną podniesionym głosem. Mówiła doniośle, na tyle doniośle, że słyszał ją nawet X z serwisu.
- ... tylko szybko to zróbcie, bo ja tu nie będę stała pół dnia, już godzinę czekam.
- pani wybaczy, ale dopiero pani weszła. - przerywam jej rozbawiony, jednak czym prędzej ulatniam się na serwis z rowerkiem.
Rowerek dziecięcy zostaje na serwisie kolega go oporządza a ja wracam na salon, aby nie zostawiać pani samej. Ona nawet nie była sama. Był jej ojciec, ale facet był tak zdominowany, że wolał się nie odzywać
- [...] kim jest Pan KOWALSKI! Chcę z nim rozmawiać
- eee, nic mi to nazwisko nie mówi.
- No jak to! Rozmawiałem z nim przez telefon! Jak pan śmie tak kłamać!
- Aaaa, no faktycznie to pewnie chodzi o pana "A" - kurcze nie znam ich wszystkich z nazwisk, a ten przeszedł do nas niedawno z innego sklepu, więc nie będę jej przecież się tłumaczył.
- No teraz pan inaczej śpiewa! KIM JEST PAN "a".
- No To nasz pracownik, to on z panią rozmawiał. Przekazał mi wszystkie instru..
- Kłamstwa, wszędzie kłamstwa! Łżą na każdym kroku! Powiedziano mi, że będę rozmawiała z szefem! Co za tupet!
- No to jest nasz kierownik do, eeee spraw marketingu - wyślizguje się delikatnie z lekkiego zaułka. - Co nie zmienia faktu, że to jest nasz pracownik, to jest pracownik naszej firmy.
- Niech pan nie kłamie, mam dość kłamstw, traktujecie mnie jak śmiecia!
Dama, odchodzi od lady i kroczy pomiędzy rowerami głosząc monologi i sypiąc gromami, ojciec podreperuje za nią i stara się ją uspokoić.
- [...] cztery razy, tu przyjeżdżam, za paliwo mi zwrócicie, tato idź zobacz ile teraz benzyna kosztuje <mamy cpn 40 m od firmy> Ja jak okłamałam człowieka musiałam za niego cło płacić! Oni też zapłacą.
"X" zmienił kółka podporowe i oddaje rower pani. Całość trwała może z 15 minut.
- no wreszcie, co tak długo panu zajęło, pierwszy raz pan naprawiał taki rowerek? TE KÓŁKA SĄ SREBRNE!!! < chodziło o metalowe mocowania podporowych kołeczek do tylnego kola, poprzednie były czarne. > Dlaczego nikt mnie nie poinformował, że one będą srebrne! Ja nie przyjmę tego roweru, proszę mi zmienić na takie same jak były - na czarne! te nie pasują!
- to sa droga pani te same kółka tylko ten element jest innego koloru.
- a dlaczego jest innego koloru, chyba kupowałam rower z czarnymi kółkami, a nie ze srebrnymi! Dlaczego wy wszystko robicie ludziom na złość? Chcę aby mi pan napisał dokument, że te kółka zostały dziś zamontowane!
- Nie rozumiem?
- Czego pan nie rozumie, bierze pan długopis i kartkę i pan pisze! Co tu do rozumienia?!
- Dobrze, więc niech pani mi podyktuje co mam zawrzeć w tym dokumencie. - nie wiem po co jej to, ale idę jej na rękę, bo chcę aby poszła.
- Niech pan napisze, że dziś wymieniono kółka na inny kolor.
- Dobrze napiszę...
- I niech pan napisze, że te kółka są nowe, i niech pieczątka będzie firmy!
- Oczywiście, czy coś jeszcze?
- Proszę mi podać numer telefonu do szefa, tego prawdziwego!
- Niestety, szef jest dziś za granicą i nie może pani do niego dzwonić.
- Ja tej sprawy jeszcze tak nie zakończę! Powinniście mi zadośćuczynienie za poniesione straty moralne zwrócić.
- A jakie straty moralne pani poniosła? - zastanawiam się pytająco, żywo ciekawy jej odpowiedzi.
- Jak to jakie?! A kto mi zwróci za traumę jaką dziecko przezywa od kilku miesięcy, płacze nocami, bo rower dostało nowy i od razu zepsuty. I ja muszę ją uspokajać.
- Rozumiem, że jest tu trudna sytuacja. Bardzo mi przykro, że tak się stało.
- Ja tego nie zostawię tak! Zadzownię tam do tego pana "A" i będzie mi się tłumaczył! Nie zostawię tego! Oddacie mi pieniądze za paliwo!!!
