Do pracy 6 - Dziwny dzień

Sobota, 15 lutego 2014 · Komentarze(1)
Kategoria Do pracy!
Do pracy na 10tą. Później do rodziców. W robocie, troszkę ogarnąłem swój rower, bo spod rdzy i nalotu go już widać nie było, a potem zwaliła sie pewna naprawa, której poświęciłem resztę dnia. Korba zapiekła się jak szalona i mimo sił nie odpuszczała. Zamotany dzień i demotywujący, bo miałem nadzieje, że odpuści. 

Po pracy na obiad do rodziców i znów demotywacja, bo moja ukochana psinka się strasznie zmizerniała, staruszka już wychudła i bardzo słabo wygląda - podupadła na zdrowiu ostatnie czasy. Nie wiem ile jej jeszcze czasu zostanie. Źle wygląda. Psina ma już ponad 15  lat na pewno. Szkoda jej bo widać jaka zmęczona życiem jest. Miała dobre życie i mam nadzieje, że końcówkę też jest szczęśliwa. Nakarmiłem psinę dziś i wygłaskałem za wsze czasy. 

Wracaliśmy do domu po 17 a jeszcze widno było. Wiosna idzie;D

Trening 23 - szybka 30tka na wieczór.

Sobota, 15 lutego 2014 · Komentarze(0)
Kategoria trenażer
Szybka trzydziestka na dopełnienie dzisiejszego dnia. Dawno nie pedałowałem na trenażerku, toteż było dziwnie. Jako, że Agnieszka była  w domu, kręciłem z dala od komputera tylko w głębi samego siebie. Nie było lekko, bo nie miałem na czym uwagi skupić a fakty na TVN się ciągle zacinały i nie chciały bufforować. Udało się dotrwać do końca, choć nie wiem jakim cudem.  

Do pracy 4 - Bez deszczu przez wiadukt.

Piątek, 14 lutego 2014 · Komentarze(1)
Kategoria Do pracy!
Dziś dla odmiany moich codziennych rytuałów, nie padało. Nie tyle czułem się zaskoczony, czy oszukany, co raczej - po prostu szczęśliwy. Nadal było pochmurno, nadal mgliście i wilgotno, ale nie-pa-da-ło . 

Przez miasto dziś jechałem, bo Agnieszce trochę jedzenia do pracy zawiozłem. Kilka plasterków wędliny i sera. Potem już klasycznie do pracy wiaduktem. Po śniegu zostało pełno smieci i szkieł, ale co zrobić staram się do pracy dojechać w całości tak, aby nie prowadzić roweru. 

W robocie odwiedził mnie KES. Szuka opon, dla siebie i ciężko jest znaleść pośród tylu modeli, odpowiedni model dla swojego jednośladu.

Do pracy 3 - Dzikość młodości pośród odwilży

Środa, 12 lutego 2014 · Komentarze(3)
Kategoria Do pracy!
Poranny rytuał, każdy z nas go ma, każdy go tworzy i pieczołowicie pielęgnuje jak jakąś egzotyczną roślinę. Każdy z nas posiada szereg powtarzających się czynności wykonywanych mechanicznie i zapamiętale co dzień. I ja taki rytuał posiadłem. Wstaje, potem poranna kawa z żoną a potem, kiedy ona już wybierze się do pracy, ja biorę się za wpis dojazdu do pracy z dnia poprzedniego. Po powrocie bowiem o 19:30 nie mam jakoś ochoty nic pisać, bo jest kolacja, opowieści co się działo przez cały dzień i relaks tak zwany, "popracowy". 

A więc do rzeczy! DO pracy znów miałem 10 kilometrów, ale liczę, że to się zmieni jak tylko za oknem przestanie być tak deszczowo. Sam chłód mi nie specjalnie przeszkadza, jednak jak mi się leje na łepek, to już inna bajka. Dojazdy do-pracowe niebawem będą rozbudowane i skoro obecnie są one krótkie, to mogę sobie pomarzyć o tym "jak to będzie gdy ciepło nastanie".


