Ktoś by powiedział ma elektryka i nie chce mu się. Do pociągu jedziemy tak spotykam się często z takimi opiniami. Ale to właśnie jest zaletą elektrycznego roweru, że możemy z niego korzystać w połączeniu z komunikacją . Nawet te 28km na elektryku wymaga pedałowania, siedzenia, wstrząsów i w jakiś sposób angażuje nas w dojazd. Nie jest to tylko dokręcanie manetki. Dzisiaj źle się czuje i moje stawy również. Postanowiłem dać im odpocząć i tylko kawałek sobie pojechałem na gdańską ??
Dojazd do pracy. Wieje, niby fajnie, ale nie fajnie. Od jakiegoś czasu boki mnie staw biodrowy lewy. Czyżby znowu reumatyzm dawał o sobie znać?
Lubię rower. Fajnie jest kręcić i podziwiać świat.
Dzisiaj tętno wariowali podczas jazdy czasem 100 czasem 109 teraz sobie siedzę i jest 101... nie kumam. Podejrzewam źle pomiary zegarka.
Pogoda akurat nie za ciepło nie za zimno w sam raz.
W drodze do pracy spotykam wiślaków. Macham
Kolejny dojazd do pracy na elektryku. Oj wiało dzisiaj nie mało, mimo to w wielu miejscach jechałem sobie w trybie ekonomicznym. Zabrałem zegarek z ciekawości jakie tętno osiągam na prądzie i wychodzi mi około 75rpm??
Wiele z osób mówi że to oszukiwanie takie pedałowanie, ale ja dzięki temu mogę sobie śmigać rowerem do pracy. Mijam ludzi, wrzeszczące dzieci, zjadam muchy i tak jak i wy rowerzyści użeram się z pieszymi na ścieżce. Piękne lato, ?
Rano mamy dzisiaj na 10, biorąc pod uwagę, że o ósmej wstałem to wiadomo całej trasy nie zrobię. Więc hop do pociągu i rowerkiem z gdańskiej. Za to powrót będzie ja kołach. Nie mogę wyleczyć zatok które mnie dopadły od klimatyzacji i upałów i już tydzień się męczę z zatkanym nosem i trudnościami z oddychaniem. Do tego migreny i takie tam problemy trzeciego świata.
Wczoraj zamknąłem licznik na dystansie 109km. Nowe ładowanie i nowe wyzwania ?? hejters gonna hejt???
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.