Na rowerze 138 - Dywagacje o rowerze miejskim i Kampinoskie pedałowanie.

Czwartek, 30 maja 2013 · Komentarze(3)
Kategoria Pojeżdżawki
Uczestnicy
Wyjazd powstał tego samego dnia co został wykonany. Rano szybkie trzy sms-y do tranquillo i powstała "rowerowa ustawka". Nie była taka huczna, jak nawalanka kiboli z Legii, ale co tam, też była nas grupa - bo aż trzy osoby.

Dojazd do metra młociny, gdzie miało być rozpoczęcie wyjazdu - był dla mnie średni. Jechało mi się źle. Biodro nie czuło rytmu a ja troszkę męczyłem się z jazdą. Na metrze, przerwa. Chwile pogadaliśmy i obejrzałem sobie z bliska Velturrio. Rower miejski, wygląda nad wyraz solidnie, jednak chyba mnie odrzuca... Nie lubię takiego "składaka", ponadto cała masa spotkanych ludzi na tych rowerach utwierdza mnie w przekonaniu, że to "nie jest zabawka dla ludu".

Niestety, trochę to velturrio przed szereg się wepchało. Przede wszystkim, infrastruktura i umiejętności użytkowników dają wiele do życzenia.

Ludzie co to raz na ruski rok jada na rowerze, naprawdę powinni poćwiczyć zanim wjadą na ulicę. Rower dla wszystkich - ok, ale użytkownicy są niejednokrotnie totalnymi antytalentami do jazdy rowerem. To chyba jeszcze gorzej niż Świeżaki wiosną. Bo ci ostatni, przynajmniej regularnie jeżdżą "co roku" i czasem nawet sporo km w sezonie letnim, Velturiowcy zaś, wsiadają na rower z kaprysu, nudy czy niejednokrotnie dla lansu i ich umiejętność jazdy czy choćby podstawowych zasad użytkowania ulic, DDR-ów i temu podobnych miejsc jest przerażająco zerowa.

Jedziesz a przed tobą Pańcia na V-t i wozi ją po całym DDR bo nie może kierunku jazdy utrzymać. I nie sygnalizuje skrętów, obok jedzie drugi Pańciu również na V-t, gadają sobie plotkując i ani ich przejść ani ominąć. A jak zadzwonisz na nich lub powiesz "przepraszam", to pańcia mało co zębów nie zgubi, bo rower jej "odskakuje" w nieokreślonym kierunku, lub ona nagle "zeskakuje" na jedną lub druga stronę roweru.

Po ulicy jedzie V-t, na nim facet jakiś, zero przewidywalności. Mija go auto to odbija na prawo na krawężnik prawie, potem wraca na pół pasa i mało nie trąca go drugie auto, którego "nie przewidział". Jak chce skręcić to prawie się wywraca, bo odwrócenie głowy powoduje jednoczesny "skręt" pojazdu. I tak jadę za takim kimś i sam boje sie wykonać manewr. Kiedyś wyprzedziłem kolesia, bo skręcałem w prawo pasem do skrętu a on mi przed pasami, nagle w prawo odbija przed nosem i na chodnik zjeżdża. Auta miały czerwone, ja miałem zieloną strzałkę a pan stwierdził, że nie jedzie nic i łubudu w prawo! Ni przepraszam ni nic pojechał dalej w stylowych rurkach.


Cała masa takich przypadków przeze mnie spotkana na ulicach Warszawy pokazuje, że pomysł na rower miejski może i dobry, ale w Holandii, Amsterdamie, i wielu innych miastach gdzie zarówno infrastruktura jest ok, jak i świadomość rowerowa o wiele wyższa.

Z Kubą i Agnieszką jedziemy do Kampinosku. Do Truskawia asfaltami a potem terenem przez lasy do Janówka gdzie znów obieramy drogę na asfalt. Rozstajemy się przy głównej trasie Łomianki - Gdańsk. Kuba w prawo my w Lewo.

Do nowego Dworu jedie się fajnie bo z wiatrem, powrót po drugiej stornie Wisły, już nie był taki lekki. Noga mi totalnie siadła i wlekliśmy sie 15km/h gawędząc sobie i robiąc kilka przerw, nazwijmy je, technicznych.

