Po pracę

Wtorek, 8 stycznia 2013 · Komentarze(1)
Wycieczka po Agnieszkę do pracy. Przez to, że ma bliżej nowy lokal mam do niej mniej kilometrów.

Dzień rowerowy dopiero wieczorem, wcześniej bylem na rozmowie o pracę. Ha trzymajcie kciuki aby mi się powiodło!

Zima idzie - zimno ciemno i do wiosny daleko... A koniec tygodnia zapowiada się śniegowo-deszczowo.

Niech pan jedzie inną windą - nie pojadę! Tą bedę jechał!

Poniedziałek, 7 stycznia 2013 · Komentarze(1)
Dzień z cyklu - nie mogę wstać.
No w końcu udało się i tą czynność wykonać. Później dzień już potoczył się na wariata.

Śniadanie i trochę relaksu przed kompem i wio! Na początek na miasto do Agi, zobaczyć jak się jej pracuje w nowym lokalu, po drodze orientuje się, że nie zabrałem portfela - cholera miałem jechać to Urzędu Pracy a bez dowodu osobistego nic nie załatwię. U Agnieszki dostaje jeszcze zlecenie aby jechać przywieźć coś ze starego lokalu. Jako, że UP jest dalej hen hen, robię kurs na szybko do domu po portfel i dopiero z dokumentami jadę wpierw do Starostwa a wracając mam w planie załatwić transport owego "czegoś" dla Agi.

Wieżowiec

Przypinam więc rower koło wieżowca i udaje się w jego czeluść w poszukiwaniu bezrobocia! Tablica informacyjna ma chyba 3,5 metra i całą mase instytucji wypisanych. Przelatuje pozycje jedna po drugiej i wreszcie pod III piętrem znajduje to co mnie interesuje. Kątem oka widzę windę, że się zamyka więc doskakuje do niej.


- Jeszcze ja - rzucam jakieś 0,5 metra od zamykających się drzwi i zasłaniam ręką czujnik w windzie.
- Niech pan jedzie inną winda, my mamy coś do obgadania. - wypala facet zadowolony z swojego jakże rzutkiego polecenia. Stoi w sztruksowej marynarce z lekkim zarostem i szczerzy się do paniusi obok w bucikach spódniczce i okularkach.
- Średnio mnie to interesuje co ma pan do obgadania - mówię z szerokim uśmiechem i wsiadam do windy.

Przez dwa piętra słucham o jego szwagrze "no wiesz ten co go znasz taki łysy" i że u niego to po staremu i że pili ostatnio...

Fakt ważne rzeczy do obgadania miał.

Na piętrze PUP ludzi jak mrowia... Średnia wieku 19 - 22 lata. Każdy z jakimiś teczkami. Jedni siedzą inni stoją a jeszcze inni mają ADHD.
- ty kurwa, ja stąd idę - mówi dziewczyna i kiwa się nerwowo - nie będę tu jak ta pizda stała jeszcze 3h.
- ty weź nie odpierdalaj żeśmy przyszli razem to siedź - odpowiada jej mężczyzna słusznego wzrostu w dresie Adidasa.

Na szklanych drzwiach wisi kartka, że po formularze można bez kolejki, to pukam do oszklonych drzwi i wchodzę. Za mną wybucha powstanie styczniowe - "bez kolejki się wepchał huj jeden", ale wrzawa milknie kiedy tylko zamykam drzwi - cholera są dość szczelne. Dobrze przynajmniej panie w środku mają spokój.

- dzień dobry. Można wniosek? - pytam grzecznie rozglądając się za gotowymi drukami, bo być może gdzieś są wystawione.
- Z za biurka wyłania się dłoń z żółtym drukiem, wiodę wzrokiem i docieram do miejsca gdzie ramie łączy się z tułowiem a potem tulów z głową. Mina właścicielki przegubu ramiennego mówi wszystko. Co bym jednak nie miał wątpliwości informuje mnie też fonetycznie o przysługujących mi prawach.

