Księgowy | strona 249 | Księgowy

Z niczego coś - choć zimno na wskroś || 23.45km

Niedziela, 17 listopada 2013 · Komcie(0)
Kategoria Na Zaborze
Dzień od rana dżdżysty i mglisto deszczowy. Niby nie padało, a jednak jak człowiek przyjrzał się ulicom były permanentnie mokre. W dodatku widać było na niebie kropelki takie mikro mikro, które niechybnie spadały na ziemię. Pojechaliśmy więc troszkę rowerami a troszkę KM. Kierunek rodzinka na północy.

Nie chciało się z rana a wiatr jaki wiał, mimo puchówki przeszywał na wskroś. Jechało się jeszcze ok, ale oczekiwanie na peronie na pociąg to już było wyzwanie.

Na miejscu - obiadek u Teściowej (pyszny kurczak na butelce i kotleciki ) a potem msza. Powrót z przygodami bo pociąg jeden nie przyjechał a na drugi czekaliśmy 45 minut. Dobrze, że wiatr wieczorem ucichł to czekanie było mniej zimne niż poranny dojazd. Nie zmienia to faktu, że swoje odstaliśmy pod mostem ( dosłownie )...

Z Chotomowa już klasycznie rowerkami, po ciemku i z wiatrem. Było zaskakująco ciepło mimo, że po nocy. Deszcz już nie padał a te kilka kilometrów z 20 kg wypchanymi sakwami pełnymi warzyw, to była prędkość wystarczająca.

I wiecie co? takich jak nas dwoje to nie nigdzie - żona i ja to dwa mistrze! Super zespół tworzymy na rowerach. Nie ważne, czy na szosach, czy podczas pochmurnego wieczoru jesienią... po prostu to wszystko super ze sobą trybi!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Na zakupy || 13.23km

Niedziela, 17 listopada 2013 · Komcie(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Jak nazwa wskazuje, wyjazd na zakupy. Kręciliśmy z AGnieszką z sakwami po mieście - później szybko do domu na obiad. reszta dnia zleciała na majsterkowaniu ii przygotowywaniu przerzutek do nowej kierownicy szosowej jaka do mnie idzie;)

You will see;)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy 24 - Piątkowe pedałowanie || 39.48km

Niedziela, 17 listopada 2013 · Komcie(0)
Kategoria Do pracy!
Piątkowe do pracy pedalowanie - wpisuje z opóźnieniem bo byłem troszkę zajechany, zalatany czy jak to tam nazwiecie. Dzień o poranku nie wiele różnił się od innych, no może tym, że tym razem SKM pojechało a nie zostało na peronie.

W pracy mieliśmy nagranie TV. Jakaś ekipa filmowa wewnątrz-korporacyjna w naszej przystrojonej sali, nagrywała mini filmik promujący atmosferę świąteczną w firmie i generalnie było dość profesjonalnie. Dowiedziałem się, że siódemka ma nawet taką ekipę w dziale marketingu czy coś w tym stylu. Były światła, kamera na wysięgniku, życzenia do "ludu" i tego typu ustawiane sceny. Generalnie czułem się jak na planie filmowym a kilka i kilkanaście dubli tych samych wypowiadanych do kamery słów, sprawiło, że byliśmy jak na planie serialu.

Praca się nie kleiła, ale co tu się dziwić, skoro od 12 miało być nagranie a potem szkolenie. Siódemka się szykuje do szczytu paczkowego i mam nieodparte wrażenie, że do "walki" z tabunami ludzi szukających swoich paczek, wyślą właśnie nas;/. Ponąć obroty telefoniczne w tym miesiącu wzrastają 4-krotnie co daje do myślenia.

Z pracy postanowiłem wrócić rowerem, bo wczoraj jechałem pociągiem i trzeba było uzupełnić ten dość ubogi kilometrowo tydzień. Jechało mi się wolno, bo cały czas pod wiatr, ale ostatnio powroty są wolne. Po prostu jadę sobie spokojnie z myślą, że Aga ma do 19 ej więc wrócę i tak zdążę się napić czegoś i dopiero po nią pojechać.

