Szukając inspiracji na wyjazd dopadłem Waypointgame i zaatakowałem znienacka aby dziś znaleźć się przynajmniej na 2 pozycji. Wskoczyłem na czołówkę ku swemu zaskoczeniu:)
Do Warszawy ruszyłem a z nieba rzucił się na mnie śnieg. Do Mehoffera jechałem w takiej śnieżycy, że plan mojego utajonego zmasowanego ataku, upadł nieomal zanim jeszcze się na dobre rozpoczął. Ruina na Modlińskiej Założyłem waypointa na ruinie na modlińskiej i pojechałem na Tarchomin po Cmentarz i Kościół. Niestety musiałem reaktywowac waypointa jednego bo ten surfa - kolokwialnie mówiąc odmalowali i "odrynnowali". W hołdzie założycielowi reaktywując WP dodałem go jako współzałożyciela. Nie wiem czy się administracja WPG nie czepnie, ale uważałem, że tak należy zrobić, bo to wszak Surf założył go najpierw a ja tylko byłem - zobaczyłem i prze-aktywowałem, dla potomnych.
O przeprawie po kostki w śniegu przez most północny nie będę wam opowiadał ze szczegółami, bo młodzież czyta. A szkoda by zepsuć ten naród do reszty. No jednym słowem, masakra. Ten odcinek rowerowy zdaje sie jeszcze sobie służby odśnieżające nie wpisały w dziennik łopat i leży i kwiczy!
Stare Młociny - urzekła mnie ta dzielnica. Nie wiedziałem o jej istnieniu i koniecznie muszę wrócić tam jak będzie normalnie a nie ślisko morko i śniegowo. Jak będzie znów tak:
a nie tak:
Dalej zaatakowałem trasę na Łomianki i tam znaną mi i wam trasa tranzytową - orwerową mknąłem do NDM przez "Czosnowy" i "Cząstki Polskie" i inne ciekawe miasteczko-dzielnice. Zabierałem po drodze co smaczniejsze kąski WP.
Niestety, ten na którym mi najbardziej zależało był niedostępny. Za murami jednostki:( Nie wiedziałem o tym, do czasu gdy tam pojechałem i spytałem jakiegoś człowieka o cerkiew. CERKIEW warto poczytać
Tak wyglądała dawniej...
Tak - "podrasowali ją wojskowi". Szkoda, że zniszczyli i zostawili:(
Do domu przez Nowy Dwór Mazowiecki most i wlepka na moście po remoncie - usunięta. Nie miałem jakoś sił reaktywować tego waypointa i pomknołem dalej. Wiało było trochę nieprzyjemnie a potem jak odetchnąłem znów zakładam waypointa. Dawny opuszczony cmentarzyk
W sumie tego dnia złapałem 6 WP i założyłem (lub reatywowałem) 5 kolejnych.
Wracając pod górkami w Rajszewie cisnąłem nawet 21km/h czuje, że jest siła w nogach. Zaskakująco dobrze mi się pedałowało. Brakowało tylko tej elastyczności mięśni jaka jest latem. Przyjdzie i to z ciepłem wiosny!
Nie powala na nogi ten wpis zdaje sobie sprawę. Jednak tradycja moja i moje przekonanie pchają mnie, aby ów poczynić - co zatem robię!
Pojechałem po Agnieszkę do pracy a potem pomknęliśmy na zakupy do Kauflandu. Jazda nocą i w dodatku zimą, jest specyficzna. Pomijam to, że znudziło mi się jeżdżenie po śniegu sensu stricte, jednak z dwojga złego wolę ten śnieg niż jak ma być zima taka jaka już kiedyś była (wali śniegiem z nieba jak łopatami i +1). W tym tygodniu Aga ma na druga zmianę więc, wyjazdy po nią w całości odbywają się już po zapadnięciu zmroku. Plusem tej "zmiany" jest to, że cały ruch powracających do domu z Warszawy aut przewalił się wcześniej i ulice są spokojniejsze. Ba powiedziałbym nawet, że wyludnione. Na przeciwko Poczty w nie stoję i nie czekam aż sznurek przejedzie. Na odcinku do Urzędu miasta w Jabłonnie nie przemykają obok mnie sfrustrowane palanty, chcące wrócić do domu za wszelką cenę "pierwsi". Wreszcie a co za tym idzie, chyba najważniejsze, na ścieżkach rowerowych w Legionowie nie pchają się tabunami na "strzałce" ludzie autami do prawoskrętów, gdy rowerzyści mają zielone. Nieomal sielanka - prawda? Trzeba umieć cieszyć się z małych radości, bo i tak wiele w naszej rowerowej egzystencji jest szaro-ponure. Cieszmy sie i radujmy i wyslawiajmy niebiosa, za każdy dzień gdy nikt nie stworzył bezpośredniego zagrożenia dla naszego życia!
Przebieg poprzedniej to tylko: 19081km. Hmm policzyłem i trochę zmartwiony jestem. Używanie rowerów zimowych wydawało się rozwiązać problem zużywania kół. Liczyłem na co najmniej 25 tysięcy. Dziwne. Przyjrzeć należy się temu. Być może, owo zużycie spowodowała także wyprawa w alpy. Hamowało się tam sporo i to całkiem mocno. Muszę mieć to na uwadze...
