Od Węgla - do bruku!

Środa, 8 stycznia 2014 · Komentarze(5)
Dzień zaczął się dziś makabrycznie. Po wstaniu z łóżka ze zgrozą stwierdziłem, że NIE MA INTERNETU!!! SZOK! Nie mam telewizora, samochodu, elektrycznej golarki, ale żeby mi, KSIĘGOWEMU internet odcinać i to dokładnie w ŚRODĘ? nie było wyjścia, trzeba było dać sobie radę bez sieci...

 Umówiłem się z kolegą-na-fullu na rower, nie pamiętałem, gdzie.
Miałem pojechać odebrać pakiet startowy na Bieg WOŚP i nie spisałem sobie adresu.
Miałem rano sprawdzić pogodę na meteo i nie sprawdziłem
 No i weź tu człowieku, sprawy pozałatwiaj jak ci sieć nie działa. 

A to wszystko wina Tuska i tej Odwołanej Zimy!

Udało się jednak zjeść śniadanie - do tego internet nie potrzebny. Oboje z Agnieszką opuściliśmy to smutne miejsce. Przez te problemy telekomunikacyjne wyjechaliśmy za wcześnie. Ja na modlińskiej byłem już chyba 8:30. Oczywiście, nie było cudownie. Pogoda postanowiła, że dziś będzie padało! I wiecie co? Padało! Padało od Fortu piątek, do Mostu Północnego.
Później deszcz ustał i wyszło słońce. Było pięknie. gdy jechałem od metra Młociny w stronę Marymontu, słońce przeświecało przez ciężkie śniegowo-deszczowe sine chmury, dając mega efekt! Do Miejsca spotkania - dojechałem za wcześnie. Szybka wymiana zdań przez SMS i ustalamy nowe spotaknie w innym miejscu:

"ziom miałeś być za kwadrans. podjedz pod Simply Kraket
jest na drugim końcu Włościańskiej"


Gdzie jest ten "simply Kraket" u licha -  myślę sobie. Szukam na schematycznej mapie w podziemiach metra, ulicy  Włościańskiej i po chwili znajduje ją. Gotowy mogę jechać!Ruszam i po niecałym 1,5 km znajduje "Simply Market". Zaglądam do sms i śmieje się do siebie. Nie ma to jak źle przeczytana literówka. Swoją drogą "Kraket" też fajna nazwa dla sklepu nie?

Po chwili dociera kolega-na-fullu. Przydomek zdobył w czasie jesiennej wyprawki do Komarna. W gronie ludzi, którzy pierwszy raz na oczy się widzieli, nie zapamiętałem jak ma na imię, a był na fullu i tak jakoś przylgnęło do niego "kolega-na-fullu". Na imię ma Michał i dziś nie był wcale na fullu. Miał 29er`a i to białego;) Biedulek, nie doczyści besti po tej jeździe. 

Do momentu otwarcia punktu odbioru pakietów startowych Michał oprowadza mnie po okolicy. W sumie oprowadza, to za dużo powiedziane, ja byłem tam kiedyś już oprowadzony. Forty Bema znam, choć byłem tam chyba kilka lat temu. Kilkanaście razy mijałem je jadąc na uczelnie i nigdy nie zajechałem. miejsce bardzo fajne, sympatyczne trasy do jazdy XC i trenowania podjazdów. Zaskakująco mało ludzi też się tam spotyka o tej porze. pewnie zasługę dużą miała pogoda, która nas co jakiś czas zraszała deszczykiem. 

Z fortów Bema - ruszamy pokrętnymi trasami do al. Jana Pawła, gdzie odbieram pakiet. Plan jednak legł w gruzach, bo mimo iż mam zaświadczenie od żony, o tym, że mogę odebrać jej pakiet, to nie mam podpisanego zaświadczenia zdrowotnego a bez tego mi pakietu nie wydadzą dla niej. po incydentach zawałów na mecie biegów, organizatorzy za wszelką cenę starają się zabezpieczyć, aby nikt ich do odpowiedzialności nie pociągnął. W sumie im się nie dziwie, jednak odebranie pakietu odbyło się tylko połowiczne. 

