Wiadukt w Chotomowie ma już nasyp i przeprawę żelbetonową. Czuje, że do końca tego roku skończy się laba i trza będzie dymać pod górkę. Ech kolejne podjazdy się szykują, toż ja nie po to mieszkam na Mazowszu żeby po górach latać! WSTYD! Domagamy się, my rowerzyści Mazowieccy - punktu teleportacyjnego!!!
A było tak pięknie, tak swojsko, tak naturalnie... Ech hen w przeszłości skrył sie wspomnień czar.
Swoją droga od Chotomowa przy torach ekrany sięgają 6 metrów i są nieprzeźroczyste, no proszę ja was jedzie się jak w jakimś pudełku... Nawet rowerem jadąc nie mogę sobie popatrzeć na pociągi...
Dziś jadąc po mieście widziałem pierwszego świeżaka. Miał baiły rower jak z półki sklepowej prosto zdjęty, i rozwiane włosy (bez czapki). Był to napalony tatuś co przeganiał siebie, swój rower i zbolałego synka. Synek ciągnął się ledwo ledwo z tyłu a ojciec wykręcał 30km/h po ścieżce na swojej wypucowanej Meridzie. Widać bylo to zacięcie i tą werwę w oczach:) Nawet nie próbowałem go gonić. 2 ulice dalej z 35km/h nagle obaj zajechali na stację do kompresora.
Ponadto zaobserwowano kilku motocyklistów i 2 owady!
Dziś równiez była rewolucja akwarium w pracy u Agi. Ciemny biało - czarny, żwir wymieniłem na jaśniejszy otoczakowy. Przetrzebiłem nieco roślin, i wyczyściłem ile sie dało, dno z syfu - tzn chciałem powiedzieć "nawozu".
Do Akwarium zakupiono błękitno-niebieskie tło, ale jakoś go nie widać;/ przed zmianami, było za wiele roślin. Akwarium było ciemne, smutne i ponure.
Po zmianach, jak woda się odstoi będzie pieknie! Planujemy jeszcze kupić jedną mniejszą roślinkę i posadzić ją po prawej stronie i może jakiś fajny brązowy korzeń także po prawej umieścić.
Jeśli jedziesz rowerem i nie czujesz mocy a pierwsze muchy srają za oknem... wiedz, że coś się dzieje!!!
Jeśli nadal nie wiesz co się dzieje a muchy srają nadal - to wiedz, że szatan się tobą interesuje i idzie wiosna... Tak parafrazując ojca Natanka zacznę ten wpis. Ostatni wyjazd do Łodzi mnie troszkę zaniepokoił. To było "tylko" 150km a jednak jechało mi się nadwyraz źle. Noga nie podawała i brakowało mi "mocy". Zajrzałem więc kontrolnie do statystyk z zeszłego roku i przeanalizowałem ilość wyjazdów.
Niestety nie ilość wyjazdów jest powodem złej jazdy a rower jakim pokonywałem dystanse zimą. Tokaido zaoszczędził sprzęt, ale pozycja i rower jest inna. I 150km na accencie po raz pierwszy od wielu miesięcy sprawiła, że organizm nie przekładał całej mocy z nóg na pedały. Zobaczę co da kilkutygodniowa jazda na accencie, i ocenie czy poprawiło się rowerowe samopoczucie.
Poranek dziś pokazał zmienność pogody wiosennej. Śladu po pięknym bezchmurnym niebie nie ma. Ech kiedy przyjdziesz wiosno na dobre.
Kurs do Biedroneczki na zakupeczki i krótka wizyta u Agi. Śmierć jednej z rybek w akwarium to był cios... Glonojady złożyły za to nowe jaja, więc kolejna tura maluchów się szykuje a życie zatacza się po raz kolejny wielki krąg. Nic w naturze nie ginie tylko pływa do góry brzuchem.
Mamy też już drugie akwarium i pewnie do końca przyszłego miesiąca i je zasiedlimy. Ofiarodawca sprezentował nam 80 l, za darmo i dorzucił filtr z napowietrzaczem;) - <SZOK>
Nie ma ktoś może na zbyciu kamieni do dna akwarium?:) przyjmę każdą ilość.
