Dziś moje zmęczenie sesyjne osiągnęło apogeum. Nauka totalnie nie szła od powrotu z uczelni,( znów miałem jakieś zaliczenie...) Wieczorem mimo padającej mrzawki i gęstej mgły w lesie, postanowiłem przemóc swoje niechcenie i wsiadłem na rower. Na początku było tak nijak, deszcz zapadał mi malusieńkimi kropelkami całe okulary, ale już chwile potem wrzuciłem na 44 ząbki i wstałem na pedały.
Mój marazm minął, gnałem przez oblane deszczem miejskie uliczki, a potem skreciłem na rowerową obwodnice Legionowa (tak sobie to nazywam) i zrobiłem dwa interwały do 25km/h. Na przejeździe kolejowym (po raz nie wiem który był zamknięty) miałem oddechu chwilę.
Powrót tez rowerem pod silny wiatr z deszczem i znów kilka intwerwałów... jazda po ciemnych mokrych ulicach jest taka inna niż latem. jest chłodno morko ale fajnie...
Edit - lub jak kto woli cz2 dzisiejszego kręcenia. Zaskakujące jest jak jasno potrafi być w lesie nocą(noc zimą zaczyna się po 16.30) Jazda bez lampki po lesie po swoja kochaną, jest niesamowite. Dziś wracaliśmy lasem we dwoje i było nieziemsko. Niby noc, niebo czarne a widać wyraźnie drzewa i... dziki:D
- 3 stopni około, ale wiaterek był odczuwalny, bo to jak w tym kiju, ma dwa końce jak w jedna wieje w plecy to w drugą cie wk** i z -3 robi się odczuwalnej -7 (brr)
Jednak nie ma to jak po całym dniu nauki o jakichś wodach podziemnych, wsiąść na rowerek i wyszaleć się. Jutro zapowiadają śnieg... oby za wiele nie napadało
Odprowadziłem Agnieszkę do pracy i udałem się na poranny rozruch, zimny wiatr w twarz i -5 stopni to nie jest to co lubię najbardziej. Jednak powiedziałem sobie że w tym roku przekroczę 10000km i aby tego dokonać trzeba przewyższyć statystyki z ubiegłego roku.
a więc około529 km muszę nakręcić w lutym;P Dziś wieczorem cz 2 kręcenia
drugi etap dzisiejszego kręcenia - po moja kochaną Agusię do pracy, było szybko, mroźno i dynamicznie. Troszkę za późno wyjechałem i te 6km do niej musiałem nadrabiać naprawdę bardzo!!!
Po egzaminie z Mechaniki gruntów czas na odreagowanie, 21km z czego prawie 15 w terenie, znaną mi już trasą przy torach PKP. noga podawała, jednak pod koniec sflaczałem i wolno snułem się do domu. Dziś jeszcze wycieczka po moją Ukochaną dziewczynę do jej pracy i wspólny powrót rowerkiem - wszystko wskazuje, że dst dzisiejszy jeszcze wzrośnie;D
ech gdyby tylko forma sama chciała się zrobić od razu taka jaką mam w lipcu:)
po imprezie z dziewczyną i znajomymi, leniwy spacer rowerowy przy torach kolejowych. Pięknie biało i wietrznie a do tego śniegowo. Najlepsze na kaca jest powietrze zimowe z siodełka;)
odkąd mieszkamy sami z dziewczyną, czasem wspomaganie gotowymi produktami od rodziców wydaje się być niezbędne;) Oczywiście samochodu nie mamy wiec po jedzenie skoczyłem rowerkiem.
Przed sesją wybrałem się na wycieczkę, było śnieżnie i dość chłodno, jednak zdecydowałem się udać w nowe nie znane mi miejsca. Odwiedziłem Piaseczno. Bylem tam przejazdem z Cimanem kiedyś ale samemu nie było okazji się wybrać. Tak więc przez kabacki las udałem się do miasta Wąskotorówek. Jak na tak wczesna porę roku było przyjemnie, a termos za 20zł z Kauflandu pobił wszelkie oczekiwania;D
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.