Dalsza trasa wiedzie, pomniejszymi dróżkami Warszawy, gdzie Michal opowiada mi trochę o jej historii, jedziemy wewnątrz dawnego getta, dyskutujemy nad marnościami świata i czy warto było robić powstanie Warszawskie i tego typu sprawy frapują nas przez przejazd śródmiejski. Przez Stare miasto przetrząsamy się dumnie po bruku wjeżdżając od strony Sądu Najwyższego. po drodze spotykamy kolegę Michała, który porusza się radiowozem i po krótkiej pogawędce ruszamy dalej. 
Na starówce cisza i spokój - ludzie sobie maszerują, z parasolkami, co bardziej odważni - tak jak my - mokną. pogoda bowiem nadal na zmianę przeplata słońce i deszcz. Zmienna jest jak na Islandii. W ciągu 20 minut potrafi wyjrzeć błękit nieba a za chwile przychodzą sine chmury i kropi. Tego dnia mi to jakoś jednak nie przeszkadza. Jadę, gadamy, totalnie nie zwracam uwagi na to, że coś tam kropi. Może jest to też za sprawą, tego że mi najzwyczajniej ciepło i nie marznę. 

Ze Starego miasta puszczamy się w dół ulicą Bednarską. Na śliskim od deszczu bruku, trzeba uważać, jednak nie mam co równać się z wielkimi kołami Michała, jadąc na hamulcu nie przekraczam 20km/h, podczas gdy on - gna w dół jak oszalały. 

Mostem Świętokrzyskim przedostajemy się na Wschodni brzeg Wisły gdzie jedziemy szutrowym szlakiem na północ. Po drodze nie może zabraknąć wizyty na placu zabaw, gdzie - dla odmiany znów w promieniach słońca, poprawiamy tężyznę fizyczna na huśtawkach i bujanym koniku. 

Szlakiem szutrowym wzdłuż Wisły poruszamy sie aż do EC Żerań, gdzie Michał zaciąga mnie w osiedla bezdomnych i na sam brzeg elektrociepłowni. Po spenetrowaniu, nieużywanego już mostu dla rurociągu i okolic tej części elektrowni, stwierdzamy, że przejść się nie da i wracamy dookoła. Po okrążeniu całego kompleksu elektrociepłownianego - zajeżdżamy jeszcze na koniec w miejsce dawnego składowania odpadów płynnych z Elektrociepłowni. Tu opowiem wam troszkę więcej o popiołach.

Popiół - To produkt powstający w wyniku spalania węgla kamiennego w jednostkach energetycznych. Zmielony do postaci drobnego pyłu węgiel kamienny, wdmuchiwany jest do paleniska kotła i spalany w temperaturze ok. 1400 stopni Celcjusza. W trakcie procesu spalania częściowemu lub całkowitemu topnieniu ulegają mineralne, nie dające się spalić, części skał zawarte w węglu kamiennym. Przeważająca część stopionych cząsteczek mineralnych zostaje wyprowadzona strumieniem gazów spali-nowych i zatrzymana w filtrze w postaci popiołu lotnego. Popiół lotny z węgla kamiennego jest miałkim pyłem, który wskutek obróbki termicznej składa się w przeważającej mierze z kulistych, szklistych cząsteczek. Popiół lotny zbierany jest w zasobnikach, a następnie ładowany i transportowany w postaci suchej autocysternami. Produkcja popiołu lotnego z węgla kamiennego podlega stałej kontroli jakościowej i optymalizacji składu fizykochemicznego a w szczególności strat prażenia (zawartości części palnych).

