Czy ja i moje poczucie humoru naprawdę są dla was takie trudne w odbiorze? Tylko szczerze ludzie. Po ostatnim poście aż dziw mnie bierze.
Swoją drogą, abstrahując od konkretnych wypowiedzi czy osób. Czy i wy nie macie wrażenia jak bardzo zniekształca nas internet? Piszę sobie na ten przykład o życiu, roześmiany, dzióbek robię jak ta lala a przekaz odebrany jest jako czepliwy, czy złośliwy. Trzeba uważać w sieci, bo byc może zbyt szybko uprzedzamy sie do wpisów/osób czy treści jakie czytamy. Nie zawsze da się przekazać 100% empatii w kilku akapitach tekstu.
Jaki ładny głaz... naprawdę ładny głaz.
Wycieczkę odbyłem dziś na pół wiosenną. Wiozłem w dużej sakwie Crosso ficusa, takiego około "70cm". Biedulek musiał przeżyć szok, że go na spacer zabrałem u progu kwietnia a tu jeszcze nie ćwierka i nie bzyczy nic wokół. No, ale ów jegomość opatulony woreczkami, dotarł do nowego miejsca zamieszkania a mianowicie do lokalu usługowego na Piłsudskiego. Teraz będzie koił ludzkie nerwy przy wyborze ubezpieczeń i asistansów;)
Jestem z niego dumny, awansował z kwiatka stojącego na klatce na taki - publiczny kwiatek na stanowisku!
Dziś temperaturowo o wiele zacniej niż ostatnio, choć z za szyby wyglada tak samo. Słoneczko i śnieg. Nie trzepie jednak po -8 jak poprzednio to i wyjazd był o wiele lepszy w doznaniach.
No dobra ludziska, koniec ! Od jutra robię wam rewolucje wiosenną. Bo sami sobie z wiosną dać rady nie możecie, choć południe całkiem przymilutko nas rozpala a po Warszawie biegają rozpaleni maratończycy - to bez mojej pomocy wiosna nie przyjdzie! o!
Jesteś rowerem? Wow, że ci się chce! - Nie rowerem. Jestem człowiekiem!
Czyli słów kilka o tym jak zostać rowerem. Ile to razy każdy z nas słyszał takie pytanie? Setki? To jedno z moich ulubionych zaraz po:
Tyłek cie nie boli? - a powinien?
Kategorie pytań "dziwnych" to nauka nie do końca przeze mnie zgłębiona. Studiuje ją wiele lat i ciągle nie czuje, że osiągam w tej dziedzinie jakieś postępy. Bo na ten przykład, żaden support mi z kostek nie wyrasta, ani łańcuch się nie objawił w ciele... No za nic - nie umiem zostać rowerem:( Zastanawiam się, też czasami, czy czasem rzeczywiście ze mną wszystko w porządku. Bo jak mówi staropolskie przysłowie "czego oczy nie widzą, tego być może nie ma!" Są dni kiedy wracam rowerem do domu, siadam z lękiem na krześle i sprawdzam czy jeszcze mam tyłek. Bo naprawdę nie odczuwam nic. Czy to więc znaczy że go nie ma? W przeważającej większości ludzie uważają, że powinien mnie boleć.
Swoją drogą przejeżdżanie tylu tysięcy kilometrów może w pełni oduczyło moje 4 litery odczuwania jakiegoś bólu od siodełka. Rzekłbym śpiewnie rodacy - DUPA STAL!
No więc, nie mam tyłka, nie jestem rowerem to kim jestem?
Who Am I?
Jestem chyba człowiekiem, choć pewność nie mam do końca. Bo przez te kilka lat zanikły we mnie odruchy "człowiecze". Na ten przykład podam kilka wątpliwośći ludzi dotyczącej mojego człowieczeństwa:
Nie mam telewizora w domu Ale co nie stać was? teraz tanie są [...]
Mam 26 lat i nie mam własnego samochodu To jak poruszasz się na co dzień Nie wszędzie da się dojechać autobusami?
Ba popełniam grzech śmiertelny bo - Mam prawo jazdy I nie mam własnego samochodu!
Jeżdżę zimą na rowerze. Jak chcesz, mogę podwozić cię na przystanek/do dworca/do metra... Jeździłem na rowerze zimą więc, wiem co to drift - dziwko
Posiadam dwa rowery po jednym na lato i na zimę. Nie szkoda ci na te dwa rowery kasy? Pewnie ich naprawa sporo kosztuje?
I tak w świecie dziwactw przemierzam kolejne zimowo/wiosenne kilometry. Pozdrawiam wszystkich, którzy tak jak dziś ja, są rowerem.
Jeden bieg to singiel dwa biegi to dual? Trzy biegi to - tripl? Trajk? Sześć biegów to? - Sextans, Sextet? hmmm? - jakieś pomysły?
