Szpital

Środa, 1 października 2014 · Komentarze(5)
Jestem już w domu. Powrót ze szpitala to dobry okres rekonwalescencję. Jako, że przez najbliższe dni czeka mnie dochodzenie do siebie to podobnie jak koleżanka Katana, będę opisywał swój powrót do zdrowia. 

Zacznijmy od tego jak to się zaczęło. Otóż wybrałem się do szpitala na planowany zabieg nogi. Wycięcie takiego małego guzka spod kolana. 
W poniedziałek pojechałem na izbę przyjęć. Przeszedłem przez cały proces przyjmowania do szpitala i przywitałem się z nowym domem- salą nr 6 na całe trzy dni! Leżałem na sali z panami sporo starszymi ode mnie. Efekt? Różnica pokoleń i słuchanie historii i narzekań. Czasem wesoło, czasem dołujące te historie... I weź tu się wylecz. Jak ten narzeka, tamten narzeka temu nie pomogło tamtemu nie pomogło... kurde, no czasem to zero wiary w lekarzy. Od razu zakładali, że im nie pomoże, nawet jak już im pomogło. 
- "zobaczymy co jutro będzie, dziś jest ok"
No to chłopie co ma ci się pogarszać, jak ci się po operacji polepszyło! 

Zoperowali mnie lekarze jeszcze w poniedziałek. Dostałem igłę w plecy i miałem pół swojego pół "obcego ciała". Dziwne uczucie, widząc swoje nogi i nie mogąc nimi ruszać. 

Po operacji

B
udzę, się stopami ruszam, a kolanami nie . Jeszcze dziwniejsze uczucie. Aż ciarki po plecach przechłodziły. Widzisz własne palce, mówisz im "ruszajcie się" reagują. Widzisz kolana, chcesz napiąć mięśnie a tu co? Sprzeciw - zero reakcji. 
Jeszcze w poniedziałek wieczorem wracam na ogólną salę. Trafia mi się okres przed nocny. Chwile gadam z panami, a potem sala cichnie. No może nie do końca cichnie. Najpierw cichnie, a potem rozlega się kanonada chrapania. No to noc mam z głowy. Noga mnie boli. Słabo przesypiam noc. Budzi mnie ból, biorę lek i znów próbuje zasnąć. Udaje się takimi wyrywkowymi partiami po 1-2h. Na stałe budzę się o 4ej i tego dnia już nie śpię.

Kolejny dzień mija mi spokojnie. Wreszcie stawiają mnie na nogi. Niestety nie obeszło się bez incydentu. Zemdlałem w łazience. Pff tak z niczego. Zrobiło mi się gorąco i odpłynąłem. Za szybko? Nie wiem... strachu trochę było, a choć samo zemdlenie to bardziej ulga, w ogólnym odczuciu jest to raczej wątpliwa przyjemność. To troszkę jak nurkowanie w ciepłej wodzie. Jednak z tą różnicą, że gdy się zanurzasz, to zanim czujesz ciepło i ulgę to masz wrażenie, jakbyś się topił a wody przybywa i przybywa. W końcu zalewa ciemność, cisza i odgłosy jak z oddali. Widzę jak przez mgłę. Gdy wracam do żywych, jadę już na wózku na salę. Na łóżko hop i jestem ocalony. 

Godzinę przesypiam tak twardym snem, że nie słyszę nic. Pewnie to po tym zemdleniu tak mnie przyćmiło. Jak budzę się jest środek dnia. Obiad, a potem nie wiedzieć kiedy kolacja. 

Dzień był, dość bogaty. Kolejną noc przesypiam dość dobrze. Padam zmęczony o 19ej i śpię do 7 rano.

Wypisują mnie w środę. Wreszcie! Witaj domu! Witaj swoje łóżko, rower? Rower musi poczekać, pewnie z dobry miesiąc. Noga nie boli. Tylko szwy ciągną, strasznie dziwne to uczucie. 