Możliwości zastosowania popiołu lotnego z węgla kamiennego zależą także w dużym stopniu od jego fizycznych właściwości. Szczególnie istotna jest duża powierzchnia właściwa, przez co materiał ten charakteryzuje się dobrą aktywnością "pucolanową" (niekiedy są one nazywane sztuczną pucolaną). Reasumując, o dobrej jakości popiołów decydują przede wszystkim: mała zawartość węgla, wysoka zawartość fazy szklistej, niska zawartość alkaliów oraz wysoka powierzchnia właściwa.
Intryguje was pewnie to ciekawe słowo "puculana".

Pucolana to ceramiczny materiał budowlany, stosowany jako wypełniacz w zaprawach hudraulicznych. Pucolana jest pyłem lub bardzo drobnym popiołem. Jej głównym składnikiem jest czysta krzemionka w postaci bardzo drobnych zaokrąglonych ziaren. Jej ważną cechą jest zdolność do wiązania wapna także pod wodą. Obecnie jest stosowana jako dodatek do zapraw betonowych zwiększający ich wodoodporność.  Popiół lotny jako pucolana umożliwia redukcję udziału cementu. Dzięki swoim właściwościom oraz konkurencyjnej cenie może być używany jako dodatek do betonu i cementu, dodatek w procesie produkcji galanterii betonowej (wibroprasowanej kostki brukowej itp.), cegły, pustaków, jako materiał nasypowy i wypełniający oraz materiał do polepszania gruntów budowlanych.

Jak pokazują nasze chodniki i cała masa wyrobów betono-podobnych, rynek odzysku popiołów do wyrobu kostek bauma jest ogromny, toteż składowanie tak cennego skłądnika w osadnikach przestało byc opłacalne, bo po co wylewać coś za płot, skoro to cenny budulec?

Jak działało składowisko - jakie efekty wywołuje...

Jeszcze jakiś czas temu wyglądało to tak, że rurociągami tłoczono tu popioły w zawiesinie z wodą i wlewano je w formie tzw "pulpy" do osadnika, gdzie woda odparowywała a popioły osiadały na dnie. Osadnik został jednak wypełniony i obecnie widać, że jego wierzchnią cześć wypełnia się osadami z wykopów i budów. Pewnie z czasem zostanie przykryty warstwą piasku i ziemi i zrekultywowany. Co będzie z kilkoma metrami osadów popiołów? Trudno powiedzieć. Z chemicznego punktu widzenia, nie są one silnym zagrożeniem dla środowiska. To w dużym stoopniu krzemionka i śladowe ilości innych minerałów. Pod budownictwo te osady nie nadają się, ponieważ ich niejednorodność i właściwości hydrofobowe, nie są dobre pod posadawiane budynków. Ktoś będzie musiał, więc - przy próbie kupienia tego gruntu pod osiedle - wydrapać popioły do "żywego". Tu pewnie pojawi się kolejny problem, bo pod popiołami znajduje się taras wizły, który w tym rejonie pełen jest osadów mułów, torfów i zastoiskowych iłów, a więc osadów równie "słabych" co popioły. 

Podczas budowania mostu północnego w tym rejonie, pylony musiały być posadawiane na 20-30 metrowych "palach" które przenoszą obciążenia fundamentów mostu, na piaski znajdujące się głęboko pod ziemią. 

Planów na zagospodarowanie tego miejsca jest wiele, ale niestety, nie bez powodu do tej pory żaden deweloper nie zbudował tam nic poza halami i składami makulatury w pobliżu. Budownictwo na tym terenie będzie skomplikowane  i drogie, czy i co pojawi się tam w najbliższych latach pokaże przyszłośc. Obecnie krzaczki dają radę, i miejsce pochłania przyroda!

Zamknąć drzwi...ze słońcem na plecach!

