Udało się wreszcie odczarować jesień. I pojechałem na rowerze. W sumie nie czułem się w 100% zdrowy, ale moc mnie do tego zmusiła. Chciałem się przejechać w szumiących liściach, pięknie szeleszczących drzewkach. Tak sobie wyobrażałem ten wyjazd, bo zapowiadali, że ma być ciepło i słonecznie z rana. No i rzecz jasna wszystko szlak trafił. Pojechać pojechałem, ale w pochmurny dżdżysto siąpiący poranek, gdzie deszcz w sumie zastanawiał się czy ma spaść w postaci kropel, czy osiąść jako mgła i wilgoć. Wybrał to drugie. Było ponuro szaro mgliście, ale na rowerze. To już coś.
Aha no i było coś pod 8.9 stopnia - czyli relatywnie ciepło jak na okres poprzedzający ten wyjazd. W pracy remanent, siedzenie, dłubanie, liczenie, wpisywanie, kawa, wpisywanie, przerwa, wpisywanie, kawa, wpisywanie i do domu. Generalnie sielanka to nie jest, ale okres jesienno zimowy w sklepie i liczenie towaru to jedna z cech tej pracy. Do zajęć typowo zimowych i jesiennych zaliczyć można w sklepie rowerowym również:
składanie rowerów palenie w kominku serwis sporadyczny oglądanie ju tuba słuchanie radia robienie zamówień rocznych przyjmowanie dostaw towarów (np 80 kartonów rowerów w styczniu) picie kawy!:@ Wątek o chrzcinach zrobił nie lada poruszenie w komentarzach. W sumie uspokoiliście mnie, bo już myślałem, że armia ludzi dobrej woli atakuje tylko mnie. Dzięki - sumienie mam spokojniejsze dzięki wam. Janek rozwija się zdrowo i mimo, że czasem jest strasznie marudny, to słodziak z niego nie z tej ziemi. Mam czasem wrażenie, że swoimi rzęsami poderwie połowę panien na podwórku!
Dzień zakończyłem wracając w deszczu z pracy. Jechało się przyjemnie, choć pod koniec już miałem dośc zapadanych okularów i z radością przyjąłem pojawienie się ciepłego mieszkanka!
Czy lepszy trenażer czy real jesienią? Ciężko określić, w realu łatwiej się nabija kilometry, te same 12 km w realu a na trenażerze to całkiem inna bajka w realu połowe za darmo mamy. Niezmiennie jednak uważam, że w zdrowy sposób można łączyć indoor i outdoor cycling jesienią i zimą.
Komentarze (2)
A dlaczego tylko połowę,poderwie wszyskie na panny na podwórku i okolicy :)
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.