Wszystkie oświetlenie mi popadało. Niby tenisb to dobre, ale cholera jak się rozładuje to nagle cyk i nie świeci. Na bateriach jakoś wolniej ten moment się przedłuża
Ostatnio mało czasu na rower. Trochę miałem przestój w szukaniu pracy, ale chyba się udało. Głowa wraca do żywych. Serwis dalej ale czegoś innego. Uczę się. Sporo wiedzy do ogarnięcia. Trochę czasem się głowa zapycha.
Piękna jesień za oknem
Ostatnie dni podobno złotej. Potem przyjdzie czarna jesień.
To był naprawdę ładny jesienny dzień. To trzeba przyznać jednogłośnie. Tani jakoś tak nie miałem ochoty na rower, ale potem się jakoś zebrałem. Lasem trochę, trochę asfaltami i tak się uzbierało co nieco 😝
Są fotki są uśmiechy 🫣🔌🚴. Jutro leje 😤😤
Na działce powoli wkracza jesień. Zebraliśmy dzisiaj system podlewający i przygotowywałem teren pod fundamenty. Szykuje się mikro inwestycja a że jestem sknerą to sam będę budował domek. Taras zbudowałem to i pokoik dostawie 😝
Na razie miejsca pod słupki przygotowuje. Może do zimy zrobię "fundamenty".
Zdjęcia wjadą później z drugiego telefonu, tymczasem kilka słów od autora.
Klasyczny zorganizowany solowy wyjazd. Nie żałuję że pojechałem, choć dzielenie się przeżyciami na bieżąco z kimś obok na pewno daje efekt wow.
Ogólnie mega super miejscówka. Łatwy dojazd z Legionowa i Warszawy. 1,5h i jest się u progu Mazur. Mnóstwo szutrowych dróg, a do tego malownicze jeziora. Szkoda że liście jeszcze nie przebarwione na czerwono, ale cóż wybaczam 😁🫣
Początek pod wiatr na północ nie szedł mi dobrze. Jakoś tak zimno i wietrznie. W zasadzie pierwsze 45km to taka walka z swoim wnętrzem. Bo niby nie było mi jakoś zimno, ale dookoła tak szaro i pochmurno. Udało się jednak zażegnać kryzys w trakcie pysznego obiadu.
Potem kierunek wiatru się zmienił i chyba przybyło parę stopni. Zdecydowanie lepiej szła jazda.
Tereny mimo szarości, zachwycały. Szutry odmieniane przez wszystkie przypadki i do tego bruki premium 🫣😁😝
Na sam koniec chcąc sobie skrócić cierpienia i nie jechać główna, wybrałem skrót. Dobrze odbierajcie swoje skróty, mój był po bruku i wcale nie skrócił 😝😝😝
Ostatnio na grzybach zmokły mi buty, dlatego wyprawa dzisiejsza była po kalosze na działkę. Nie obeszło się także bez rundki. Dookoła z P.
Była też wizyta w byłej pracy po dętki , bo P dostał spowolnionego ujścia powietrza z koła przedniego. Zaleciłem wymianę i owej dokonałem.
Wizytowaliśmy także Płaza po Gorąca kawę oraz na koniec działkę po kalosze.
Na sam koniec zaczęło padać. Dlatego, bo głupi ma szczęście. 😝😝😝🔌
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.