Na rowerze 137 - La La Bora Torium

Środa, 29 maja 2013 · Komentarze(1)
Kategoria Do pracy!
Dzień pod znakiem praktyk absolwenckich. Pojechałem rano do pracy rowerem. Było niestety pod wiatr i cholernie mnie to urzekło... czułem sie wyróżniony, że nie wiem co! Nie jechało się ani fajnie, ani dobrze. Niestety praca terenowa nie napawa mnie zdrowiem i witalnością. Zawsze po "terenie" mnie coś w biodrze grzmi... No więc jechałm pod wiatr z nie do końca sprawną siłą prawej nogi.


takie sondowania do 3,5 metra robiliśmy w Mińsku. - zgadnijcie kto podrzucał młot?;/;/;/

W pracy - eureka - nareszcie dają mi coś do roboty w laboratorium. Przygotowywałem badania i babrałem się w błocie. Było "inaczej" i fajniej, ale czemu dopiero na koniec?

WHY? Praktyk został mi ostatni tydzień i radość "mię" ogarnia iż kończą się. Badanie terenu, pod przyszłą pracę "płatną" wyszło słabo. Nie tak łatwo się tam dostać i w sumie bez znajomości to może jedynie szyld czytać.

Powrót z pracy był - nareszcie - z wiatrem. Gnałem więc po 25km/h pokonując wszelkie dziury i dołeczki. W każdą dziurę wypełnioną próżnią wpadałem kołem skrupulatnie. Powalającą ilość czeluści mijam w drodze do domu...

Na dokładkę wycieczka po Agnieszkę do pracy... wyjechałem spóźniony, ale udało się dotrzeć "prawie-na-czas".

Na rowerze 136 - Treściwie

Wtorek, 28 maja 2013 · Komentarze(0)
Wyjazd po Agnieszkę do pracy. W pracy byłem, ale po cywilnemu - ponieważ pojechaliśmy pod Mińsk Mazowiecki na Wiercenia. W ciągu dnia lało a my wierciliśmy i sondowaliśmy w deszczu. jedna wielka - BLE - masakra. Wiało/Padało i co jeszcze tylko chciało.

Wróciłem do domu przebrałem sie i po Agnieszkę pojechałem.

Na rowerze 135 - Lata lecą... z deszczem.

Poniedziałek, 27 maja 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Na Zaborze
Wyjazd weekendowy na północne Mazowsze. Trasa wszystkim, a przynajmniej mi, dobrze znana. W niedzielę słonecznie i z wiatrem z pit-stopem na obiadek u mamci i złożenie życzeń.

Na miejsce docieramy pod wieczór, ale "za dnia". Załapujemy się jeszcze na grilla i pije zdrowe piwko ze szwagrem, pogryzając skrzydełkami z kurczaka i kawałeczkami kiełbasy.

Dzień drugi to powrót i łączenie PKP z rowerem, rano ładnie a im dalej w las tym bardziej deszczowo. I tak oto, kiedy już o 14 zabieramy się opuścić rodzinne Agnieszki strony, zaczyna najpierw kropić a potem regularnie padać. Ja niestety zapomniałem o zabraniu przeciwdeszczowych spodni, jednak Agnieszka je ma i ma okazje przetestować je w deszczowych warunkach. Ocena dobra!


Jest kilka rzeczy które trzeba dopracować w nich, np to że się podciągają troszkę do góry podczas pedałowania (mamy zamiar rozwiązać wszywając gumę, która od spodu podeszwy by trzymała nogawkę nisko), oraz to, że są szerokie i grożą wkręceniem w tryby (to rozwiązuje prosta opaska odblaskowa na łydkę od strony korby.

przejazd od Legionowa przystanku. Droga w kałużach i odczuwalny brak izolacji deszczowej na buty. Kupić się udało w ten weekend za 9 zł płaszcz przeciwdeszczowy, posłuży za materiał do uszycia ochraniaczy od deszczu na buty. Musze tylko złapać troszkę czasu i narysować szablony do wycięcia.

Może ktoś z was już takie coś szył?:D

Na rowerze 134 - Prawie suchą oponą

Sobota, 25 maja 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Rano Agnieszka pojechała do pracy ZTM`em ja spałem jeszcze i nie miałem ochoty wyściubiać nosa. Wstałem pewnie około 9 ej i siedziałem w domu a po Age pojechałem o 13ej.

