Pośród listowia wszelako opadłego!

Wtorek, 23 października 2012 · Komentarze(2)
Kategoria Na uczelnie
Kraj nas spowiła gęsta warstwa liście, na drzewach jeszcze troszke ich dynda, ale już nie wiele im żywota zostało jako liście. Niebawem zostaną nawozem, podłożem dla robaczków i krzaczków i rozkładając sie w glebie wspomogą trudną gospodarkę zasobową drzew, ale to dopiero wiosną. Obecnie - masowo popełniają sepuku a to na asfalcie a to pod kołami samochodów czy rowerów!

Most północny jeszcze stoi - sprawdzone! Ścieżka może być, choć przy zjeździe na zachodnią stronę skręt w lewo to zerowa widoczność i można przywalić w rowerzystę jadącego z kierunku południowego. Dodatkowo przydało by się lepsze wykończenie łączeń mostu, bo na początku i na końcu mostu są takie poprzeczne rynny.

Po oddaniu pracy promotorowi - kolejny już raz - pojechałem znaleźć górkę szczęśliwicką i obejrzeć ją sobie, bo nigdy jeszcze jej nie widziałem w realu! Po drodze na okolicznych wiaduktach błądząc znajduje taki kwiatek:



Górka odnaleziona!
Cisza tam i pustki jakby obiekt upadał, ale przyjdzie zima a zatrzęsie stokiem!

Okoliczny park, jest przepiekny! Czemu u nas zamiast wielkiego centrum handlowego nie zagospodarują takiego wielkiego parku i górki narciarskiej? Tyle że piasku trzeba i trochę drzewek nasadzić!




Takie skarby i to w STOLYCY!!!


Dziadek jak kosynier z czapką beretką i nordic walking! Gotów walczyć o miejsce w kolejce w warzywniaku:)


Ale-je;P Piękne żółte jesienne!

Kolejnym parkiem było Pole Mokotowskie - jedno pole i jedno mokotowskie;)
Jak mnie poprawia Che;)


Patyk jest? Jest - czyli Warszawa jak nic!




A macie! Napatrzcie się na liście niech wam gały wyjdą!


Tramwaj prześwietliłem, ale i tak fajne jest to zdjęcie - nie wiem czemu:) Taki HDR:D





Dalej przez miasto w kierunku trasy Łazienkowskiej




Kolejny na mojej trasie jesienny park, tym razem Park Marszałka Śmigłego Rydza kolo ulicy Bolesława prusa, tuz nieopodal Placu Trzech Krzyży.


Wycieczkę zakończyłem przez Pragę i oś Brudno (Bródno???) aby na koniec na Płudach się zgubić, i dzięki mocy tajemniczego zaginania przestrzeni znów wyjechać na ulicy Płochocińskiej!!! Więc zrażony, swoją nieporadnością w odkrywaniu bezdroży i plątaniny ulic tych dzielnic, pojechałem przez most nad PKP Płudy i na ul Prząśniczek, która już znałem i do Agi do pracy.

Wróciliśmy z Polo Marketu z 30 litrami Coli w czterech sakwach. Obecnie mamy 60 l coli w szafie;P Była promocja o 50 gr taniej to kupiliśmy. A u nas pije się tego trunku sporo na zmianę z herbatą i Heleną to i pewnie do wiosny zejdzie;)

Mgliście jesiennie - rowerowy rap:)

Poniedziałek, 22 października 2012 · Komentarze(0)
Wycieczka zwykła tak jak kropla rosy
Zwykła wycieczka przez zamglone szosy
Przez poranki wilgotne i przez liści pełne stosy
Zimny ranek nieomal jak końcówka nocy...


I wiozę na ramie liść żółty jesienny
Wiozę jednaki miarowy niezmienny
Na gapę go wiozę bo w ramę się wciska
W powietrzu wirują liściaste igrzyska
Z nieba spadają i kleją się do pyska
I znów zerwał kolejne poryw wietrzyska
Pizga znów o poranku mocniej niż zwykle
Zimno i zimniej chyba nie przywyknę
Wszędzie mgły i wilgoć gdy tylko wymknę
Się rano, co dzień to samo aż do opadów śniegu
Życie jest pełne codziennych zabiegów
Wożę więc liście dumnie i uroczyście

Z ulic zniknęły już dziuńki i dresy
Radość i chwała, bo miałem ich przesyt
Nie znośni nie winni podobni do innych
Był to dla mnie wszak problem nie mały

