Kwas pikrynowy. Bardzo wielka moc, ona pcha ciężar, któren śmiga.

Środa, 14 marca 2012 · Komentarze(0)
Dziś wpisy tytułowane cytatami z książki Chmielewskiej "wszystko czerwone". Naprawdę polecam, uśmiałem się po pachy, słuchając jej.

Co do samego utytułowania wpisu, to faktycznie po porannych mrokach, się rozjaśniło i przepięknie zaświeciło. Gdyby jeszcze do tego zechciało tak nie wiać, to byłoby całkiem zacnie. Do Miasta po bułki i dokarmić Agę w pracy. A potem przez ul. Kolejową i Chotomów do domu.

Jazda jak na jakimś spidzie! Pomijam wiatr, ale noga podawała, i cholernie dobrze mi się kręciło.

Mężczyzna, jak wiadomo, składa się głównie z żołądka. a więc idę coś zjeść

Zaprawdę na pamięć waszą zaległo, a musicie rozjaśnić mroki!!

Środa, 14 marca 2012 · Komentarze(0)
Wczoraj po oglądaniu 2 sezonu BONES, położyłem się dopiero o 3. Wstawanie poszło mi więc o dziwo całkiem sprawnie, jednak niedospanie troszkę mnie rozdrażniło przez co czułem, jakby cały świat się na mnie uwziął.

Za oknem deszcz, w domu jakieś takie poranne zamotanie. Najpierw z Wielkim kawałkiem Pleksy na kierownicy, pojechałem na pocztę aby odebrać łańcuch rowerowy jaki dotarł po 6 dniach;/ o zgrozo! Jest Ok, za 36zł nie ma co się spodziewać cudów;) poprzednia zapinka miała już 4 lata i lekko, że tak to określę, rozspaja się w dłoniach.

Jadąc z Pleksą na kierownicy ciężko się manewruje, hamuje i ciężko pod wiatr jedzie. Ludzie jednak jak na złość wybrali dziś moment na zbiorowe samobójstwo! Najpierw BABA wlazła Agnieszce pod koła - doszło do nagłego hamowania próby ominięcia i kolejnego hamowania, bo BABA nie patrząc poszła dalej przez chodnik na ulicę. Tam Aga właśnie próbowała ominąć mobilny obiekt aby nie przyziemić do mokrego chodnika! Szzzzz i puf stójka na przednim, a ja o mało co nie wpadłem na Agę a potem w krzaki. Kontakt obu kobiet tylko cielesny, choć miałem ochotę rozwalić tą plekse na łbie tego Babska, które tylko spojrzało głupio i wlazło do zaparkowanego smroda.

Dalej jazda po mieście i spacerowicze na ścieżce. Niczym po czerwonym dywanie modelki jebane, łażą. Obcasik futerko, kozaczek kuźwa Pe EL!
"Jakiś kant! Kto to widział, żeby tak wyglądać i żyć!"
Aga dzwonkiem a to to, zamiast zejść z ścieżki właśnie postanowiło mi ustąpić Chodnik! A jak ją pierdolne to będzie, że chodnikiem jechałem!

Ogólnie pogoda jakoś mnie wkurwia, jakoś przeokropnie czuje się taki stłamszony, wyrwałbym sie na jakiś większy dystans nabrał oddechu, bo zalatwianki miejskie i inne pierdoły juz mnie deczko przytłaczają. I gdzie ta wiosna wiosenna ja się pytam?

Udoskonaleń graficznych wiosennej szaty ciąg dalszy. Musiałem, troszkę rozjaśnić, bo mrok panował a za oknem mrok i w bikelogu mrok to już dwa mroki. Jak mówił sympatyczny pan Muldgard z Książki Chmielewskiej.

"Zaprawdę na pamięć waszą zaległo, a musicie rozjaśnić mroki."

Toteż owo uczyniam:D

Na piaski - pisać magisterkę

Wtorek, 13 marca 2012 · Komentarze(1)
Dziś kurs na magisterskie pisanie. W starym swoim, lub jak kto woli dawnym, pokoju. o drodze kolejne zakupy do akwarium. Bojownik zagościł przepiękny czerwony, w gąszczu naszej akwaryjnej otchłani.

Do tego jedna roślinka i dwa kawałki kory.
Gloniki są zachwycone, włażą już na korę a bojownik dumnie a nawet dostojnie prześlizguje się w gąszczu roślin pilnując towarzystwa! A ma co robić! W 80 (a może i 100) litrowym akwarium mamy prawie 60 osobników. Rybek jest w sumie z 30 a glonojadów równie dużo. Dzieje się!


Edit: Efekty "pisania " magisterki, widać gołym okiem w bikelogu:) Napisałem troszkę... Dziś zacząłem od 23 stron.