Deszcz wtedy akurat zastanawiał się czy ma już nie padać, czy nie. Przetestowałem spodnie przeciwdeszczowe już nie w deszczu, ale na rowerze przy 10-11 stopniach. Ogólnie dają radę i przy tak niskich temperaturach naprawdę przyjemnie chronią od wilgoci. W lesie leciało z drzew więc "namiastkę deszczu" miałem. Podejrzewam, że zimą na długich trasach będą też jak znalazł.

Przymierzam się, również do ochraniaczy na buty, ale to jeszcze muszę od kes`a pożyczyć, założyć i pomyśleć z czym to się je...

Reszta dnia to odwiedziny u ciotki w Chotomowie i pogadanka przez prawie 3h. Wujek pokazywał nam jak robi miód i dostaliśmy nawet słoiczek wiosennego.
Dzień podkoniec wypogodził się, ale temperatura nie wzrosła.

Jutro znów na trasę, tym razem dzień MAMY!

Na rowerze 133 - w strugach deszczu

Piątek, 24 maja 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Po poprzednim tyogniu upałów ten tydzień zdecydowanie można zaliczyć do deszczowo - zimnych. Początek zgotował nam 10 i 11 stopniowe temperatury zaś końcówka mrzawki i opady.

Dziś rano było chłodno, jak wczoraj około 11 stopni. Jechało się spoko, choć malo ciśnienia w tylnym kole nieco nadwyręża mój zapas energetyczny porannie zjedzonej kanapki zanim dojadę do pracy. Docieram więc, i zmęczony i głodny.

W pracy znów coś innego robię. Z geologią związane jest to hmm w 50%. Bo oprawiam - binduje - prace wydrukowane dla Państwowego instytutu geologicznego i zakładu Geologi Inzynierskiej a nawet Hydrogeologii. Praca bardziej edytorsko introligatorska, bo sprowadza się do:

*wydrukowania w czterech egzemplarzach 100 czasem 120 stronicowego opracowania z wielkimi załącznikami na A3 i tabelami.
* ułożenia wszystkiego do kupy - załączniki drukuje się oddzielnie każdy to inny plik, więc składanie takich "opracowań" czasem trwa nawet godzinę.
* oprawienia/zbinodowania wyżej wymienionych prac.

Dzień więc, dziś cały drukowałem, układałem, składałem przekładałem i oprawiałem. Plecy mnei już boląły od schylania się nad tymi rozłożonymi kupeczkami kartek . Jeśli ktoś uważa, że to prosta i lekka robota, to zapraszam do współpracy.

W sumie oprawiłem 4 opracowania i 3 dokumentacje. Wydrukowałem jakieś 700 stron, z czego pewnie ze 100 było na A3, do tego dowiedziałem się jaka jest wyższość niebieskiej okładki nad czerwoną.

Pięknie dzień mijał. A zwieńczeniem zabawy w dziale oprawek, była praca panów stolarzy w sąsiednim pomieszczeniu dospodarczym. Mieli oni wstawić, czekającą już od wielu miesięcy, kuchenkę 2 "palnikową" elektryczną w blat stołu.

Ile się przy tym na kłócili! Jej. Efekt był taki, że dziurę wycieli a kabel od kuchenki puścili, zamiast pod blatem to po stole, robiąc w tym celu "fachową" dziurę o średnicy około 1,5 cm tuż obok płyty grzewczej. Całość tak zostawili, i nawet nie posprzątali wiórków z cięcia. Zwrócili jednak - fachowo - uwagę iż "trzeba będzie to zamieść.

Oddalili się jeszcze tego samego dnia kilka godzin po pracy, zostawiając przepiękny bajzel a kuchenka w otworze, nie została nawet uszczelniona od wody i można ją gołymi rękami wyjąć z dziury i kołysze się na nierównym blacie. Fachowcy również, wypchnęli "plecy" od szafki które wpadły za zabudowę. teraz kurz, i pajączki mają wolną drogę aby wejść do szafki z produktami spożywczymi

Po pracy, gdy kres moich możliwości dobiegł końca, a Szef laboratorium z radością podpisał zrobione przeze mnie dokumentacje, zacząłem ubierać się do dorgi powrotnej. Akurat gdy skończyłem sie ubierać zaczęło kropić a potem padać. I tak oto, podczas gdy cały dzien nie padąło, przed moim wyjazdem rozpoczęło się deszczowisko.