Tydzień zacny - bo krótki:)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy 23 - Zimnoo || 23.25km

Czwartek, 14 listopada 2013 · Komcie(0)
Kategoria Do pracy!
Znów popsułem pociąg, znów SKM nie ruszyło z Piasków... tym razem stanęła i nie udało się ruszyć. Tłok na głównym, ścisk i spóźnienie do pracy - trafiłem na niezadowolenie/zły dzień przełożonego i troszkę mnie ochrzanił. No cóż nie poradzę nic, że takie mamy dojazdy a gadanie:
"macie tak wyjeżdżać do pracy aby być na czas" można sobie miedzy bajki wsadzić. Bo ja jadąc swoim "normalnym" pociągiem jestem 7:40 w pracy. Z całym szacunkiem dla mojego szefa ale nie będę o 4 wstawał w obawie, że może pociąg nie wyjedzie i jadąc następnym będę akurat na czas w pracy.

Z chrobowych spraw, to ciągle męczy mnie sprawa strun głosowych, nie mówię normalnie, czuje, że głos mi się łamie i trochę mnie martwi, bo nic mnie już nie boli a sytuacja mojej fonii się nie poprawia. Cały dzień mówię do słuchawek i wcale to dobrze nie wpływa na moje struny głosowe...

Powrót z pracy KM, było mi zimno, musiałem odsiedzieć do 16:30 swoje spóźnienie a potem już nie chciało mi się w tym chłodzie poranka jechać i generalnie jakiś przemęczony dziś byłem. 23 km to ładny dystans - wystarczy mi:);)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy 22 - poczuj magie świąt! || 39.48km

Środa, 13 listopada 2013 · Komcie(0)
Kategoria Do pracy!
Ranek był chłodny, znów temperatura była w okolicach 4,5 stopnia. Pocieszające jest to, że nadal jest na plusie. Coś mi jednak mówi, że bardzo szybko te pograniczne temperatury przejdą w stan tych poniżej zera.

Z domu wyjechałem później aby nie marznąc na peronie, dojeżdżam na ostatnią prostą a tam pociąg już widać na peronie. Gnam więc jak wariat, omijam ludzi idących spokojnie, wpadam na peron i co? Zdziwienie, pociąg nie ma zamiaru odjechać - jest podstawiany... czyli co? Jak maszynista sobie stanie tak pociąg stoi? Wczoraj na zakręcie dziś podstawiany? A może podstawiają go tylko co drugi dzień?
Wsiadam zgrzany ogarniam wysoki puls i wieszam rower. Chwilę później ruszamy do stolicy!

W pracy jakoś zleciało, sporo się dziś działo. Dołączyły do nas kolejne dwie koleżanki i jest nas już prawie komplet. W sumie 24 osoby...
Co zaś się tyczy tego co się działo. Było losowanie na Mikołajki, a potem dekorowaliśmy salę sprzedaży na klimaty świąteczne bo jutro czy pojutrze ma być jakieś nagranie świąteczne wewnątrz-korporacyjne. Wszędzie bąbki, choinki, mikołaje i sprejem śniegowym namalowane na okna wzorki... Super sprawa mimo, że to dopiero połowa listopada, czuło się magię tych świąt.

Ciekawa sprawa - jestem w drugiej korporacji i czuć różnice w poprzedniej oddział Aliorbanku nie mial na nic kasy, były wyżyłowane limity kredytowe i "sranie" każdego kierownika, że mało sprzedajemy. Oddział musiał za przeproszeniem na papier do kibla zarobić, mimo że był w korporacji każda placówka traktowana była troszkę indywidualnie.

Tu jest duża korporacja, znajdują się pieniądze na świąteczne stroiki, na klimat świąteczny. Nie ma problemów z celami sprzedażowymi, bo są one wyważone i nie są ustalane na podstawie marzeń sennych kogoś na górze, a realnych możliwości i przez to są zwyczajnie wykonywane... Bez stresu, ale jednocześnie bez odpuszczania. Każdy pracuje wedle sił a wszystko jest wyważone i ta maszyna jakoś sensownie działa.

