Od dzisiaj znów jestem na ulicy Jana Kazimierza. Zobaczymy jak długo zobaczymy ile czasu tutaj pobędę zanim ktoś wyśle mnie znowu gdzieś w jakieś inne miejsce. Radosny brak ludzi do pracy udziela się wszystkim. Można powiedzieć że w zasadzie jadę na służbę, lub na dyżur. Jest trochę rowerów do serwisowania, ale to nie jest taka ilość jak w sezonie więc wydaje się że wszystko jest względnie do ogarnięcia. Mieliśmy jutro jechać na niepodległościowy Kampinos, ale niestety okazuje się że jutro oczywiście wtedy kiedy mam wolne ma padać także dupa blada.
Dzisiaj jest mój ostatni dzień pracy na ul okopowej. Po drodze robiłem sobie fotki nowym telefonem i sprawdzam jak to wychodzi, jestem naprawdę mega zadowolony kropka telefon którego używam to Real mi 8 i kupiłem go w dobrej cenie w sumie bez przekonania bo nie za bardzo znana jest ta marka na polskim rynku. Poczytałem jednak trochę opinii i zdecydowałem się właśnie na ten model. Moja Motorola G9 power to jest dobry telefon, to znaczy był kropka służył mi bardzo dobrze podczas ultramaratonu i sprawdzał się w trudnych warunkach kiedy trzeba było bardzo długo wytrzymywać bez ładowania. Jedynym zastrzeżeniem który miałem od początku użytkowania Motoroli, to bardzo słaba jakość zdjęć i software aparatu taki strasznie toporny. Udało się jakoś przetrwać te 2 lata ale nigdy do końca nie byłem zadowolony z tamtego telefonu i aparatu. Jedyne co mnie przy nim trzymało to właśnie długa bateria. Obecnie wszystko wskazuje na to że długie ultramaratony są już poza moim zasięgiem, a mimo wszystko nadal lubię robić zdjęcia i chciałem troszeczkę odświeżyć swoje portfolio dlatego wybrałem sobie telefon z lepszym aparatem. mam nadzieję że efekty moich zmian fotograficznych niedługo zobaczycie i na strawie i na Facebooku kropka pozdrawiam wszystkich gorąco i serdecznie życzę wszystkim miłego dnia.
Dzisiaj tak jakby nieco chłodniej. Mimo że słońce przecedza się przez chmury, to jakoś tak dzisiaj zimno mi było. Jechałem do pracy bez wyrazu, tłok w pociągu, ludzie tacy jacyś obrażeni z twarzy. Wszystko takie jakieś jesienne, markotne. Nie chce mi się. Kolano boli tylko gdy zginam mocno. I muszę przyspieszyć tą wizytę u ortopedy. W zasadzie dowiedziałem się że nie jestem rowerzystą bo jeżdżę na elektryku. Jestem albo nie jestem, oto jest pytanie kropka to znaczy stawiać je sobie trzeba od nowa, dnia każdego nim szary zakończy się ranek. Nim zmęczą się myśli, chęci i słowa.
Pojechałem sobie dalej na zoo, niestety tym razem ś4 nie było opóźnione i zobaczyłem tylko jak odjeżdża. No trudno. Żyje się dalej. I czeka na następny kurs. Pogoda ładna, fajnie jest wyjąć jeszcze za dnia z pracy, prawie już zapomniałem jak to jest??
Kolejny dzień do pracy na ul okopową. Tutaj w sklepie pracuje między 10:00 a 16:00. Na Jana Kazimierza byłem wczoraj tam sklep otwarty 11:00-17:00. Jako że mam na okopową to sobie kawałek dalej pojechałem rowerem bo aż z Warszawy zoo kropka znowu piękna jesień znowu słońce znowu fruwają liście, i budząca się o poranku Warszawa w blasku słońca to coś niesamowitego. Jazda na rowerze w dalszym ciągu jest czymś magicznym dla mnie czymś wyjątkowym. Mówią że jak nie wejdę drzwiami to wejdę oknem. Zdrowie mi trochę wysiada wysiada mi prawe kolano i torbiel Bakera którą mi wykryto ponad rok temu niestety daje o sobie znać. Boli gdy zginam nogę ale przy naciskaniu na pedały nie czuję bólu. Dopiero wtedy kiedy się położę i na przykład chcę sobie zgiąć kolano na łóżku. Myślę nad zabiegiem żeby do torbiel usunąć. Nie wiem czy chcę znowu iść pod nóż i nie wiem czy aż tak bardzo mi to przeszkadza. To byłaby już moja chyba 10:00 albo 11 operacja w życiu co nie jest zbyt optymistyczny biorąc pod uwagę że jakoś się jeszcze poruszam i że podczas chodzenia nic mnie nie boli. Jest jeszcze opcja odciągnięcia płynu z torbieli jakąś gigantyczną strzykawką, ale podobno jest to tylko rozwiązanie tymczasowe bo torbiel może się odnowić kropka czy to rozwiązanie tymczasowe czy odsunie zabieg czy może sprawi że torbiel nie odrośnie już tej wielkości i uwolni trochę moją nogę od bólu? Cóż kręcę dalej jesień to również bóle stawów, choć ostatnio muszę przyznać że moje stawy dają sobie jakoś radę, bo pogoda jeszcze nie jest tak tragiczna.
Dzisiaj dyżur na starej firmie teraz jestem trochę tu trochę tam teraz jestem niezawodny. Gdzie mnie rzucał tam pójdę. Dla odmiany dzisiaj znowu pada witamy jesień w mordę kopano...
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.