No muszę wam dzisiaj przyznać, że trochę dzisiaj mi zupka zmarzła. Nie powiem jest całkiem rześko i mimo że miałem delikatne rękawiczki to odwykłem już od tego że marznę w ręce. Mgła rzeczywiście malownicza dzisiaj był tak zwany dzień gówno widać. Co ciekawe bardzo mało rowerzystów włącza oświetlenie w takie dni. Przecież jest dzień przecież nie trzeba świateł, ale mimo wszystko w takim mgliste poranki to jakieś tam światełko mogłoby błyszczeć bo wtedy lepiej jest nas widać z daleka. Dziś po raz pierwszy cieszę się że w pracy jest ciepło a nie za ciepło, bo autentycznie witkimi zmarzły.
No to już potwierdzone. Miło mi poinformować, że już od poniedziałku przechodzę na wyższe stanowisko. Świat Marketingu się przede mną otwiera.
Co to będzie? Sam nie wiem. Podobno się nadaje:P Podobno można się tego nauczyć. Jedno wiem napewno. Zmiana to szansa na rozwój. To szansa na nauczenie się czegoś nowego. Poznanie nowych narzędzi i możliwośći
Niestety dojazdy rowerowe do pracy się zmniejszą, bo wejście do skm rano z rowerem graniczy z cudem. Dlatego rower zamieniam na hulajnogę. Nie zamierzam jednak całkowicie z niego rezygnować. Praca 8-16 spowoduje, że istnieje spora szansa, na jakieś wieczorne kręcenie. Dodatkowo - większość weekendów będę miał teraz wolnych.
Dzisiaj dzień urlopu . Wiadomo w rowerówce urlopy bierze się dopiero wtedy kiedy marznie dupa. Tak samo zrobiłem i ja. Pojechałem na rower bo przecież mam dzień wolny więc jak tu nie pójść na rowerek skoro nie pada, rano się trochę zachmurzyło i wyglądało na to że może ten wyjazd nie dojść do skutku ale w końcu zdecydowaliśmy się z Pawłem przejechać kawałek. Wyjazd szary bury i ponury. Wiał wiatr a wszędzie dookoła większość liści już opadła. Gdzieniegdzie tylko zostały jakieś pozostałości. I tak wygląda na to że będzie wyglądać nasza jesień aż do samej wiosny.
Trochę z rodziną, trochę solo. Pogoda przepiękna, a więc kolejne testy, możliwości nowego aparatu. Szkoda, że już tej żółtej jesieni jest mało, bo kolory upadku już na ziemię. Ebajkowo fotkowo, relaksacyjny wyjazd ?
Miał być wyjazd na niepodległościowy Kampinos. Ale prognozy pogody wskazywały na to że ma dzisiaj padać, i mając w pamięci ostatnie całodniowe opady odwołałem wyjazd. Szkoda bo w sumie pogoda nie była zła poza tym że pochmurno to w sumie deszcz nawet nie spadł ani razu. Udało się jednak skrzyknąć Pawła i pojechać na wieczorny rower i zwiedzić trochę puszczy Słupeckiej. W lasach oczywiście ciemno. Mimo że na początku nie było tak strasznie źle jeżeli chodzi o temperaturę to końcówka była już nieźle mglista i wilgotna. Wyjazd całkiem udany oczywiście na elektryku ale powiem wam że dotleniłem się zdrowo mało tego nawet trochę zaznałem terapii węglowej która ostatnio w modzie jest. Chodzi tutaj o terapię inhalacji dwutlenków i węgla i siarczków spalanych przez gospodarstwa domowe w kominkach.
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.