DO Agnieszki wyjechałem jakoś po 16ej. Było jeszcze widno na dworze. Zaskakująco widno. Idzie wiosna, czuć to w powietrzu:D
A może jednak nie wiosnę tak czuć? Hmmm?
Dokrętka na os piaski po wałówkę od rodziców.
Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:
Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew
Kolejny i ostatni już trening w stylu "Szybka trzydziestka". Zaraz zbieram sie po Agnieszkę i mam kilka spraw do załatwienia na mieście, toteż dziś pedałowania na rolce już nie będzie. Małe podsumowanie dnia.
Odbyłem dziś 3 jazdy, jedna półtorejgodzinna nieco słabsza od wczorajszej a następnie dwa szybkie trzydziesto minutowe przejazdy.
Na tym drugim dałem z siebie wszystko. Końcówka była ciężka a ostatnie 10 minut jechałem na 3x7.
Średnia wyższa dystansu w tym czasie. Ciekawy jestem w jaki sposób rozwijać będzie się ta moja trzydziestka na przełomie tygodnia. Nie wiele zabrakło mi do 15 kilometrów na tym odcinku. Liczę, że jeszcze w tym tygodniu w 30 minut przejadę tą piętnastkę.
Pozdrowienia dla Autora za super motywację do jazdy w domu!
Nudy na pudy i kapusta i kwas? Tak pewnie odbieracie moje treningi, ja jednak - przynajmniej na razie, mam z nich satysfakcję. Przesłuchuje relacje z maratonów długodystansowych a dziś podczas ostatniej trzydziestki słuchałem relacji Waxmunda z MRDP. Jestem dopiero po pierwszym noclegu, ale nieźle to motywuje do dawania z siebie wszystkiego na siodełku.
Za oknem mimo, że już 16:00 nadal widno! Ha dzień coraz dłuższy! To jest to!
Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:
Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew
Dzień drugi z serii trenażerowania. Znów jazda bez linijki, lecz dziś o wiele słabiej mi się jechało. Kiedyś jakiś kolaż, na pytanie reportera, jak mu się jechało na wyścigu odpowiedział:
"źle mi się jechało, ale to znaczy, że dałem z siebie co mogłem, jak mi sie dobrze jedzie znaczy, że nie daje z siebie wszystkiego"
Czy to, że dziś miałem kryzys oznacza, że dawałem z siebie więcej? Patrząc na dystans, wydaje się, że faktycznie jazda była efektywniejsza, bo przjechałem więcej, ale i czas w jakim to zrobiłem był dłuższy. Co więc wynika z tego?
Jechałem wolniej - dziś tylko
23,16 km/hGdybym jechał z tą samą średnią co ostatnio miałbym dystans
39km. Obciążenie -
4Jestem jednak generalnie zadowolony, przede wszystkim, czas jazdy był deczko dłuższy, choć nie bylo to zaplanowane. Do tego średnia nadal wysoka a planuje jeszcze dziś dokrętkę tak powiedzmy pół godzinną więc nie spisuje jazdy na straty. W terenie przy -9 zrobienie równego 1,5h pedałowania byłoby bardzo trudne.

Co zaś do otoczenia, to pedałowałem dziś troszkę z Ju Tu Bem. Oglądałem durnowate filmiki, jeden film dokumentalny o człowieku - drzewie a na koniec upajałem sie boskimi widokami z kamerek GO-pro long-borardowców gnających po szosach w USA w pięknym słońcu. Nieźle odpręża i zdejmuje bagaż z głowy podczas jazdy.
Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:
Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew
Z Agą do pracy w porannym - bagatela - 9 stopniowym mrozie. Szybkie zakupy i powrót. Dziś mimo mrozu i chyba 5 warstw na sobie jechało się źle. Temperaturowo było ok, ale czułem, że nogi nie daja z siebie wszystkiego. Może ma na to wpływ poprzedni trening? Może jednak organizm odczuł wczorajsze 1,5h pedałowanie? Nie wiem. Jakoś dziś nie mogłem złapać rytmu na tych 10 kilometrach. Może z powodu wysokiego mrozu obniżyło się ciśnienie w tylnym kole?