Powrót do domu od Agi to było ble i fu! Całe to ble, bo jechałm pod wiatr, a fu bo jechałm ostatni odcinek przez las. A tam to jest nie tylko ble i fu ale także ojapierdole. Ojapierdole objawiało się tym, że moje slicki na błotnej i śniegowej nawierzchni latały jak pijak po sklepie z alkoholami. Resztki grubych tafli zamarzniętych kałuż jeszcze się osiadły a wytopy z pod nich, stanowiły oryginalne stróżki w gół leśnych dróg.
Wyjazd zamykający ten miesiąc, powstał niedawno w mojej głowie. Zaraz po tym jak zobaczyłem, ze w 2011 roku było o tej porze już całkiem nieźle z moja kondycją. Po wczorajszych opadach śniegu i zimnym wietrze średnio na jeża chciało mi się dzisiaj ruszać. Jednak gdy tylko wstałem (7:10) z za okna zobaczyłem piękne słońce i błękitne niebo. Decyzja zapadła natychmiastowa - jadę! rower szykuje się na największy tegoroczny dystans!
to było rzeźnickie 12km;/ - przez resztę trasy napewno odczuwałem zmęczenie z tego odcinka. Średnia wyszła 18.60 na tym 12km kawałku
Do Nowego Dworu Mazowieckiego jadę pod wiatr, pomyślałem - spoko to tylko (aż) 12km. Jednak nieźle siię umordowałem. Przez Kazuń atakuję trasę na Leszno. Dalej przez Kampinos przeskakuje do Sochaczewa. Dopiero tam naprawdę zaczyna się jazda. Jednak wiatr nie jest tak lekki jak się zdawało. Niby miał być boczny - i jest, jednak mial być boczny w plecy a jest boczny - boczny. Rynek/Plac - Sochaczew. nigdy tam nie byłem w sumie a samo miasto odwiedzałem już ze 4 razy!
Momentami więcej ów wiatr przeszkadzał niż pomagał. Tak czy siak więcej jak 22-23km/h nie dało sie kręcić. Dla mojej jazdy wielkie znaczenie miało również siodełko. W tamtym roku cała zimę przejeździłem na Accencie a w tej śmigałem na Tokaido. Du-pa odwykła od jazdy na żelowym i innej nieco konfiguracji i w monetach kryzysu dawała ostro czadu. Ciekawa ruina tuż obok drogi. Wygląda na czyjś dom ale opuszczony. Kolumny troszkę zalatują jakimś szlacheckim dworkiem.
Od Sochaczewa przez Łowicz aż do Głowna, jest piękne pobocze. Od Głowna do Strykowa droga zamieniła się na kilka kilometrów w koszmarnie wąska a ruch na niej wzrósł jeszcze bardziej. Tiry jechały po 5 na raz i co drugi na mnie trąbił. Tam również obtrabił mnie maluszek. Jakie było moje zaskoczenie, gdy ów dźwięk okazał się wydobywać z niebieskiego pudełka. Uśmiałem się a chwile później dostałem po uszach od Scanii:) Na jednym z postojów koło sklepu zaczepia mnie pies i objada z połowy banana. To właśnie na tym postoju widzę pierwszą muchę wiosenną! Owa bidulka ginie w czeluściach psa, zjedzona. Widać banan to za mało!
Ciekawie odrestaurowana Warszawa tak daleko od stolicy:) Charakterystyczny szary lakier, przyodziewały również ówczesne syrenki i niektóre maluszki. To było coś, pierwszy lakier, a`la metalik - nie mat!
Za wiaduktem autostradowym, spotykam swojego naprzeciwnika - Carmelianę, której dziękuje z tego miejsca za to, że zdecydowała się po mnie wyjechać aż tak daleko.
Moge tylko powiedzieć... DZIEKUJE!
Siadamy i jemy Placek Pokoju. Posileni i nieco odpocząwszy ruszamy do Łodzi, gdzie dołącza do nas Aard.