Wtorek, 7 stycznia 2014 · Komentarze(3)
Dzień zamykania pewnych drzwi. Trasa do Warszawy na Targówek Fabryczny. Jechało się dziwnie. Było mi za gorąco, a jak lekko się rozpinałem - to znów za zimno. Ciężko mi w takim przejściowym okresie zimo-jesiennym, bo za nic nie mogę sobie poukładać garderoby. Jak jest zima to mniej więcej wiem jak się ubierać, ale jak tak ni to zima ni nie zima, to głowie się jak to wypośrodkować i efekt jest zawsze podobny, albo się przegrzewam, albo marznę. 

Dziś pedałowałem więc, na granicy. W Warszawie załapałem się już na koniec porannego szczytu, więc i dużo aut nie było, tylko w okolicy Jagiellońskiej jeszcze coś tam się blokowało, udało mi się jednak przebić przez Starzyniaka i pomknąłem w swoje rejonu targówko-fabryczne. 

Wpadłem jak po ogień i szybko wypadłem. 

Droga powrotna, nie chciałem tłuc się tymi samymi trasami, więc wybrałem sobie szuterek przy Wiśle. Dawno nie jechałem tamtędy i wydał mi się bardzo przyjemny. Ani ludzia na nim, ani wrony, ani nic! I do tego po wycince, tych krzaków, można popatrzeć sobie na Wisłę. Słońce też pomagało, w drodze powrotnej zrobiło się bardzo pogodnie. Jako, że ja na słońce ganiam, to zdecydowanie lepiej mi się jechało - "Z" niż "do" bo właśnie słońce wtedy postanowiło mi towarzyszyć.

Niestety - temperatura 8 stopni to anomalia, i uparowałem się jak osioł. Pewnie jeszcze będe psioczył jak przyjdzie zima, ale obecnie mam wrażenie, że albo znów w kwietniu będzie śnieg, albo nie będzie zimy wcale. Z tej drugiej opcji bym się cieszył, ale jak ma w kwietniu śnieżyć, to ja już wole, aby teraz popadało i dało żyć na wiosne!


Faktem jest, i to niezaprzeczalnym, że dnia przybywa i to widać!!! Cholibka! WIDAĆ:D

Dopiska - dla abonentów;D

Poniedziałek, 6 stycznia 2014 · Komentarze(1)
Dopiska. Fajne słowo! No więc popełniam dopiski, bo kilka dopisek mam do dopisania. W dopisywaniu nie widzę frajdy, bo w dopiskach najczęściej jest mniej treści. Ich dopiskowość jednak sprawia, że uzupełniają one (dopiski) treść a w tym przypadku, tak ważny dla mnie dystans. 

A więc aby dopiskom stało się zadość -

po Agnieszkę do pracy i tyle!
niech was zjedzą krokodyle!

Osiemdziesiątka po błotku...

Poniedziałek, 6 stycznia 2014 · Komentarze(5)
Kategoria Pojeżdżawki
Od jakiegoś czasu nie wszystko idzie tak jakbym chciał. I nie chodzi tu tylko o spóźniającą się zimę. Ogólnie ten okres wczesno-noworoczny nie kręci się tak jakbym tego chciał. Nie możemy z AGa przezwyciężyć niechęci do roweru jak za oknem szaro buro i ponuro. kolejny raz podchodzimy do tematu wyjazdu do Hajnówki i kolejny raz nie udaje nam się tego tematu domknąć.
Poprzednim razem pokonała nas pogoda a teraz zgadnijcie co? POGODA! Miało lać, padać, i wiele innych rzeczy. Nie pojechaliśmy z nadzieją na "lepsze" spędzenie czasu w domu. Nie narzekam i nie skarżę się tu na spędzanie czasu z Aga w domu, ale wy rowerzyści - rozumiecie to pewnie lepiej niż inni. Człowiekowi się chce na rower a warunki są na nie - powstaje dysharmonia i to ona nas tak jakoś wali po łbie a my wmawiamy sobie, że to tylko chwilowe i że owo walenie po łbie to wina za niskiego sufitu...