- Ja od razu mówię, nie zarejestrujemy dziś pana. Pan zobaczy jaka kolejka, my za pół godziny zamykamy rejestrację więc nie wiem...
- A druk przecież mogę wypełnić w domu?
- Jutro też będzie pełno ludzi.

Ostatnia informacja jest dla mnie o tyle niezrozumiała, że nie wiem do czego ma się odnosić. Czyli, że co mam się nie rejestrować? Czy, że mam nie wypełniać druku w domu?
Wychodząc z pokoju trafiam na ostrzał artyleryjski spojrzeń oczekujących ludzi.
- Ja tylko po druk - mówię w sumie sam do siebie i mijam kolebeczkę.

Tego dnia jeszcze czekał mnie kurs z koszem na śmieci na kierownicy i walka z emerytami na poczcie. W sumie ostatnia batalia rozgrywała się na podobnej płaszczyźnie.
"gdzie się pan pcha kolejka jest" - "ja tylko po druk nadania"


Wesołe życie jest staruszka!
Jego humor nie opuszcza
Jemu zawsze czasu braknie
On wciąż pragnie on wciąż łaknie
Stoi czuwa w kolejeczce
Dzień po dniu jak na wycieczce



Czołem ludziska - co by i was siła witalna nie opuszczała!

Uczmy się kochać ludzi...

Niedziela, 6 stycznia 2013 · Komentarze(2)
Kategoria Na Zaborze
Znasz kogoś, widujesz codziennie a tu nagle dzwoni telefon. Wiadomość powala, i już wiesz, że nie napijesz się z nim więcej piwa, nie pośmiejesz się nie spotkasz , że... znikł. Czy tak łatwiej nazwać śmierć? Zniknięcie? Czy to jak to nazywamy zmienia to czym dla nas jest odejście kogoś?

Znikł więc ktoś kogo znałem. Nie był mi w sumie bardzo bliski, ale zdołałem zapamiętać w gąszczu ludzi tą postać i nadal go widzę. Kolejna osoba nie dożyła nawet 60l. Ojciec, mąż, znajomy... kim dla nas są ludzie?
Powoli chyba przestaje się obawiać o swoją emeryturę - zwyczajnie jej nie dożyje. Umrę wcześniej, statystycznie pewnie po 50 tce na jakiś zawał, zator, albo wylew. Szkoda, ale co poradzić tak widać pisane nowemu pokoleniu.


Rowerem na pogrzeb, a potem dłuższą drogą do domu... ciężki wieczór ciężki tydzień, ciężko się przyzwyczaić...


On my own... po prostu

Szyldu wieszanie - mój Panie!

Sobota, 5 stycznia 2013 · Komentarze(0)
Kolejny dzień z cyklu - praca popłaca. Dziś mniej noszenia, ale nie obyło się bez wysiłku i skakania po drabinach. Ba nawet chodziłem po dachu podwieszanym i programowałem wyłącznik czasowy. Cała masa pierdoł wykończeniowych związanych z otworzeniem lokalu w poniedziałek.

Nie ważne jednak jak bardzo się zmęcze pracą, lub jak bardzo mam jej dość, jazda rowerem wieczorem przez spokojne wyludnione miasto - to coś niesamowitego. Nie trzeba szybko, po prostu jedzie się nogi kręcą a człowiek czuje taką ulgę i powiew chłodnego powietrza wieczoru, gdy wraca... Ech cudnie!


Kilka postaci i znów jeden człowiek. Każdy jego kolejny performance mnie zaskakuje. Następny występ musicalowy powala na kolana. Po co cała obsada skoro koleś śpiewa od sopranu do basu i zaczepia o tenor i na każdym poziomie czysto mu wychodzi! BAJKA!





Niecierpliwie czekam na premierę tego filmu:

Siłownia - Wyciskanie Szafą!