Więc zostałem ja, codzienny i trwały
Jak posag z żelaza ze spiżu czy skały
Codziennie od rana czy chłód czy upały...
Nie jeżdżę ospały ja mam w sobie siłę
Latem czy wiosną jesienią czy w zimę
Na rower znów wsiadam korbami przekręcam
Ludzi motywuje, przerażam zachęcam

Żal mi okropnie tych co stoją na przystanku
Na busa czekając w mrozie o poranku
W cywilnym ubranku w palteczkach i butkach
W ich oczach pokora nadzieja, choć krótka
Tuż obok jest kiosk i jest z fajkami budka
Nic ich nie grzeje więc tupie ta grupka

Ja ja sobie jadę i jestem przykładem
Sam się ogrzewam swoim jednośladem.
Nie zrażony zakazem, wydanym przez lud
Siły i ciepła mam tu przecież w bród
I dupie mam chłód co ziębi czekaczy
Gdy stoją na busa czekając co pracy.
Nie będę tłumaczył bo to nic nie znaczy
Jesienią rowerem, do szkoły do pracy.
I tak jak rodacy lecz troszkę całkiem inny
Rower jesienią jest szybki i zwinny
Ja jestem niewinny, że wy tam marzniecie
Nikt wam rowerów nie schował po lecie
Nikt nie zabiera nie usuwa przecież
Chcecie marznijcie ja dalej już lecę.

Jak dogrzać się zimą, gdy śniegi przymrozki
Rower bez troski espedy i noski
Codziennie do wioski stołecznej w siodełku
I w ulicznym zgiełku cieplej niż pudełku.
Temperaturę mi ponoszą ci co znów szosą
Wiozą swą dupę ciepłą i bosą.
Odziani w garniaki, udają cwaniaki
Mają silniki, klimy i haki.
Żwawe wycieraczki Ogrzewane siedzenia,
światła przeciwmgielne i klakson do trąbienia
lecz to nic nie zmienia z trudnego położenia
stoją w sznureczku czekając do ruszenia
Gdy światło się zmienia oni nadal stoją
Czekają z pokorą i zimna się nie boją
Kasę wydają na benznynę swoją
Płacą żądają wygód niech stoją!
Rowerem jest szybciej, zdrowiej i fajniej
Czasem jest ślisko, lecz raczej zwyczajnie
Całkiem normalnie jeździ się zimą,
Nawet pomimo tych rannych przymrozków,
śniegów, opadów, soli i czerwonych nosków.

Bo w narodzie się buduje...

Sobota, 20 października 2012 · Komentarze(1)
Kategoria Na Zaborze
Wycieczka jesienno-złocista w otwarte ramiona północnego Mazowsza. Gdy wyjechaliśmy rano po 9:30 - było piękne słońce i wiatr w plecy. Obraliśmy kierunek na Legionowo po szybkie zakupy w mięsnym a potem zdecydowaliśmy się jechać jednak przez Nowy Dwór.

Oryginalnie nagięliśmy więc trasę, do Chotomowa i dalej przez las wyskoczyliśmy na trasę do Nowego Dworu cwaniacko tym samym omijając górki.
Trasa asfaltem to był tranzyt. Załadowani sakwami z Agnieszką daliśmy ponieść się fantazji i pognaliśmy prawie 28km/h aż do samego miasta.

Za Nowym Dworem szuterkami przeskoczyliśmy do Bronisławki i stamtąd do Pomiechówka aby w przepięknych okolicznościach leśnej przyrody dotrzeć do celu.

W ciągu dnia pomagałem przy wylewce i więcej pracowałem na taczce i łopatą mieszając zaprawę niż delektowałem się słoneczna pogodą, jednak dzień aktywnie spędzony nie poszedł na marne. Agnieszki mama zrobiła pyszne pierogi z mięsem.

Powrót do domu wypadł nam już po ciemku. A w zasadzie po nocy. Na początku jechało się ciężko. Sakwy jakoś w drugą stronę "nie chciały" być puste. Nocny prawie 40 km rower w zimną mglistą noc, przez tereny sporo oddalone od wielkich metropolii to było coś niesamowitego. Na dębę dodatkow jakaąs awaria i na zaporze paliły się chyba tylko 3 latarnie. Zjazd od rondka na szczycie skarpy w dół było jak nurkowanie w kompletną ciemność. Wrażenie naprawdę piękne i z dreszczykiem emocji.