Uzupełniam dystans z dystansem powrotnym 12 ka em ków;D

Miejskie zakręcenie

Poniedziałek, 12 marca 2012 · Komentarze(0)
Po mieście, do ZUS-u do Agi, do przychodni, do diaska...

Ile można;P

Ja chcę prawdziwą jazdę, kiedy będzie wreszcie pogoda na 200km???

Tak moi mili, czas myśleć o kolejnej 200 kilometrowej poprzeczce tego roku. Do czerwca coraz mniej czasu a 400km samo się nie wyjeździ:/

Wstępne pomysły zakładają poważną realizację dwóch rodzajów tras. Jedna mogłaby być Jabłonna- Konin (wiatr Zachodni)
Jabłonna - Białystok (wiatr Północno Wschodni)

Kierunki południowe narazie jakoś są źle przeze mnie widziane. Musiałbym jechać przez całą Warszawę, lub omijać ja bóg wie jak;/

Ech palcem po mapie to każdy umie... a czy sie uda i kiedy, tego nie jestem w stanie powiedzieć.

Poznańskie rowerowanie po Mazowszu - Pożegnania

Niedziela, 11 marca 2012 · Komentarze(2)
Poranek znów był wesoły, mimo lekkiego zmęczenia przy śniadaniu humory dopisywały. Zagadaliśmy się nieco i w totalnie błyskawicznym tempie, zaczęliśmy się pakować. Cel główny pociąg 9:38 - Warszawa Wschodnia. Wiało tego dnia pieruńsko mocno w kierunku na południe, a na niebie było błękitne niebo jakby na przekór temu co spotkało nas dzień wcześniej. Los sprzyjał! Plan mimo, że napięty, był możliwy do zrealizowania. Gdy jechaliśmy do stolicy, wlotówką, Agnieszka prowadziła prawie 30km/h. Na końcówce, wszyscy czuli już dynamikę jazdy i mimo, że czas był „na styk”, przekonani byliśmy, że się uda.

Nie udalo się. Dojeżdżając do dworca, zobaczyliśmy długi IC ruszający z peronu. Nieco zmartwieni zaprowadziliśmy Magdę na linię kas, gdzie nabyła bilet na pociąg TLK za godzinę. W tym też czasie, zwiedziliśmy, Pragę. Robiąc to w co najmniej chaotycznym stylu udalo nam się przejechać kilkoma największymi ulicami tej dzielnicy, dwukrotnie wjechać w ślepą drogę (zamknięta przez budowę) i dotrzeć do stadionu narodowego. Mimo, że krótko, zwiedzanie było na wesoło. Ja starałem się umilać rozmową i komentarzami, mijane obiekty.






Około 11 spóźniony TLK dojechał wreszcie na dworzec i pożegnaliśmy się z Magdą. Szkoda było, że tak mało czasu, bo pogoda jak na złość zrobiła się piękna. Od rana święciło słońce a tyle jeszcze miejsc chcieliśmy jej pokazać.




Tego dnia nasze koła moje i Agnieszki potoczyły się dalej z wiatrem do Powsina. Odwiedziliśmy ogród botaniczny. Dzień spędzony aktywnie, a siła wiatru przytłaczająca. Jazda w innym, niż wiało, kierunku wymagała niewolniczej pracy nóg i ogromnej siły nie tylko woli! Wróciliśmy więc przez Kabacki las tylko do Metra i dalej już pojazdami szynowymi.

Poznańskie rowerowanie po Mazowszu - Modlin i okolice

Sobota, 10 marca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Dzień drugi rozpoczął się wcześnie. O godzinie 8 z minutami wszyscy domownicy już krzątali się po domu. Każdy pracujący zrozumie, że zegara biologicznego i biologicznego budzika nie da się przestawić w jedną noc. Prognozy nie zachwycały, miało padać, jednak wieść o tym, że do grupy dołączy Kasia, bardzo wszystkich ucieszyła. Zdecydowaliśmy się za wszelką cenę poczekać na nią, gdyż jechała z Warszawy. Po zakupach w Kauflandzie i wizycie w Pałacu w Jabłonnie, dojechała koleżanka.


W maksymalnie feministycznej grupie 3 kobiet, ruszam na trasę.
Kierunek Twierdza Modlin. Wiatr dość mały, a z nieba czasem coś kapało. Momentami nawet mocniej niż zakładaliśmy. Jednak gorące rozmowy i wesołe żarty powodowały, że nikt nie zwracał uwagi na pogodę.









W Nowym Dworze, spotykamy czekającego na nas od godziny Radka. Miał kapcia i jak to Radek, nie posiadał dętek. Magda całe szczęście miała na 28 cali, reszta bowiem grupy miała opony o mniejszej średnicy.

W pełnym składzie tego dnia, ruszamy na zdobywanie Twierdzy. Nie udaje nam się jednak pokonać największego przeciwnika – pogody. Twierdza jednak daje nam schronienie, i podczas, gdy następuje pogodowy szturm na mieszaną, Warszawsko-Poznańska grupę rowerzystów, my siedzimy w restauracji upajając się zupami i herbatami.

Rozmowy miały tak kwiecisty wątek, i tak wiele fabuł iż nie będę ich tu przytaczał. Historia wdowy po Stefanie i ciepłych kot-letów trudna jest bowiem do streszczenia w jednym opisie.

Gdy opuszczamy ciepłe pomieszczenie, z zadowoleniem zauważamy, że szturm nie powiódł się i pogoda na jakiś czas wycofała działa za mury twierdzy. Jechaliśmy więc dalej, szczęśliwi iż nie pada, lub przynajmniej nie leje!






Nie było lekko, gdy poprowadziłem trasę skrótem. Na celu maiłem bardziej krajoznawczą wycieczkę w głąb murów obronnych i nie spodziewałem się, że wewnątrz czerwono ceglanych obwarowań, nadal mamy zimę. Błoto woziło nas na wszystkie strony, koła uciekały a buty przypominały… sami się domyślcie co mogły przypominać bity utaplane w szarym ilastym mule.







Za Modlinem, żegnamy się z Radkiem i Kasią i w okrojonym zespole ruszamy do domu na przepyszna kolację!

Poznańskie rowerowanie po Mazowszu!

Piątek, 9 marca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Dzień przyjazdu, koleżanki z Poznania, był dniem wartkim. Od rana załatwiałem sprawy zakupowe na mieście i wydawało mi się, że szesnasta nigdy nie nadejdzie. Żyłem tymi odwiedzinami od kilku dni. Gdy wreszcie czas nastał, udałem się do stolicy. Na rotundę, dotarłem pierwszy, zaraz po mnie Fiołek a po nim Ciman. Pierwsza zabawna sytuacja jaka się wydarzyła, to było szukanie „forum”. Hotel forum przemianowany na Novotel stał od nas o jakieś 50m. Internet w telefonie Marcina nas uratował. Tak oto przyjazd gości powiększył nasza wiedze o naszym własnym mieście stołecznym


Z informacji Magdy, wynikało, że spotkanie szkoleniowe przeciąga się i że mamy nieomal godzinę jeszcze, do jej pojawienia się. Zdecydowaliśmy się wybrać na przejażdżkę. Po szybkim, nakarmieniu Cimana kebabem, ruszyliśmy na rundkę. Jakoś tak kręciliśmy się po okolicy aby wreszcie dotrzeć pod umówione miejsce. Magda przyjechała dosłownie kilka minut po tym jak zeszliśmy z rowerów.


Zwiedzanie warszawy było, z siodełka, udaliśmy się przez boczne uliczki na Nowy Świat, Krakowskie przedmieście, Pokazaliśmy kościół Św Anny, miejsce bitwy o krzyż, kolumne Zygmunta, i na końcu ruszyliśmy na zdobycie knajpki Krzysztofa. Udało się, dzieki rozeznaniu Marcina w tych rejonach. W cieple zjedliśmy i ogrzaliśmy się, rozmawiając i dyskutując.


Powrót do domu był już po nocnej Warszawie. Fiołek odłączył się za Mostem Grota, Ciman koło Mostu północnego a Ja i Magda pojechaliśmy do Jabłonny.
Agnieszka zaserwowała, przepysznego kurczaka na „stojąco”. Po obiado-kolacji chwilkę rozmawialiśmy, ale szybko wszyscy padliśmy spać.

Na uczelnie i przemiłe spotkanie.

Czwartek, 8 marca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria Na uczelnie
Na uczelnie SKM, a potem z Gdańskiej Warszawy przez Okopową na Żwirki i na Wydział.

Wykład ciekawy, jednak poprosiłem, aby móc wyrwać się wcześniej (facet sprawdza listę najczęściej). Do domu jechało się fajnie. Choć zapadający zmrok ma w sobie urok, to o niebo wiekszym urokiem może poszczycić się Che, którą spotykam przy Wiśle. O mało zawału nie dostałem... Jadę sobie śpiewam pod nosem kawałek paktofoniki a tu nagle mi oczęta Che-owe zaglądają;)

Pogadalim sobie sympatycznie do Grota i dalej każdy sobie.


Che, LUBIE CIĘ!!! Masz mega pozytywisz enerdży! A w kwiaciarni 30 minut stałem i zwątpiłem...