Do pracy dzień 40! - No to mamy okrągłą roczniczkę!

Czwartek, 28 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Dziś rano Aga jechała do swoich rodziców aby załatwiać własne sprawy, wykorzystałem więc to, że musiałem wstać o 6 i postanowiłem i ja pojechać tylko w nieco innym kierunku.
Po ubogim śniadanku opuszczamy oboje mieszkanie przed godziną 7:00. Trasę do Nowego Dworu pokonuje już samotnie, bo Agnieszka pojechała na pociąg. Nudy na pudy, ale mały wiatr i przepiękne słońce o poranku sprawiło, że jechało mi się naprawdę znośnie. Wyłączyłem się całkiem i złapałem taki relaks, że nie wiedzieć kiedy pojawiły się pierwsze zabudowania i światła w Nowym Dworze.

Przez podmiejskie osiedla Czosnowa i Dziekanowa Leśnego wracam do Warszawy i ku memu zaskoczeniu jestem przed czasem. Krążę więc jeszcze po okolicy delektując się słońcem i delikatnym ciepłem (nie upałem) poranka.

W pracy jestem o czasie... pustki i spokój powodują, że mogę się zrelaksować nieco i ochłonąć po wycieczce, choć nie czuje się zmęczony. Jechało się znośnie. Do Weekendowego wyjazdu coraz bliżej a ta wycieczka przed pracą dodała kolejna znaczną cegiełkę do celu jakim jest 1000km w tym miesiącu!

Na koniec wesoły żarcik:)

Do pracy dzień 38! - Czas płynie jak rzeka....

Wtorek, 26 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Do pracy pojechałem dziś pociągiem, oczywiście rower tez brał udział w tym wydarzeniu. Rano padało delikatnym wciskającym sie wszędzie deszczykiem. Było byle jak.

W pracy zauważalne przesilenie końcowo miesięczne, cała masa tych emerytów chyba wydała już swoje renty i zasiłki na ziemniaki i marchewkę bo jest ich znacząco mniej. Z ciekawszych rzeczy jakie dziś zasłyszałem od klientów:

"Chyba cię poje*ało, jakie 10zł... jaka prowizja...?"
"Mój dziadek był impotentem, pradziadek był impotentem, a pan Skąd się wziął? A ja z Rzeszowa"


Ostatnie dni miesiąca a ja w czarnej dupie z kilometrami. Obliczam sobie, że aby wypracować 1000km w tym miesiącu będę musiał troszkę popedałować:) I to średnio 69,28 km dziennie;P Ciężka sprawa:) No cóż... zobaczymy~!

Amelinium - Jak szybciej jedzie to lepiej rozpierdala!

Poniedziałek, 25 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Na uczelnie
Dzisiaj mimo zaplanowanego egzaminu na uczelni, postanowiłem wybrać się na nieco dłuższe kręcenie. Umówiony byłem na 17 z profesorem na ochocie więc czemu by nie przeciągnąć się trochę asfaltując?

Na trasie do Leszna


No z tym przeciągnięciem to była najprawdziwsza prawda, a pomógł mi w tym kolega. Na imię bylo mu Mieczysław... a tak serio to nie nazywał się Mieczysław tylko WIATR, choć uważam, że Mieczysław byloby równie dobrym imieniem dla wiatru. Walił albowiem, Mietek w ryj jak rasowy bokser! Robiłem uniki aż do samego Nowego dworu Mazowieckiego.

Dalej przez Kazuń, pomknąłem na Julinek. Wiatr już nie przeszkadzał, choć w sumie nie jechało się lekko. Dwie sakwy w jakie byłem zaopatrzony jednak stawiały opór. Wziąłem je z premedytacją, bo lubię mieć po obu stronach równe obciążenie.



Trasa od Leszna do Warszawy to już czysty majstersztyk! Jak mówi filozof z YT:
Jak szybciej jedzie to lepiej rozpierdala.
Ja mimo opon 2,1` i dwóch sakw osiągałem na tym odcinku prędkości rzędu 26-30km/h


Summa summarum, Egzamin zaliczyłem do domu wróciłem a na moście północnym mknąłem 45km/h, to jest namiastka tego czego mi brakowało!

Po parasolkę do Agi pracy

Niedziela, 24 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Aby w kraju było fajnie
i by fajnie się jeździło
trzeba kręcić oficjalnie
Jakby się co wydarzyło


Pojechałem rowerem po parasolkę, dla Agi, bo został w pracy a nadają znów załamanie pogody. Co to się działo. Jak się for-fiter wyrywał! Rany koguta! Jak on szedł przez ten las. Jak chciałem minąć grupę 3 rowerów to aż się zakurzyło! Przeleciałem przez runo leśne tylko trzeszczały patyki. Nie sądziłem, że można tak gnać po lesie! 27/28km/h nie schodziło z licznika a przez piaskownice, to tylko czułem jak mi miota ziarenkami piasku po łydkach.

Było zacnie! Niewiele kilometrów, ale przez las leciałem jak strzała...

Na obiad do rodziców.

Niedziela, 24 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Rowerkiem na obiad do rodziców i wręczyć ojcu prezent z okazji dnia taty. Życzenia dostał wczoraj telefonicznie a dziś dostał prezent;)

Jestem mile połechtany przyjemnością z jazdy na Francy. Forfitter prowadzi się dobrze a Epicon subtelnie wybiera nierówności. Obecne temperatury są chyba dla nich obojga optymalne!

Pacz jaki ku-wa szagier!!!!

Sobota, 23 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Na Zaborze
Nastał wreszcie dzień, kiedy wyprowadziłem forfittera na nieco dłuższy spacer. Nie był to bynajmniej byle jaki spacer. Miał on tego dnia bojowe zadanie odebrać swojego poprzednika. Accent leżał okulały w serwisie i trzeba było go odstawić do domku. Czeka na lepsze czasy na jesieni, kiedy to przeistoczy się w zimówkę.

