Do pracy 20 - Zimna sobota
Planowałem, że dziś coś pokręcę po pracy, ale plan powalił się już o poranku. Zbytnio zaufałem przyzwyczajeniom z dnia poprzedniego. Wyruszyłem w przekonaniu, że ciepło, tylko pochmurno. Jakie było moje zamrożenie (zaskoczenie), że jest inaczej. Jest zimnooooo!!! Przez Wiadukt przejechałem i miałem chwile zwątpienia. Za późno by wrócić do domu... za mało czasu. No nic gnam do pracy.
Jak mówią - daj w pompkę! I jazda. Pocisnąłem do roboty z największą średnią jaką chyba miałem siłę wykręcić pod sklepem byłem w 35 minut! Na ostatnim odcinki od rondek, miałem centralnie pod wiatr a w dodatku jakiś dzieciak na mtb jadąc chodnikiem wszedł mi, proszę ja was na ambicje. Jadę a on macha i krzyczy dawaj dawaj! I zaczyna cisnąć na swoim góralu. On po chodniku ja na szosie. On 26 - ja 27. On 30 ja 35...38... pffffff został w tyle, ale 38 pod wiatr, matko chyba moje płuca tego nie polubiły. Zimny wiatr, płytki oddech, ale co! Ja mam być drugi?:D he he.
W pracy dziś pomór świń norweskich! Ani śladu ludzi. Nie wiem czemu - nie padało przecież tak jak zapowiadali. Pan jeden z drugim panem we dwóch wybierali rower... 40 minut z nimi marzłem na dworze. Wiatr łeb urywał, ja w polarze i bluzie, ale ledwo trzymałem fason z zimna. Jeździli chyba z 4 rowerami i "musza się z tym przespać". Kuźwa już prawie zdecydowani, a pewnie kupią na allegro. Co za pipy!
Po walce czterdziestominutowej długo nie mogłem się ogrzać. "K" mnie dziś poduczał z serwisu, pokazywał jak naprawiać piasty, i zamiast handlować rowerami robiliśmy serwisy.
Powrót do domu już z wiatrem. Jechało się spoko, choć jakoś bez melodii.. pochmurno zimno.
W domu ciepła kąpiel i herbata. Och jak mi dobrze... relaksing.
Ksiegowy
Jabłonna
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.
| Dystans całkowity | 124543.65 km |
| Dystans w terenie
| 8905.77 km (7.15%) |
| Czas w ruchu
|
140d 23h 00m |
| Suma w górę |
94868 m |
| Prędkość średnia: | 16.71 km/h |
| Baton statystyk
|
 |
| Profil | Profil bikera |
| Więcej statystyk | Statystyki rowerowe |
Wykres roczny