Ten plan trasy jest na szosówkę i na piękne ciepło/mroźne słoneczne poranki Kwietnia i Maja oraz pozostałe letnie dni. Jednak dystans do pokonania w 1,5 h na rowerze mtb to już troszkę wyzwanie, toteż dla zimówki mam pomysł na inną trasę do pracy. Oto ona:

Tę pętelkę, mam zamiar pokonywać w miarę możliwości gdy czas i pogoda pozwoli, na rowerze MTB i na Zimówce. Jako, że różnie to bywa, to plan jest jeszcze jeden. Jest to plan wielce awaryjny, ale i jego wam zaprezentuje.



Jako, że mam już mało czasu, na tym zakończę dzisiejszy wpis "do pracowy". Jak mi się coś urodzi w głowie, na pewno was poinformuje;)

Do pracy 2 - Prawie nie padało

Wtorek, 11 lutego 2014 · Komentarze(4)
Kategoria Do pracy!
Dziś do pracy jechałem, prawie bez udziału deszczu. Jako, że prawie robi wielką różnice, oznacza to, że padało. Nie lubię deszczu, ale bardzo lubie dojazdy do pracy na 10tą. Nie muszę się wczesnym świtem z łóżka zrywać gdy jeszcze ciemno, nie muszę błądzić nocnym porankiem pośród pustych ulic. Wiem, że pozytywnie sie wypowiadałem, o takim wstawaniu, ale to jednak był trudny kawałek chleba dla mnie aby jechać do pracy o tak wczesnej porze. Kolejnym plusem pracy na miejscu, jest na pewno brak udziału ztm i potrzeby kupowania karty miejskiej. Ranne wciskanie się do skm i tłok w pociągu, to zdecydowanie bawiło ale w przeważającej części, raczej denerwowało, co można było w moich wpisach przeczytać. 

Co zaś się tyczy pracy, to dziś robiłem wiele różnych żeczy. Złożyłem dwa rowery i nauczyłem się zakładać opony bezdętkowe. Prawie mi się udaje już ta sztuka samodzielnie. Problemem zawsze jest wentyl, ponieważ gdy zmieniam opony bezdętkowe na inne bezdętkowe to wentyl zawsze zawalony jest i zapchany. Dziś musiałem w jednym kole wymienić go na nowy, bo dwadzieścia minut walczyłem z kołem bezskutecznie. Umiejętności nabywam i sporo śrubkuje, ale też podpatrywałem pracę na sklepie. Trzeba się nauczyć pewnego systemu, jego obsługi i wystawiania paragonów. 

Praca wydaje się być przyjemna i sprawia mi frajdę. Oby pozostało tak jak najdłużej.

Do pracy 1

Poniedziałek, 10 lutego 2014 · Komentarze(6)
Kategoria Do pracy!
Do nowej pracy  -  przede mną wielka przyszłość w półświatku rowerowym. Trasa nie jest pewnie i powalająca jeśli chodzi o dystans, ale liczę, że jak będzie już ciepło i wiosennie będę jeździł do pracy dookoła. 


Nowa praca, wiosna za oknem, tylko czemu ja musiałem dziś rano w deszczu jechać a jak pracowałem to przez okna za przeproszeniem napierd... slońce. Wracałem nocą to już nie było słońca. Deszczu całe szczęście też nie było.

Pierwszy dzień i pozytywne odczucia. Nareszcie wszystko wskazuje, że będę robił to co naprawdę kocham. Będę miał do czynienia z rowerami, z ich sprzedażą, serwisem i grupą osób, która podobnie jak ja, przynajmniej "czuje temat". Nikt nie pytać będzie mnie i nie będzie się dziwił: że mi się chce, że jest za zimno, że można autem, czy autobusem. 