Finał Projektu - ZDJĘCIA

Sobota, 27 września 2014 · Komentarze(4)
Kategoria Do pracy!
Do pracz udało mi si dziś dotrzeć na rowerze. Plecy jeszcze lekko doskwierają, ale jest sporo lepiej niż wczoraj. Wybrałem się więc do roboty, nie tylko, aby mieć sumienei czyste wobecz szefa, ale także, aby dokończyć Shannon. Czekała i sie doczekała. Przycięta sterówka + nabita gwiazdka + skręcone stery + siodełko. 

Nie pytajcie czemu czerwone... kolega mi takie dał. jest identyczne z tym co mam w szosie (model) więc założyłem aby mnie tyłek nie bolał:)















Do pracy 169 - Połamało mnie

Piątek, 26 września 2014 · Komentarze(4)
Do pracy pojechałem na rowerze. Było dość chłodno, ale do zniesienia. Wszedłem, a w sumie wjechałem, do firmy. Zaparkowałem rower za ladą i poszedłem na magazyn. Chłopaki wypakowywali busa. Wziąłem więc koszyk jakiś i podałem go dalej robiąc skręt ciałem. Coś mi strzyknęło i po zabawie. Resztę dnia było tylko gorzej. Czułem jakby mi ktoś za nerwy szarpał w plecach. Chodziłem pochylony jak Gandalf w Hobbicie, a podpierałem się na lasce - kij od miotły. 

Wytrwałem do 18 ej. W końcu się kolega zlitował i mnie do domu puścili. Okazało się jednak, że nie mam kluczy do mieszkania więc musiałem pojechać do Agi. Na rowerze siedziałem jednym pośladkiem i kręciłem jedną nogą i za nic nie mogłem sobie znaleźć pozycji aby było bez bólu. Jakoś dojechałem do Agi. Zabrałem klucze i wróciłem do domu. 

Wszedłem do mieszkania położyłem się i myślałem, że nie wstanę... 15 minut kombinowałem jak ponieść się z łóżka. W końcu udało się. Gorąca kąpiel, do tego lek przeciwzapalny. Voltaren na plecy i do wyra. Cholibka, miałem testować jutro nowy rower, a tu dupa blada. 

W kwestii budowy roweru:

Dziś doszedł widelec i opony.

Ze względu na to, że mnie połamało ostro w krzyżu, nie mogłem zważyć całego roweru, ale widelec nowy aluminiowy waży 820 g (z za długa rurą sterową) tymczasowy poprzednik ważył 1150g (ważone wagą do rowerów) - 330g zysku

opony szosowe vittoria diamante pro radiale - 220g x 2 - 440g a opony drugotowe maxxis raze 2x 400g = 800g - strata więc 360 g

Waga więc, nie powinna się była zmienić drastycznie, bo wyrównała ją masa opon. Oczywiście dętki też są grubsze, bo szerszy balon opony, więc pewnie jednak na minus wyszło. Jestem zadowolony z osiągniętej wagi. Dziś mimo problemów z kręgosłupem, musiałem do Agnieszki podjechać do pracy po klucze. Rower prowadzi się spoko. Bieżnik opon nieodczuwalny, a ciśnienie 6,5 atm w gumkach powinnno być odpowiednie aby rower pomykał dynamicznie nie tylko po równej szosie ale i dziurawych ścieżkach, czy krawężnikach.


Aha - nie mogę zrobić fotek to wrzucę co doszło (pożyczone z sieci):



Do pracy 168 - bezcenny czas

Czwartek, 25 września 2014 · Komentarze(0)
Miał być kurier z częściami i przysłowiowa dupa;) Nie pojawił się. Rower jednak już po przeszczepie. Tymczasowo jest w specyfikacji szosowej, ale kierownice, linki i przerzutki ma już dawcy. Jedynie przednia przerzutka jeszcze nie pasuje, bo inna obejma. Póki co będę więc jeździł na 8 biegowym przełaju. Zawsze można piętą z trójki zredukować na korbie;)

Pierwsze jazdy tylko po sklepie, bo nie ma pogody jeszcze. Jak wracać będę do domu to coś popedałuje na dłuższym odcinku niż po salonie.