Do domu rowerem wracałem pod wiatr i jakoś bez melodii - głodny byłem było ciemno i tak nijak mi się jechało... co poradzić. Jesień powoli odchodzi. Zbliża się zima i czas zacząć odliczać dni do Styczniowych wyżów z mrozkiem i słońcem. Teraz przed nami okres pochmurny, deszczowy a i pewnie śnieżny niebawem...


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy 21 - Wróciłem || 39.48km

Wtorek, 12 listopada 2013 · Komcie(1)
Wróciłem dziś do pracy po dłuższej nieobecności. Nie czuje się w pełni sił a mówienie sprawia mi ból, nie było jednak wyjścia - mus to mus.
Rano znów ciemno. Zwolnienie przez kilka tygodni sprawiło, że widny poranek, jaki dała nam zmiana czasu, odszedł w zapomnienie. Czyli jesteśmy w punkcie wyjścia - rano ciemno wieczorem ciemno... Mroki wielkie!

Dojechałem rowerkiem do SKM i co? Nie ma jej. Zdziwiony jestem, bo ludzie czekają. Otóż stała owszem SKM, ale 20 metrów za peronem "na zakręcie". Ludzie stoją i marzną a oni postawili SKM na zakręcie i sobie stoi i czeka... Bez sensu. S9 przyjechało z Wieliszewa "przelotem" - to rozumiem, że nie była podstawiana, ale moja S-trójeczka? Czemu nie pozwalają wsiąść do niej wcześniej? Wymarzłem się trochę bo 30 minut wcześniej byłem.

muszę na nowo zweryfikować dojazdy do SKM, teraz nie będzie tego komfortu, że sobie wsiądę i wygrzeje się w ciepełku. Teraz bracie - przyjechałeś wcześniej? To sobie stój!

W pracy jak to w pracy, po długiej nieobecności trzeba było się odkopać z zaległości. Udało mi się podpisać jedną umowę i jak na pierwsze dni po powrocie z chorobowego - było mega zacnie. Najgorsze było rozmawianie przez telefon, bo mam zjechaną krtań i mówię strasznie dziwnie, klienci jednak mnie rozumieli i to było najważniejsze.

Wracałem z pracy rowerem. Postanowiłem iść za ciosem i póki jest jeszcze w miarę bezdeszczowo i bezśniegowo, pedałować z pracy nawet po ciemku. Luksus nie jest, ale kilometry są.

Tyle na dziś - dobrego wieczoru życzę;)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

11 listopada - patriotycznie i słonecznie || 40.01km

Poniedziałek, 11 listopada 2013 · Komcie(1)
Kategoria Pojeżdżawki
Dziś udaliśmy się na rower w stylu niepodległościowym.
Wahałem się czy jechać na wycieczkę, bo mój głos przypomina raczej dźwięki nastolatka po mutacji, jednak w końcu podjęliśmy decyzję z Agnieszką, że trzeba się z domu ruszyć i pomknęliśmy na rower.

Akurat Rowerowe Legionowo jechało an wycieczkę i ognisko, to postanowiliśmy się z nimi przejechać. W sumie chyba było około 10 osób, a wycieczka bardzo rekreacyjna. Nawet powiedziałbym za baaardzo wolno-rekreacyjna. Momentami było mi chłodno a prędkość gdy tylko zwiększała się do 20 km/h była stopowana przez najwolniejsze ogniwa. Fajnie, że udało się ludziom wyjść na rower, ale chyba to nie moje klimaty. Taka wolna i emerycka jazda zwyczajnie nie dawała mi poczucia, że jadę - musiałem skupiać się tylko na tym aby pilnować czy nie jadę za szybko... Czułem się nieco jak na masie krytycznej, choć widziałem potencjał do jazdy większy. Cóż najważniejsze, że udało się wspólnie przejechać i jak na stan mojego gardła chyba było to odpowiednie tempo. Wiadomo serce chciało więcej.

