Na temat mojej ostatniej aktywności nie powinienem się chyba wypowiadać. Wpadłem w kolejny kryzys witalności. Jesień? Kurcze, czasem sobie myślę, że się chyba wypaliłem rowerowo. W tym roku wyjątkowo ciężko u mnie z tym rowerowaniem. Nie chodzi bynajmniej o dystans. W tym roku zbliżam się do 10 tysięcy. po prostu jakoś ostatnie miesiące czasem coś sie tak zacina, że nie mogę się przemóc.
Czuje się troszkę zagubiony, bo to nowe uczucie dla mnie. Takie osaczenie codziennością, obowiązkami, masą problemów - wszystko jakoś tak mega negatywnie nastraja. W pracy nie wiele się dzieje - ale to plus - chyba. Mam więcej czasu na przemyślenia. Planowanie tras, tylko jest jeden kłopot... nie mam weny! Czuje się jak dobry artysta, który nie może zacząć pisać kolejnego bestselleru, mimo, że od wielu lat zajmuje sie tym z powodzeniem. Może powinienem zmienić hobby zająć się czymś innym, znaleźć inne zainteresowanie.
W pracy - odnalazłem spokój, dziś rozmawianie z ludźmi sprawiało mi przyjemność. Było fajnie. Nawet ci upierdliwi sprawiali, że mówiłem. Trajkotałem jak zawsze, pewnie sporo za dużo, pewnie gigantycznie za dużo. Szło to jednak jakoś samo. Po prostu mówiłem lekko z pasją z przyjemnością. Miałem wenę!:)
Dzień skończył się późno... po zamknięciu marzyłem tylko by wrócić do domu. jednak jak się ma blisko do pracy ciężko jest się zmusić aby jechać dookoła do domu. Planowałem, że zjem coś i pojadę gdzieś, ale pomysł upadł po tym jak się najadłem... zostaje więc tylko 3km:(
W niedziele, mimo przeciwności losu - lenistwa - udalo nam się wyswobodzić z uścisków łóżka i poduszki i jednak wybraliśmy się na rower. Pętelka po okolicy była bardzo przyjemna. Było ciepło, gorąco nawet miejscami, ale mimo wszystko w powietrzu czuje się już ten inny zapach - zapach kończącego się lata. Ostatnie zimne dni pokazały nam dosadnie jak szybko kończy się lato i że nadchodzi czas rowerowej zadumy. Do końca roku zostało nam ledwie cztery miesiące do wyprowadzki na "wyspy" tylko dwa.
Czas mija teraz dość wolno, w pracy mało się dzieje, a jakoś tak rowerowo nie mogę znów sklecić nic sensownego. może uda się coś neibawem zorganizować, ale pracę nad projektem dopiero trwają!
Tymczasem - pozdrawiam i zbieram się do pracy (wpis pisany w poniedziałek rano).
Wycieczka z Agnieszką po pracy. Najpierw objadłem się zupy a potem ruszyliśmy na rower. Kurcze, znów jakoś mi jazda nie idzie. Tzn idzie, ale nie mogę się zmusić do dłuższych tras. Wycieczka mała krótka, w sumie symboliczna. Brak pomysłu i chęci na coś więcej.
W pracy takie pustki, że szok. Kolejna sobota kiedy nie wiele się działo. Siedziałem przed kompem kilku ludzi weszło - ogólnie bida nędza... Mam nadzieje, że kolejną uda mi się wziąć wolną!
Do pracy na szosie, jednak równie dobrze mogłem iść pieszo... Blisko teraz do roboty mam a jechać dookoła jakoś nie mogę się zmusić.
Jej jaka zimna noc... jaki dym po wioskach. Bateria mi zaczęła padać w lampce na koniec i zaczęło kropić. Nocą nie widać chmury jak idzie. Balem się, że znów lunie, ale nie lunęło. Trasa do Nasielska i okolic:)
Nie nie spokojnie, to nie żaden awans ani zmiana pracy. Po prostu sprzątałem ostatnie kilka dni za ladą i względnie mogę powiedzieć, że mam "nowe biuro". Odkąd przejąłem miejsce na sklepie po koledze, to nie do końca byłem "u siebie" ciągle szukałem pewnych rzeczy, bo wszystko było w starym porządku.
