Wycieczka, znów zaplanowana totalnie inaczej a pojechaliśmy w innym kierunku. Mieliśmy eksplorować okolice Wyszkowa a krótka narada ze znajomymi przyniosła wyjazd w okolice Pułtuska.
Pojechało nas w sumie pięć osób.
Zdjęcia niebawem - mam nadzieje, że koleżanka wgra.
Wycieczka, kolokwialnie mówiąc, na zakupy. Wybraliśmy się najechać Decathlon z wielu powodów. Przede wszystkim wyjazdy wszelakie inne, totalnie nie wypaliły. Nie było jak i gdzie się ruszyć bo pogoda dawała popalić. Wyjazd do decathlonu w sumie był odpowiedni biorąc pod uwagę napięte terminy zbliżających sie tygodni. Do wyprawy zostały ze dwa miesiące a troszkę jeszcze załatwień jest.
Same zakupy owocne. Nareszcie mamy kurtki przeciwdeszczowe których w sumie brakowało nam do wyjazdu. Oboje wystąpimy na wyjeździe jako czerwone krasnale. Czerwień na tle niebieskich sakw i czerwonego ortilieba będzie prezentowała się odpowiednio.
Nabyliśmy także spodnie przeciwdeszczowe, jako komplet ochrony od wilgoci. Teraz nie straszna nam - chyba - żadna deszczówka.
W decathlonie tłumy, jakich mało... ludzie chyba, tak jak my, zamiast na majówkę wybrali się na zakupy. W Ikei także tłumy. Nowy sposób spędzania czasu widzę, wszedł w krew na tyle mocno, że czas wolny i urlopy planuje się w centrach sprzedażowych.
Chyba zaczynam rozumieć paradoks możliwości dodawania różnych rodzajów aktywności do BS, przez administrację tuż przed majówką. Pogodę chyba też przekornie wgrali nam deszczową na niebo, abyśmy mogli skorzystać z kompletu nowych funkcji serwisu sabatystyk. Dziś i ja skorzystam z jednej z owych kategorii. Przedstawmy je jednak po kolei:
* chodzenie - po piwo do lodówki, * bieganie - do łazienki, * narciarstwo - lody * treking - treking stoi w piwnicy * nordic walking - kijki oparte o ścianę, * sztuki walki - z nudą * siłownia - ćwiczenie siły woli, jak nie zwariować, * aerobik - popisowa figura sięganie po pilota/piwo (niepotrzebne skreślić). * wrotkarstwo - wyWROTOWY to ten weekend majowy był na pewno.
Dzień minął mi leniwie. Oglądaliśmy z Agnieszką Ugotowanych na TVN i w dalszym ciągu nie mamy telewizora. Czyli stara bieda... jej bez roweru jeden dzień a czuje się jakbym miał w depresję wpaść;/ SZOK!
Wyjazd mozna powiedzieć dwu-etapowy. Wpisu dokonuje jako jeden dzień, ponieważ nie ma tu większego sensu dzielić tych atrakcji. Odwiedziliśmy rodzinę na Północy Mazowsza rowerkami i takoż samo wróciliśmy do domu.
Sam wyjazd przyniósł mi kilka trudnych do zaakceptowania spostrzeżeń. A mianowicie, mimo, że tyle jeżdżę nie powalam kondycją jeśli chodzi o pedałowanie siłowe. Agnieszka totalnie deklasowała mnie na podjazdach w których jestem chyba - jak to się mówi - noga. Naprawdę wstyd przyznać, ale odchodziła mi na 10-20 metrów jak zaczynało się robić pod górkę. Dodatkowo zauważam, że mimo, że ma o wiele mniej kilometrów daje sobie świetnie radę na dystansach do 50 km.
Wytrzymałościowo w końcówce leciutko słabiej, ale ściganie się na górce tuz przed wjazdem do posesji (tym razem jadąc w dół) pod sam koniec trasy wygrała. Pierwszy etap zjazdu wygrałem i kiedy odszedłem jej kilka metrów odpuściłem a wtedy ona zaatakowała. Na wyższej kadencji już dobrze rozpędzona, wyprzedziła mnie bez kłopotów, ja niestety nie miałem już miejsca aby zredukować i ją dojść. Cóż, nie ma co ukrywać - Aga ma siłę w nogach!
Powrót do domu, już bez "ochów" i "achów". Chyba nie służą mi częste jazdy po tych samych trasach. Chce mi się czegoś "świeżego". No może nie koniecznie całkiem nowe tereny, ale takiego dawno nie próbowanego smaku z kuchni "długodystansowej".
Kto wie może coś niedługo popedałuje...
Majówka jakby z nas sobie żartowała, bo pogoda zapowiada się byle jaka, więc stąd ten tytuł. Co będzie pojutrze, no zobaczymy.
Po tym jak zmokliśmy u Marcina - a dokładniej wracając z grilla - większość rzeczy a zwłaszcza buty, miałem mokre. Dziś więc jeździłem tylko, jak to się mówi służbowo.