Od grupy oddzieliliśmy się przy trasie L-wo - Dębę. Tam prędkość wzrosła do sensownej wartości i odwiedziliśmy jeszcze Cmentarz którego przez moje chorowanie nie udało nam się nawiedzić w czasie listopadowych świąt.

Obserwacje bolącego kciuka niestety nie przyniosły lepszych wniosków. Dziś znów bolało, choć nieco mniej, może związane było to z tym, że jechaliśmy wolniej i mniej biegi zmieniałem. Jednak sprawa jest w daleko posuniętych planach. Coraz bliżej jest do zmiany kokpitu w szosówce. Długo drążyłem temat i niebawem szosówka zyska kierownicę prostą, choć wąską. Mam nadzieje, że przyjemność i komfort jazdy wzrosną a i szosa nie straci na zadziorności.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Przeplatanie z chorowaniem || 21.98km

Sobota, 9 listopada 2013 · Komcie(0)
Pozbierałem trochę tych wyjazdów w jeden wpis, nie dlaetego aby było tego więcej tylko zwyczajnie, w obecnym stanie nie zawsze mam sile i czas robić wpis. Dzieje się nie wiele jednak czuje się w obowiązku przerwać ciszę jaka ostatnio na moim blogu.

Choruje już od dobrego tygodnia i nie widać końca. Antybiotyk biorę a choróbsko prześlizguje się w rożne strony. Najpierw bolało mnie gardło i węzły chłonne na szyi a do tego była wysoką gorączka. Kiedy to zaczęło się cofać, choroba wybrała inne miejsce i zajęło mi jedna zatokę przynosową. Nie był to katar a wrażenie jakby mi ktoś napompował balon pod okiem... no i jedna dziurka się zatkała.

Zatoka cofnęła się jeszcze tego samego dnia wieczorem a następnego dnia zajęło mi znó gardło tym razem w okolicy oskrzeli. kaszel suchy i lekko mokry. Dusi i drapie a do tego prawie głos straciłem - no a zwłaszcza na wysokich tonach:D.

Zbiór kilometrów w tym wpisie to kilkukrotne wyjazdy po Agnieszkę do pracy. I wycieczka do rodziców na obiad sobotni. Generalnie nie ma tego wiele, ale jak jadę rowerem czuje że żyje, siedzenie 5 dni w domu bez ruchu sprawiało, że dostawałem kręćka.

Pewnie znajdą się osoby mówiące - jak chory to siedzieć w domu aż całkiem wydobrzeje. Jak miałem gorączki po 38,5 to nie jeździłem. Pierwszy raz na rower wsiadłem jak tylko tę zatokę miałem zawaloną i bez gorączki. Czyli generalnie chyba w czwartek ( w poniedziałek mnie zmogło).

Tyle z nadrabiania zaległości - sytuacja obecnie wygląda tak, że odrywa mi się jak kaszle ale każdy kaszel to tak jakby mi ktoś w gardle papierem jeździł.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Po Agnieszke do pracy || 9.50km

Czwartek, 7 listopada 2013 · Komcie(0)
Po Agnieszkę do pracy - niespodziewanie i testowo. Chciałem zobaczyć czy już mogę. I mogłem, ale niespodziankę zrobiłem Agnieszce nie spodziewała się mnie u siebie.

Oczywiście jak cały dzień było znośnie to akurat pod wieczór musiało zacząć porządnie padać a Aga zabrała mi klucze do rowerowni więc musiałem jechać szosą.

Znów bolał nadgarstek... to staje się irytujące... A nie bolał przez kilka dni po czym jedna wycieczka i już wróciła kontuzja. Za to wreszcie zrobiłem jakieś kilometry. Nie była to może zachwycająca aura ale od siedzenia w domu to ja kręćka dostaje.

Mój stan się poprawił czuje się trochę lepiej, choć jeszcze gdzieś się choroba kryje po kątach. Gorączki nie ma ogólne samopoczucie dużo lepsze, jak to mówią - idzie ku dobremu.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Troszkę niedomagam... || 8.00km

Wtorek, 5 listopada 2013 · Komcie(1)
No i masz ci babo placek. Wróciłem sobie ze świąt listopadowych. Wróciłem przy użyciu troszkę pociągu i troszkę roweru. Generalnie nie było źle. W plecakach jakaś wałówka i wio do pociągu do Pomiechówka. Odwiedziliśmy jeszcze groby dwa i do pociągu.