Czas było tę dysharmonię troszkę wyprostować i pojechać gdzieś. Planowanie drogi w taką pogodę, gdy pół dnia mży a drugie pół woda wisi w powietrzu w postaci kropel, nie jest łatwe. Udało się, tylko dzięki AGnieszce. Ja, zapewne poległbym, i kolejny dzień spędził w wyrze oglądając serial medyczny "chirurdzy". No ale właśnie to jest fajne, że my działamy jak zespół, kiedy ja mam gorszy okres w planowaniu, Agnieszka nie pozostaje dłużna - łapie mnie za chabety i ciągnie na rower. 

Start - jak najdalej stąd. Nie możemy jeździć w kółko po tych samych miejscach. Sposobem, więc na lżejszą głowę, jest jazda nieco dalej. Wysiadamy więc w Gołotczyźnie. Na niebie, pochmurno, wiatr przeszywa a zamiast 5,5 stopnia, jakie były na naszym termometrze, gdy wychodziliśmy z domu, tu jest 3,5. Na gps ślad wiedzie nas na południe. Ruszamy mozolnie. Początek jedzie się słabo. Nie mam głowy do jazdy a pogoda dookoła nie ćwierka i nie błyska, czyli jednym słowem jadę bo jadę. Do tego dodajmy jeszcze za cienki ubiór i mamy - marudnego księgowego. 


Ja naprawdę lubię jeździź rowerem, tego dnia jednak przez pierwsze 10 kilometrów moim ulubionym słowem było "no". I tak sobie jechałem, z Agnieszka próbowała mnie rozruszać. 
- kurcze jaka blotnista ta szutrówka
- no
[...]
- jak jechaliśmy pociągiem to przecież prześwitywało słońce!
- no...
[...]
- spoko z każdym kilometrem bliżej domu, to super motywacja!
- no.......

Bywam nieznośny, jak jej udaje się ze mną czasem wytrzymać? nie wiem. W końcu jednak i ja się zacząłem odzywać troszkę więcej. Na jednym z postojów przebrałem się w cieplejsza kurtkę i pojechaliśmy dalej nieco "weselszym" tonem. Na niebie zaczęło coś tam przeświecać a w okolicy Nowego miasta, świadomość, że już jesteśmy bliżej tego co znam, dawała mi siły. 
Widzicie bo to ciężko rozgryźć. Niby oderwanie się od miejsca gdzie się na co dzień jeździ powinno pomoc, i zazwyczaj pomaga, jednak tego dnia początek miałem naprawdę słaby. Może wpływ na to miała nie tylko pogoda, ale fakt, że trasa wiodła szutrówkami, pełnymi błota, kałuż i tego typu przeszkód.

Aby jednak nie prowadzić tego wpisu w atmosferze zła i żałoby z tego iż "pada" "wieje"  i jest "be", napisze wam, że w połowie trasy mieliśmy przerwę na mały obiad u rodzinki. Po obiedzie, po tym jak się ogrzaliśmy, jechało się o niebo lepiej. Oczywiście wałówka obciążała nas znacznie, ale i tak morale było jakieś lepsze. Pogoda jakby też mniej pochmurna no i chyba zwyczajnie w kilometrach zostawiliśmy te nasze niesnaski. Bo rower jak wiadomo zajebiście oczyszcza głowę z chandry i wkurzenia. To chyba najlepszy lek na złe samopoczucie. Czasem jego aplikacja jest trudna a pierwsza dawka wydaje się gorzka, jednak z czasem czuje się poprawę. 

No mi zdecydowanie pomógł ten rowero-lek. Mimo, że pod koniec, dupa mnie bolała, i mimo, że nie wiem skąd czułem tak wielki dyskomfort tylko po 80 kilometrach, coś sprawiało, że czułem się błogo zmęczony a jednocześnie szczęśliwy. Szkoda, ze nie poczułem się tak od pierwszych kilometrów tego wyjazdu i że najpierw musiałem fukać jak jakiś najeżony kot. 