Jeździ się w porządku. Boli, jedynie mała dokładnośc zmieniaczki. Biegi zmieniają się, ale nie wchodza na zawołanie. Ciężko z tym walczyć, bo przerzutka jak już mówiłem trochę zamuliła. Najważniejsze, że teraz przy normlanej kadencji pedałuje a nie wybijam zębów kolanami.
Rower jest z założenia "zimowo-dojazdowy" toteż takim pozostanie. Budżetowym jednośladem sextetem...
Od jakiegoś czasu jadąc na Śnieżniku, zauważyłem, że przerzutka przednia (wtedy jedyna jaką miałem) chodzi ciężko. W końcu któregoś poranka zastygła w bezruchu na biegu nr 2 i ani w te ani wewte. Początkowo jeszcze, kopanie piętą w prowadnicę pomagało redukować biegi w dół a wytężanie ręki do granic możliwości pomagało naciągnąć łańcuch na trójkę, ale wczoraj (a może dwa dni temu?) całkiem zarosła przerzucajka!
Nawet kopanie w nią nie dawało nic. Sprężyna cała zardzewiała a linka to samo! No stanęła na amen, jakby ja ktoś zakleił jakimś lepiszczem. Pierwszy raz takie dziwo widzę. No nic, myślę sobie. Jeździłem na dwójce przez kilka dni. Dziś przyszedł kres mojej wytrzymałości i percepcji na to przełożenie. "Mieliłem" przez te kilka dni nogami jak jakiś gimnazjalista na rowerze z pierwszej komunii, mało sobie zębów kolanami nie wybijałem. Zapewne bowiem pamiętacie iż z tyłu ustawiona zmieniaczkę miałem na jeden bieg - nazwijmy go pośredni.
Pojechałem więc do sklepu rowerowego po linki przerzutkowe i udałem się do komory przemian duchowych w podziemniach na piaskach. Miejsce to opiewa pewne historia. Ilekroć tam się zjawiam, zaznaje spokoju wewnętrznego i zawsze wychodzę brudny. Może dlatego, że robienie przy rowerze mnie uspokaja a kontaktu ze smarem w tej "profesji" ciężko uniknąć. Grota na piaskach, wydała na świat wiele istot rowerowych na których miałem okazje jeździć. To właśnie tam powstawały różne wcielenia tego co potocznie zwie się "moimi rowerami". Grzeb grzeb, puk puk i jakieś 2h później udało się. Z dawcy, którym jest supermarketowy rower, pobrałem manetki do przerzutek. Zamontowałem zmieniaczkę 6 biegową i założyłem linkę na tył. Przednia przerzutka, mimo potraktowania jej rozpuszczalnikiem, nie poddała się. Wylądowała w kubełku z śmieciami piwnicznymi. Martwi mnie jednak stara deorka z tyłu. Przez te kilka miesiecy zimy, ustawiona na jednym biegu, totalnie zkapcaniała. Początkowo nawet wykazywała paraliż jak jej koleżanka z przodu. W końcu jednak rozruszana nieco, zaczęła poruszać łańcuchem w góre i dół. Może wizyta na karczerku - wymyje z niej resztki wykrystalizowanej soli. I tak oto wyszedłem na światło dzienne z rowerem mającym 6 biegów. Przedniej zmieniaczki nie ma, bo... eee nie ma jej i już. Zmieniaczka 6 biegowa pracuje, choć to najtańszy plastikowy sis z roku www pewnie 1998 albo lepiej. Więc więcej się ugnie "język" manetki zanim bieg zmienię;) Lepsze to niż nic - jak nie ma się pieniędzy i wiosny to trzeba tak robić, aby przynajmniej pieniądze się zostały.
Dziś opowiem wam troszkę bardzo ciekawych rzeczy. Bo jak to na blogach bywa, aby przyciągać tłumy do czytania trzeba pisać o czymś ciekawym. Jak zwiększyć poczytalność? Pewnie powinienem poruszyć tematy cycków, pedałów-gejów, polityki lub równouprawnienia - nie nie kobiet, równouprawnienia rowerzystów i kierowców. Powinieniem ponarzekać na to jak źle jest w naszym kraju i jak polityka chrzani wszystko na co pracujemy my i nasi rodzice. Stałem sobie dziś w kolejce aby złożyć pita. Przede mną stała grupka ludzi. Zpochmurnieni, tacy i skupieni i z głęboko zakorzenioną frustracją. Z odciśniętym piętnem codzienności. Na ich twarzach widać było zmęczenie, w ich oczach widziałem wypalenie się tym kieratem "dorosłości". Czy to nie jest tak, że wielokrotnie zajmują nas problemy innych, całego świata i za wszelką cenę staramy się zmieniać wszystko dookoła zapominając o naszym najbliższym otoczeniu?
Moim największym marzeniem jest znaleźć pracę kiedyś i miejsce w życiu, gdzie to co będę robił, każdego dnia będzie przynosiło mi radość. Wiem, że nie uniknę kłopotów, ale chciałbym mieć przynajmniej poczucie, że robię coś dla siebie i że robię to bo sprawia mi to przyjemność. Ktoś powiedział kiedyś "nie mówcie mi jak mam żyć bo to nie wy za mnie umrzecie" Ktoś jeszcze inny zaś powiedział "żyj tak jakby każdy twój dzień miał być twoim ostatnim"
Szukajmy więc słońca w nawet najbardziej pochmurne dni i próbujmy sprawić aby nasze życie każdego dnia było dla nas najzwyczajniej w świecie "fajne".
Rowerem rano z Agnieszką do pracy a potem wycieczka po mieście w sprawach załatwianiu - eee nie wiem czy to dobrze odmieniłem. W celu załatwienia spraw - tak chyba będzie lepiej i gustowniej.
Śnieg, lekki minus, nawet nie było chlapy, tylko tak... no sami wiecie. Ile można jeździć po śniegu. No i te cierepy co to łażą po ścieżce rowerowej. A dla przykładu radiowoziści zwani potocznie, policjantami wjechali sobie na chodnik i ustawili się tuz przed wejściem do carefoura expres w Legionowie - bo poszli na zakupy na patrolu. Za takie parkowanko przysolili by pewnie ładną 3 cyfrową liczbę, nam ludziom bez kogutów.
O tym, że zima dawno przestała mnie inspirować, chyba nie muszę mówić. Nie bardzo wiem co pisać, bo nudy straszne a sama myśl o tym co za oknami - sprawia, że mnie skręca.
Z karty historii... Czy wiecie, że zanim zacząłem prowadzić bloga cyfrowego, prowadziłem bloga papierowego? Przez wiele lat, zapisywałem, różne wydarzenia ze swojego życia. Teraz to inna bajka, każdy "bloguje", wtedy to było coś, taka konspiracja. Nie było komputera, to się bazgrało w zeszycie A5. Czasem wklejało się jakieś zdjęcie, czasem pocztówkę. Taka kronika życia...
25.09.2005 Skończyło się liceum a studia za pasem. Mam już plan lekcji i wszystkie informacje potrzebne do rozpoczęcia akademickiego roku. Zapowiada się, że będzie ciekawie[...] Tak więc już za trzy dni zacznie sie moja studencka przygoda. Ciekawe jak to jest tam. W liceum było spoko, miałem swój rytm pracy + nauka w weekendy a tak nie wiem, zobaczymy. Przedmiotów wydaje się mniej niż w liceum ale kto wie może będzie trudniej[...] Obym dał sobie radę, jak się sprężę to dam a co! HA! A teraz idę zrobić kilka testów na prawko
Ciekawie jest powrócić do wpisów z przed lat. Myślicie, że 2005 to był początek? O nie w sumie "tomów" pisarskich papierowego bloga powstało chyba z 10...
Czy ujrzą światło dzienne? Hmm chyba nie wszystkie z nich powinny, ale niektóre są całkiem zabawne. Np opisywałem jak nie moge się doczekać pierwszego roweru, jak czekałem na odbiór z serwisu swojego pierwszego Accenta itd. O samych wyprawach mało było, ale emocjonowanie się, jeszcze przed ich rozpoczęciem - tak zdecydowanie to było coś;) Przeżywałem wtedy każdy dłuższy wyjazd, jak wielką ekspedycję. Ech to były czasy. Czasem myślę sobie, że wtedy zmartwień nie było... a w tamtych czasach uważałem, że mam ich całą masę:)
Rano pojechałem na piaski. Mama niepocieszona była, że tak szybko uciekłem i nie pogadałem. Jednak nie miałem jakoś czasu i ochoty. Pogoda taka dziwna. Słońce świeci i ciepło na plusie 3 stopnie, ale w cieniu i jak wieje -4 i to naprawdę -4 a nie jakaś ściema. I weź tu jedź w puchu... z wiatrem paruje pod wiatr po samą szyję zapięty.
Powrót do domu z sakwami pełnymi szczątków zwierzęcia zwanego potocznie - świnią. Poćwiartowane i pociachane! W sam raz na kotlety, gulasze i inne smakołyki:)
Poprzedniego dnia po 20 się położyłem i wstałem około 10:00. I co? Czułem się niewyspany. Takie niewyspanie a do tego wiatr w twarz i ładny ciężar mięsiwa - sprawił, że pojechaliśmy na pociąg. Nie planowaliśmy nawet tej podróży. Mijając po prostu peron, zajechaliśmy na chwile i okazało się, że za minutę jest KM do Legionowa.
W Ka-Emce spotkaliśmy fana 2 kółek z Pędziwiatr Piaseczno. Grupy kolarskiej okolic Piaseczna.
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.