Na rowerze 63 - Zimnym porankiem

Sobota, 16 marca 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Na Zaborze
Miało być, całą drogę rowerami, ale po spotkaniu w piątek ze znajomymi i pogadance do późnych godzin nocnych, wyszło jak wyszło. Jedziemy na piaski a potem na L. przystanek. Pogoda była piękna, ale ostatnie dłuższe dystanse i nieprzespana noc, jakoś nie wpłynęły pozytywnie na moje siły witalne.

W pociągu jedziemy za darmo - bo konduktor łazi i sprawdza bilety, wypisuje bilety i radio-stacjuje "odjazd" i jak już wraca - uciekamy wcześniej na PKP Brody Warszawskie. Stamtąd po śliskich lodowo-białych drogach polnych, okraszonych przepięknym słońcem, pedałujemy do Rodzinki.

Wyjazd mizerny, ale zawsze to wyjazd;D

Na rowerze 62 - W szponach mroźnego wiatru

Piątek, 15 marca 2013 · Komentarze(2)
W związku z wiejącym wiatrem wybrałem się do Ciechanowa pociągiem aby stamtąd pojechać na południe.

Wycieczka z założenia miała być długodystansowa, i w pierwszych zarysach miałą sie zaczynać aż z Mławy, ale zaspałem na pociąg;/ Ustawiłem budzik na 6:30 wstałem i nie wiedzieć kiedy po tym jak się znów położyłem "na chwilę" obudziłem się 7;30 a pociąg był 8:05. Pojechałem więc kolejnym 9:08, ale ten niestety(albo jak się okaże "stety") jechał tylko do Ciechanowa.





W Ciechanowie odwiedzam zamek a potem ruszam z wiatrem. Na początku bez rewelacji nie czuć za bardzo pomocy wiatru. Nie mogę się rozkręcić, jakoś idzie mi jak po grudzie jazda. 22-23km/h ot takie wleczenie się. Za to jak tylko na chwilę staje, aby poprawić sobie buta, to zimne podmuchy nieomal przewracają mnie. Dziwne zjawisko;/

Jadę a w uszach brzmi nowy audiobook - Przygody Tomka Sawyera. Stara książka, ale dobry lektor sprawiają, że jedzie się przyjemnie. Co ten urwis tam wywijał:) Przypominają mi się moje lata młodości - bez komputerów, facebooków i plejstejszonów, kiedy to ganiało się po podwórkach bawiąc w szeryfów, indian czy zdobywanie wrogiej bazy a zwykła szyszka potrafiła bardzo wdzięcznie oddawać bojowy pocisk.

Droga wiodła wioskami a wraz z wioskami, rozpoczęła się mrożąca krew w żyłach ekwilibrystyka
. Nie sądziłem, że tyle lodu zalega na tak "głównych drogach.

Do tego wczorajsze słońce zdecydowanie zamieniło wiele, jeszcze pewnie zwyczajnie białych dróg, w podstępne pułapki. A trzeba wam wiedzieć, że na ten wyjazd świadomie zabrałem France, licząc, że ulice są suche i będzie to szybka bezbolesna jazda:)

Oj bywało niebezpiecznie. Jadę, po prawej widzę, jak błyszczy koleina lodowa a za mną i z przeciwka auto. A jedyny wolny od lodu i wypełniony asfaltem kawałek, plasował się tak w 1/3 ulicy. Miałem stracha, że mnie kierowcy z tyłu wytrąbią za taką jazdę, czasami środkiem pasa, ale wyrozumiale mnie puszczali i po minięciu połacia lodowego, gdy mogłem już zjechać bliżej prawej krawędzi, wyprzedzali.
Tak to bylo zaskakujące. Nikt na mnie nie trąbił, mimo, że wielokrotnie tego dnia blokowałem 2 a nawet 3 pojazdy za sobą.

Wiatr rozhulał się na dobre. Przewiało z pól drobny śnieg i na ulicach robiły się zaspy. Ha zaspy i to nie małe. Droga asfaltował 100% asfaltu zero lodu a tu nagle 5m odcinek 10cm białej pierzyny. Czasem były rozjechane te "zaspki" a czasem nie. Jak były już rozjechane, to i tak nie na długo pozostawały drożne, Bo wiatr na oczach przesypywał śnieg do świeżych kolein. Nie muszę wam wspominać, jak to jest wpaść rowerem na slickach 1,5 w taka 10cm warstwę sypkiego śniegu, pod któroym jest lód?