Rano z Agnieszką do pracy. Mimo słońca, wiało zimnym wiatrem. Później w ciągu dnia pochmurzyło się i tylko słoneczny poranek mieliśmy. Majówka troszkę się dewaloryzuje. Pogoda ma być deszczowa i w sumie nie wiem czy zdecydujemy się na sakwowanie. Jeszcze nie podjęliśmy decyzji. Chcemy za to, choćby nie wiem co przejechać 200km z Agnieszką. Jest to w sumie sztandarowym założeniem tego długiego weekendu.
Nie potrafię dokładnie powiedzieć co i jak wyjdzie. Po prostu czekamy na prognozy, w czwartek chyba zaczniemy podejmować decyzje.
No i od maja zaczną mi się praktyki miesięczne w PIG więc troszkę codziennej jazdy ( w sumie 30km dziennie) będzie wpadało. Mam nadzieje, że praca będzie przyjemna w końcu to laboratorium.
Nasz znajomy, znany wam również dawniej z BS jako Ciman, wybiera się na 2,5 miesięczna wyprawę do Irkucka na Syberię. Na rowerach wraz z NINIWA team mają przejechać prawie 8,5 tysiąca kilometrów. Tego weekendu zorganizował więc imprezę pożegnalną. Przed wyjazdem, spotkaliśmy się u niego w gronie wspólnych znajomych.
Była jego siostra, z którą nie widziałem się chyba ze 2 lata, która to mieszka w Żywcu, a przeprowadziła się tam do szkoły sportowej. Byli nasi wspólni znajomi z nieistniejącej już grupy Varsowia Biker Team. Był również Radek a także kilka osób mi nie znanych. Grono w 90% rowerowo-wyprawowe.
Pośmialiśmy się, pojedliśmy kiełbasek i tym samym otworzyliśmy sezon grillowy!
Łącznie na spotkaniu pojawiło się 10 osób.
Powrót ze spotkania przypadł na godzinę 1:30 i niestety w mżawce. Wcześniej obficie padało, więc kałuż i zamaskowanych dziur na Bemowie było od groma. Temperatura tez poleciala na leb. W ciągu dnia było 25-28 stopni a wracaliśmy przy 8 stopniach. Na wysokości Ratusza Białołęka, lunęło z nieba. Padało rzęsiście i uciekliśmy na przystanek, jednak za nic nie chciało się przejaśniać, więc zmuszeni byliśmy jechać w deszczu.
W domu byliśmy o 2:30 mokrzy od stóp do głów. Przymiarka przed kapryśna pogodą Islandii zdecydowanie wypadła "słabo". potrzeba nam , i to bezapelacyjnie, spodni przeciwdeszczowych i dobrych 100% nieprzemakalnych bluz rowerowych od deszczu. Będę musiał, także wymyślić coś aby odizolować buty od wody opadowej.
Trasa niepałna - padły mi baterie w GPS przy Bialołęce.
Znów opowiadać będzie wam o wyjazdach z opóźnieniem. Z jednej strony należy mi się kara, z drugiej zaś, ilość wyjazdów w sezonie, nazwijmy go, cieplejszym jest zawsze większa, więc na częstotliwość i ilość lektur nie macie co narzekać.
Ale do rzeczy!
Tego dnia samego, co to słuchałem książki w audiobooku, pojechałem po pracy po Agnieszkę. Ten wyjazd z założenia miał być inny. Tatuś mój kochany, planuje zmienić autko po 15 latach i opelek ma iść w odstawkę. postanowił nabyć takie cudo:
Pojechaliśmy z Agnieszka do salonu, obejrzeć cudo. Popatrzyliśmy pomacaliśmy i wyrobiwszy sobie opinię, udaliśmy się na kontemplację zakupu pojazdu w rundę dookoła-legionowską.
Droga naszego przejazdu wyglądała tak:
Przejazd był leniwy. Kręciliśmy sobie wolniutko rozmawialiśmy i napawaliśmy się ciepłem popołudnia.
Zapomniałem o wcześniejszym wyjeździe na zakupy. Rundka po mieście do mięsnego i do piekarni. Będzie więc troszkę pokracznie we wpisach "numerycznie", ale kolejność musi być.
Nowa Audio-Ksiażka Cobena mnie wciągnęła i postanowiłem jej dziś troszkę posłuchać. Wybrałem sie więc na wycieczkę po okolicy. Najpierw wałem wiślanym pojechałem do Nowego Dworu a potem lasami Chotomowskimi wróciłem do Chotomowa. W powietrzu było duszno, momentami, gdy wychodziło słońce, było pewnie około 28stopni. Jest przyjemnie ciepło, a listki nieomal explodowały zielenią.
Niestety pod koniec wycieczki, mimo 2 kresek na początku, mp3 zdechło. Nie przedłużałem więc wycieczki i wróciłem do domu.
Zapowiada się ładny maj. Lubię taką pogodę, zanim jeszcze jest po 35 stopni w słońcu. ubie te 25-28 stopni. To jest optymalnie dla mnie.
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.