Jedziemy bocznymi drogami, do dworca aby nabić nieco więcej kilometrów, ale moje nogi już nie czuja takiego disco jak wcześniej i po drodze mimo postoju na posiłek na przystanku, trasę Łódzką kończymy na dworcu Łódź Widzew.
Dziękuje z tego miejsca reprezentantom Łódzkim za odebranie mnie z trasy i obiecuje jeszcze do was zawitać, jako tylko ciepło nastanie większe. Dziś pod koniec trasy w puchowej kurtce grzałem się jak imbryk....
Mój wierny rumak! SUMMARISE:
Miała być główna, ale nie wyszło. To bylo do przewidzenia, taka pogoda motywuje do jazdy. Będzie największy dystans Lutego! I tym sposobem, zrealizowałem zamiar powiększenia dystansu w lutym aby był większy niż w styczniu! brakowało mi 119 a zrobielm 160! Ponad!
Dziś zdecydowałem, że miast jechać gdzieś na rower pojadę do swojego dawnego aczkolwiek wyremontowanego pokoiku w domu numer dwa.
Pisanie magisterki, ech gdyby pisała się sama... gdyby słowa spływały na wirtualny papaier tak szybko...
pamiętacie ten kawałek?
[paktofonika]
Gdybam gdyby to nie było na niby x2 Gdyby, gdyby to nie było na niby Gdyby świat cały Obrósł w niebieskie migdały Gdyby Magik był doskonały Gdyby podziały gdzieś się podziały Gdyby ryby głos też miały Kaktusy na dłoniach by wyrastały Gdyby po Ziemi stąpały ideały Biały byłby czarny A czarny biały Indywidualnie na życzenie upały Wciąż smakowały te same specjały Minerały każdej skały Szlachetne jak kryształy A wszystkie kawały To tylko kawały Gdyby czyn był godny chwały
Gdyby ...
Powrót w deszczu i po śniegu - jak dotąd sądziłem, ze te dwa żywioły się wykluczają;P
Na jutro planuje coś ciekawego Nie powiem, tylko wtajemniczeni wiedzą;)Do zobaczenia tam!
Wahałem się, a nawet ostro się wahałem czy jechać dziś na uczelnie. Zapowiadali zimny silny wiatr. Kurtka puchowa po praniu przypomina flak, i obawiam się że jej właściwości nigdy nie będą już takie jak były. Niby regularnie rozbijam puch rękami rozszarpuje te paćki i kupki wewnątrz niej, ale jakoś wolno to idzie i nie wiem czy to przyniesie taki puszysty efekt jaki bym chciał. Zmuszony bylem więc jechać w Bergsonie a pod spodem 3 warstwy w tym jeszcze jeden windstoper. O ile z wiatrem bywało mi za ciepło i troszkę się przegrzewałem o tyle w drodze powrotnej konfiguracja się sprawdziła.
Na uczelnie dziś pojechałem na Accencie. Oczywiście po tylu miesiącach nie jeżdżenia musiałem sobie od nowa konfiguracje pod tyłek ustawić a początkowo i tak nie czułem się w 100% komfortowo. Droga jednak się opłaciła, bo zacne 3 ze statystyki było warte pojechania na uczelnie a nie gdzieś z wiatrem. A był dziś zefirek w du.. oj był. Aż kusiło rano pojechać gdzieś na Radom albo Warkę;P
W drodze powrotnej za to miałem ostry trening siłowy. Nie dość że opona 1,9 Kenda Karma na tyle, to jeszcze silny wiatr. 17-15km/h przez 25km, to było zbójeckie przedsięwzięcie
W tamtym roku już 11 i 16 marca miałem za sobą 144 do Siedlec i 180 do Włocławka - czy ja się tak obijam, czy po prostu pogoda tak nie sprzyja;) Nijak nie czuje mocy wewnętrznej aby porwać się na taki dystans;/
może jak te śniego-zamiecie miną... bo obecnie to bez weny;/
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.