Gdy dotarliśmy do domu bylo juz szaro a potem szybko zrobiło sie ciemno. Relaks - ciepła herbata z cytryną i plany na niedziele. Czyli co będziemy robić z takim pięknym dniem słonecznym.

W niedziele wstawało mi się dość ciężko. Nie wiem czemu, zwyczajnie nie mogłem się dobudzić, a przecież nie spałem nie wiadomo jak krótko. Kiedy zwlokłem się z łózka i zjedliśmy śniadanie stwierdziłem, że lekko pobolewa mnie gardło.
No to co? Jakiś cholineks i relaks ciąg dalszy. W dobie leków "szybko raz dwa trzy" pewnie nawet nie brałem pod uwagę tego bólu na poważnie.

Mimo, że pogoda była sensowna do jazdy nie zdecydowaliśmy się jechać. Troszkę posprzątaliśmy w mieszkaniu. Troszkę słuchałem audiobooka. Miałem ochotę po prostu pobyć w domu z żoną i nacieszyć się ciszą i spokojem.

Około 17ej gardło dalej bolało a do pary dołączyła się głowa i ból szyi.

- pewnie przez to że cały dzień leżymy ta szyja cię boli - od leżenia!
Agnieszka śmiała się ze mnie a i ja bagatelizowałem te objawy. Jak zrobiło się już ciemno, zasiedliśmy do kolacji. Nie szło mi jedzenie i wcisnąłem tylko kromkę i popiłem herbatą.

Około 21 kiedy skończyliśmy oglądać wspólnie kolejny odcinek Kuchennych Rewolucji Magdy Gessler czułem się już źle. Podniosłem się z łóżka aby wyłaczyć komputer a Agnieszka poszła się myć.
Długo nie mogłem zasnąć, głowa mnie bolała a przełykanie sprawiało ból. Walczyłem o sen przez długie godziny. Wreszcie o północy wstałem do łazienki i postanowiłem zmierzyć sobie temperaturę. Czułem się najzwyczajniej w świecie bardzo źle. Szyja mi zdrętwiała, jakbym dzień wcześniej miał poważny wypadek samochodowy. Połykanie porównać można było do jedzenia kasztanów w kolczastych łupinach a głowa? To dziwne uczucie, to nawet nie był taki ból konkretny. Czułem jakby ktoś przez uszy napompował mi za dużo powietrza do czaszki. Nieomal namacalnie czułem jak to "powietrze" mi rozpycha czaszkę.

Szukanie termometru zajęło mi chwilę, bez pomocy AGi się nie obyło. W domu Księgowych choroby są tak rzadko spotykane, że czyta się o nich tylko w internecie. Kiedy jednak już są no cóż... to wtedy z przytupem.

Termometr się odnalazł ale strzepnięcie go po tak długim czasie nieużywania to była ciężka sprawa. Udało się - po 5 minutach a może nawet po 10, wyjąłem go a na "rtęciowym wyświetlaczu" pojawiła się liczba 38.5.

Bossko. No to szukanie jakiegoś leku. Udało się wreszcie pyralginę znaleźć w domu w saszetce do rozpuszczenia. Po pół godzinie od wypicia specyfiku zasnąłem jak dziecko...

Kolejnego dnia wizyta i antybiotyk... Staram się unikać takiej chemii, ale uwierzcie mi masochistą nie jestem a trwanie w uczuciu jak po wypadku samochodowym nie jest przyjemne. Wszystko boli. Szyją nie mogę kręcić a do tego tylną ścianą gardła spływa mi jakiś cekol. Zatyka mnie jak jakiegoś gruźlika...

Walczę dalej - za mną dziś 3 tabletka antybiotyku i 3 tabletka pro-biotyku... efekt? W sumie dziś jeszcze pyralginy od gorączki nie brałem, ale kark nadal boli nieznośnie.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew