Wyprawka Dolnoślaska cz 3

Poniedziałek, 26 września 2011 · Komentarze(5)
Czas powrotów... 3h w podmiejskim PKP +6h w TLK z Wrocławia - i co
?

Wielka niespodzianka, moja Agnieszka po mnie na dworzec wyjechała. Ha, mało tego zabrała mi rower z bagażem i sama na nim jechała a ja jechałem na pusto;D


Było zacnie - dziekuje wszystkim za wspólny wyjazd;D

Wyprawka Dolnoślaska cz 1

Poniedziałek, 26 września 2011 · Komentarze(0)
Trasa do PKP od 3 do piątej rano:P Na Modlińskiej zimno i jeszcze zimniej... Pusto i ciemno jak jechałem. Za to w PKP miałem przedział cały dla siebie i rower do niego wstawiłem. Spałem większość trasy do Wrocławia;)
Następnie z Chojnowa do Komarna znów rowerkiem:D

W sumie wyjazd zacny:D









Na na na... sitowa A_NA_LI_ZA - rzekłbym śpiewnie

Środa, 21 września 2011 · Komentarze(0)
Ostatnie sitówki z próbeczek jakie miałem do przesitowania.

Situ situ, nie ma kitu - rzekł poeta pijany

No i "tam" i "wróć" na Tokaidejszyn - telepadło moje twardouliczne... grrrr kiedy będzie w Stolicy jak na Austriackich serpentynach - równy asfalt i piękne widoki:D


Domagam się więcej rowerowania platonicznego a nie urzędowego po tym samym dukcie wciąż... Pojechałbym a nie wiem z kim i gdzie:(


Na koniec z Wawki do Agnieszkia potem razem Rodziców na Urodzinowy Tortejszyn:)

Sto Lat niech żyje żyje ja! - jakbym zaśpiewał JA;]

Na uczelnie z 6 próbkami piasku... bylo ciężko i było PIIIIIIKKKK!!!!

Wtorek, 20 września 2011 · Komentarze(5)
Dziś pojechałem znów na uczelnie z próbkami piasku, jednak aby nie rozkładać sobie badań na cały tydzień, zabrałem się dziś obładowany aż sześcioma próbkami piasku. Jechałem na swoim Tokaido, ktróego bagażnik jest tak lichy jak stan ścieżek rowerowych w miescie. Jednak jakoś dało radę i dojechałem.

Wiecie co jest najlepsze w tym laboratorium w wakacje?(tak burżuazyjni studenty mamy jeszcze WAKACJE:D) to, że biorę kartę magnetyczną, robię PIK i wchodzę z rowerem do labka. Zamek robi "bzzz" i zamyka mnie i groma w środku:D I od tej chwili jestem panem setek słoiczków i szkiełek, kolb, butel szklanych, parowniczek, tygli, szkiełek zegarkowych i innych śmiesznych rzeczy. I mieszam, ważę i mierze i dolewam odlewam i...

ech bajka;) Lubie pracę w lab. nie chce ktos mnie zatrudnić? Pliiiisssss, będe zawsze po sobie zmywał szkło laboratoryjne, obiecuje, słowo Harcerza i Słowo słowo... słowo Adama!!!!

Wyszedłem z tego przybytku o 16.00. Do Agnieszki dotelepałem się o 17,45. potem razem na zakupki i do Chińczyka na pyszną kolacyjkę. Restauracja Złoty Smok w Legionowie wymiata. Porcje maja jak dla sumo:D


ufff no i koniec opisu...:D

STATYSTYKI ZNISZCZEŃ

Poniedziałek, 19 września 2011 · Komentarze(2)
Dziś po tym jak na Lubelszczyźnie dojechałem tylna obręcz Typhoon, znów siadłem do statystyk i wiecie co? Nieźle to wygląda;)

przednie koło nazwijmy je X1 zmieniłem po około 4 latach jazdy i przebiegu 34000 km z hakiem.
Tylne koło nazwijmy je Y1 zmieniłem 21.03.2009 r czyli po18000km
Teraz Kolo Y1 uleglo destrukcji po około 25000km


ech wydatki - zima w długie zimne i mroźne wieczory zabiorę się za samodzielne zaplatanie tylnego kółka może wreszcie nauczę się to robić;)