Wymiary docelowe rower ma prawie identyczne jak moja szosa. Jedynie baza kół jest szersza. Wysokości i odległości są niemal niezmienione. .


Do pracy 166 i 167

Środa, 24 września 2014 · Komentarze(2)
Kategoria Do pracy!
Do pracy we Wtorek i Środę. Dwa dni łącze w jeden bo pierwszy to były - powalające 3km za to w drugim coś tam więcej dokręciłem. 
W ciągu dwóch dni przerobiłem kilkaset pozycji z przeniesień i sprawdziłem łącznie chyba 200 sztuk towaru. Mało tego papierologii wcale nie ubywa. A mi już się w oczach mienią te przeniesienia magazynowe i ilości, sztuki, komplety...

W przerwie od rozkminiania czy wszystko się zgadza w dokumentach, postawiłem szkielet roweru - który buduje. 


Koła będą inne. Nie na tarcze, te są pożyczone z innego roweru na sklepie.
Widelec będzie nieco wyższy - ten jest 26 calowy stalowy. Docelowo wyląduje tam wideł 28 cali aaluminiowy 
Opony będą nieco cieńsze. te są chyba 40c. Moje bedą 35c. Nie zmienia to faktu, że rower docelowo może być też ubrany w grubsze gumy, nwet grubsze niż te. Spokojnie zmieścić powinienem tam również 28x1,75. 

Jutro, jak wszystko sie powiedzie. Dojdzie osprzęt - Widelec, i opony. 

Do pracy 165 - Projekt

Poniedziałek, 22 września 2014 · Komentarze(0)
Projekt budowy nowego roweru ruszył. Rama już jest, teraz czekam na widelec.

Osprzęt przejdzie z Tour De France, którego wyprzedaje.

* WIdelec Epicon
* Rama
* Koła komplet.

Jeśli ktoś zainteresowany to zapraszam.

W tym tygodniu powinienem zmierzyć epicona, i podam wam jaką ma sterówkę. Jednego chętnego na widelec mam! Może komuś coś? Kółka w dobrym stanie piasty toczą się gładko. Jeśli szukacie fajnych kół pod V-ki na 26 cali to pisać!

mazurskie pedałowanie cz4

Poniedziałek, 22 września 2014 · Komentarze(1)
Kategoria Wyprawa
Powrót z mazur zaplanowaliśmy również na rowerowo. Nie chcieliśmy zwiedzić ciągle tych samych tras i zdecydowaliśmy się na tranzyt z Mrągowa aż do Działdowa. O ile 125km to nie jest wyczyn, to z sakwami na szosie, nieco odczuwało się zmęczenie. Najgorsze były górki, kiedy brakowało mi przełożeń na podjazdach.

Wstaliśmy tego dnia po szóstej rano i szybko ogarnęliśmy pakowanie. Wyjazd był błyskawiczny, choć temperatura utrzymywała się poniżej 9 stopni. Mgliste poranno - jesienne mazury. Miało to niewątpliwie swój klimat. Jak dodamy do tego dziurawe drogi i wiejskie zapachy to mazury szły z grubej rury:)

Samego powrotu nie ma za bardzo co roztrząsać. Ot pedałowaliśmy miarowo, omijając dziury - troszkę jak na maratonie podróżnika, tylko w nieco mniejszej, bo dwuosobowej, grupie. W Działdowie na niebie pojawiły się jakieś "mgiełki" po ruszeniu KM do Mławy niebo całkiem się zasnuło. W Legionowie przywitał nas mrzący deszcz.

mazurskie pedalowanie cz3

Sobota, 20 września 2014 · Komentarze(3)
Kategoria Wyprawa
Kolejny dzień to znów piękna pogoda!








Babie lato już w pełni. 









Ten dzień to znów słoneczne i upalne szutrówki! Super jeździ się po takich szosą - polecam!