Pani poszła tatuś pani, też. Cisza nastała. A potem gromki śmiech na sali...
Jakoś odkąd nie jeżdżę rowerem, nie mam motywacji aby dodawać wpisy regularnie i ciągle z nimi zalegam. Dziś jest środa a ja uzupełniam wtorek. Mam nadzieje, że niebawem to się zmieni, bo ile można bez roweru - zuo.
W pracy dzień mijał w ślimaczym tempie. W sumie z całego dnia nie da się wyszczególnić nic konkretnego. Ok - dobra, zamiatałem salon z piasku i liści po raz chyba już trzeci . W firmie cisza, spokój i chłód. Na salonie jest naprawdę "rześko". Gdy przypomnę sobie, jak w lecie stał tuż koło mnie wiatrak bo tak było gorąco, to teraz te 5 stopni więcej - byłoby mile widziane.
Nie udało nam się odwiedzić naszego mieszkania nowego, byli właściciele coś tam mieli i nie zobaczyliśmy się. Mam nadzieje,że w środę uda się wpaść i porobić zdjęcia. Trzeba zaplanować kolor śćian, ja muszę pomierzyć sobie miejsce na biurko, warto byłoby też pomyśleć o jakimś rozkładzie mieszkania... Nie mogę się już doczekać. Wyprowadzka za niecały tydzień, a w powietrzu tyle niewiadomych.
Ciekaw jestem, czy oni wyprowadzą się tak jak nakazuje im akt notarialny 30ego. Czy będą robili jakieś problemy, poza tym umowę mam do ostatniego, znów pytanie - czy mi przedłużą. I do tego w ten piątek to radio. Denerwuje się troszkę.
Poniedziałek po weekendzie. Jesiennie mglisto i wilgotno. W pracy nie ma "A" ma chyba tydzień urlopu. Odpoczywam, wiem co mam robić, robię to co trzeba i nie wysłuchuje wykładów moralistycznych. W firmie spokój i jesienny letarg. Każdy robi "coś tam" swojego, a życie toczy się wolno i dostojnie.
Nawet dziś robiłem zmianę nypli w kole, czego normalnie się nie tykam, bo to serwisowa działka. Facet zażyczył sobie zmianę nypli w kołach mavica, ze srebrnych na różowe, aluminiowe. No i siedziałem i wymieniałem... spokojnie bez pospiechu, bo i tak klientów nie było.
A przepraszam! Rano był KES. Pogadaliśmy troszkę i pokazałem mu kilka szosówek. Może i on zacznie na szosie śmigać...:D
Dziś dzień rehabilitacji! Ku mojemu zdziwieniu, moja mam podsunęła pomysł abym jechał na rower. Chyba jednak nie sądziła, że pojadę i że zrobię to dwa razy tego dnia. Jak szedłem z Agnieszką drugi raz to była lekko przerażona: "nie za dużo tego roweru na dziś? Byłeś raz i wystarczy".
Pierwszy dystans, byl do sklepu i więcej było przerw niż jeżdżenia. Odwiedziliśmy "Chemko" - market budowlany, pooglądaliśmy farby pogłaskaliśmy panele i blaty. Oczywiście głównym założeniem dnia było także moje pedałowanie. Jechało się byle jak. Najpierw odkryłem, że moje siodełko jest strasznie niewygodne;) Tak odwykłem od pozycji na nim, że ciągle się kręciłem i szukałem odpowiedniego położenia. Samo pedałowanie też było takie na pół gwizdka.
Drugi wyjazd był jakieś 3h po pierwszym. Zjedliśmy obiad i jak rodzice jechali na 16 do kościoła my pojechaliśmy na rower. Tu było trochę fotografowania. Przejechaliśmy się lokalnymi bocznymi dróżkami i nową ścieżką rowerową wzdłuż torów. Odwiedziliśmy też budowany odcinek ulicy Torowej, gdzie poopalaliśmy się w blasku zachodzącego słońca.



Odcinek ulicy torowej wiedzie wzdłuż torów i jest rozkopany od kilku ładnych miesięcy. Ekipa budująca drogę, miała budować jeszcze dworzec, i parking. Upadła inwestycja, a opóźnienia są wielomiesięczne. Do końca roku i pewnie przez wiele miesięcy nowego, nie pojedziemy wewnętrzną cięciwą Legionowa.
Planowany przebieg ulicy Torowej w Legionowie.

Prawie przed zachodem słońca, na jednej z szutrowych uliczek. Banan od ucha do ucha

W jeszcze innym miejscu sprawdzam jak przełajówka udaje szosówkę. Efekt? Jedzie się przyjemnie!