Ludzie dziwnie patrzą na nas rowerzystów w takie mrozy. Nie wiem czemu:D To, że o nas nie pamiętają to niestety też wiem...
Święte krowy przybywajcie na ulicach zapieprzajcie!
PS.
Oblukiwała mnie dziś Straż miejska koło Agiu pracy. Staem koło przejścia dla pieszych a oni jechali wolno Pisudskiego. Facet za kierownicą patrzył na mnie i tylko czekał aż przez zebrę przejadę. A ja stałem, stałem i stałem. Jak już nie mógł się strażnik bardziej przez ramie obejrzeć lukał w lusterko. Przebiegłem pieszo na druga stronę z rowerem, ku ich - jak sądzę - niezadowoleniu. Swoją drogą na 100% pewny jestem, że czekali aby mi mandat ustrzelić... i po co? Przecież to tylko przejście dla pieszych. Widać, że zimą im się zmysł na mrozie wyostrza. W tym miejscu koło dawnego Orange, już wielokrotnie straż miejska kosiła ludzi za złe parkowanie. Paradoks polega na tym, że jadąc od Urzędu miasta w kierunku PKP, parking mamy Po Lewej (wcześniej jest po prawej - nie w tym rzecz) ludzie jadący autem i chcący się zaparkować po lewej "łamią" przepis bo jest podwójna ciągła i pasy (te na których stałem). Nie jeden już zapłacił mandat za taką jazdę.
Kiedyś nawet Agnieszka dostała upomnienie od strażników za to, że jadąc od Urzędu skręciła do pracy w lewo na przejscie dla pieszych. Nie ma bowiem jak inaczej zjechać, poprawny manewr wg strażników w tym miejscu to:
* skręt w Mrugacza,
* zejście z roweru na chodnik
* przejście przez pasy do pracy.
Cóż czasem ręce opadają jak rozwiązana jest komunikacja w mieście.
Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:
Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew
Wszystko miało być poukładane, wszystko miało być na czas a jak zwykle wyszło inaczej. Wyszedłem w sam raz, a na drodze stanął mi kurier, przywiózł paczkę, a w zasadzie przywoził. Przywoził z Wawy i dzwonił jak był jeszcze daleko i mi 10 minut zabrał. musiałem się cofnąć i paczkę ukryć w schowku tajnym łamane przez poufnym, bo na piętro nie chciało mi się iść. Jak ruszałem na "miasto" drugi raz, to już miałem 8 minut aby się do przychodni w Legionowie dostać na Krasińskiego. Gnałem jak wariat i było mi gorąco a nawet Sobieskiego ścieżką nie jechałem. Na chodniko-śnieżno-ścieżkę wjechałem dopiero na światłach z Piłsudskiego i tylko dlatego, że miałem czerwone.
Do lekarza spóźniłem się nieco ale udało mi się wejść i sprawę załatwić. No to połowa sukcesu! Wychodzę z budynku chce odpinać rower a jakiś pies się na mnie z zębami rzuca. Jakaś kobiecina przywiązała go tuż obok roweru mojego i poszła - uwaga - do lekarza. Nie dość, że jest -5 a może i -6, że wieje, pies marznie to jeszcze przegryzł smycz jaką był uwiązany i rzuca się na mnie jak chce odpiąć rower. Krzyknąłem kilka razy na niego "buda" i co? Zdębiał, położył się i zaczął piszczeć jakby przepraszał. Nie miałem odwagi podejść do roweru bo pies leżał dość dziwnie i niby piszczał ale merdał ogonem tak "nerwowo". W końcu przyszła pani i psina się ucieszyła, ja mogłem odpiąć rower i wszystko się wyjaśniło. Psinie dostało się najpierw za to, że po raz kolejny przegryzł smycz jaką był przywiązany.
"on już kilka razy przegryzał smycz i potem jej pilnował" - mówi kobieta, pocieszna staruszka rozmiękcza mnie i nie chcę mi się jej zwracać uwagi, że pies się na mnie rzucał. Zresztą za to też dostaje burę co z psim honorem przyjmuje.