Podsumowanie
Jazda długodystansowa obecnie "leży", nie wiem gdzie leży problem, ale jestem w trakcie jego "zwalczania". nie mogę przemóc sie do dłuższej trasy. Fizycznie jest nieźle, choć ta trasa pokazała mi, że coś zanadto przyzwyczaiłem się do asfaltów i parchate szutrówki z kałużami, stały mi sie obce,m co zdecydowanie zaznacza mój "zad". Poprawimy, potrenujemy... Teraz niestety- znów będzie dużo czasu na jazdę... :( No cóż, takie życie, raz na dole raz na szczycie.




Na zakupy

Sobota, 4 stycznia 2014 · Komentarze(2)
Na zakupy z żoną. Kupiliśmy rybki do Akwarium do Agusi pracy. Rybki to złe określenie. Kupiliśmy 8 neonków i 4 krewetki. Teraz jest pięknie i jak neonki podrosną będzie jeszcze cudniej. Na razie malutkie są mają jakieś 1,5 cm. Po rybkach wizyta na mieście po mięsko. Upolowaliśmy kurczaka 2,60 kg!!! SZOK Wielki jak stodoła. Miał być do zupy, ale szkoda go, na dwie pieczenie będzie.

Powrót przez Miasto z wizytą u króla kebabu - Kebab King. 

A teraz zapowiada sie wieczór przy serialu. Po zakończeniu ósmego sezonu Dexetera było jakoś pusto. Teraz czas na nowy serial 10 sezonów Chirurgów - powinno wystarczyć na jakiś czas.;D

Wizje przyszłości!

Piątek, 3 stycznia 2014 · Komentarze(1)
Dziś dzień pod znakiem zakupów. Na polecenie Agnieszki udałem się do Ikei i Decathlonu. Droga znana i nie tyle nie-lubiana co przereklamowana. Zwyczajnie tyle razy jechałem już po tej trasie, że mi się nie chciało. Wpływ na owo "nie-chcenie" zapewne miały tez poranne i przeciągające sie opady deszczu. 

http://www.gpsies.com/map.do?fileId=htjarcrbeiwboo...

Jak ruszałem z domu, jeszcze padało. Mżawka to taka zaraza, że wciska się gdzie się da i nie daje spokoju. Przestało padać dopiero w okolicy Odlewniczej, kto jednak tam był wie jakie tam dziurawe drogi a wszystkie zagłębienia wypełniła woda. No i jechałem rozchlapując wszystko dookoła a wtórowały mi auta rozchlapując wszystko na mnie. Niestety jako jednośladowiec, skądinąd niepożądany na jezdni "w taką pogodę", miałem bardziej "przechlapane" niż ci w autach. 

Obserwując sobie tą styczniową pogodę mam wrażenie, że coś się tej zimie popierd... i że chyba zaczynam za nią tęsknić. Bo tak miasta mają zaplanowany budżet na zimę, solarki stoją nie jeżdżą a firmy odśnieżające tracą miliony na sprzęcie który nie zarabia.Firmy łatające drogi wiosna z trwoga patrzą na dodatnie temperatury i nocami same rozkuwają pęknięcia aby choć trochę bylo co łatać jak przyjdzie ciepło... No i te setki tony soli. Ktoś to kupił i to gnije, jełczeje butwieje na składach na Targówku przykryte brezentem. A zwrócić się musi nie? Jak im nikt tego nie wykupi to sprzedadzą do masarni do marynowania mięsa. To z dwojga złego wolę niech już tą sól sypią na drogi. 

Najgorsze jest to, że wszystko to wina Tuska i Hanny Walc Gronkiewicz! Dziwne, że go jeszcze nikt nie obalił! Nie dość, że wydaje pieniądze na odśnieżanie to potem jeszcze każe zimę odwołać. Co za człowiek! Jak tu żyć panie premierze! Jak żyć!
Co na to policja! Przecież wzrost przestępczości w ferie będzie jeszcze większy! Dzieci w proteście przed brakiem śniegu na górkach wyjdą na ulicę i sankami zablokują śródmieście! Dołączą do nich rodzice z sześciolatkami, a na końcu pochodu firmy drogowe frezować będą drogi w ramach protestu.

