No to po kolei. A w sumie chyba wypadało by powiedzieć po torach. Bo i wzdłuż torów jechałem. Wpis kilometrowo jest z wyjazdu na północne Mazowsze, gdzie dotarłem na dwóch kołach i dwóch amortyzatorach. Jako żywo było po kolei, bo szło sporo wzdłuż torów kolejowych, ale więcej o mapce średnich i te pe znajdziecie państwo w mojej stravie, którą uprawiam od niedawna. Nowy telefon nie blokuje mi gie pe esa gdy ekran wyłączony, wiec strava zyskała poklask. Ba ona taki poklask zyskała , że nawet żem se licznika nie zaczepił był odkąd żem rowera wymienił.
Tera tak... Długo żem myślał i żem kombinił, kombinował, wykombinowywał, i podjąłem ( podjęłem) decyzyyje, iż, że, ponieważ, JADĘ NA POMORSKĘ PIŃĆSETKĘ! - tu czas na okrzyki podziwu - . . . . . . . . Ok dziękuje! Postanowiłem jednak zmierzyć się z tym maratonem z kilku powodów, lub powódek. Po pierwsza powódka - to taka iż limit czasu jest długi i mogę go nagiąć byle dojechać. Nie będę więc łamał rekordów dwudziestoczterogodzinnych [trudne słowo] jednakże pojadę sę [sobie] turystycznie. Wiecie - plażing, piasing, opalajing... Generalnie jako wyprawę na 3 dni to traktuje. Od rana do nocy - spać -> od rana do nocy - spać I tak będę sę jechał ciupciał pedałkami aż dojadę!
Po drugie - zapas urlopowy na ten wyścig wziąłem sporawy, więc nie pili mnie żadna PILICA ani praca, więc tym bardziej mogę sobie chill uprawiać i jechać dla funnu.
Po cze-cie rowera nowego mam i powiem wam - matko Bosko kochano! Jaki Łon jest gibki. Nic nie częsie! Nic nie czącha! No generalnie zajarany jestem, bo w terenie na fullu to bajkowa jazda. Mniej dupiszon trzeba z siodełka podnosić. Maraton ma się począć za jakieś dwa miesiącyje, toteż mam czas na dokładne dorechabilitowanie kręgosłupa. Pobieram zatem zabiegi, wcierki masaże, pobieram również pensję - chodząc do pracy. W pracy przeniosłem się z serwisu, aby plecy miały lżej, na sklep. Pewnie na serwis wrócę znów zimą na narty, teraz za to będę miał pracę na dziale i wytrwale będę kręcił rowery dla ludzi z ludi Warszawy.
Ło - W temacie tyle.
Jaram się jak świeczka na pierwszego listopada!
Komentarze (1)
Powodzonka :) Jarasz się teraz, a z tego maratonu to dopiero zjarany wrócisz :)
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.