Rowerem będę mógł jeździć jakim zechce z tych co mam do wyboru, nie będę musiał obawiać się o to, że nie ma gdzie go przypiąć, że moknie i rdzewieje. Po prostu rower idzie ze mną do pracy jak pełnoprawny ktoś. Jest mile widziany i ma swoje miejsce pośród kolegów. Koledzy czasem karbonowi, czasem za ładne pare tysięcy złotych, ale zawsze to towarzystwo a nie takie samotne stanie na deszczu i mrozie.

Swoją drogą, jak sobie pomyśle, co ja do tej pory robiłem w swoim życiu zawodowym, to się uśmiecham do siebie. Byłem już w tylu zawodach, że trudno zliczyć.
Pracowałem na wózkach odprowadzając je w supermarkecie spod kas, odnosiłem koszyki na miejsce w sklepie, układałem towar na półkach, pracowałem na dziale chemia, ważywa. Sprzedawałem bakalie na wagę. łowiłem karpia gołymi rekami w wannie w sklepie, pracowałem na mięsie i wreszcie robiłem nocne inwentaryzacje. Pracowałem jako geolog na wierceniach, rozkładałem miasteczka namiotowe i organizowałem imprezy typu maratony rowerowe MTB mazowia maraton. Grałem jako DJ, pracowałem w biurach zawodów. Pracowałem w banku, a także na górce Szczęśliwickiej jako serwisant nart i koordynator personalny w szkółce narciarskiej. Rozliczałem i pilnowałem instruktorów narciarstwa. Pracowałem w firmie kurierskiej na dziale sprzedaży telefonicznej. Sprzedawałem usługi kurierskie i pakiety paczkowe a teraz pracuje w salonie rowerowym.

I to wszystko w kilka lat. No chyba nie jest źle... jeśli chodzi o moją wszechstronność pracy:)

Zimowa wyprawka - cz 6

Sobota, 8 lutego 2014 · Komentarze(1)
Wstawanie poranne nie jest łatwe, udaje się w końcu zebrać i ruszamy na trasę. Odcinek przez las, jest bardzo śliski. Odwilż jaka panuje od dwóch dni sprawiła, że malownicze białe drogi pokryły się wodą i przymarzają niewidzialną cienka warstewką lodu. Jedzie się na „słowo honoru” bo co chwila koło ucieka, to przednie, to tylne. W końcu wydostajemy się z lodowego szlaku i grzecznie grupką pedałujemy w dal.
Po powrocie z wycieczki a w zasadzie przed samym jej końcem, robimy zakupy i powstaje pomysł zrobienia pierwszego, wspólnego formowego obiadu. Szybki podział ról i Mecenas Olo – zarządza!
„A wy robicie deser”
I tak oto, wspólnymi siłami, gotujemy siekamy, trzemy, smarzymy i kroimy! Powstaje obiad z 3 dań. Zupa pomidorowa + placki ziemniaczane z sosem pieczarkowym a do tego surówka z selera, pomarańczy i marchewki a na deser naleśniki z ananasem, drzemem porzeczkowym lub brzoskwiniowym.

Zimowa wyprawka - cz 5

Piątek, 7 lutego 2014 · Komentarze(0)
Szybkie wstawanie i ruszamy na południe. Dziś spotkamy wyprawkowiczów. Jechalo się słabo, bo wiatr był w twarz a na niebie pochmurno. Bez słońca a do tego odwilż i na domiar złego zaczęło kropić troszkę. Przeboleliśmy całą trasę – nieomal nie wyjmując aparatu na zdjęcia. W noclegu pojawiamy się jako pierwsi i do 20 czekamy na wyprawkowiczów. Jako druga zjawia się Magda a zaraz za nią Olo, na koniec docierają Pustelnicy. Robimy próbę generalną slajdowiska i pokazujemy (my z Agnieszką) nasze zdjęcia z dotychczasowej wyprawki, no i zdjęcia jakie są na karcie pamięci. WYprawkowicze, mogą więc zapoznać się z budową bloku, kupić czyścik do zmywarki a także mostek lub kierownice szosową. Gadamy, śmiejemy się i nie wiedzieć kiedy robi się północ. Czas spać!