Na jednej z opatrzonych przeze mnie dróg na południe, pojawiły się psy. Dużo psów - chyba ze 4. Cała droga pokryta była lodem, a w oddali nie widać było śladu asfaltu. Zdecydowąłem się, więc z tych dwóch powodów, aby pojechać nieco inną trasą. Miałem do pokonania jakiś 2km odcinek prostopadle do wiatru.

Te 2km zapamiętam na długo! Nie dość że droga wyglądała tragicznie "dziury powypełniane sypkim sniegiem, i do tego lód po 1,5 metra od pobocza, to jeszcze wiatr tak mnie spcychał, że co chwilę lądowałem w sypkim śniegu na poboczu. Zaspy nawiane przez drogę były czasem całkiem głębokie...

Docieram wreszcie do Rodziny. tam robię przerwę na ciepłą herbatę chwilę pogawędki i wymieniam sie towarami. Cięższy i kilka kilo mięska ruszam dalej.
Przeprawa przez pola... Miał być skrót - no sami oceńcie:





Ciekawe efekt. Nazwałem go "kakaowym śniegiem". Śnieg miejscami był jak kakao. Bardzo drobny pył z zaoranych wyżej pól mieszał się z śniegiem i tworzył przewiane poletka "kakao". Pod spodem "stacjonował", oczywiście i klasyczny snieg, ale efekt kolorystyczny obu - był bardzo malowniczy.



Przez Nowy Dwór Mazowiecki - już słuszną prędkością. Mknę do domu.

Było fajnie - kolejne 100km, kolejny trening, przed wiekszymi dystansami wiosną!

Na rowerze 61 - do Warszawy

Czwartek, 14 marca 2013 · Komentarze(0)
Na rowerowo do Warszawy. Spraw kilka maiłem do załatwienia. Powrót przy akompaniamencie 186 - tym razem nie musiałem kupować biletu. Miałem, skasowałem i jechałem. Ludu w ludzio-busie dużo. Nie miałem jednak czasu na jechanie całości do domu, bo Aga czekała i zakupy do zrobienia również.

Jutro spotkanie ze znajomymi nas czeka, więc trzeba było zaopatrzyć barek i jakieś przygotowania poczynić;)

Mało kilometrów, ale noga kręciła i coś tam do kondycji wpadło:)! HA!

Na rowerze 59 - Waypoint Race

Środa, 13 marca 2013 · Komentarze(1)
Kategoria Pojeżdżawki


Szukając inspiracji na wyjazd dopadłem Waypointgame i zaatakowałem znienacka aby dziś znaleźć się przynajmniej na 2 pozycji. Wskoczyłem na czołówkę ku swemu zaskoczeniu:)

Do Warszawy ruszyłem a z nieba rzucił się na mnie śnieg. Do Mehoffera jechałem w takiej śnieżycy, że plan mojego utajonego zmasowanego ataku, upadł nieomal zanim jeszcze się na dobre rozpoczął.

Ruina na Modlińskiej
Założyłem waypointa na ruinie na modlińskiej i pojechałem na Tarchomin po Cmentarz i Kościół. Niestety musiałem reaktywowac waypointa jednego bo ten surfa - kolokwialnie mówiąc odmalowali i "odrynnowali". W hołdzie założycielowi reaktywując WP dodałem go jako współzałożyciela. Nie wiem czy się administracja WPG nie czepnie, ale uważałem, że tak należy zrobić, bo to wszak Surf założył go najpierw a ja tylko byłem - zobaczyłem i prze-aktywowałem, dla potomnych.

O przeprawie po kostki w śniegu przez most północny nie będę wam opowiadał ze szczegółami, bo młodzież czyta. A szkoda by zepsuć ten naród do reszty. No jednym słowem, masakra. Ten odcinek rowerowy zdaje sie jeszcze sobie służby odśnieżające nie wpisały w dziennik łopat i leży i kwiczy!