Kraj stanie na skraju upadku a klimatolodzy wmawiający dotychczas bzdurna bajkę o ociepleniu klimatu , będą uznani, za wizjonerów! To oni staną na szczycie nowego rządu. Gospodarka naszego kraju przekształci się w ekologiczną... Zamkną wszystkie elektrownie węglowe a nowe firmy produkujące prąd, będą zatrudniać ludzi do prądnic nożnych. Zostanie wprowadzona prohibicja na auta, a ceny rowerów osiągną niebotyczne wartości. Nie będzie frytek i macdonaldów, a dzieci nigdy nie poznają smaku prawdziwego hamburgera... 

I to wszystko przez spóźniającą się zimę! Ludzie  -  ratujmy zimę! Sypmy szronem z lodówki!


Szosą i zimówką - po pół na spółkę

Czwartek, 2 stycznia 2014 · Komentarze(0)
Dzień pod znakiem załatwiania spraw. Rano z Agnieszką do pracy i na zakupy. Jakie moje zdziwienie kiedy okazało się, że sklepów sporo jest pozamykanych? Nie udało mi się kupić wędliny, ale bułki już zdobyłem. Planowałem jeszcze zoologiczny odwiedzić i dokupić rybek do akwarium w pracy Agi, jednak "rybkarnia" tez była zamknięta. 

Musiałem obejść się smakiem i wróciłem do domu. Tu było co robić posprzątałem świąteczne dekoracje i odkurzyłem, zanim jednak to drugie, to skoczyłem z szosą na myjnie. Jej stan po dawnym wyjeździe wymagał interwencji. Brud tak zasechł, że lakier jakby zmienil kolor na szaro-brudny

Po myciu dokończyłem sprzątanie i pojechałem po Agnieszkę do pracy. Dzień mało intensywny kilometrowo, ale pogoda nie nastrajała do jazdy. Jutro "dla odmiany" ma padać, zapowiada się więc styczniowy listopad... pogoda taka jaka powinna być/była 2 miesiąće temu;/ grrrr. Chyba wole przymrozek i suche ulice.

Wieliszewska Traca Crossowa

Środa, 1 stycznia 2014 · Komentarze(1)
Kategoria Pojeżdżawki
Jeśli uważacie się za smakoszy mtb, serdecznie polecam trasę w naszym powiecie. Super oznakowana tras dla miłośników singli, podjazdów i temu podobnych atrakcji. Niebawem, mam nadzieje, pojawi się filmik z jej objazdu, a tymczasem zapodaje wam tylko ślad z wycieczki, który zrobił kolega. 

http://www.gpsies.com/map.do?fileId=ssbforxetlkjil...

Było założenie, lekkiej po sylwestrowej jazdy w tempie emeryckim a wyszła wymagająca wycieczka po singlach i niezłych górkach!!! Nie sądziłem, że w tych rejonach jest tak super przygotowana trasa mtb! Zapraszam wszystkich! To nie nudna ścieżka po lesie, to 80% singli wijących się miedzy drzewami, 20% podjazdów XC i pełno nieopisanej frajdy z jazdy  w lesie! Nawierzchnia to głównie ubite runo leśne czasem piasek (mniej niż 10%). Nie jest to szybka dróżka, ciągle przed naszymi kołami, pojawiają się sosnowe pnie a projektant trasy poprowadził ją tak, abyście nie mogli ani na chwile przestać myśleć o tym co czeka za zakrętem. 

Umordowałem się i spociłem i skułem jeden łańcuch... reszta nie-do-opisania. Było mega!