Momentami miota rowerem na kamieniach i piasku tak, że czuje się jakby tylne koło żyło własnym życiem!

Strome zjazdy po kamieniach? Proszę bardzo - i tak potrafimy! 

Podczas tego wyjazdu nie złapaliśmy ani jednej gumy!

Spotkaliśmy za to bardzo ładnego pawia - prawie luzem!


I znów szutrówkami!Hej przygodo trwaj!



Klasztor w Świętej Lipce


"Niech pan nie opiera tego roweru o mur bo on sie niszczy!"
- rower czy mur?


Zamek w Reszlu to kolejny przystanek na naszej trasie!




Panorama z wieży zamkowej na miasto. Pomiędzy stare kamienice wciskają się nowe... mniej stylowe, ale przynajmniej dach czerwony mają. 






Schody i schodeczki... czasem było naprawdę stromo!



Most w Reszlu. 

Tego dnia tylko 75km, ale sporo atrakcji! Szutry, bazyliki zamki... mosty...:D Księgowi zwiedzają!

mazurskie pedalowanie cz2

Piątek, 19 września 2014 · Komentarze(4)
Kategoria Wyprawa
Dzień drugi.
Po pobudce i śniadaniu ruszamy na rowery. Plan na dziś to jazda po okolicy. Zdemontowałem bagażnik spod sakw i przyczepiłem bagażnik sztycowy Agnieszki. Aga leciała na pusto. Jak było? No cóż sami zobaczcie!





















Pasażer na gapę;)






Pałac i ogrody pałacowe w Nakomiadach. 






Moja Księżniczka;)


Kwaśny paziu.



Mega urokliwe były takie domki. Ruina niektóre, ale oddawały taki klimat mazur...



Nie tylko szosami po szosach. Sporo było odcinków szutrowych. 

niezależnie od opon, warto odwiedzić takie miejsca. Bajecznie wkrada się tam jesień!


No comment;)


A to właśnie a propo`s szutrów i bocznych dróg. Miał być asfalt... teoretycznie;)







mazurskie pedalowanie cz1

Czwartek, 18 września 2014 · Komentarze(1)
Kategoria Wyprawa
Nie sądziłem, że jeszcze w tym roku zorganizuje sobie wolne i pojadę gdzieś na rower i to dłuższy rower. Udało się jednak i wyszła taka mała wyprawa po Mazurach. Ruszyliśmy z Olsztyna i z bazą w Mrągowie zwiedzaliśmy okoliczne tereny.

Pierwszy dzień to głównie dojazd z Olsztyna do Mrągowa. Wybraliśmy boczną drogę przez wioski, aby nie lecieć główną. Okazało się, że opinie o dziurawych mazurskich trasach nie są wyssane z palca. Miejscami asfalt prawie nie istniał. Tego dnia, obładowany sakwami snułem się wolno. Nie mogłem sie przestawić na ten pagórkowaty teren. Do tego moje nowe przełożenia szosowe, raczej nie są przystosowane do jazd po górkach, a tu zdecydowanie tereny "górzyste" się zdarzały. 

To zdjęcie oddaje - to co czułem. Po za rzecz jasna górkami, pogoda dopisywała, słońce ciepło... mhmm relaks z sakwami!

Po dojeździe do noclegu - powstało lekkie zamieszanie. Wpadamy do zajazdu dostajemy klucz. Pokolik ciasny i zaduch w nim nieziemski. Niby czysto, ale jakoś tak ciemno, i całość przeciąknięta taką gorzelnią, wilgocią i papierosami. Po zjedzeniu obiadu w zajeździe decydujemy się wybrać do Mrągowa w poszukiwaniu noclegu na pozostałe dni. Szybko znajdujemy tani nocleg w samym centrum miasta. Udaje się wycofać wpłacone pieniądze z "noclegu feralnego" i ewakuujemy się do nowego mieszkanka. 

Sypialnia za 40zł/os w centrum Mrągowa!



W mieszkaniu wielka kuchnia dla nas. Tu spędzimy wspaniałe kilka dni!