Stare Młociny - urzekła mnie ta dzielnica. Nie wiedziałem o jej istnieniu i koniecznie muszę wrócić tam jak będzie normalnie a nie ślisko morko i śniegowo. Jak będzie znów tak:


a nie tak:


Dalej zaatakowałem trasę na Łomianki i tam znaną mi i wam trasa tranzytową - orwerową mknąłem do NDM przez "Czosnowy" i "Cząstki Polskie" i inne ciekawe miasteczko-dzielnice. Zabierałem po drodze co smaczniejsze kąski WP.

Niestety, ten na którym mi najbardziej zależało był niedostępny. Za murami jednostki:( Nie wiedziałem o tym, do czasu gdy tam pojechałem i spytałem jakiegoś człowieka o cerkiew.
CERKIEW warto poczytać


Tak wyglądała dawniej...


Tak - "podrasowali ją wojskowi". Szkoda, że zniszczyli i zostawili:(

Do domu przez Nowy Dwór Mazowiecki most i wlepka na moście po remoncie - usunięta. Nie miałem jakoś sił reaktywować tego waypointa i pomknołem dalej. Wiało było trochę nieprzyjemnie a potem jak odetchnąłem znów zakładam waypointa. Dawny opuszczony cmentarzyk




W sumie tego dnia złapałem 6 WP i założyłem (lub reatywowałem) 5 kolejnych.

Wracając pod górkami w Rajszewie cisnąłem nawet 21km/h czuje, że jest siła w nogach. Zaskakująco dobrze mi się pedałowało. Brakowało tylko tej elastyczności mięśni jaka jest latem. Przyjdzie i to z ciepłem wiosny!

Na rowerze 58 - Zimnym wieczorem...

Wtorek, 12 marca 2013 · Komentarze(0)
Nie powala na nogi ten wpis zdaje sobie sprawę. Jednak tradycja moja i moje przekonanie pchają mnie, aby ów poczynić - co zatem robię!


Pojechałem po Agnieszkę do pracy a potem pomknęliśmy na zakupy do Kauflandu.
Jazda nocą i w dodatku zimą, jest specyficzna. Pomijam to, że znudziło mi się jeżdżenie po śniegu sensu stricte, jednak z dwojga złego wolę ten śnieg niż jak ma być zima taka jaka już kiedyś była (wali śniegiem z nieba jak łopatami i +1).

W tym tygodniu Aga ma na druga zmianę więc, wyjazdy po nią w całości odbywają się już po zapadnięciu zmroku. Plusem tej "zmiany" jest to, że cały ruch powracających do domu z Warszawy aut przewalił się wcześniej i ulice są spokojniejsze. Ba powiedziałbym nawet, że wyludnione. Na przeciwko Poczty w nie stoję i nie czekam aż sznurek przejedzie. Na odcinku do Urzędu miasta w Jabłonnie nie przemykają obok mnie sfrustrowane palanty, chcące wrócić do domu za wszelką cenę "pierwsi". Wreszcie a co za tym idzie, chyba najważniejsze, na ścieżkach rowerowych w Legionowie nie pchają się tabunami na "strzałce" ludzie autami do prawoskrętów, gdy rowerzyści mają zielone.

Nieomal sielanka - prawda? Trzeba umieć cieszyć się z małych radości, bo i tak wiele w naszej rowerowej egzystencji jest szaro-ponure. Cieszmy sie i radujmy i wyslawiajmy niebiosa, za każdy dzień gdy nikt nie stworzył bezpośredniego zagrożenia dla naszego życia!

Na rowerze 57 - Nowa obręcz

Wtorek, 12 marca 2013 · Komentarze(0)
Przebieg poprzedniej to tylko: 19081km. Hmm policzyłem i trochę zmartwiony jestem. Używanie rowerów zimowych wydawało się rozwiązać problem zużywania kół. Liczyłem na co najmniej 25 tysięcy. Dziwne. Przyjrzeć należy się temu. Być może, owo zużycie spowodowała także wyprawa w alpy. Hamowało się tam sporo i to całkiem mocno. Muszę mieć to na uwadze...

