Księgowy | strona 299 | Księgowy

Po Agnieszkę do pracy || 10.47km

Czwartek, 16 sierpnia 2012 · Komcie(0)
Nadrabiam wpis w wczoraj. Tzn data będzie się zgadzać...:D No i się zamotałem.

Z ciekawszych rzeczy dnia dzisiejszego:

Pani Pijaczka, które atakuje ludzi koło Kauflandu w Jabłonnej, wyraźnie miała dość. Stała kiwając sie po środku wyjścia ze sklepu i nie za bardzo wiedziała, czy ma się przewrócić czy nie. Dwa razy bełkotała coś do ludzi z wózkami, ale odmówili jej usług. Ciekawe jakim cudem odstawiła by wózek, skoro ledwo sama stała. Dobrze, że Czesio - Kauflanowy Wózkowy pilnował porządku!


Wtajemniczeni Legionowianie i Jabłonianie wiedzą kim jest Czesio, koło tamtego sklepu!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Północne Mazowsze || 82.78km

Środa, 15 sierpnia 2012 · Komcie(0)
Kategoria Na Zaborze
Wyjazd na północne Mazowsze do Agnieszki Mamy. Odwiedziny zwieńczone przepysznymi gołąbkami i smakowitym deserem w postaci szarlotki! MNAM!

W jedną stronę pod wiatr a powrót z dmuchawą w plecy! Średnio od Nowego Dworu 25km/h nie schodziło z licznika. Nawet na trasie od Nowego... zaświeciło słońce.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Na uczelnie i odwiedzić Cimana || 72.00km

Poniedziałek, 13 sierpnia 2012 · Komcie(2)
Skromna wycieczka i na zakupki - jakby to napisał roweras. Moja wycieczka nie byla skromna, choć w drugiej części były zakupki :D
Najpierw kierunek a Ochotę na uczlenie kilka spraw załatwić - nie załatwiłem prawie nic bo sezon urlopowy w pełni, toteż zasmucony pojechałem odwiedzić CIMANA i pogadać. Były zdjęcia z Norwegii ustna relacja, ale jako że dawno żeśmy nie ubrudzili się wspólnie smarem, było również mechanikowanie.

Dzięki temu że Ciman miał pompke do amortyzatora, mogłem wreszcie zajrzeć wgłąb epicona i skontrolować jak żyje.

Jak na przebieg poadn 5 tysięcy "kaem" (znów cytat od rowerasa) ma się nieźle. Golenie w dobrym stanie, brudu nie zastałem wewnątrz, jednym słowem, amortyzatorowa sielanka.

Zastrzeżenia miałem co do tłumika, który działał dość "dziwnie". W końcowej fazie nawet nie działała blokada. To muszę zweryfikować na serwisie bardziej profesjonalnym. Jako, że w środku czysto spokojny jestem iż żaden piach drobnoziarnisty, nie rysuje anod. Serwis całkowity uginak przejdzie późną jesienią, przed zimą.
Blokada się naprawiła sama podczas jazdy więc jest ok;D

Powrót do domu od Cimana, to mordęga. Wiało w twarz i to nieźle, do tego czasem padało i było trochę za zimno... Jesień idzie;/ SZOK!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Monsun letni || 10.47km

Sobota, 11 sierpnia 2012 · Komcie(4)
Pewnie wielu z was jadąc na rower patrzy w niebo, no ja dzisiaj chyba zapomniałem o tym drobnym szczególe. Kiedy zbierałem się po Agnieszkę jeszcze w sumie było dookoła w miarę widno i może nie pogodnie, ale nie zanosiło się na deszcz.

Pierwsze 700m jechałem w kierunku, gdzie niebo było "sensowne" to znaczy, w miarę zdecydowane aby NIE padać. Kiedy skręciłem w lewo (tak ma wam to nie wiele mówić) po mojej lewej był las więc nie widziałem nieba...

Pod lasem, gdy zamierzałem w niego wjechać, zobaczyłem jak biegnie facet i dwójka dzieci. Zdziwiony, pomyślałem, że może się ganiają czy coś takiego. Odpowiedź nadeszła z nieba nagle!

Lunęło i to tak rzęsiście, że widoczność spadła do kilkuset metrów. Jechałem przez las i miałem nadzieje, że przestanie, nawet chwilę przystawałem aby przyspieszyć "przechodzenie" chmury, niestety przez cale 5kilometrów lało! Lało rzęsiście intensywnie a nawet mocno!

