Kolejny dzień do pracy. Standardowa trasa. Wczorajszy nocny rower dał mi nieco w kość. Pff jechało się dość ciężko. Dziś też wybieram się na małą rundkę po zmroku!
Nocny rower. Spontaniczny wyjazd na rozruszanie. Trasa do Warszawy na dalekie południe okolic Siekierek potem powrót i przez Leszno powrót do NDM
Zacna wycieczka, choć było już całkiem zimno nocą. Niedługo rękawiczki trzeba będzie nosić. Podziw dla ekipy BBT!
Do pracy o poranku. Dni już chłodniejsze. Rano 15 stopni, czułem dzis jakby przyszła do nas z oddali pierwsza nutka jesieni.
Po weekendzie czułem się fatalnie. Głowa bolała mnie przeraźliwie od samego ranka. Kawa i kanapki jakoś wepchnąłem w czeluści swego wnętrza, ale nie było to to co zawsze. Do pracy wybrałem zimówkę, bo tak! Bo chciałem z dala od aut jechać. Jechałem sobie lasem wolno i dostojnie.

Niestety czułem sie tak zmęczony jakbym nie spał w nocy. Hmm hej przecież ja nie spałem w nocy! Do 4 ej w nocy kręciłem się na łóżku.. Wcześniej w niedziele w ciągu dnia padłem po obiedzie na trzy godziny drzemki i to pewnie było powodem tego mojego niespania. Efekt był taki, że mimo iż sumarycznie miałem wyrobioną normę snu to głowę miałem ciężką jkabym zarwał nockę.
Las minął i dojechałem do pracy. Od rana podenerwowany na wszystkich i wszystko. Telefon mnie wkurzał, Świeżak mnie wkurzał. Szef... cóż ignorowanie pomagało zewnętrznie, ale wewnętrznie - rany! Grrr. Trwałem więc w ciągu dnia czując się tak fatalnie, że szok.
Pod koniec miałem wrażenie, że mój świat skurczył się tylko do obwodu mojej głowy i pierścienia narastającego bólu wokół niej.
Po pracy rundka do rodziców i chwile oddechu - pogadałem nieco i już na granicy zmroku i dnia pojechałem spowrotem do domu.
Wieczór to głowa w poduszce i szybko opadające powieki... - sleeping is dumb!
Jak sprawić by sobota była fajniejsza? Pojechać z żoną do pracy a potem... o tym za chwilę.
Najpierw pompowanie kół Agnieszki w firmie. Moja kupiona za straszne pieniądze pompka szosowa nadaje się tylko do dmuchania balonów... Zły jestem bo to jakaś żenua. Nie ma dobrej pompki szosowej? Moja wydawała się bajecznie fajna, a obecnie pod pompowanie Agnieszki kół skończyło się raczej upuszczeniem jej powietrza niż wciśnięciem czegoś do dętek.
Po pracy wsiadłwszy na rower pojechalm sobie na spotkanie żony. Miałem jechać do rodzinki na północ standardową trasą, ale zdecydowałem się pognać przez Zegrze i Jachrankę. Nie szła mi jazda od Jachranki, dopiero po minięciu Dębe jakoś tam się turlałem.
Mój napęd w szosie woła o pomoc. Czuje się jakby 10-15% energii tracił na przemielanie zużytego łańcucha. Nie skacze on jeszcze na trybach, ale to nie jest taka jazda jak przy nowym...
Słońce dziś pięknie grzało a jednocześnie nie czuło się upału. Miłe połączenie ciepła i chłodu - zwłaszcza w lasach.
Po Obiadku u teściowej droga powrotna do domu. Szło nieco bardziej opornie bo pod wiatr, ale generalnie jechało się spoko. Zauważam, niestety z przykrością, że coraz szybciej robi się ciemno!;(
Do pracy na śnieżniku, bo od rana sobie postanowiło popadać. Aga jadąc do pracy jeszcze miała lekkie opady, mi sie oczywiście trafiła już konkretna ulewa, i zamiast jechać na spokojnie pozałatwiać kilka spraw na mieście prześliznąłem się po mieście dojeżdżając do pracy jak zmokła kura.
W pracy? Mogiła, padało, więc klientów mało. Później cos tam się ruszyło i było kilku dupozawracaczy w tym 68 letni konstruktor pan "dziadek" co to chciał zbudowac hulajnogęna napęd i wydziwał na temat potrzebnych mu części - po 1,5h nie kupił nic...
Kolejny dzień powrotu do normalności. Dziś udało mi się wykrzesać iskrę o poranku. Nie zapłonęła ona niestety jeszcze ogniem, ale już jest szansa, na zapłon. Wstawanie znów szło mi opornie, ale po śniadaniu i ogarnięciu porannych spraw udało się wyrwać z domu. Jest sporo chłodniej i chyba to jest powodem poprawy mojej aktywności.
Upały odeszły lekko w dal, w pracy nadal duszno, bo salon nagrzał sie jak wielka palmiarnia. Jednak dziś rano jakby trochę mi było lżej. Pojechałem do pracy troszkę wcześniej. I z mp 3 w uchu kręciłem się po okolicznych szosach. Nie było to krajoznawczo fajne, bo były to tylko okoliczne uliczki osiedli domków jednorodzinnych, ale jakoś mi to frajdę sprawiało. Oglądałem sobie koszone trawniki patrzyłem ludziom za ogrodzenia i odpływałem w muzyce.
