Dzisiaj z paluszka. Nie było roweru, był fordzik. Niestety kontuzja Syna w szkole okazała się poważniejsza, i wczorajsza wizyta na sor zakończyła się gipsem.
Jesiennie przypominają o sobie także stawy. Ostatnio nie bardzo mogą się dogadać, co ma bardziej doskwierać, czy łokcie czy kostki i łydki.
Jednym słowem jesienna starość.
Czas jesiennych zmian. Dni nadal słoneczne, choć poranki już kapkę zimne. Stawy się odzywają, niestety nie jest lekko... Ostatnio czuję łokcie w tym złym znaczeniu.
W sezonie już cisza. Dni policzone. Czas szukać nowej pracy;) Taki urok serwisanta, pracownika sklepu, że latem jest praca zimą jej brak. I tak sobie myślę, czy kiedyś będę mógł sobie żyć z organizowania wyścigu i pomagania innym? Marzenia - ale są po to aby je spełniać. Kiedyś tak do tego nie podchodziłem, teraz mam mega frajdę z robienia wyścigów, a praca jest jakby dodatkiem. Pracuje, by żyć a nie żyje by pracować.
Król Kibli miał racje
Znajdź coś co chcesz w życiu robić, a potem zacznij to robić;)
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.