Rewolucja po mojemu sprawiła, że nareszcie tak naprawdę wiem, gdzie co jest i gdzie czego szukać.
Dziś dzień an sklepie był cichy i spokojny. Przetaczające się ulewy sprawiały, że ludzie nie wpadali tłumnie, a zbliżający się rok szkolny potęgował niskie zainteresowanie. Nie obyło się jednak bez wisienki na torcie.
- dzień dobry
- dzień dobry
- po ile macie dętki?
- po 15zł
- a najdroższe?
- Najdroższe?
- Tak...
- Ja wiem chyba ze 25zł
- uuuu to drogo tu u was...
- pytał pan o najdroższe.
- a rowery w jakich cenach macie?
- a jakiego roweru pan szuka?
- no taki najtańszy za ile?
- no najtańszy, to będzie taki składaczek za 599zł, na stalowej ramie.
- A najdroższy rower, jaki macie?
- eeee... najdroższy miejski?
- nie najdroższy na sklepie.
- 25 tysięcy złotych.
- to drogi sklep...
- czemu pan tak uważa?
- dętki po 25zł rowery po 20 tysięcy. To nie dla takich prostych rowerzystów, jak ja...
- ale są i tańsze rowery. Proszę pana. Mogę pokazać panu miejski rower, który sie panu spodoba.
- a nie dziękuje, drogo tu macie...
<wyszedł>
Niby nic, a jakoś dziwnie mnie poirytował ten jegomość. Facet w sumie nie taki w podeszłym wieku. Koleś około 60 tki, krzepki, żwawy a taki jakiś... eee introwertyczny?:) Ogólnie na sklepie ostatnio dostałem kilka gestów porozumiewawczych od klientów. ludzie doceniają moją pomoc, znają mnie już i bazują na mojej opini. Jestem traktowany przez wielu klientów w sympatyczny sposób i wyrobilem sobie dobrą "twarz" do ludzi. raczej uczynny (czasem za bardzo) i ogolnie polecany jako - cyt: ten miły pan.
- o dobrze, że pana widzę - ja do pana...
- słucham
- a wie pan miałąm iść do innego sklepu, bo mi sie popsuło oświetlenie, ale przyjechałam do pana. Pomoże mi pan?
- oczywiście o ile zdołam;)
Starsza pani przejechała dla mnie wielki wiadukt nad torami, na leciwym składdaku abym pomógł jej z rowerem. Mimo, że na serwisie już nie pracuje, to jej pomogłem. Zmieniłem oświetlenie, naprawiłem oponę, pomogłem. Taka była zachwycona, że obiecała mi cukierki następnym razem!
- Takie pyszne na targu kupuje to panu przywiozę.
Nawet nie wiecie jak to człowieka buduje;D
W domu u rodziców ciągle bałagan, tzn takie mam przeświadczenie. Udało mi się dziś w końcu wygospodarować sobie i Agnieszce miejsce na laptopa bo dość miałem pisania na kolanach siedząc w kucki z laptopem na krześle. Teraz wygodnie mogę usiąść i napisać co w głowie siedzi.
Mieszkanie w Jabłonnie wysprzątane i czeka na nowych lokatorów. Jutro znów czeka nas kurs na Akademijną i przekazanie lokalu.
Powoli do ładu doprowadzamy wszystkie sprawy!
Zadziwiająco zimna noc, wilgoć w powietrzu i generalnie bez deszczu. Trasa Na Serock... tylko ja i noc!
Do pracy.... Padało, lało... a w międzyczasie padało!
Kolejny już z serii nocny rower. Na jezdniach mokro, zimno w uszy a w powietrzu pachnie spalinami z kominków. Ciemno i do tego cisza... fajnie, choć czuje się ten nieubłagająco upływający czas i nadchodzącą porę roku, gdzie liście zaczną opadać.