Oświetlenie rowerowe oczywiście było, jednak jeśli ktoś z was pędził w dół na rowerze 35km/h na lekkim łuku z górki po ciemku, ten wie co mam na myśli.

Dystans zacny a i wyjazd udany!

Zgubiłem Agnieszkę;P

Piątek, 19 października 2012 · Komentarze(0)
Pojechałem po nią do pracy ale utknąłem na przejeździe kolejowym na ul Kwiatowej. Często się tak zdarza ale tym razem wyjątkowo długo przejazd ów był zamknięty.

Ja do Agi do pracy a jej nie ma pojechała inna droga myśląc, że ja tamtędy pojadę i tak ja tu a ona tam. I się minęliśmy:D

Zguba sie w domu odnalazła troszkę zła, że mnie nie bylo a miałem być i gdzie to sie ja podziewałem. (imć rozładowany telefon został w domu).

Wieczorne kręcenie po okolicy.

Czwartek, 18 października 2012 · Komentarze(2)
Do pracy do Agi, a potem do rodziców na obiadokolację i rundka przez Chotomów do Jabłonny.

Nocny rower zacny, choć noc "upalna" 12-13 stopni. uważajcie na psy na trasie Legionowo - Chotomów przy torach. Dziś o mało co nie zaliczyłem przez nie gleby. Następnym razem wezmę kija i przywalę im jak się będą sadzić pod koła dranie!

Po mieście o poranku - po "obwoludkę" do telefonu

Czwartek, 18 października 2012 · Komentarze(0)
Kiedy ranne wstają zorze na bazarek rolnik rusza
gdy zaś zorze już się palą rolnik chwali i wymusza
abyś kupił właśnie jego jabłka pyry i warzywka
Chcesz przecisnąć się przez bazar i ktoś wciska ci łożyska
Do kupienia na ryneczku lampki paski i pierdółki
Możesz kupić bateryjki albo guzik i sznurówki
Na bazarze życie tętni, na bazarze świat wiruje
Nie chce żadnych cud lampeczek bo tu kasy nie zmarnuje
Lecz nie łatwo się wywinąć, gdy cie lud otacza srogi
Prę rowerem pośród ludzi i przepycham depcząc nogi.


Na bazarku kupiłem "obwoludkę" do telefonu. Czarną skórzaną;]

Na uczelnie - z przygodami

Środa, 17 października 2012 · Komentarze(0)
Zaległe wpisy uzupełniam.

Udałem się rowerem do SKM. Przygodowa była to jazda, bo dziewczynę "zdjęło" z krzesła 2 x i czekaliśmy na Gdańskim na pogotowie.
"jadła pani śniadanie?"
"nie zawsze w pracy jem o 12..."

Nie wiem czy te lalunie to na oparach bakterii z jogurtów jadą? Wystrojona wymalowana ale nie daj Panie Boże żeby kanapkę rano zjeść bo utyje!

Odebrałem pracę od swojego promotora. Pojechałem odwieźć świder do magazynu i odwiedziłem "wodza". No i lipa. Pokreślił mi pracę więcej niż ostatnio. Wcześniej sporo mniej uwag miał niż teraz. Nagle więcej czasu poświęcił na czytanie pracy i wyraźnie do większej ilości rzeczy. Grrr

No samo to, ze mi poprawia nie wkurza mnie, ale jak mu 3 tyg temu oddawałem i odbierałem to się totalnie nie przyłożył. I teraz "nagle" coś zauważył...

Byłem tak zniesmaczony i podirytowany, że wróciłem rowerem do domu. Było gorąco a ja przejechałem się po wszelakich ścieżkach jakie były na trasie. Od samego Banaha jechałem ciągami rowerowymi. Nie było źle powiem wam, choć do dynamicznej, tej jazdy zaliczyć nie mogę.


Niewiele godzin później odebrałem Agnieszkę z pracy i wszystko co przejechałem było zacne i dobre!

Polityka rowerowa - jest nie ma, a jak tak to jaka?

Wtorek, 16 października 2012 · Komentarze(11)
Czy zastanawialiście się kiedyś nad polityką rowerową? Czy próbowaliście uszeregować swoje rowerowe poglądy? Ja dziś, podczas czytania jednego z wątków na forum o podróżach rowerowych rozmyślałem nad tym tematem.