Jechałem więc do domu w regularnym deszczu. Kurtka spełniła swoje zadanie, spodni przeciwdeszczowych nie miałem, za to buty pięknie mokre. Musze popracować nad projektem ich izolacji od deszczu. Zawijanie folią na dłuższą metę na Islandii przyniesie jakieś odparzenie od wilgoci stop, myślałem raczej nad osłoną od góry, na buta, i zrobieniu takiego daszka, wiązanego na szczycie buta o jego czubek i do kostki. Aby woda opadowa nie wlewała się przez język i sznurówki.

No nic, pomyślę!

Na rowerze 132 - o asfalt deszcz dzwoni niezmienny...

Czwartek, 23 maja 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Radośnie w tej wiośnie deszcz pada a chwast rośnie!

Rano było dość chłodno. Pogoda ustabilizowała się w granicy 11 stopni. Do tego w powietrzu czuło się taką wilgoć. Bez melodii dziś jechałem, i mimo niskiej temperatury w tej kurteczce co ją przyodziałem było im za ciepło. Z drugiej strony jak mocniej za wiało to gęsiej skórki dostawałem.

W pracy przełom. Nowa robótkę dostałem. Najpierw wpisywanie profili w programie geostar, a później oprawianie i kopiowanie dokuemtnacji jakie przywieziono z CAG-u.

W sumie dzień się jakoś przetoczył, choć chmurki za oknem sprawiały, że wydawało się później niż bylo. Jak patrzyłem na zegarek to z zaskoczneniem stwierdziłem po raz kolejny że od 12 do 12:30 minęło tylko 30 minut;/

Z pracy powrót w delikatnej mgiełce deszczowej a pod koniec już w prawdziwym deszczu. Jeździ mi sie bez polotu. Ciągle ten sam odcinek, ciągle te dziurawe chodniki, boczne drogi. Do pracy mam dużo lepszą nawierzchnie dojazdu niż spowrotem. Dlatego powrót zawsze jest taki - mizerny. Jadę wymiętolony i wymęczony totalnie bez sił.

Jeszcze kilka tygodni i będzie więszy wyjazd. Już się nie mogę doczekać.

Na rowerze 131 - Lemingi i Dojrzewanie

Środa, 22 maja 2013 · Komentarze(4)
Kategoria Do pracy!
Ostatnio na forum dowiedziałem się, od Wilka, że jestem niedojrzałym lemingiem. Wybuchła afera polityczna, poleciały gromy z nieba, oczywiście zaplątał sie w to Macierewicz i raporty Millera. Ufff jednym słowem samo zło.


Jakoś sie wywinąłem z tej dyskusji, ale przy okazji dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy o ludziach z forum. No, cóż nie o to biega. Leming też ładnie brzmi:)

Do pracy pojechałem dziś o czasie. Ok może 15 minut później, ale w granicy przyzwoitości. Na drogach przyjemnie chłodno. Było na granicy "chyba mi zimno" i "no może być". Jechało się mi, toteż nad wyraz przyjemnie.
W samej pracy również przełom. Po kropeczkach robiłem coś innego. Wklepywałem profil do Geostara, przeszukiwałem dokumentacje Geologiczno Inżynierskie i Pomagałem w Nastawianiu Badania Aparatu trójosiowego ściskania.

Jest przełom.

Wrócić na rowerze nie zdołałem. Przede wszystkim - od razu uprzedzę - nie chodziło o deszcz. W sumie samo to, że kropi mi nie przeszkadzało. Gdyby nie ta wielka jasna błyskawica w okolicy komina na Żeraniu, to pewnie bym zdecydował się jechać w tych opadach. Jednak piorun jaki rozdarł niebo a potem grzmot - skutecznie mnie zdemotywowały.

Zapłaciłem złodziejskie 7 Zy Ły i upchnałem się do Ikarusa 723. Ciasny był bo wyjątkowo krótki a w środku ja i rower i inni ludzie.


stare ale jare;D
Cóż jeden dzień z mniejszym przebiegiem chyba będzie mi wybaczony co?

Na rowerze 130 - Kapciuszki...

Wtorek, 21 maja 2013 · Komentarze(0)
Wyjazd rano z wielkim opóźnieniem. Niestety miałem kapcia. No to pompuje, bo myśle zeszło powietrze tylko, ale niestety, syczy... więc zostało mi tylko jedno - rozbiórka.