LUBELSKIE ROWEROWE HARCOWANIE CZ 3

Niedziela, 18 września 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Wyprawa
Dzień ostatni to jazda w zimnym słońcu z Zamościa przez wioski i wioseczki. mimo, że ubogie satelity nie może jednak na wsi zabraknać. Starcie starego z nowym jest czasem dość komicznie:


Na liściach widać powoli jesień, która zaczyna robić na nasze piękne lato zakusy:(

Opuszczając zamojskie drogi wpadamy na typowe Roztoczańskie pagórki. Co wieś to górka i 10% pojazd. Jest słonecznie, choć zimno. Pogoda naprawdę przedziwna. W czasie przejazdu spotykamy wieś Emesa, którą jadąc do Afryki załozył pewnie w tym roku.


Na trasie do lublina wygłodniały do reszty, proponuje pieczenie kartofli.

Na polach jest świeżo po wykopkach. Układamy stosik i pieczemy ziemniaczki a urwana szprycha doskonale sprawdza się jako szaszłyk i kolec do sprawdzania czy obiad „doszedł” w popiele.

Lublin to zwiedzenie obozu majdanek. Tym razem udało się nam w ostatniej chwili. Ochroniarz jedzie za nami i po tym jak odwiedzamy ekspozycje zamyka kolejne baraki. Na mnie to muzeum zrobiło wielkie wrażenie. Największe chyba wywarło krematorium z systemem do ogrzewania wody dla obozu… straszne co potrafi zrobić ideologia jednego człowieka.




LUBELSKIE ROWEROWE HARCOWANIE CZ 2

Piątek, 16 września 2011 · Komentarze(0)
Poranek chłodny, w namiocie jeszcze ciepło, jednak poza strefą „tropik”-alną już dość rześko. Składanie obozu idzie sprawnie. Około ósmej jesteśmy już w trasie. Kierunek Nałęczów i park zdrojowy.

Harcujemy to tu to tam i opuszczamy miasto w miarę szybko.




Droga ciągnie się to w górę to w dół. Jedziemy bocznymi drogami wiejskimi, których asfalt pamięta jeszcze czasy zamierzchłe… Stratygrafia łat pokrywających nawierzchnie bitumiczne w tym rejonie, mogłaby być materiałem na niejedną pracę doktorską inżynierów drogownictwa. Telepanka na siodełku wywołuje skrywany w głębi kac. Zdecydowanie dzień wcześniej wypiliśmy za mało z Agnieszką. Kuba ma się świetnie. Dookoła znów fajne drewniane lubelskie domki.






Rozmowy toczą się luźno. Snujemy opowieści o Bałkańskich drogach przekrojowe rozważania przez o Włoskich kierowcach aż do rozmów o bycie i niebycie rowerowych społeczności. Jednym słowem jadaczka nam się nie zamyka i nie wiedzieć kiedy robi się popołudnie.

W toku całego dnia namierzamy telefonicznie Yoshko, zafrasowani jego krwawą stratą na fotelu w centrum kwiodastwa, tak modelujemy trasę, aby spotkanie było możliwe. Wreszcie udaje się nasze drogi się krzyżują i w miejscowości Stawce spotykamy się.

Jest gwarno i wesoło. Dostajemy naklejki z logo forum i próbujemy Yoshkowej nalewki (nie wiele brakowało a zabrałbym całą butelkę ;P). Ja czynię oględziny słynnego amortyzatora, który w kilka chwil usztywniam dokonując naprawy blokady w 90%. We czwórkę ruszamy kilka kilometrów razem.



Na jednej z zacnych lubelskich dróg z pod koła Kuby daje się słyszeć dziwny dźwięk. Oględziny wskazują na urwaną szprychę. Szybka amputacja urwanego elementu, centrowanie i ruszamy dalej. Na powiatowej trasie 835, Yoshko opuszcza nas.

My tranzytem, mkniemy przez Turobin i Szczebrzeszyn do Zamościa, gdzie nocujemy u mojej Siostry ciotecznej Patrycji.