Rany, jak mi ten rower dziś podszedł! Jej! Super było!
Udało się i wsiadłem an rower. Pierwsze dziesięć kilometrów. Jechałem jedną noga z piętą na pedale i tak jakoś dziwnie. Jechałem jednak powoli starając sie aby każdy obrót był dokładny.
Kurs był do obi. Obejrzeć sobie co może się przydać w nowym mieszkanku.
Dzień kolejny po "cywilu". Bez roweru - znaczy się.
Dzień za oknem jaki był widział chyba każdy, kto musiał go opuszczać. Widzieli również ci co nie musieli go opuszczać, a mają w domu okna;D
Było strasznie mgliście - rano to woda wisiała w powietrzu i wydawało mi się jakby nie mogła się zdecydować czy ma spaść w dół czy polecieć znów do góry.
Spacerkiem udałem się więc do roboty. Tam klientów jak na lekarstwo, za to nowy ambitny "A" mający pomysł na wszystko. W pracy mówi się, że on zanim wyjdzie z domu już rozmyśla co będzie robił w pracy, co zmieni, do kogo zadzwoni, komu coś zaproponuje i jakie nowości wprowadzi. Taki typowy pracoholik połączony z nadgorliwcem. On zawsze musi mieć ostatnie słowo i lubi uczyć.
Wczoraj taka sytuacja: Od kilku dni "A" mailuje z jakaś firmą, która chce kupić od nas 14 rowerów i tak strasznie się w to angażuje, że nieomal biega po firmie. Jak leci sprawdzić maila, to po prostu wygląda jakby mu się siku chciało. Ciężko mu jednak idzie znalezienie wspólnego języka z kolesiem mega laikiem po drugiej stronie, który owe rowery dla firmy chce kupić.
W połowie dnia rzecze do mnie w te słowa:
- Adam choć muszę ci nakreślić pewną sytuację.
- no słucham?
I nakreślał mi tak tą sytuację, że nie zrozumiałem wiele. Mówił tak kwieciście, jakby to była prezentacja jakiegoś projektu unijnego przed komisją finansów. A chodziło ot o, że potrzebujemy 7 rowerów męskich 7 damskich. "A" jednak lubi układać takie zdania, jakby przemawiał do ludu i zamiast krótko zwięźle i na temat opowiada coś dookoła.
- I teraz (aaaaaa - jego angielski przerywnik a`la jakiś brytyjczyk) jaki masz pomysł na te 14 rowerów?
- No trzeba je wystawić, skoro ktoś po nie przyjdzie po nie w sobotę.
- "aaaaaaa" Zróbmy to inaczej, bo zobacz....
I znów zaczynam mi wygłaszać teorię na temat zagospodarowania przestrzeni. Słucham pokornie kiwam głową i wyłączam się. Bo poza przemową jest jeszcze gestykulacja i opis, jak "A" to zrobić by chciał.
- ok dla mnie BOMBA - odpowiadam. - to bierzemy się za to!
- to ty weź te rowery ogarnij a ja idę do biura.
To, że on wymyślił a ja robie, mi totalnie nie przeszkadza - i tak nie mam nic innego do roboty. Najlepsze jest to, że pod koniec dnia. Przyszedł oburzony, i pokasował maila i powiedział, że sprawa nieaktualna, że mam "olej tego kolesia od tych rowerów".
Czyli chyba się nie dogadali, bo ostatnia rozmowa telefoniczna z tamtym facetem odkryła pewne nieporozumienia dotyczące modeli i rodzajów rowerów.
Efekt? Plan spalił na panewce.
"A" szykuje się na urlop. Już miał wczoraj na niego iść, ale "mam coś jeszcze do załatwienia w firmie". Dziś też miało już go nie być. I tak po firmie chodził w kurtce średnio co 1h-2h mówiąc wszem i wobec "to ja idę Adam, masz jakieś pytania to pytaj bo potem mnie nie będzie". Sytuacja się powtarzała chyba 4 razy w ciągu dnia bo nagle wpadał truchcikiem do firmy - "jeszcze jedną sprawę miałem załatwić". Pracocholik? Hmm?