Tak czy inaczej dzisiejsze koło sam zaplotłem. :) Dumny jestem, bo poprzednie podejście do centrowania, zakończyło się fiaskiem. Być może nauka centrowania od tylnego koła to za trudne;) Przód poszedł całkiem sprawnie. Kilka trików mi kolega w serwisie pokazał. Centrowaniem i naciąganiem koła jednak zajął się on.
Wole mieć mocne, dobrze ułożone koło niż uczyć się sam i potem na wyprawie rozpinać hamulce z powodu bicia.



Poprawiłem to i owo na blogu i... jakoś źle się czuje.

Na rowerze 56 - Śmierć obręczy:(

Poniedziałek, 11 marca 2013 · Komentarze(0)
Wieczorna wycieczka po Agnieszkę. Z przykrością stwierdzam, że przednia obręcz do wymiany. Przełożyłem ją z letniego roweru do zimówki i tu dokonała żywota. Załączył mi się ABS.

Hamowanie przednim powodowało naprzemienne ściskanie i puszczanie klocków, a to jedyny i zły znak, że obręcz już tak wytarta, że trzeba nową założyć. Faktycznie sprawdzenie palcem, potwierdza - ścianki obręczy już się pofalowały. Standardowo - dobiłem koło pompowaniem z kompresora.

Lepiej, że teraz padła niż jak miała uśmiercić się od wożenia przednich sakw na wyprawie...

Na rowerze 55 - Terenowo i kolejowo

Poniedziałek, 11 marca 2013 · Komentarze(3)
Wycieczkę zmontowałem dziś terenową. Nie przepadam za taką pogodą jaka jest za oknem, a więc postanowiłem się odstresować. Ile bowiem razy można się frustrować prędkością na asfalcie, gdy wiatr ze śniegiem w dziób wieje a wykaz na liczniku za nic nie chce iść w górę.

Padło więc na las. Jak to zimą w lesie - biało. Droga wzdłóż torów do Choszczówki dodatkowo potraktowana traktorem. Telepało mnie na tej tarace od kół ciągnika, że hej. Cóż przynajmniej się jechało! Nie potrafię sobie jednak wyobrazić jak ludzie mogą na sztywnych widelcach jeździć. Mnie zimą wytrzęsą za wsze czasy!


Założyłem dwa nowe waypointy, co by ludzie mieli wiosną co robić i sam złapałem dwa nowe znaleziska.



Do Choszczówki zawsze miałem blisko a punktacja waypointa na tej stacji skurczyła się do dwóch, zanim go zdobyłem. Co za marnowanie punktów.


Odwiedziłem również ruinki dawnego przedszkola. Niestety nic nie znalazłem;/

Powrót do domu po drugiej stronie torów. W tym kierunku jechało się znacznie lepiej. Jeden samochód przejechał trasę i 11-12km/h się turlałem. Nie trzęsło już tak bo po tej stronie traktor odpuśćił sobie sniegową wycieczkę.

W sumie pętle zakończyłem w mieście odwiedzając ubezpieczenia na Piłsudskiego. Chwilę pogadałem z Asią i posłuchałem opowieści o jej wyjeździe w góry i pojechałem do domu.

Pod koniec drogi zaczęła się śnieżyca... tia... zima daje czadu! W dalszym ciągu na bezrobociu.

Jak mówi starożytne przysłowie:
Ktoś musi się opierd... żeby inni mogli pracować!

Na rowerze 54 - Decathlon

Niedziela, 10 marca 2013 · Komentarze(2)
Kategoria Pojeżdżawki
Wyjazd do Decathlonu - gdyby nie potrzeba jazdy tam, pewnie byśmy się z Agnieszką z domu nie ruszyli! Droga do sklepu średnia, nieźle dziurawa a niedokończona ścieżka po lewej stornie trasy ekspresowej to zwieńczenie całości. Brakuje jakieś 300m ścieżki i ten odcinek to piaski i błoto wymieszane ze śniegiem.

Tak czy inaczej zdecydowanie nie chce już zimy. Niech już się ciepło robi. Było tak fajnie i co? Ech odliczam dni bo z każdym dniem coraz bliżej wiosny!


Odpoczywam i jem pomidorówkę z makaronem. Pyszna! Nie macie to nie wiecie!
mhmmmm....