Oczywiście gdy wracałem z Agnieszką już nie padało!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Lekarz + Bazarek || 13.00km

Piątek, 10 sierpnia 2012 · Komcie(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Do lekarza a potem na zakupy warzywne.

Wiecie co? Na bazar jechać tylko kiedy nie ma bazaru. Bo on jest i tak! tylko mniejszy i mniej ludzi a kupić można to samo tylko w mniejszych nerwach i stresie, że cię ktoś popchnie, szturchnie czy fukać będzie.

Do domu z dwoma sakwami załadowanymi, noga prawie nie boli ale nie szaleje, nie ma co się przeceniać.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Bieszczady dzień 7 || 92.00km

Wtorek, 7 sierpnia 2012 · Komcie(3)
Kategoria Wyprawa
Od rana gdy tylko ruszamy z noclegu daje się odczuć wielki wiatr. Nie był to silny, czy porywisty wiatr, to był zajebiście silny i zajebiście porywisty. Na niebie białe obłoczki a boczny podmuch dosłownie wypycha nas z drogi. Nie jechałem już dawno, o ile wogle miałem okazje dotąd jechać, w takich warunkach. Jak na jakiejś Islandii! Dmucha tak, że jedziemy pochyleni w lewo. Gdy mija nas tir z przeciwka łapiemy pobocze. Droga na Hrubieszów jest naprawdę trudna technicznie!

W Hrubieszowie odnawia się kontuzja Ahillesa z dnia poprzedniego. Silny wiatr powoduje, że aby 15km/h jechać trzeba nieźle cisnąć. Od tej pory droga zmienia kierunek i jedziemy w lewo skos, czyli wiatr mamy już nie z boku a w lewe ramię od przodu. Nie wiele pamiętam z tego odcinka, jechalm jakos tak wpatrzony w kolo Agi albo w białe pasy. Trochę ja prowadzę, trochę ona. Do Chełma wjeżdżam ostatkiem sił… noga boli? Nie ona napierd… Na obiad ide jak kaczka albo kulawa gęś. Decyzja zapada… dalsza jazda jest wykluczona, szkoda zdrowia.

19:14 odjeżdzamy do Warszawy osobowym z Chełma…

Galeria:


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Bieszczady dzień 6 || 171.14km

Poniedziałek, 6 sierpnia 2012 · Komcie(0)
Kategoria Wyprawa
To jak spałem tej nocy mógłbym pominąć, ale nie pominę. Spałem tragicznie. Nie wiedzieć czemu mimo zmęczenia, nie mogłem usnąć. Ciągle wydawało mi się, że ktoś idzie, później gdy już trochę psychika się uspokoiła i włączyłem MP3 jakoś nie mogłem usnąć. Ani miejsca sobie znaleźć ani spać, no szlak mnie trafiał, bo żaden bok do spania nie był odpowiedni a oczy jak na złość się nie zamykały. Wreszcie zadzwonił budzik i wybiła 5:55 można było wreszcie rozpocząć normalnie dzień.

Po poprzednich dwóch dniach, jechało się nawet nieźle, choć od rana odczuwałem lekko zmęczenie jednego z Ahillesów. Im słońce było wyżej tym na dworze robiło się bardziej gorąco! Zaczęliśmy dzień od miejscowości Skopów, gdzie jemy śniadanie. Podjazdy w mojej wsi, wydają się być karkołomne, jakoś nie mogę się rozkręcić a na jednym z nich osiągam furię i katuje się niemiłosiernie wbrew swoim siłom jadąc prawie 15km/h. To jak się później okaże będzie skutkować głębszymi konsekwencjami.

Kilometry wpadają nie wiedzieć kiedy an zasługa jest sprzyjający po raz pierwszy od wielu dni wiatr w plecy. Zdobywamy Jarosław i dalej przesuwamy się ku górze. Wiatr w plecy to zarówno pomoc jak i udręka. Zdziwi to pewnie nie jedna osobę, jednak jak z nieba jest żar a wieje ci w plecy czujesz się, jadąc jakby nie było żadnego wiatru.

Efekt jest taki, że prędkość jest 23km/h ale upał odczuwa się w dwójnasób. Robimy regularne postoje, ale nie ma jak i gdzie się ukryć przed słońcem. Trasa na Bełżec, to dość malowniczy odcinek z lekka dawka tirów. Jedzie się w miarę przyzwoicie, jak na te rejony a ruch jest do wytrzymania.