Ciekawy jestem czy powstrzyma się od przyjścia do roboty w poniedziałek - bo urlop ma już od piątku:)
Mam inny charakter lubię konkretnie, lubię działać a nie zastanawiać się po 20 x jak coś zrobić i chodzić po firmie szukać aprobaty swojego pomysłu u innych. Nie lubię, zbędnego rozdrabniania się. Jest coś do zrobienia - konkret robimy, nie robimy. nie potrzebuje do tego dorabiać teorii, ani ogłaszać ludowi pracującemu dlaczego wybrałem ten pomysł i dlaczego uważam, że on jest najlepszy. To nie jest rozprawka z Polskiego, że trzeba podawać minimum pięć argumentów na poparcie mojej teorii. Lubie pracować z ludźmi konkretnymi.
Aha i najważniejsze - będę w radiu jako reprezentacja firmy. "A" chyba jest lekko niepocieszony, że to nie on pójdzie opowiadać o rowerach i dniu roweru. Czuł się wyraźnie niepocieszony, bo nawet wygłosił wątpliwość, czy ja rzeczywiście powinienem iść do radia. Na co szef uciął: " To jest największy gaduła w firmie i świetnie gada z klientami, będzie idealny."
Po długiej nieobecności i kulawości wracam do pracy. Poszedłem pieszo, bez roweru - dziwnie jakoś. Zawsze na dwóch kółkach teraz bez. Z jednej strony to może lepiej, organizm odpocznie od pedałowania i potem może da się zbudować coś silnego na tej zregenerowanej bazie. Niezmiennym jest fakt, że pieszo chodzi się wolniej! ide, ide... idę... po 10 minutach znów idę... <LOL>
W pracy zmiany. Tzn, nowy szef, a w zasadzie stery - nowy szef. Z zamkniętego sklepu z warszawy wrócił do firmy pan "A". Bardzo ambitny człowiek, wyprzedzający myślą niejednego z myślicieli, obeznany w handlu i mający zacięcie hedonistyczne. I tak oto zanim szef pierdnie to tamten leci już z papierem...
Wczoraj przez 15 minut tłumaczył mi o zasadach marketingu i jego doświadczeniach z handlu bo trzeba było z oponami porządek zrobić i wpajał mi jak i gdzie mam opony powiesić. Nawijał które wyżej, które niżej, bo jest na to dawno odkryta teoria handlowa. Kilka razy próbowałem mu uciąć gadkę ale tylko się denerwował, że jestem takim "handlowym ignorantem".
"Chcesz to ja te opony powieszę tu - dla mnie to nie robi różnicy - po co dorabiasz do tego jakąś długa teorie i gadkę!"
"To nie jest teoria to doświadczenie wieloletnie w handlu mnie tego nauczyło i potwierdza się to w polityce wielkoformatowych sklepów. Bo zobacz jak wchodzisz do supermarketu to zauważyłeś jak poustawiane są towary?[...]"
i znów mi wykład robi na temat towarów i ich ustawiania i polityki marketów na ten temat.
W pracy czułem się jakbym pierwszy raz poszedł do roboty a nie pracował tam już pół roku. Tłumaczył mi wszystko jak nowemu pracownikowi, tłumaczył powoli i dobitnie i pokazywał mi gdzie jest co w sklepie.
Czułem się dziwnie tak niańczony. Ciągle wymyślał jakieś nowe pomysły, i ciągle kazał coś robić totalnie bezsensownego. Dał mi na przykład kartkę kazał policzyć wszystkie plecaki. Pytam czy to remanent, a on, że nie "tylko chciał sprawdzić czy się zgadzają." Potem przyznał jak policzyłem i mi sie "nie zgadzało" - że wczoraj jak liczył to się zgadzały. Oczywiście zapomniał mi powiedzieć, że jeden z plecaków jest walnięty gdzieś indziej i reszta schowana jest w kartonie. Miał z tego niebywałą radość. Dał mi zadanie, mi nie wyszło - on mógł mnie poinstruować gdzie i jak policzyć.
To będzie ciężka zima;)
Dziś mija 14 dni od pokrojenia nogi. Chodzę bez kul, choć jeszcze na nogę utykam. Po zdjęciu sznurków z rany, przynajmniej mnie już nic nie ciągnie podczas ruchów. Ogólne samopoczucie dobre, choć moja waga wyrównała się do 70kg, sporo przytyłem i jak tak dalej pójdzie to będzie alarm. Całe szczęście niebawem przeprowadzamy się do swojego nowego mieszkania i tam mam nadzieje, że już nie będzie tyle okazji do jedzenia i podjadania.
Za oknami jesień, ranne mgły i zapach dymu z kominów. Przed dziewiętnastą robi się już ciemno, a wieczory i noce są już chłodne. Czuje jakby uciekł mi jakiś miesiąc z życia co najmniej a nie tylko 14 dni.
Coraz bliżej święta... poczuj magię tych świąt;)