Zbliża się koniec okresu świątecznego. Wybraliśmy się zatem do Małopolski i dawnej stolicy Polski aby trochę zająć dziedzica. Zwiedzaliśmy Kraków i zbieraliśmy monety Złotej Polski. Niebawem koniec mojej laby i przyjdzie czas wracać do pracy.
Wiosna za pasem, śniegu już raczej ja więcej dni to prawdopodobnie nie zobaczymy. Może to i lepiej? Jak już raz człowiek się do słońca wygrzeje, to ciężko wrócić do zimowej aury.
Nie przeszkadza mi zima , ale na zimę to trzeba jechać w góry. Mam takie odczucie, że za 6-12 lat zim w Polsce już wcale nie będzie.
Sytuacja geopolityczna panująca obecnie u mnie, sprawia że mogłem dzisiaj wykorzystać kolejne wiosenny dzień, aby pojeździć w okolicy. Od rana ogarnąłem swoje sprawy i ruszyłem na wycieczkę. Oczywiście zaciesz pełną gębą bo słońce 10 stopni i plaży jak to mówią. Dzisiaj już napompowałem sobie koła więc nie musiałem martwić się o to że znowu będę musiał gdzieś dopompowywać i spuszczę sobie całe powietrze z przedniego koła. Co nie zmienia faktu że elektryk jest już strasznie brudny i może niedługo czas będzie żeby go w końcu wyczyścić. Jednak rower sam w sobie może i jest wbłocony ale napęd staram się mieć zawsze w dobrej kondycji to jest nasmarowany i wyregulowane przerzutki. Błoto to nie mechanika jak wyschnie to odpadnie, a mam wrażenie że im częściej my rower tym szybciej się brudzi. Coś tam dobre duchy mówią że w oddali znowu przyjdzie zima więc kto wie jak to dalej będzie. O tym że śnieg pada w marcu i w kwietniu to już w sumie chyba nie muszę przypominać. No ale przebłyski wiosenne są są, to się jaram.
Wyszła całkiem obiecująca trasa. Nie dość że pełno górek i podjazdów to do tego bardzo zmienne warunki na drogach gruntownych. Znajdziecie tu szutry premium polne drogi, drogi pomiędzy polami , bruki, gruzem posypane błotniste mokradła. Jest wszystko 🔥😝
Początek w śnieżycy, a potem piękne białe drogi w lasach. Szkoda, tylko że weszło na plus i zrobiło się w lasach mega mokro. Pojeździłem, zmokłem, nawet się nie wywróciłem. CO to będzie jak rower się odmoczy i wyschnie? Pewnie sól zakwitnie - nawet ścieżki rowerowe posypane solą!:(
Ostatnie chwile ze śniegiem bo jutro prawdopodobnie zniknie w czeluści świata i nic już nie zostanie. Dzisiaj mimo, że mniejsze słońce, to mrozek od rana dawał radę i sobie poleciało aż do -4👌😉
I komu taka pogoda w zimie przeszkadza tam na górze?
Jak mówi staropolskie przysłowie Inków " jest zima to musi być śnieg i zimno".🫣😝
Po roku ponad jazdy wydłużyłem sobie mostek w elektryku, z 60mm do 90mm. Dzisiaj testowa jazda. Jest inaczej, czy lepiej? Czas pokaże. Wczoraj miałem powódź z nosa, a dzisiaj zastosowałem leczenie doraźne. Co ja smarkałem na te ulice, to moje ... Zatoki czystsze na pewno 😉🫣
W lasach błoto i katorga. Grzybów nie stwierdzono.
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.