Piątek, 4 stycznia 2013 · Komentarze(4)
Kiedy nie masz w domu siłki
Nie masz sztangi ani piłki
Idź popracuj mój koleżko
Noś raz szafy a raz krzesło
Noś wraz z nami też regały
Noś biureczka i szpargały
Warto przenieść też półeczki
Żeby tu nie wzbudzać sprzeczki
Że ja z siłki rezygnuje
Ja zwyczajnie plecy czuje

Boli w krzyżu bolą ręce
A tu trzeba nosić więcej



Tak właśnie moi mili nosiłem ja tego dnia. Nosiłem mebelki, szafki i biureczka. Było ciężko, i czuje ręce jak po dobrej siłowni, ale nikt mi nie zarzuci, że nie wiem jak smakuje praca.



Zacząłem od 14:00 a wyszedłem z pracy o 22. Zanim się dotelepałem rowerem do domu zjadłem coś i opowiedziałem Agnieszce jak było, wybiła północ.

Czy czasem też tak macie, że nie możecie spać ze zmęczenia? Niby człowiek leży czuje , że mu odchodzi zmęczenie, ale nie może zasnąć bo skupia się na tym "jak bardzo jest zmęczony". Ja właśnie tak miałem .

Malujemy mosty dla pana starosty!

Czwartek, 3 stycznia 2013 · Komentarze(0)
Jako, że jestem nie-pracującym nie-studentem, to załapałem się przy pomocy w malownaiu dla jednej firmy. A więc rowerkiem do pracy malowanie i rowerkiem z pracy. Przynajmniej jakieś zajęcie jest... Trochę ręce mnie bolą, bo machanie wałkiem na wysięgniku przy lokalu co ma 3,30m wysokości to nie mało zabawy było!

Cóż dzień spędziłem więc w kurzu, ale czułem jak pieniądz smakuje, nie tam spoza biurka!

Swoją drogą, taka grafikę to sobie strzelę kiedyś w większym mieszkaniu:)

Wciągająca sprawa

Środa, 2 stycznia 2013 · Komentarze(1)
Wyjazd zorganizowałem sobie dopiero po południu bo cały dzień miałem takiego lenia, że nie było siły aby mnie z domu ruszyć. Kiedy już ruszyłem to od razu na zakupy. A tu Zonk!

Sklepy pozamykane mają rema... rena... inwentaryzację!

Kiedy już udało mi sie sklep z pieczywem znaleźć, to zadzwonił kurier że ma paczkę. To nawrót do Jabłonny i z wielkim pudłem na ramie starałem się nie-za-bić jadąc do domu.

Kiedy dowiozłem odkurzacz ( to było w paczce) znów nawrót i znów na miasto po Agnieszkę do pracy.

Nowy Rok - witamy nowe kilometry!

Wtorek, 1 stycznia 2013 · Komentarze(1)
Postanowiłem dodać ten wpis połączony z dwóch dni. Etap pierwszy był to dojazd na Sylwestra a drugi z niego powrót. Mam nadzieje, że nie urażę dumy żadnego noworocznego rowerzysty tym połączeniem.

Etap 1.

Rano trochę na wariata, jeżdżenie po klucze do działki. Z Agnieszką do pracy a potem na piaski. Ojca nie zastałem ale klucze udało się zorganizować. Uff sylwester jednak się odbędzie. Szybki powrót do domu i pakowanie wg wcześniej zrobionej listy.
Jak to bywa w czasie pakownaia mojego zawsze czegoś nie wezmę. Tym razem padło na spodnie dżinsowe - zostały w domu:P


Dojechaliśmy o czasie do Tłuszcza po 15 z minutami, ale towarzystwo jakie mieliśmy w pociągu chyba kierowało się kalendarzem majów. Wyglądali jakby ich nowy rok właśnie się rozpoczął. Naszego - tego prawdziwego nowego roku - raczej w świadomości nie dotrwali.