W pracy nie wiele się działo, utarg był tak marny, że szkoda gadać. Nie zmienia to jednak faktu, że jakieś pierdoły były do załatwienia. Zrobiłem kilka przeglądów, aby odciążyć kolegę na serwisie i troszkę po dzwoniłem. Udało mi się wreszcie zrobić zamówienie GPS dla pewnej osoby. Dzień wlókł się prze-koszmarnie, ale gdy w końcu się skończył z radością pojechałem do domu w nadziei na plan wieczorny. Powiedział sobie, że dziś nie odpuszczę i muszę pojechać na nocny rower.
Agusia uparła się aby mnie jeszcze ostrzyc, bo "strasznie zarosłem". No to jeszcze obcinanie prysznic i dopiero na rower. Efektem była prawie cała trasa już na przełomie zmroku i dnia, ale i tak było zacnie.
Trasa banalna, bo do Nowego Dworu Mazowieckiego i spowrotem, ale jakoś tak naprawdę było przyjemnie. Na początku lekko zapadający mrok a potem już noc. Lampka MP3 i ja i szerokie pobocze. Pysznie.
Zobaczymy jak to sie dalej potoczy... czy udało mi się nabrać powietrza?
Czas pokaże!
Kurcze, czy to zawsze tak jest, że trafia mi się taka ciężka psychicznie praca? A może ja po prostu nie mam cierpliwości do ludzi, przełożonych i szefów. Ostatnio przez chwile było lepiej, aby dziś znów było gorzej. Do tego jeszcze w pracy duszno, cały dzień chodzę zmarnowany, wiatrak chodzi ale miele to powietrze. Ludzie zawracają mi du... dzwonią po jakieś pierdoły, wszystko i wszyscy mnie denerwują dookoła. Mam wrażenie, jakbym tylko ja pracował "na serio" w tej robocie. Nie umiem się nie angażować w to co robię a przez to ludzie wykorzystują to, że ja zawsze zrobie za innych.
Jak byłem na serwisie to ganiono mnie za bałagan, teraz mnie nie ma na serwisie i co? Szef wpadł na pomysł abym ja i Świeżak na serwisie posprzątali, bo to "nasza wspólna sprawa". Czemu tylko mam tyłek wycierać komuś kto jest bałaganiarzem. Jak to zawsze ja za bałaganiarza uchodziłem. Najłatwiej powiedzieć "mamy mało ludzi urlopy są". Kurcze, od pięciu miesięcy miałem 4 dni wolnego, może ze dwie soboty wolne... a w tą sobotę zapowiada się, że będę sam na sklepie.
Jak jest chwila wolnego to oczywiście, pretensja, że "w komputerze siedzę", jakbym ja naprawdę miał czas siedzieć "w kompie". Jak sprawdzam coś w systemie, sprawdzam dostępność, próbuje złożyć zamówienie, próbuje ustalić dostępność towarów, piszę i odpowiadam na maile, sprawdzam i wyceniam towar, to muszę "w komputerze siedzieć". Oczywiście odbierane jest to jako totalne leserstwo i na każdym kroku wypominane.
To, że złożyłem 4 rowery, nikt nie zauważył, słyszę tylko: "składajcie rowery". W liczbie mnogiej, jak mnie to denerwuje, jak był bałagan na serwisie "musicie tu panowie posprzątać", i ja sprzątałem, jak coś nie tak to "musicie coś tam zrobić". Bezosobowo, do "was" towarzysze przemawiam.... Mam dość... chce wolnego. Każda pierdzielona sobota, ostatnio z powodu urlopów każdy piątek również od 10, 9h dziennie i ja sie pytam - skąd kuźwa brać energię i motywacje do pracy!!!???
Gdzie jest empatia do pracownika, traktowanie go jak człowieka, który może mieć gorszy dzień, którego warto wysłuchać... w tej firmie nie ma osób do kierowania ludźmi! Ludzie się sami kierują... albo im się nakazuje coś zrobić - "bo ja cię o to proszę", to najlepszy argument i odpowiedź, na pytanie dlaczego ja mam wykonywać obowiązki innych.
Sprzątamy w kiblach, zmienaimy papier, myjemy podlogę, mamy zmiany w myciu i sprzątaniu kuchni wynosimy śmieci z kuchni i innych pomieszczeń, składam rowery, robie zamówienia, obsługuje sklep, uzupełniam towar, sprzątam serwis, jak trzeba wydaje i przyjmuje rowery na serwis. Robię kuźwa wszystko! Czemu? Bo np Kolega "P" siedzi akurat w biurze...
- Hej "P" pan chce oddać rower do serwisu podejdziesz?
- to weź go przyjmij
- Ale pan chce cie o coś jeszcze spytać mówi, że tam mu cos się dzieje w rowerze
- to zapisz mi to na kartce
- WIELKI D - Adam idź zapisz rower, "P" teraz jest zajęty. Ty nie możesz przyjąć serwisu?
Jestem wykończony, potrzebuje czegoś więcej niż jednej soboty do połowy i jednej całej niedzieli wolnej raz na 50 h pracy tygodniowo!