Tak czy inaczej dzisiejsze koło sam zaplotłem. :) Dumny jestem, bo poprzednie podejście do centrowania, zakończyło się fiaskiem. Być może nauka centrowania od tylnego koła to za trudne;) Przód poszedł całkiem sprawnie. Kilka trików mi kolega w serwisie pokazał. Centrowaniem i naciąganiem koła jednak zajął się on. Wole mieć mocne, dobrze ułożone koło niż uczyć się sam i potem na wyprawie rozpinać hamulce z powodu bicia.
Poprawiłem to i owo na blogu i... jakoś źle się czuje.
Wieczorna wycieczka po Agnieszkę. Z przykrością stwierdzam, że przednia obręcz do wymiany. Przełożyłem ją z letniego roweru do zimówki i tu dokonała żywota. Załączył mi się ABS.
Hamowanie przednim powodowało naprzemienne ściskanie i puszczanie klocków, a to jedyny i zły znak, że obręcz już tak wytarta, że trzeba nową założyć. Faktycznie sprawdzenie palcem, potwierdza - ścianki obręczy już się pofalowały. Standardowo - dobiłem koło pompowaniem z kompresora.
Lepiej, że teraz padła niż jak miała uśmiercić się od wożenia przednich sakw na wyprawie...
Wycieczkę zmontowałem dziś terenową. Nie przepadam za taką pogodą jaka jest za oknem, a więc postanowiłem się odstresować. Ile bowiem razy można się frustrować prędkością na asfalcie, gdy wiatr ze śniegiem w dziób wieje a wykaz na liczniku za nic nie chce iść w górę. Padło więc na las. Jak to zimą w lesie - biało. Droga wzdłóż torów do Choszczówki dodatkowo potraktowana traktorem. Telepało mnie na tej tarace od kół ciągnika, że hej. Cóż przynajmniej się jechało! Nie potrafię sobie jednak wyobrazić jak ludzie mogą na sztywnych widelcach jeździć. Mnie zimą wytrzęsą za wsze czasy!
Założyłem dwa nowe waypointy, co by ludzie mieli wiosną co robić i sam złapałem dwa nowe znaleziska.
Do Choszczówki zawsze miałem blisko a punktacja waypointa na tej stacji skurczyła się do dwóch, zanim go zdobyłem. Co za marnowanie punktów.
Odwiedziłem również ruinki dawnego przedszkola. Niestety nic nie znalazłem;/
Powrót do domu po drugiej stronie torów. W tym kierunku jechało się znacznie lepiej. Jeden samochód przejechał trasę i 11-12km/h się turlałem. Nie trzęsło już tak bo po tej stronie traktor odpuśćił sobie sniegową wycieczkę.
W sumie pętle zakończyłem w mieście odwiedzając ubezpieczenia na Piłsudskiego. Chwilę pogadałem z Asią i posłuchałem opowieści o jej wyjeździe w góry i pojechałem do domu.
Pod koniec drogi zaczęła się śnieżyca... tia... zima daje czadu! W dalszym ciągu na bezrobociu.
Jak mówi starożytne przysłowie: Ktoś musi się opierd... żeby inni mogli pracować!
Wyjazd do Decathlonu - gdyby nie potrzeba jazdy tam, pewnie byśmy się z Agnieszką z domu nie ruszyli! Droga do sklepu średnia, nieźle dziurawa a niedokończona ścieżka po lewej stornie trasy ekspresowej to zwieńczenie całości. Brakuje jakieś 300m ścieżki i ten odcinek to piaski i błoto wymieszane ze śniegiem.
Tak czy inaczej zdecydowanie nie chce już zimy. Niech już się ciepło robi. Było tak fajnie i co? Ech odliczam dni bo z każdym dniem coraz bliżej wiosny!
Odpoczywam i jem pomidorówkę z makaronem. Pyszna! Nie macie to nie wiecie! mhmmmm....
Pojechałem odebrać Agnieszkę z pracy i udaliśmy się na pogaduszki do rodziców moich, na piaski. Obiadek pyszny. Pieczeń rzymska i ziemniaki a do tego sosik. Gadanie o pierdołach i podtrzymywanie rodzinnej atmosfery. Dawno bowiem nie byliśmy na obiedzie, to i teraz było zacniej pogadać.
Każdy był zadowolony. My i nasze brzuchy a i rodzice, którzy wreszcie mieli gości.
Powrót ociężały do domu, bo dawno sie tak nie objedliśmy.
Ręce opadają mi normalnie. I opadają zarówno z tego powodu, że wczroaj pracowałem przy wierceniach pod Nasielskiem jako Geolog, ale również z powodu, że dziś rano za oknem zobaczyłem zimę. Zimę złą!
Hipek to chyba ty ostatnio narzekałeś, że nadeszła pogoda i nie wiesz jak się ubierać, i co? Zima posłuchała i masz! Teraz już jednoznacznie wiesz, że masz sie ubrać CIEPŁO! ZUO!
Ja nie chce już zimy~!
Znów na śniezniku jechałem dziś w tym gównie białym... Znów solarki na drogach - no kufra twoja maź!
Zaaferowany białym polonezem i sukcesem akcji "wyje*ać lokatorów z parteru" zapomniałem poczynić rowerowe wpisy. Otóż tego samego dnia poczyniłem ja trasę jeszcze jedną. a mianowicie popołudniową po Agnieszkę. Z nią to pognaliśmy na zakupy biedronkowe i w drogę powrotna ku domowi.
Być może wpis ów nei jest czymś co warto okrasić komentarzem, bo zakupy w biedronce nie są jakies powalające, ale tradycji stało sie za dość i oto on (wpis) jest:)
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.