Po odebraniu ramy, załadowany sakwami pojechałem z Agnieszką na Zaborze. Wycieczka po za sprawami rodzinnymi miała też inny cel.

Malowanie bagażnika z dala od osiedla, gdzie popsikanie trawy sprejem to przestępstwo karalne. Tam w otoczeniu pól i dziobiacych kurek mogłem sprejować do woli i nadawać nowy szyk kolorystyczny swojemu podrapanemu bagażnikowi i nie pasującej kolorystycznie Nóżce.
Oba wspomniane wcześniej elementy zyskały kolor matowej czerni, wpisując się w schemat kolorystyczny francy!

Podczas przygotowywania bagażnika do malowania, zwróciłem uwagę na miejsce gdzie oryginalny lakier dziwnie się "napuchł". Gdy usunalem złuszczajacy się fragment, papierem ściernym, okazało się co było przyczyna puchnięcia:


Zdiagnozowano, u pacjenta przerwanie ciągłości powłok aluminiowych na odcinku wspornikowym D4. Miejsce zinwentaryzowano, oznaczono zamalowano i... w stanie ogólnym dobrym wypisano ze szpitala z zaleceniem, przykładania większej uwagi do załadunku niesymetrycznego sakw.

Francuz bez bagażnika - zobacz jaki kurwa szwagier!!!
Nie mam kasy na razie na nowy bagażnik, a kolosalnie niewielka nieciągłość i banalnie małe przebiegi do i z pracy, nie predestynują do zakupienia nowego bagażnika. Stwierdziłem, że najpierw nabędę błotniki a w kolejności drugorzędnej, bagażnik... Choć jak sądzę, ten ostatni kupie dopiero u progu kolejnej większej sakwiarskiej wyprawy!



Wracaliśmy do domu około 18:30 trasą przez Kosewko i Bronisławkę.
Całość przyniosła przyjemne efekty zmęczenia i satysfakcji z posiadania naprawdę fajnej forfittowej francy! Rower prowadzi się zacnie, koła przyjemnie szumią na asfalcie a dość dobrze rozmieszczony bieżnik sprawia, że mimo dość pokaźnych rozmiarów, opony nie sprawiają problemów w jeździe.

Do pracy dzień 37! - Zobacz Jaka Franca!

Piątek, 22 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Do pracy na rowerze, nie byle jakim, bo na super francy!

Było zacnie i szkoda mi, że tak mało! Dojazd do pracy był tylko namiastką tego co chciałbym przejechać. Podbudowuje mnie to jednak cholernie, że i do pracy jeździć rowerem mogę, bo powiem wam szczerze, że regularnie dość udają mi się te dojazdy. Niby to tylko 17-18km rano i tyleż samo do domu, jednak dobre i to;)

Brakuje mi jak narkotyku, długiej trasy, nocnej jazdy, świtu na siodełku i zajechania się w trupa... :( strasznie brakuje mi jakiegoś mocniejszego dystansu, który by mnie przycisnął do gleby i powiedział: "teraz mnie poczułeś? No to nie fikaj".

Czuje się jak na jakims odwyku i gdy patrze dookoła na wasze 100tki i 200 to jakbym wahał upragniony narkotyk, którego nie mogę mieć:( I mnie w środku aż skręca a za nic nie chce mi przejść nic z tego cyklotycznego głodu.

I to tak we mnie narasta i narasta...:( ech czuje się nieszczęśliwy wewnętrznie...A z drugiej strony wiem, że praca to dobry cel w życiu i, że trzeba odkładać kasę na mega wyprawę. Taki tyci maluśki wyjazd aby mnie sponiewierało... :( ech


Podsumowania.

Dni rowerem do pracy: 37
Średnio na wyjazd: 38,18km
Łącznie do pracy: 1448km
W czerwcu jak dotąd: 290.68
Maj: 571km
Kwiecień: 586km

Brakuje mi kilka kilometrów;P w czerwcu aby zrobić średni przebieg miesięczny do pracy:P

a na koniec tego super wpisu goryczy i radosnych statystyk:

Do pracy dzień 36! - Nowy rower!

Środa, 20 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Ostatnia zmiana przez Agnieszkę roweru, sprawiła iż i ja zapragnąłem zmian. Po prawie 5 latach jazdy na Akcencie, zachciałem zakupić nowy rdzeń do swojego roweru. Przy okazji zmiany więc napędu pokusiłem się również o zmianę ramy.
Natrafiam na ciekawą propozycję: Tour De France. Wymiarami odpowiada mi a i otwory na bagażnik posiada. Decyduje się jechać po nią do Stolicy aby przyjrzeć się jej. Nie jest to znana marka, i nieco się obawiałem, ale wydaje się być solidna i nie ma co z góry zakładać, że będzie zła. Podoba mi się w niej właśnie ubogie malowanie, bez całej masy pasków, wygibasów i napisów przypominających baner sponsora. Francuski Styl!

Czarna Francja, przypasowała idealnie do zakupionego wcześniej Epicona!
Rower przeistacza się w Francuskiego Torowca. Na nowym osprzęcie HG 50 i Korbie Deore. Poznajcie Czarnucha!

PS.
Do pracy jeszcze na Krossie, jednak Aga wyjechała po mnie na nowym rowerku i miałem okazję się przejechać na nim. Dziwnie, bo przez te kilka tygodni jeździłem na za małych rowerach zastępczych...

Kosmetycznie rowerek dostał również nową koronkę 44 zęby, która odzyskałem po 3tyg z poczty. Udało mi się w końcu udowodnić, że paczka z koronka nie została mi wydana!