Na miejscu czekamy na Kubę i Cimana. Szybkie zakupy w markecie i ruszamy na działeczkę we czwórke. Drogi puste a więc jedziemy dwójkami gadając sobie i mędrkując. Mieliśmy niezły wiatr w plecy więc droga szła nam gładko a korby pod nogami same się kłaniały!

Na miejsce dojeżdżamy już po zmroku. Ostatni 2km odcinek to szutrówka z dodatkami lodu i błota. A ostatnie 400m to już śnieg i lód na którym - jakieś 100m od działki robię pięknego ORŁA! Nic groźnego tym razem nie obtłukłem, choć radziecki szampan poczuł się wstrząśnięty! Siniaka z poprzedniej po-wigilijnej wywrotki na kolanie hoduje z dumą w kolorze sino-fioletowym do dziś.

Na działkę się włamujemy. Dosłownie. Nie moge znaleść odpowiedniego klucza a kiedy go znajduje przypomina mi się tajny kod jak otwierać furtkę;P Zamek tyle razy był wyłamywany, że otwiera się go specyficzna kombinacją w stylu:
"pół obrotu w lewo, delikatnie w prawo a potem silnie w lewo!"
Furtkę tarasuje śnieg więc przy pomocy współtowarzyszy wypychamy bramkę w zmarznięty biały lód.
Było troszkę biało - powiedziałbym nawet bardziej niż się spodziewałem. Tak 10-12 cm było poduszki śniegowej.

Na miejscu - znaczy się w domku letniskowym chłodno. W garnku woda zamarzła a para z ust leciała lepiej niż na dworze. Izolacja styropianowa nie tylko ogrzewa ,ale i trzyma chłód jak domek nie jest długo ogrzewany.
Z pomocą przyszły farelka i olejowy grzejnik.


Zasiedli my do wieczerzy - pili jedli i gadali aż do... Nie nie zaraz, jeszcze przed północą poszliśmy obejrzeć zamarzniętą rzeczkę Liwiec. Wieczór był z pełnią a wrażenia niesamowite. Szliśmy leśną droga a na śniegu widać było nasze cienie. Tak pięknej pełni dawno nie widziałem. Blask księżyca potęgowała biała otulina dookoła i miało się wrażenie, że jest się w jakiejś zaczarowanej krainie.


Do północy gadaliśmy zawzięcie zajadając się popcornem i innymi frykasami. Nie wiele brakowało a byśmy przegapili nowy rok. Tylko wzrastająca ilość eksplozji na zewnątrz dała nam do zrozumienia, że północ już blisko.
Nie było za wiele do oglądania w lesie ale nasi sąsiedzi odpalili kilka raz a w oddali tez kilka gwiazdek się obejrzało.
Zmarzli, popatrzyli i wrócili do ciepłego domku aby kontynuować filozofowanie.


Aga śledziła rozmowę z łóżka, krótko po tym jak wróciliśmy do pokoju. Z czasem po 1 w nocy jej powieki częściej były zamknięte niż otwarte. Aż wreszcie zasnęła.
Ciman zmęczony pracą poszedł spać jako drugi niedługo później, my z Kubą gadaliśmy do 2:30 i też się wreszcie pokładliśmy

Cz 2. Nowy rok.

Wstawanie, pakowanie. Lekki ból głowy i zdjęcia grupowe. Zamykanie działki i koniec. Czas wracać do rzeczywistości. Cóż, najfajniejsze, że można zrobić to rowerem! Za dnia jedzie się lepiej po szutrówce ale błota nie pozwalają na szaleństwa. Na asfalcie, gdy wreszcie udaje się nam tam dojechać, trafiamy na boczny silny wiatr, który uprzykrza nam życie. Kuba odłącza się jako pierwszy w poszukiwaniu gminy DOBRE, Ciman odbija jako drugi a my z Agnieszką męczymy się z bocznym wiatrem i w Tłuszczu wsiadamy do pociągu.


Było ciężko. Ludzi sporo w składzie do Warszawy wraca z zabaw, na ogrzewaniu chyba też oszczędzali, więc wysiedliśmy na Pradze lekko zmarznięci.

Rok 2012 się skończył. Od nowa wyzwania, od nowa rekordy od nowa nowe...
A miałem już 13 tysięcy:( To jakby ktoś wtyczkę z projektora wyjął.
Cóż większa motywacja będzie coś nowego wykręcić HA!

Rowerowe Postanowienia Noworoczne

Poniedziałek, 31 grudnia 2012 · Komentarze(2)
Post specjalnie dla czytelniktów tego bikeloga;) Napiszcie w komentarzach jakie macie postanowienia na ten nowy 13 rok.

Ja mam kilka planów na 2013:

- chciałbym przekroczyć wreszcie 400 km w 24h - ciężko będzie bo planuje załapać jakąś pracę a czasu na treningi może być nie wiele. Marzy mi się trasa Zakopane Warszawa :)
- penetracje GPS. Wraz z Garminkiem chciałbym powęszyć po drogach w które jeszcze nie skręciłem, bojąc się że "tamtędy nigdzie nie dojadę". W tym roku to zmienię.
- dokładniejsze poznanie okolic miast przez które teraz tylko przelatywałem:
*Wyszków
*Nowy Dwór Maz
*Płońsk (tak blisko a byłem tam rowerem ze 2 razy)
- przynajmniej jeden nocnik dłuższy, taki z wyjazdem o zachodzie jazdą przez całą noc i finiszu już dnia następnego.

Cóż jak widać planów sporo, ale jak z wykonaniem - zobaczy się. Od jutra liczniki się zerują:( Ech....



Życzę wszystkim wesołego nowego roka!

Rundka końcowo roczna - złodzieje kwiatów!

Niedziela, 30 grudnia 2012 · Komentarze(3)
Kategoria Pojeżdżawki
Po leniwym poranku udałem się na rower. W planie była wycieczką z Agnieszką, ale ona postanowiła zostać w domu. Odkąd zrobiła te 8 tysięcy jakoś ma mniejszą motywację. Ja za to korzystając z samotnej jazdy - chciałem się troszkę zmęczyć.

Wyrwałem więc z Wiatrem i na za niskim ciśnieniu w tylnej oponie - pomknąłem na pętelkę. Taka energia mnie rozpierała, że szok. Było ciepło - około 4,5 stopnia, wiec jechałem w niebieskim soft-shellu. Słoneczko i piękna pogoda dodawały sił jak nigdy.

Wróciłem do domu pod niemały wiatr. Od Nieporętu dmuchało niemało i pedałowanie sprawiało trudność. Sił było także mniej, a za niskie ciśnienie w tylnej oponie nagle zaczęło doskwierać. Tak czy owak - wycieczka zacna wyszła i dość szybka.

A dziś z klatki ukradli mojego kwiatka. Ktoś zabrał ficusa takiego z 1,2m. Została tylko podstawka i rozsypane liście po korytarzu. Fakt kwiat gubił liście bo stał koło okna i nie lubi przeciągów, ale stał 2 rok już i trochę zgubi trochę odrośnie i jakoś dawał sobie radę. Nikt nawet nie spytał, czy może wziąć do domu, a na korytarzu zostawił podstawkę i pełno porozwalanych liści. Byliśmy po liściach u sąsiadki, ale mówi, że nie ona a na przeciwko niej nikt nie otwiera.

Ludzie no masakra jaki mamy naród, czy tak trudno zapukać do kilku sąsiadów spytać czyj kwiatek - zaproponować, że się go weźmie? Nie najlepiej po tajniaku w niedziele zabrać i burdel na klatce zostawić!