Odpinam rower i jadę zanim jednak wyjadę na ulicę, widzę jak owa staruszka z psem, mając w pogardzie to, że jedzie auto przechodzi przez jezdnię. Masakra, kierowca na nią trąbi, a ona przechodzi jakby nigdy nic. Pies oczywiście poszedł przodem jemu by nic nie było.
Szybki kurs na Piłsudskiego i do aptek. W jednej specyfiku nie mają w innej już tak. Lek wykupiony i zaczynamy kurację.
Jazda po mieście, to całkiem co innego niż na trenażerku, trzeba hamować uważać i robić drifty na głębokim śniegu. Do tego kierowcy... dziś przez okno od parkującego się na Piłsudskiego samochodziarza usłyszałem -"rowerem to się w lato jeździ a nie zimą jak nie ma was jak wyprzedzić idioci!", odpowiedź przechodnia który stał niedaleko: "Do samochodu się nie wsiada jak sie nie umie wyprzedzać".
Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:
Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew
Po miejskiej Rundzie i zakupach, zmarznięty i wydrapany po policzkach. Po rozpakowaniu sakwy i wstawieniu zmywarki, po szybkim posiłku i szybkie kręcenie. W sumie nie wiem czemu wsiadłem. Mam chyba jakieś ciśnienie na ten trenażer - to taka pożyczona nowa zabawka, więc co jakiś czas pewnie pojawiać będą się takie wpisy. W sumie jazda też nie całkiem na "pałę". Postanowiłem, że zrobie coś z linijką na szybko.
Obciążenie 4.
3 minuty rozgrzewkia potem średnia powyżej 35km/h z lekkimi przyspieszeniami do 38.
Nie wiem jak nazywa się taki trening, bo interwałowym go nazwać nie można ale nogi mi się uginały jak zsiadałem, toteż chyba coś wniósł.
Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:
Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew
Trening pierwszy na pożyczonym wczoraj od Majki - trenażerze. Zmieniam nieco politykę jazdy na tym sprzęcie. Przede wszystkim skupiam się na długości treningu, nie zaś na jakichś wyśrubowanych dokładnie odmierzanych interwałach czasowych. Poprzednie jazdy robiłem jak przy linijce, trzy minuty tego, dziesięć tamtego znów trzy tego pierwszego i tak dalej. Być może sprawdzało się to wcześniej, ba to zapewne sprawdza się i daje wymierne efekty, jednak jazda na rowerze jaką uprawiam, nie jest przy linijce, nie da się wymierzyć co i kiedy będzie na drodze, czy będzie górka czy będzie zjazd... Postanowiłem więc jechać na dystans, czas na tzw wytrzymałość. Zmieniam biegi, czasem jak mi za ciężko zejdę niżej czasem wyżej, co jakiś czas robię sobie kilkanaście obrotów korbą na dużym obciążeniu na stojąco. Urozmaicam sobie jazdę i jednocześnie staram się wyłączyć z pedałowania.
Obok laptopa było podwyższenie dodatkowo na myszkę.
Kes na facebooku wspomniał, że nie może jeździć z Audiobookiem bo to go rozprasza. Ja dziś pedałowałem na rolce mając przed sobą pokaz slajdów z Islandii i słucha jąć opisu jaki stworzyłem. Opis czytał syntezator Expressivo a zdjęcia same się zmieniały.
Pedałowałem więc, po Islandii. Było ciekawie, dość osobliwie a jednocześnie, w odróżnieniu od poprzednich treningów "z linijką" dużo lepiej i szybciej zleciała godzina. Ba nie wiem kiedy ale zleciało 1,5h.
Trenażer nigdy nie zastąpi prawdziwej jazdy, nigdy tego nie oddam, ale w ostatnim czasie potrzebowałem jakiegoś nowego bodźca aby oderwać się od tego co mnie trapi od tego co mi siedzi w głowie. Po półtoragodzinnym treningu, czuje się dobrze, zmęczony, ale taki odprężony. Czego nie mogłem powiedzieć wcześniej.
