Wiosenne Świeżaki
Czwartek, 31 marca 2011
· Komentarze(2)
Kategoria Na uczelnie
Dzisiejszy wyjazd na uczelnie był inny niż wszystkie w tym roku. Może to dlatego, ze po raz pierwszy jechałem nieomal pół-nagi czyli bez kurtki. Rano kiedy budziliśmy się, na termometrze widniało mizerne 4,5 stopnia a ja sceptycznie patrzyłem na lekko zamglone niebo. Wszak na „stary czas” to była 7.00 a nie 8.00.
Po śniadaniu oboje ruszyliśmy z Agą każde w swoim kierunku. Modlińska była już opustoszała a korek rozmył się w porannych promieniach słońca. Jadąc z każdym kilometrem czułem, że słońce coraz bardziej domaga się mojego ciała i niewidzialną dłonią chce go odkryć coraz więcej. Początkowo sceptycznie a potem coraz śmielej oddawałem się tej zwiewnej wiosennej dziewicy. W okolicy mostu Grota w zacienionym miejscu dopięła swego i zdjęła ze mnie kurtkę. Wiosna, niemętna rozpalająca i przenikająca mnie, tego poranka na wskroś. Zgwałcony wczesnym słońcem jechałem speszony w samej bluzie. Wodziłem oczami dookoła szukając oparcia wśród mijanych ludzi i jakby licząc, że podniosą kciuk w gorę i uśmiechną się na znak porozumienia. Niestety nikt specjalnie nie dopingował mojej wiosenności a nawet spotykałem na przystankach takich utalentowanych starszych obywateli, co mieli czapkę na uszy i płaszcz(a`la jesionka).
Wiosna jednak nie przejawia się jedynie w słońcu i wczesno porannym exhibicjoniźmie, ale wiosna to także rowerzyści! Ha jednak to nie byle jacy rowerzyści. To klasa sama w sobie stanowiąca kastę nieomal i społecznie wyklęta zimą sprowadzona do podziemia. Wiosną wraz z przebiśniegami przecierają szlaki i mkną swoimi kwitnącymi czadowymi maszynami o nieskazitelnym lakierze, kasetach lśniących w czystości (brak smaru i piszczenie napędu objawia się w ich rowerach dopiero około maja do tego czasu wyglądają i brzmią podobnie jak my… no prawie). Tego dnia ja także spotkałem takiego rowerzystę. Aż dziw, że tylko jednego, ale nie miałem wątpliwości to był ON, wiosenny świeżak!
Ja jak jaszczurka w kolarskim trykocie(bez kurtki pierwszy raz) na rowerze wolno pedałuje niejako znudzony oklepanymi już trasami dojazdu. W nim widać było pasję, iskrę w oku i iskrę na wypucowanej super tarczy przy przednim amortyzatorze!!Nie miał kurtki a biała bluza rozpięta powiwiewala niczym poły Batmana. Energia jaką zużywał na pedałowanie była tak wysoka, że przegrzewał się już przy 10 stopniach Celsjusza. Wszystko w nim eksplodowało wiosną, błyszczało. Ha! Była nawet pół-łydka odsłonięta z pod dżinsów! Nieogolona pęcina wietrzona po zimie! Ja snułem się swoja ścieżką rowerową(asfaltową!:]) przy ulicy Gwiaździstej, on mknął przy samochodach i na każdym odcinku stawał na pedały a rowerem bujał jakby jechał drezyną mimośrodem napędzaną! Oczywiście było oblukanie na światłach – ja sobie stałem i on. I to spojrzenie, niby patrzy gdzieś w dal, niby podziwia przyrodę, ale skanuje mnie. Pewnie ocenial moje możliwości wyścigowe. Nie do parady miałem Nazwisko Zamana na ramieniu wydrukowane. Wyglądałem pro i chyba musiał mi/sobie pokazać!!!Człowieku – jak on ruszał!! Miał kopa nie ma co!!! Rwał z 1x1 stając na pedały a przerzutki zmieniał (do prędkości 20km/h ) aż 7 razy! Na naszej wspólnej trasie jak tylko była okazja oczywiście cisnął przede mną(o zgrozo jak mu lśnił napęd z oddali waliło po oczach WD 40!!! Pucował całą zimę jak nic!), a gdy biedak już nie dawał rady zjechał na ścieżkę i tu próbował swoich sił ze mną.
Niczym pokerzysta z kamienna twarzą zignorowałem to jak mi zajechał drogę i z politowaniem obserwowałem jednoosobowy peleton w wysokim progu tętna mknący przede mną 26km/h z kadencją 200 albo więcej. Godna uwagi była pewność jegomościa w prowadzeniu roweru. Zakręty 90 stopni ścieżki brał nadzwyczaj odważnie – podczas jednego z nich albo przyhamował, albo uciekło mu kolo bo postawiło go bokiem na piasku.