Zmiana dętki... i dziura w oponie. Dawne rozcięcie szkłem jest na tyle duże, że dętka sobie miejsce zrobiła i jakieś 3-4mm widać ja przez oponę. Dziura zaś w dętce nie tyle przebita, co wytarta. Zmieniam więc, i jadę z sercem na ramieniu prawie godzinę później.

W pracy znów kropkuje. Cóż począć. Ciekawa sprawa, przynajmniej efekty widzę, dziś chyba z 5 arkuszy zrobiłem punkowo-rockowych. Do tego podyskutowałem na forum i poczytałem sobie dyskusji. Czyli przyjemne z pożytecznym.

Do domu znów wracałem na wyścigi z burzą. W sumie nie było upalnie w ciągu dnia, a jednak jak wyszedłem z Instytutu to niebo sine za plecami miałem. Dojechałem wciągnąłem na raz dwie galaretki z lodówki i popędziłem po Agę.
Później szybki kurs do rowerowych w Legio - poza tłumem ludzi w obu, opony w cenie jaka by mnie zadowalała (do 30zł slick 1,5 cala) nie znalazłem.

Nowy nabytek.

Aga wygrzebała mi coś na necie i okazało się, że do jutra Paczkomaty są za 1zł więc z przesyłką wyszło przyzwoicie. Mam nadzieje, że jeszcze w tym tyg będę miał nową oponkę, bo na tej obawiam się jeździć.

Na koniec dnia wisienka - 2 km wyjazd do dentysty. Agnieszka ma zdrowe ząbki:) Może mnie gryźć!

Na rowerze 129 - Burzowo

Poniedziałek, 20 maja 2013 · Komentarze(3)
Kategoria Do pracy!
Po nudnym weekendzie z chrześniakiem i jego bratem na komunii przyszedł "jakże fascynujący" dzień w pracy. Naprawdę to jest jak flaki z olejem.

Dziś o zgrozo nie robiłem prawie nic. Na początku kropkowałem, potem obejrzałem sobie trasę maratonu w radlinie na google street viev a na końcu coś czytałem coś oglądałem. Kropeczek robiłem stosunkowo mało, ale cóż. Pomiędzy kropeczkami drukowałem i składałem też jakąś dokumentację geologiczno inżynierską i bindowałem ją. To zajęło mi, całe szczęście, troszkę więc godzinka mi przeleciała.

Pod koniec dnia kolega zaczął coś instalować na komputerze, gdzie pracowałem i dano mi "wolne". "Idź zrób sobie herbatę, albo coś sobie kup, bo teraz będzie się tu instalowało". I tak dopiero co po herbacie byłem, więc usiadłem i się przez około 45 minut nudziłem. Nie bardzo było komu ze mną pogadać, bo każdy coś swojego robił, a ja cóż... komp nie tykalny i tyle.

Troszkę wewnętrznie bije ze sobą walkę, bo naprawdę liczyłem, że te praktyki mi coś dadzą. Kurcze, przez dwa tygodnie nie nauczyłem się nic. Przykre, ale prawdziwe. Zespól fajny i tu nie ma wątpliwości, jednak szansy na pracę, chyba małe, bo już słyszałem o kilku praktykantach czekających w kolejce na lipiec. Tym sposobem, mają siłę robocza ciągle zapewnioną.

Policzyłem, że realnego przyjeżdżania tam zostało mi 7 dni. Bo Boże Ciało - wolne a w ten piątek również potrzebuje dnia wolnego, więc radujcie się narody.


Przed maratonem w radlinie chciałbym również zrobić kilka wyjazdów tak pomiędzy 100-120 km. Chcę w ten sposób przyzwyczaić swój organizm choć troszkę do jazdy długodystansowej. Nie wiem na ile uda się wcisnąć te wyjazdy w to co jeszcze mam do załatwienia przed wyprawą, ale może coś w tym temacie się wyklaruje.

Troszkę mi motywacji brakuje do tego wszystkiego. Teraz te praktyki jakby mi przeszkadzają;/ Ech

Po pracy wracałem prawie w deszczu. Wychodząc przed sobą nad Żeraniem miałem wielką siną chmurę. Im dłużej jechałem w jej kierunku, tym chmura przestała być burzowa. Z czasem jakoś tak "rozeszła się po kościach". Na wysokości fortu piątek coś walnęło i jak się obejrzałem za siebie wielka sina chmura z błyskawicami była za mną. Druga burza? Czy ja po prostu przeniknąłem front.