Bełżec 70km, Bełżec 50km… Bełżec… Powoli daję się we znaki nuda długiego odcinka. Bełżec 8km… BEŁŻEC!
Szybkie zakupy i w Prawo na Hrebenne a w Lubyczy Królewskiej ku Północy!
Jestem na końcu świata! Wokół tylko pola, słaby asfalt i takie poczucie, jakby za chwile miała wyrosnąć spod ziemi tabliczka „koniec Polski”. Wsie dawno nie widziały rozwoju cywilizacyjnego, ludzie jacyś tacy wydają się stłamszeni a jednocześnie gdzie nie spojrzeć czuć i widać biedę. Mijamy szeregową zabudowę a przy niej siedzące dzieci na jakichś zdezelowanych rowerkach, w rowie jakichś dwóch ludków rozprawia o byle czym. Niby obraz typowej polskiej wsi, ale….

Jedziemy i jedziemy a słońce pali bez końca, bez końca pali słonce i słońcu nie ma dziś końca.
Do Łaszczowa docieramy gdy wielka żarówka już przygasa, jedzie się lepiej, ale daje się odczuć dystans. Noga boli gdy staje na pedały, jadę więc zachowawczo jedna tylko pedałując a drugą, tylko przesuwam pedał. Koślawo to idzie a prędkość już nie powala, jednak inaczej jedzie się naprawdę boleśnie. ,

Tyszowce – ostatnie 10km do tego miasta to po prostu katorga, nie mogę już jechać a chód sprawia mi ból, za Tyszowcami udaje nam się znaleźć nocleg w zajeździe. 171km zaliczone, Agnieszka ustanawia rekord z sakwami, ja natomiast czuje, że kontuzja jest dość spora.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Bieszczady dzień 5 || 138.51km

Niedziela, 5 sierpnia 2012 · Komcie(1)
Kategoria Wyprawa
Pakowanie i Szykowanie i czas opuścić Bieszczady. Przez Kalnice i przez szutry przecinamy bieszczadzką obwodnicę mega skrótem. Zyskujemy dzięki temu prawie 60km zapasu. Droga z sakwami po szutrach jest jednak karkolomna, trasa podobna do tej z poprzedniego dnia a do tego mega upał i luźne kamienie pod kołami. Trasa jest to techniczna droga nadleśnictwa i dodatkowo oznaczona jako szlak rowerowy.

Nie wiesz jak zrobić drogę rowerową? Nic prostszego postaw znak, że to właśnie jest szlak rowerowy! I starczy! Infrastruktury brak, pod kołami kamienie szuter kurzy się. Jest… PIĘKNIE. Ten odcinek naprawdę mi się podobał. Był cholernie trudny, bo dla traktora taka droga po 11% w białym pyle to nic, jednak rowerem to było całkiem spore wyzwanie. Naprawdę było fajnie. Tym większa satysfakcja, że na odcinku szutrowym mijamy grupkę rowerzystów a`la lokal`s dress którzy bez koszulek a niektórzy nawet i w koszulkach, łapią mega napinke aby nas doścignąć. Ku ich totalnemu zaskoczeniu po tym jak ich mijamy na biegach oscylujących w 1x3, nie udaje im się nas wyprzedzić, mimo iż nie maja bagażu a my mamy cały komplet! Na którymś z podjazdów zostają gdzieś w tyle aby potem chyba sobie całkiem odpuścić pogoń za nami.





Wyjeżdżamy z Bieszczad w Kierunku Soliny i tam jemy obiad. Zapora widziana w dzień bez deszczu wydaje się jeszcze potężniejsza. Gdy byłem tu z Cimanem chyba ponad rok temu, lalo się z nieba a całość spowijała Mgła. Teraz nadrabiam stratę. Następnie przez Myczkowce, kierujemy się na Uherce Mineralne. Jedzie się ciężko, ale tego dnia osiągamy rowerami ponad 98 kilometrów. Niestety nie udaje nam się znaleźć noclegu, ludzie mimo, że mają piękne domy, dobrze wykoszone trawniki odsyłają nas ciągle do kogoś innego i w końcu gdy zapada zmrok decydujemy się nocować na dziko na jakiejś zarośniętej drodze koło pola w odległości 300m od drogi.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew