NA UCZELNIE PO INDEX - czyli wiosno Napierd......!!!!!

Poniedziałek, 7 marca 2011 · Komentarze(2)
Kategoria Na uczelnie
No i wiosna mości panowie, mości panny mości my rowerzyści! Na wiosnę wszyscy są mości, wszyscy urastamy do rangi rowerzystów! Przestajemy być pojedynczym zimowym wybrykiem na drodze dla pieszych i kierowców a zaczynamy stanowić niejako społeczną kastę. Kastę silnej rowerowej populacji, która z roku na rok staje się coraz bardziej widoczna na ulicach nie tylko gdy temperatura przekracza 20 stopni.

Jadąc dziś na uczelnie widziałem pierwsze zazdrosne spojrzenia ludzi na przystanku, kiedy to stojąc w słońcu czekali na autobus. Lękliwe spojrzenia kierowców, którzy czują już pismo nosem, czują zbliżający się okres wymijania, trąbienia, krzyków i gestykulacji za nami rowerzystami.
I tak jadąc pośród budzącej się z letargu otaczającej mnie - rowerzystę - rzeczywistości, jechałem mimo wszystko cholernie szczęśliwy.
Pod kołami już raczej nie ma śniegu, na słoneczku gorąco, w policzki grzeje, jednym słowem wiosna!

Czy jednak ja trochę nie usprawiedliwiam się? czy to może jeszcze nie za wcześnie na rower. "Was tu jeszcze nie powinno być" zdają się krzyczeć oczy kierowców wyjeżdżających z bocznych uliczek i dramatycznie całujących swoją kierownice przy gwałtownym hamowaniu, by mnie przepuścić. Być może te nieme ruchy ust widziane kątem oka, od kierowcy z nad kierownicy nie są przekleństwami pod moim adresem a modlitwą owego drivera i skrucha do Św Krzysztofa?

"Panie Boże módl się za nami kierowcami aby w tym sezonie starczyło nam refleksu"

I tak człowiek jedzie ulicami, chodnikami, ścieżkami. Mija taki cyklista kolejne uliczki i spotyka pierwsze kiełki rowerowej wiosny, to tu to tam swój! Tu emeryt na składaku a tam panna-dziewanna w spódnicy i na Holendrze...
Ech czy tylko ja uwielbiam te rowerowe wiosenne porządki na ścieżkach? Kiedy to masa żółtych ludzików z grabiami łazi jak święte krowy i pieczołowicie zmiata piasek i patyczki z chodników, ścieżek? Czy to nie piekne? Robią to zawsze dwa razy do roku - jesienią i wiosną... Są jak takie, żółte odblaskowe przebiśniegi na gdzieniegdzie zamarzniętych jeszcze chodnikach i szlakach rowerowych.


Zawiosnowany i dobitnie uradowany witam cię panno Wiosno, nie ma co się krępować, wskakuj na ramę! Jadziem!

z wiatrem w du... z pełnym szykiem i dwoma sakwami!

Niedziela, 6 marca 2011 · Komentarze(1)
Kategoria Na Zaborze
Kilometrów jeszcze nie ma ale wpis poczyniam, gdyż od rana rower był mi bliski. Tak bliski, że w garażu popełniłem naprawę dwóch amortyzatorów XCR a raczej nie naprawę co czyszczenie.

Brud smród i ubóstwo , tyle można powiedzieć o tym co zastałem wewnątrz, jak to jest że motocyklowe czy samochodowe tak się jakoś nie syfią a tyle wytrzymują a te rowerowe po zimie trzeba odrapywać z brudu:/ Do tego było smarowanie i miało byc malowanie błotnika ale ciśnienia w starym sprayu zabrakło i kiszka... czekam na obiad i ruszamy w drogę powrotną... może namówię swoją Agusię na jakieś bonusowe kilometry ale rewelacji nie będzie bo już późno a rano nie mogliśmy wyjechać;/ cóż czekam na swoją kolej.

[edit]
no i jestem wrócony do domu. Hejże Ho witaj wiosno!

wietrzna wiosno ale wiosno. Jak jechaliśmy dziś z wiaterkiem było cudnie, choć wczorajszy mega dystans pod wicher dało się dziś w czworogłowych odczuć.

Dobrze, że wcześniej obiad gigant zagościł w mych trzewiach. Dwa schabowe i kartofelki i surówka z selera... I można cisnąć. Było zacnie choć człowiek chciałby więcej, jednak cóż poradzić kiedy i dzień jeszcze nie tak długi a i za cienka kurtka lubi przypominać o swojej obecności.

po weekendzie zdałem sobie sprawę z zbyt wczesnego założenia wiosennej kurtki i chyba nie tak powinienem przywoływać wiosnę...


Żyje i mam się dobrze jeśli nie liczyć zawianej szyi... trochę mnie powykręcało:D

Weekend pochmurności i mroku...

Sobota, 5 marca 2011 · Komentarze(2)
Kategoria Pojeżdżawki
Weekend po wczorajszym nocnym rowerowaniu zapowiadał się ... rowerowo. Pewnie i nic w tym dziwnego, bo jestem rowerowym pasjonatem, jednak kiedy planowałem wyjazd kilka dni wcześniej z Agnieszką nie sądziliśmy, że pogoda będzie taka buro-ponura.

Od początku było średnio...
Wstawało się ciężko. Człowiek jakoś mniej gibki jeszcze chyba na takie harce w wysokim tętnie nocą. Czułem plecy i barki o poranku, choć to może zasłutga nie tyle nocnego harcowania, co polskich dróg. Śniadanko pyszne kanapkowe. Sakwy zapakowane no to wio! Tylko to "wio" samo w sobie nie było takie "wiśta wio"! Raczej zakrawało o "łojezusmaria". Wiatr od początku dbał o naszą kondycję i regularnie przez większość trasy do Nowego Dworu podnosił obciążenie, jednocześnie pomniejszając zapas sił jakie posiadłem na śniadaniu.
Dałem ciała z ubiorem bo temperatura na termometrze zmyliła mnie i z -2 za wiatrem było -5 odczuwalnej a zimno wciskało się we wszystkie dziury kurtki, któa mimo, że z mębraną, zdecydowanie przegrywała z trudnymi warunkami.

W okolicach Nowego Dworu Mazowieckiego, wilgotność powietrza wzrasta a z nieba spada niby to mgła niby deszcz. W lasach koło pomiechówka mam poślizg na asfalcie. Jakież było moje zaskoczenie kiedy okazało się że nie mogę ustać na tym "suchym" jak pieprz asfalcie. Lód przykrywał go milimetrową warstwą i totalnie nie było tego widać.

Swoja drogą, kop adrenaliny, wywołany poślizgiem, kiedy już nie masz siły, to niezła dawka dopalaczy:) i to za free! Po explozji tego specyfiku do krwi jechało sie o wiele lepiej.

Do Zaborza docieramy zmarznięci ale dumni, że się udało:) - Jutro cz 2 naszych poczynanań~!

nocny rower

Piątek, 4 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Czasem glowa staje się tak ciężka, że nie ma innej możliwości jak tylko wrócić do domu i mimo późnej pory udać się w trasę, w transie. I tak w transie jedziesz i mimo, że czasem pod wiatr, że czasem zimno bo za zimna kurtka to trzeba i mało tego że trzeba to pomaga!

Gnając po Modlińskiej przy nieomal pustych ulicach, wyciskałem z siebie siódme poty, które zamarzały w temperaturze około zera. Musiałem przekręcić to co mi siedziało w głowie... rower to zajebiste lekarstwo jak się nazbiera problemów.


nie byłem sam - i dziękuje za miłe towarzystwo!

kręciu kręciu...

Środa, 2 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Jeśli ktoś umie mi zdefiniować jak wyglada trening to poproszę. Ktone kiedyś powiedział "ważne jest by się zmęczyć". No to się zmęczyłem, ale dystans i "zasięg" jaki moje zmęczenie osiągneło dziś, i na jaki pozwoliło mi wybyć jest zaiste zaskakujące:D

Celem miało być napompowanie tylnego koła, a raczej dobicie kilku ATM po wczorajszym incydencie w lesie, (zajeb@ł bym sie ta małą pompeczką). Modlińska pognałem do Białołęki a dalej skręciłem na Płochocińska

i drogą numer jakiś tam, pognałem na Nieporęt. Chwilka popasu przy zamarzniętym jeszcze(choć czuje że juz nie długo) Zalewie Zegrzyńskim.


I przez Wieliszew wróciłem do domku:)
pedałowałem dziś szybciej niż zwykle z kilku powodów:
* bo mi sie spieszylo żeby w najmniejszym czasie zrobić najwięcej km
* bo tak jakoś noga podawała


Jazda wiosenna się zaczyna, zdecydowanie, czuć już w nogach to co wypracowałem przez zimę. Myśle że jak zacznie sie robić cieplej to zasięg jeszcze wzrośnie. Dziś momentami to się gotowałem totalnie. W cieniu i lesie - zimno wieje a na słońcu +10;/

ech w marcu jak w rondlu jak to mówi staropolskie przysłowie....

PS. Wreszcie udało się i pękł pierwszy tysiąc;) pfff jeszcze 9 i jesteśmy w domu:D

to tu to tam... czyli wiosna zimą!

Wtorek, 1 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Dziś po powrocie z uczelni wybrałem się na wycieczkę. Znów na rowerze się kręciłem bez sensu. Obrałem sobie za cel traskę dobrze mi znaną, jednak mimo, że jechałem nią już w tym roku parę razy, nie zawiodła mnie. Była śniegowa, mało samochodów a słońce dodane do tej mieszanki powodowało ciągłe "ochy" i "achy".

nie mogłem sie nacieszyć tym przecedzającym się przez drzewa, żarem z nieba

W Lesie Chotomowskim nieoczekiwanie łapie kapcia:D nie ma to jak szczyt zręczności! Zimą, na śnieżnej bocznej drodze w lesie złapać szkło w tylną terenową oponę;D


Zmiana dętki na środku lasu i mycie rąk w śniegu:) he he było przede wszystkim zimno:P a dopiero potem fajnie;) i zabawnie. To pierwszy kapeć w tym sezonie, i w tak wyjątkowych okolicznościach przyrody:D


Trasa później wiodła mnie przez miasto, załatwiałem dla Agnieszki parę spraw w Legionowie i kilkukrotnie kursowałem to tu to tam walcząc z niesprawiedliwościami tego, że to zawsze chodnik a nie ścieżka rowerowa, są odgarnięte;) I udowadniając kierowcom, że wcale im się nie przyśniło i że to ja ROWERZYSTA jadę własnie zimą przez skrzyżowanie

Roztrenowanie przed sesją poprawkową;P

Niedziela, 27 lutego 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Dziś od rana chodziło za mną wyjście na rower, wczoraj było tak pięknie a od rana dziś pochmurno i wietrznie. Jednak pouczyłem się nieco mechaniki na jutrzejszą poprawkę i po obiadku przygotowanym przez moją Agniesię(był pyyyszny makaronik i sosik i kurczak) wybraliśmy sie oboje na małą pętelkę.

Najpierw z wiatrem przez Jablonną do Rajszewa i dalej na Skierdy a potem przez lasy do Chotomowa. W lesie bez wiatru dało radę pogadać nawet, a mój amortyzator jakby przywykły do mrozów -12 chyba poczuł wiosnę i znów zaczął się uginać:D


Dalej ścieżeczkami śniegowo-leśnymi udaliśmy się wzdłuż torów do Legionowa a na sam koniec dynamiczny odcinek już przez miasto do domku...


niby nic... a jak człowiek zresetowany jak mu wody odeszły jak mu stres odpuścił... co te rowery robią z ludźmi:)

PS. Dokładam kolejne klocuszki do kolekcji. A do 10 tysięcy w tym sezonie jeszcze trochę. Puki co luty mam najliczniejszy odkąd jeżdżę (od2007) a suma od początku roku przewyższa wszystkie sumy z tych 4 lat(sty - lut). Tylko te liczba 9053km które mi jeszcze pozostają, jakoś taka wciąż całkiem duża;(