Gdy nasze drogi się rozjechały poczułem żal i aby nie popaść w rowerową depresję, że to już koniec wiosny rozpiąłem sobie kawałek więcej suwaczka bluzy aby poprawić sobie humorek.
Wiosna jak więc widzicie rowerzyści!
Po śniadaniu oboje ruszyliśmy z Agą każde w swoim kierunku. Modlińska była już opustoszała a korek rozmył się w porannych promieniach słońca. Jadąc z każdym kilometrem czułem, że słońce coraz bardziej domaga się mojego ciała i niewidzialną dłonią chce go odkryć coraz więcej. Początkowo sceptycznie a potem coraz śmielej oddawałem się tej zwiewnej wiosennej dziewicy. W okolicy mostu Grota w zacienionym miejscu dopięła swego i zdjęła ze mnie kurtkę. Wiosna, niemętna rozpalająca i przenikająca mnie, tego poranka na wskroś. Zgwałcony wczesnym słońcem jechałem speszony w samej bluzie. Wodziłem oczami dookoła szukając oparcia wśród mijanych ludzi i jakby licząc, że podniosą kciuk w gorę i uśmiechną się na znak porozumienia. Niestety nikt specjalnie nie dopingował mojej wiosenności a nawet spotykałem na przystankach takich utalentowanych starszych obywateli, co mieli czapkę na uszy i płaszcz(a`la jesionka).
Wiosna jednak nie przejawia się jedynie w słońcu i wczesno porannym exhibicjoniźmie, ale wiosna to także rowerzyści! Ha jednak to nie byle jacy rowerzyści. To klasa sama w sobie stanowiąca kastę nieomal i społecznie wyklęta zimą sprowadzona do podziemia. Wiosną wraz z przebiśniegami przecierają szlaki i mkną swoimi kwitnącymi czadowymi maszynami o nieskazitelnym lakierze, kasetach lśniących w czystości (brak smaru i piszczenie napędu objawia się w ich rowerach dopiero około maja do tego czasu wyglądają i brzmią podobnie jak my… no prawie). Tego dnia ja także spotkałem takiego rowerzystę. Aż dziw, że tylko jednego, ale nie miałem wątpliwości to był ON, wiosenny świeżak!
Ja jak jaszczurka w kolarskim trykocie(bez kurtki pierwszy raz) na rowerze wolno pedałuje niejako znudzony oklepanymi już trasami dojazdu. W nim widać było pasję, iskrę w oku i iskrę na wypucowanej super tarczy przy przednim amortyzatorze!!Nie miał kurtki a biała bluza rozpięta powiwiewala niczym poły Batmana. Energia jaką zużywał na pedałowanie była tak wysoka, że przegrzewał się już przy 10 stopniach Celsjusza. Wszystko w nim eksplodowało wiosną, błyszczało. Ha! Była nawet pół-łydka odsłonięta z pod dżinsów! Nieogolona pęcina wietrzona po zimie! Ja snułem się swoja ścieżką rowerową(asfaltową!:]) przy ulicy Gwiaździstej, on mknął przy samochodach i na każdym odcinku stawał na pedały a rowerem bujał jakby jechał drezyną mimośrodem napędzaną! Oczywiście było oblukanie na światłach – ja sobie stałem i on. I to spojrzenie, niby patrzy gdzieś w dal, niby podziwia przyrodę, ale skanuje mnie. Pewnie ocenial moje możliwości wyścigowe. Nie do parady miałem Nazwisko Zamana na ramieniu wydrukowane. Wyglądałem pro i chyba musiał mi/sobie pokazać!!!Człowieku – jak on ruszał!! Miał kopa nie ma co!!! Rwał z 1x1 stając na pedały a przerzutki zmieniał (do prędkości 20km/h ) aż 7 razy! Na naszej wspólnej trasie jak tylko była okazja oczywiście cisnął przede mną(o zgrozo jak mu lśnił napęd z oddali waliło po oczach WD 40!!! Pucował całą zimę jak nic!), a gdy biedak już nie dawał rady zjechał na ścieżkę i tu próbował swoich sił ze mną.
Niczym pokerzysta z kamienna twarzą zignorowałem to jak mi zajechał drogę i z politowaniem obserwowałem jednoosobowy peleton w wysokim progu tętna mknący przede mną 26km/h z kadencją 200 albo więcej. Godna uwagi była pewność jegomościa w prowadzeniu roweru. Zakręty 90 stopni ścieżki brał nadzwyczaj odważnie – podczas jednego z nich albo przyhamował, albo uciekło mu kolo bo postawiło go bokiem na piasku.
Gdy nasze drogi się rozjechały poczułem żal i aby nie popaść w rowerową depresję, że to już koniec wiosny rozpiąłem sobie kawałek więcej suwaczka bluzy aby poprawić sobie humorek.
Wiosna jak więc widzicie rowerzyści!




Przy okazji mogliby też ten syf pływający po odławiać... Co to nowy sposób łowienia - Na worek na śmieci? ???