Sylwester Rowerowy

Wtorek, 31 grudnia 2013 · Komentarze(3)
Kategoria Pojeżdżawki
Wycieczka z rowerowymi przyjaciółmi w sylwestra. W sumie 49 kilometrów w okolicach. Wyjazd był na początku bez deszczowy póxniej zaczęło delikatnie padać a na koniec na jedzeniach pojawił się lód. Były 2 upadki wśród ludzi, ale nie popsulo to ogólnej dobrej atmosfery wyjazdu. 

Trzy szampany dojechaly na most północny i zostały rozprawione należycie!

Podsumowanie roku 2013

Wtorek, 31 grudnia 2013 · Komentarze(4)
<img src="https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash2/s720x720/429474_3909494703456_83166867_n.jpg">Ja mam kilka planów na 2013:<br>
- chciałbym przekroczyć wreszcie 400 km w 24h - ciężko będzie bo planuje załapać jakąś pracę a czasu na treningi może być nie wiele. Marzy mi się trasa Zakopane Warszawa :)

- penetracje GPS. Wraz z Garminkiem chciałbym powęszyć po drogach w które jeszcze nie skręciłem, bojąc się że "tamtędy nigdzie nie dojadę". W tym roku to zmienię. 

- dokładniejsze poznanie okolic miast przez które teraz tylko przelatywałem:

*Wyszków

*Nowy Dwór Maz

*Płońsk (tak blisko a byłem tam rowerem ze 2 razy)

Tak to prezentowało się w grudniu roku 2012. Co udało się zrealizować? 
* chciałbym przekroczyć wreszcie 400 km w 24 h - ciężko będzie bo planuje załapać jakąś pracę a czasu na treningi może być nie wiele. Marzy mi się trasa Zakopane Warszawa :)

Zakopane i Warszawa czekają, zaatakowałem jednak dystans 400 km/24 h i udało mi się pobić rekord zyciowy w 24h z wynikiem 360km/24h

* penetracje gps

Wyszków odwiedzony kilka razy, Płońsk również, zrealizowane więć w 100%.


Co innego w tym roku się wydarzyło? Troszkę tego było. Nie będzie po kolei, ale tak jak mi go dłowy wpadnie. 

  • trzykrotnie przekroczyłem 200km
Na uwagę zasługuje wyjazd wczesno-wiosenny do Konina. 248 kilometrów zrobionych w marcu. Reszta dwusetek do między innymi wyprawa do Torunia oraz trening przed Radlinem. 

  • Islandia


Jedna z najlepszych i najtrudniejszych wypraw w jakich brałem udział do tej pory. Wyjazd trudny i wymagający, ale ogrom piekna i przygody jaką tam przeżyłem, nie zastąpią żadne opowieści. Warto pojechać, warto to przeżyć, warto zmoknąć!!!!

Piękne przestrzenie, niesamowite widoki... 

Mimo, że wtedy narzekałem na trudy, teraz tęskni mi się do tej przestrzeni.

  • Ożeniłem się

Kolejne wielkie wydarzenie w moim życiu. Super szczęście z super kobietą, nareszcie po grób! 



  • Kupiłem Szosówkę

Zdecydowanie wielka rowerowa rewolucja w moim życiu. Zmiana i milowy krok w moich zamiłowaniach do długich dystansów. 


  • Jeździłem do pracy
Łącznie ponad 1867 km w wyjazdach do pracy. Codzienne ranne wstawanie, obserwacja zmian pory roku z jesiennej na zimową, choć bez śnieżną zimę. Ciekawe doświadczenie i nauka wytrwałości. W całej swej objętości stała sie również istotnym elementem w osiągnięciu 13 tysięcy kilometrów w tym sezonie.


  • Trzynaście tysięcy sto dwadzieścia pięć kilometrów
Tu nie trzeba chyba nic mówić... niech zdjecia mówią same za siebie!
























































Dziękuje wszystkim za to, że byliście moimi czytelnikami przez ten rok. Mam nadzieje, że za rok nie zwiodę was i będziecie wraz z moimi wpisami przeżywać rowerowy rok 2014!