Kolejne jazdy na odrestaurowanej Cherry - Niby na kolorze się nie jeździ, ale miło patrzeć na "nowy" stary rower. No i jest szansa, że mi nie zarzucicie, że na jakimś smietniku jeżdżę.
Ostatnio w pracy składanie rowerów. Do wiosny coraz bliżej, a ilość rowerów do złożenia jest ponad 70 albo i więcej. SIedzę więc, palę w kominku i albo na allegro dłubie, albo składam rowery. Można powiedzieć, że sielanka i błądzenie w opdmętach you - tuba zakończyło się z nadejściem nowego roku. Opracowałem na ten sezon nowa trase do pracy. Jako, że plan jest wystartować w maratonie 500km po góach, potrzeba zrobić troszkę podjazdów. Kamil podpowiedział mi fajną pętlę, przez okolice jednostki wojskowej. Tym samym, zaliczam sążnisty podjazd, a potem robię kółko i wracam. Sam podjazd też jest jakby łamany na 3 etapy. Najpierw jest lekki wiadukt, potem obniżenie i zaczyna się dopiero żmudne wdrapywanie na sam szczyt góry Zegrze. Na światłach na szczycie odbijam w prawo i przy jednostce wracam w dół, a następnie, jadąc w kierunku Nieporętu, znów pokonuje wiadukt. Wiaduktów żaden gps nie pokazuje więc na mapach podjazd widać jako jedną górę.
Mimo, że nie lubię trenować, jest to przyjemne urozmaicenie, od wielu takich samych dojazdów do pracy. Czy to pomoże przygotować się na 500km po Sudetach? Nie sadze, ale na pewno nieco ułatwi pokonywanie tamtych wzniesień:D
Komentarze (6)
Czas masz. Jakbyś chciał wcześniej pokręcić po Karkonoszach to dawaj znać o terminie, może uda się zgrać czasowo. Nic na siłę :)
Nie wiem kiedy masz w planach te 500 km, ale chętnie oprowadzę Cię po Sudetach Zachodnich, czyli po ludzku - Karkonoszach i okolicach. Bo pewnie na wiosnę się wybiorę :) więc jakby co - dawaj znać, to chyba lepszy trening niż mazowiecka górka :)
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.