Suchych danych nieco:
obciążenie 4.
czas jazdy 1:24:43
dystans: 33:83
temp w domu 19:8
Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:
Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew
Dzisiejsza jazda na rowerze przypominała troszkę masochizm, nie wyszło jak zwykle nic z tego co sobie założyłem, ale zmusiłem się aby pojechać z domu i troszkę pokręcić się po okolicy. MP3 w ucho i jazda bez celu po okolicznych drogach Choszczówki, na wiadukty i potem powrót przez Tarchmin i jakoś totalnie dookoła przez Czajkę.
Jechało się ciężko, wiatr był mega silny a jazda pod wiatr sprawiała ból. Do tego jakoś tak te chmury na niebie mi nie pasowały i te 35 kilometrów wymęczyłem. Z nieba ktoś sypał cukier w dużych ilościach, to nie był nawet śnieg! Rowerem miotało na wszystkie strony na "kakaowym" śniegu. Kakaowy śnieg, to inna wersja pośniegowej brei zmieszana z piaskiem ale w formie śniegowej. Jej właściowośći można opisać mniej więcej tak, jak mąkę ziemniaczaną, trochę się klei ale raczej jest sypka. Uwielbia rozrzucać się dookoła spod opon jak się w nią wjedzie.
Druga część jazdy to jazda wieczorna po Agnieszkę do pracy. Do niej - pod wiatr, wcale nie lekki bo znów w ryja, znów szarpało mi policzki śniegiem jak szalone! Jakby mnie ktoś papierem ściernym gruboziarnistym ciągnął po świeżych ranach.
Niebawem czeka mnie jeszcze jeden kurs na Osiedle młodych ale to w okolicach 20-ej. Transport trenażera, nie będzie łatwym zadaniem w tych warunkach, ale mam nadzieje, że się powiedzie, bo w obecnym moim stanie i w tym co sie za oknem dzieje, jazda mi nie sprawia frajdy... od jutra zmiany, mam nadzieje duże, na lepsze, i może odbije się od "dna". Czasem człowiek ma kryzys, ja mam - ale licze że będzie lepiej, że się uda i znów zaćwierkają skowronki!
Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:
Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew
Jazda na rowerze w takich jak dziś warunkach to trudna sztuka. Sprowadzana jest jednak do banału ostatnimi czasy, przez grupy emerytów na łysych nienapompowanych oponach. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jazda po żywym lodzie, na rowerze z oponami bez kolców wymaga dobrego wyczucia i majstersztyku co najmniej takiego, jaki wkłada w trick koleś na BMX-ie.
W lesie śnieg twardy i kruchy co sprawia, że przejazd w nim wymaga dodatkowych 30% siły. opony zapadają się w chrupkie podłoże a wyjechanie z niego jest dodatkowo utrudnione bo wierzchnią warstwę śnieżna przykrywa skorupka z lodu. Dawne koleiny wyjechane przez nas zamarzły i prowadzą rower jak chcą wiec utrzymanie toru jazdy jest trudne bo koła uciekają w rowki i rzuca na boki.
Niski bieg i do dzieła. Po pokonaniu lasu czeka na was miejski koszmar. Po nocnych opadach kałuże jeszcze nie zamarły, ale ich okolice rozwleczone przez auta szklą się niewinnie. Do tego odcinki ścieżki rowerowej pokrywa niewidzialna super cienka warstwa lodu.
Jak sprawić aby oszukać prawa fizyki? Jak to się dzieje, że jeżdżę rowerem i potrafię wyczuć gdzie mam poprowadzić koła aby nie upaść, jaką prędkość dobrać, jak szybko pedałować i wreszcie jak skręcać.
Jadąc dziś na rowerze zauważyłem, że taka zimowa jazda to całkiem co innego niż w "sezonie" to troszkę "sztuka" ulicy. Jedziesz i skanujesz trasę przed kołami, na bieżąco wybierasz miejsca gdzie prowadzić swój ślad, miejsca gdzie skręcić, aby rower na zakręcie nie położył się na ziemi, razem z tobą. Jak zwalniać, jak hamować i dlaczego właśnie tak a nie inaczej.
Jazda w zimie, jest coś co sprawia, że to ciekawa przygoda... zaiste!
Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:
Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew