Pożar w piwnicy...
Poniedziałek, 12 listopada 2012
· Komentarze(4)
Kategoria Po Agnieszkę do pracy
Dla fanów mojej prozy i dla fanów mnie samego.
Byłem dziś na rowerze po raz drugi. Pojechaliśmy z Agnieszką na piaski. Oczywiście nie załatwiliśmy tego co mieliśmy załatwić, tj spisać nr tuszów do drukarki pod ich zakup, jednak pyszne kotleciki mamy były niebiańsko pyszne. Podczas sielankowej rozmowy w bloku obok był pożar. Coś kopciło się w piwnicy a dym po osiedlu szedł aż gęsta mgła się zrobiła.
Straż była ugasiła i pomgrygała na niebiesko. Przez 5 minut strażacy starali sie uruchomić oddymiacz (wielki wentylator) spalinowy, który nie chciał ruszyć "na linkę". Wreszcie ruszył i to było cool. Normalnie jakby ktoś awionetkę postawił śmigłem w kierunku klatki schodowej. Jednymi drzwiami do klatki wchodził dym a drugimi wychodził. A śmigło furczało jak mały samlocik.
Do domu wróciliśmy po 21:00. I wicie co? Ciemno było już!
Byłem dziś na rowerze po raz drugi. Pojechaliśmy z Agnieszką na piaski. Oczywiście nie załatwiliśmy tego co mieliśmy załatwić, tj spisać nr tuszów do drukarki pod ich zakup, jednak pyszne kotleciki mamy były niebiańsko pyszne. Podczas sielankowej rozmowy w bloku obok był pożar. Coś kopciło się w piwnicy a dym po osiedlu szedł aż gęsta mgła się zrobiła.
Straż była ugasiła i pomgrygała na niebiesko. Przez 5 minut strażacy starali sie uruchomić oddymiacz (wielki wentylator) spalinowy, który nie chciał ruszyć "na linkę". Wreszcie ruszył i to było cool. Normalnie jakby ktoś awionetkę postawił śmigłem w kierunku klatki schodowej. Jednymi drzwiami do klatki wchodził dym a drugimi wychodził. A śmigło furczało jak mały samlocik.
Do domu wróciliśmy po 21:00. I wicie co? Ciemno było już!



