Tylko jak rozgraniczyć poglądy, i czym one właściwie są? Warto by było jakoś je uszeregować aby te poglądy mogły się przełożyć na nasze "przekonania" rowero-po-lityczne.
Podzielmy przekonania na trzy grupy:
Lewica - Centrum - Prawica
Lewica - nich więc beda to ludzie z rowerem stykający się od przypadku do przypadku traktujący go jako sporadyczna rozrywkę weekendową tylko w ciepłe wakacyjne dni, gdy już nie ma nic ciekawszego do roboty.

Prawica - Rowerzyści z krwi i kości, z pianą na ustach, rozjeżdżający pieszych na chodnikach, walczący o ścieżki i tworzący masy krytyczne.


ścieżki rowerowe NIE PO CO TAK
masa krytyczna NIE PO co TAK
rowerem do pracy NIE PO CO TAK
rower rekreacyjnie i tylko w wakacje jak ciepło - Lewica
rower codziennie w śnieg i w deszcz o każdej porze dnia i nocy - prawica
rower i maratony, treningi, pulsometry - prawica (typ wymiatacze)

Co jeśli jednak moje poglądy nie mieszczą się w tych ramach? Co jeśli traktuje rower jak cały świat, codziennie i do pracy, ale nie trenuje nie ścigam się i nie ustalam całego życia pod treningi i wyścigi? Czy jestem bardziej na prawo czy na lewo czy centrum? A jeśli na centrum to jak bardzo skręcam w prawo i czy to mnie nie przechyla w kierunku skrajnej prawicy?



Dziś na forum wynikła dyskusja o kobietach na rowerach i paniach na obcasikach i spódnicach na rowerach holenderskich. I jak ten temat wpływa na moje poglądy rowerowe? Czy to, że dziuń z koszyczkiem nie trawie, i nie mogę na nie patrzeć sprawia, że jestem jakimś złym rowerzystą, co to odrzuca kobieca emancypację na siodełku i odmawia im wolności?
No jak się głębiej zastanowić, to chyba odrzuca;P Z tym, że mnie odrzuca jak na takie wymazane lalunie patrzę. Może to również związane z moim podejsciem do rowerów holenderskich, które w moim przekonaniu zwyczajnie są brzydkie i co by na nich nie posadzić jest be, choćby i Włoszczowska siedziała na nim!

Lubie sport, rower to sport, a więc na rowerze na sportowo. To chyba takie streszczenie tego dylematu.
Co do dzinsów i obcasów. Widziałem nie jedną zacną rowerzystkę na siodełku na rowerku MTB z obcasem w fajnej marynareczce i była cud miód - nie taka jak moja Agnieszka, aaaaaale o sam fakt percepcji chodzi.

Sam staram się mieć otwarty umysł, naprawdę. Uwierzcie mi, że próbuje je jakoś zrozumieć, pomóc im wewnętrznie, ale to chyba naprawdę kwestia zwykłego najprostszego gustu. Jednym podobają się wysokie innym niskie, jeszcze innym cycate a innym mniej.

Być może z kobietami na rowerze, czy ogólnie z postrzeganiem innych rowerzystów jest podobnie? Może ja po prostu lubie sportową wersję ich. Lubię ludzi na rowerze ubranych na rowerowo, z dystansem bez przesadnej pruderii i nonszalancji? Może to w tym sęk? Może ja lubię estetykę rowerów MTB, szos a nie lubię i nie podobają mi się rowery holenderskie i wymalowane panny na nich?


Ciężko to rozgryźć mówię wam...

Zaległy wpis

Poniedziałek, 15 października 2012 · Komentarze(0)
Wycieczek kilka po części do reinkarnacji Tokaido.
Koło znalezione na Piaskach, oraz łańcuch. Przerzutkę przednią za grosze dostałem używkę w rowerowym.

Brakuje mi tylko manetki 3 biegowej przedniej pancerza i linki.
Rower obecnie ma założony łańcuch i przednie biegi zmieniam pietą (tylko w dół) zaś tylne mam 2 regulowane baryłką od przerzucajki.

Rower nie wiem czemu hałasuje strasznie jak jadę. Coś wali jak kręcę pedałami. To nie suport raczej tylko pewnie znów genialne koło "tylne". To w odróżnieniu od poprzednika przynajmniej się kręci:P Ma niestety trochę luzów na ośce, ale nie tykam aż sie rozpadnie!

A więc tokaido będzie miał 6 biegów tej zimy!